Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Moja zmiana podejścia i jej skutki

(Ostrzeżenie: wpis całkowicie początkującego - nic ciekawego.)

Tak jak pisałem w poprzednim wpisie, zrozumiałem, że przez 2 i pół miesiąca w ogóle się nie rozwinąłem. Najpierw się wkurwiłem, potem złapałem doła. Ale na szczęście zrozumiałem że muszę się wziąć do roboty, żeby nie złapać jeszcze większego. Tylko trzeba się za to wszystko zabrać inaczej skoro stare podejście nie działa. I efekty są po prostu niesamowite. Wciąż się trochę boję, że tak jak nagle się pojawiły tak nagle znikną.

Po kolei... Kilka zmian które postanowiłem wprowadzić:

Po pierwsze, wywalam porno z twardego dysku. To raczej taka zmiana symboliczna niż mająca duży wpływ na moje życie.

Po drugie, koniec ze sztucznymi otwieraczami. Nie cierpię gierek i podchodów - cenię sobie szczerość. Więc jedynym dla mnie naturalnym sposobem jest direct (oraz czasami indirect jeśli akurat temat sam się znajdzie. Ale żadnego wymyślania indirectów na siłę).

Po trzecie, cały czas próbowałem się zmusić do zagadania. Nie chcę tak, chcę robić to naturalnie. Więc koniec ze spinaniem się, będę chodził po ulicach i albo będę zagadywał dobrze się bawiąc albo będę siedział cicho.

Po czwarte, próbowałem wcześniej sobie afirmować że jestem pewny siebie i obalać wszystkie swoje excusy. Koniec tego. Wsłucham się w siebie i zobaczę czy istnieje takie podejście do podrywania które jest zgodne ze mną. Część mnie bardzo chce nawiązywać nowe kontakty z kobietami, a druga część mnie przed tym powstrzymuje. Jestem dużym chłopcem i potrafię rozmawiać, więc niech obie części sobie pogadają i znajdą jakiś kompromis.

Jak to zrobiłem? Położyłem się na łóżku i zacząłem sobie przypominać lub wyobrażać sytuacje, w których chcę podejść ale tego nie robię. Co wtedy czuję? Wszystko co przewijało mi się przez mózg, od razu zapisywałem. Potem zapisywałem tylko excusy. Bez oceniania, tylko je zapisywałem. Później trochę się nad nimi zastanowiłem, ale nie na siłę "muszę się ich pozbyć!" Nie, potraktowałem je na serio i zastanowiłem się czego ja cały chcę. Niektóre były w oczywisty sposób głupie, np. "że za chwilę za rogiem pojawi się jeszcze fajniejsza dziewczyna i skupiając się na tej, stracę okazję zagadania do tamtej". Niektóre (np. "że ludzie, którzy często bywają w tych okolicach, zaczną mnie rozpoznawać i uznają za żałosnego") miały trochę sensu i musiałem się zastanowić czego chcę. W tym wypadku podjąłem decyzję że akceptuję to, że obcy ludzie mogą mieć o mnie złą opinię. A niektóre excusy uznałem za całkiem sensowne i ograniczyłem swoją grę (np. podobnie jak wcześniej ale z kolegami z pracy zamiast obcych ludzi - dlatego postanowiłem że nie podrywam blisko mojej firmy). W sumie, rozłożone na kilka dni, zajęło mi to kilka a może nawet kilkanaście godzin.

Efekty

Następnego dnia po porażce w centrum handlowym miałem mało czasu na trening. Minąłem dużo atrakcyjnych dziewczyn, ale do żadnej nie zagadałem. Ale za to świetnie się czułem. Nie spinałem się - widzę fajną dziewczynę, jest coraz bliżej, nie dam rady, mijam ją i już o tym nie myślę. Dobre samopoczucie odbiło się na postawie, uśmiechu i nawiązywaniu EC z mijanymi dziewczynami.

Kolejny dzień - tym razem miałem sporo czasu. Wciąż nie zagadałem directem, ale pamiętałem żeby utrzymywać dobre samopoczucie i zaufać sobie, że zmierzam w dobrym kierunku. Tak naprawdę to dosyć wcześnie stwierdziłem że dziś nie uda mi się do nikogo zagadać. Znowu miałem fajną postawę, nawiązywałem EC z uśmiechem itp. Dodatkowo przez oba te dni postanowiłem też dokładnie analizować co czuję. Stwierdziłem, że jeśli planuję podejście, to nic z tego nie wychodzi. Kiedy mijam dziewczynę nie myśląc o tym co powiedzieć, wydawało mi się, że już prawie jestem w stanie ją zagadać.

