Przez długi czas nie wykorzystywałem potęgi emocji, nie czerpałem z nich radości, a co za tym szło to co było między nami było bardzo nijakie.
Przyszło moje oświecenie i wykorzystanie potęgi emocji. Może to dziwne, ale uzależniłem się od tego. Od emocji, mógłbym się tym bawić bez przerwy, jako jeden z dodatków.
To co jest między nami, również bardzo szybko nabrało kolorów, bo ja ją po prostu w sobie rozkochałem i wszystko pięknie, bo oto mam przed sobą szczęśliwą kobietę, ale..
Wszedł do stawki czynnik zwany odległością, który jest dosyć wysoki, bo wynosi ponad 600 km.
Widujemy się w różne święta, jakieś inne dłuższe przerwy i weekendy - wtedy jest wspaniale, ale słabości wychodzą w czasie między tym kiedy się widzimy.
Jesteśmy skazani na wszelakie komunikatory i telefon. Emocje zaczynają leżeć i kwiczeć, bo ja nie potrafię jakoś specjalnie wpływać na emocje takimi środkami. Prawdą jest, że komunikatory to jedno wielkie gówno, no bo gdzie tam emocje.
Z rozmowy na rozmowę widzę, że jej tego brakuje. Na mnie ten stan rzeczy też jakoś wpływa, bo widzę, że w ciągu takich dni, między nami nie ma zbyt wielu sensownych rzeczy. Nic z tego co jest kiedy już ze sobą jesteśmy.
Wcześniej kiedy było nijak, telefon, gg, skype co inne takie wcale mi to nie przeszkadzało, a teraz ewidentnie tak.
Dokąd to właściwie zmierza, też zaczęło mnie zastanawiać. Wychodziłem z założenia, że na pewne sprawy nie mam wpływu i będą szły swoim tempem, w swoją stronę, ale zauważyłem również o wiele większe zaangażowanie z jej strony i to, że jej bardzo zależy oraz to, że przeszkadza jej ta odległość.
Sprawy wyglądają jednak tak, że któreś będzie musiało się poświęcić.
Jakiś czas temu jej bliska przyjaciółka zapytała mnie czy nie planuję się przeprowadzić do niej, odparłem, że nie. Ona to usłyszała, zareagowała lekkim zniesmaczeniem, ale nie wróciliśmy do tego tematu.
Skoro miedzy nią, a jej przyjaciółką był prawdopodobnie poruszony taki temat, to zastanawia mnie to, czy ona zdaje sobie sprawę, że w tej sytuacji ja jestem osobą, która na pewno się nie poświęci.
Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, ale odnoszę wrażenie, że przy takim toku spraw, ta rozmowa zbliża się wielkimi krokami.
Ja jej nie chcę rozpocząć, a może jednak powinienem to zrobić i jak najszybciej jej uświadomić, że w tej sytuacji tak naprawdę to od niej zależy.
Chociaż jest świetnie, to jednak wydaje mi się, że przez odległość taki układ ( raz na jakiś czas ) długo nie pociągnie, właśnie przez to, że oboje emocjonalnie dojrzeliśmy. I chociaż nie lubię tego, obawiam się odrobinę czegoś na zasadzie wóz albo przewóz jako jedynego sensownego rozwiązania.
Generalnie dalej będę starał się czerpać z tego jak najwięcej. Ale tutaj moje pytanie, postawić sprawy bardzo jasno czy sprawić, żeby to jednak ona zaczęła o tym mówić?
Co myślicie o tej sytuacji?
Związki na odległość to niewypał, chyba że jest to tylko krótki stan przejściowy. Miałem kiedyś podobnie, dystans 450km... Albo to skończycie, albo jedna osoba się przeprowadzi do drugiej, trzeciej opcji niema.
Również uważam, że związek na odległość ma sens, ale jest bardzo trudny. Zadaj sobie pytanie, czy chcesz tak naprawdę z Nią tworzyć związek już d końca. Bo jeśli się zdecydujesz na poświecenie, wyjedziesz do Niej, a nie wyjdzie później moze być tylko gorzej. Nie wiem czy się uczysz, pracujesz, a poswiecajac sie musisz to rzucić. A co jak nie wyjdzie ?
Bedziesz mial do czego wrocic ?