Następny dzień - sobota. Zaczęło się słabo, bo byłem strasznie zdemotywowany i nie wykonałem swojego porannego planu (niezwiązanego z uwodzeniem). Potem bardzo długo miałem excusy, żeby nie wychodzić z domu. W końcu się zmusiłem, nie spodziewając się po takim początku niczego. I bardzo dobrze zrobiłem - otworzyłem bezpośrednio dwie bardzo atrakcyjne dziewczyny. Pierwsza z tych rozmów (podszedłem po kilkunastu sekundach zastanawiania się):
Ja: Przepraszam.
Ona: Tak?
Ja: Zauważyłem cię przed chwilą i pomyślałem, że może być interesująco cię poznać. [drobne oznaki zdenerwowania, ale raczej ekscytacji]
Ona: Nie wydaje mi się, że to byłam ja.
Ja: [zdiwiona mina]
Ona: Nie poznaję cię, to chyba musiała być jakaś inna dziewczyna.
Ja: Powiedziałem, że cię przed chwilą zauważyłem.
Ona: Ach, "zauważyłem". [Po chwili, ogromny banan na twarzy]
Ja: Jestem Ja.
Ona: Ona. [Intensywnie o czymś myśli, wciąż z bananem]
Ja: Jesteś stąd?
Ona: Tak.
Ja: Może pójdziemy na kawę?
Ona: Wiesz co, właśnie jadę do znajomych. [Wciąż myśli] A poza tym... przykro mi, ale mam chłopaka. Przykro mi.
Ja: Rozumiem. Mam nadzieję, że nie poczułaś się przeze mnie niezręcznie.
Ona: Nie, ani trochę.
Ja: To miłego wieczoru.
Ona: Miłego wieczoru, przykro mi.

Po jej mowie ciała wydaje mi się, że zastanawiała się, czy w ogóle wspominać o chłopaku. Drugie zagadanie było o wiele słabsze, ale było Smile

Kolejne kilka dni minęło podobnie. Wciąż mijam dużo atrakcyjnych dziewczyn, których nie zagaduję. Wciąż potrzebuję za dużo czasu do namysłu (najczęściej kilkanaście sekund - ponieważ najczęściej ćwiczę DG na ulicy, to nadal za dużo). I wciąż w wielu sytuacjach excusy są zbyt silne. Ale powoli to się zmienia.

Raz, kiedy mijałem przystanek na którym było kilku wysokich, dobrze zbudowanych, ze starannie ułożonymi fryzurami młodych facetów, żałowałem, że nie ma obok atrakcyjnej dziewczyny, żebym mógł im pokazać swoje nowe supermoce Smile

W sumie od tej przemiany minęło 8 dni. Przez ten czas zagadałem otwarcie 16 dziewczyn. Bardzo rzadko zdarzają się dni, żebym żadnej nie zagadał. Efekty są słabsze, niż bym się spodziewał. W większości reakcje są bardzo pozytywne - nagły śmiech, żeby ukryć zmieszanie, a potem uśmiech i podziękowanie. Niestety, prawie wszystkie dziewczyny twierdzą, że mają chłopaków (a ja mam zasadę, że nie chcę komuś w związku mieszać). Te które tak nie twierdzą, jakoś uciekają - podejrzewam, że największym problemem są moje kłopoty z językiem plus małe wady wyglądu (przy directcie to może mieć chyba duże znaczenie). Dwa wyjątki:

Spotkałem śliczną dziewczynę o brazylijskich korzeniach (a w poprzednim wpisie wspominałem, że mam ochotę na "egzotyczną kuchnię"), która była mną bardzo zainteresowana. Jak teraz o tym myślę, to po kilku minutach gadania mogłem chyba spokojnie domknąć KC, gdybym tylko wprowadził odrobinę kina. A tak zagadanie zakończyło się tylko buziakiem w policzek/skroń. Ale jak na faceta, który do tej pory przy nowopoznanych dziewczynach rączki trzymał cały czas grzecznie przy sobie, to i tak nieźle. Niestety, potem okazało się, że ma chłopaka, chociaż wciąż jest chętna.

Po drugie, zagadałem elegancką kobietę (ładna, a przy tym bardzo lubię jej styl ubierania się), którą czasami mijam w drodze do pracy. Nie miała czasu na rozmowę, więc stwierdziła, żebym zagadał w przyszłym tygodniu (trochę byłem zbyt uległy pod tym względem). Nie spodziewam się po tym niczego, w najlepszym razie długi i powolny flirt bez finału. Ale taka zabawa może być dosyć przyjemna, no i przecież nie wpłynie to na mój trening (poza tym, że na początku raczej nie będę zagadywał kobiet w drodze do pracy w miejscach, w których mogłaby to zobaczyć), a może dodać pewności siebie w chwilach zwątpienia.

Przemyślenia i plany

Trochę mnie denerwuje, że wśród tych kilkunastu kobiet nie znalazła się żadna, która chciałaby się chociaż poznać (i byłaby wolna). Muszę chyba popracować nad mową ciała i modulacją głosu (a to nie jest łatwe - bo używam obcego języka którego nie znam za dobrze, mam mocny akcent który bardzo słychać i trudności z wymową).

Znalazłem też dwie drogi, żeby zagadywać - albo inner game, albo spinanie się. To pierwsze to podejście "teraz ja tu kręcę lody, robię na co mam ochotę i szukam fajnych emocji". Na razie wymaga ode mnie więcej pracy w domu, daje mniej podejść, ale więcej zabawy. To drugie to podejście "Dosyć tchórzenia i ręki. Muszę podejść!" Więcej podejść, ale takich bardziej mechanicznych, które nie dostarczają takich wrażeń. Dzięki silnej pracy nad inner game się zmieniłem, ale po iluś tam podejściach przekonałem się, że kobiety nie gryzą, więc spinanie się też zaczęło działać. No i to chyba dzięki spinaniu robię postępy, a opierając się wyłącznie na inner game po prostu zbieram owoce. Pewnie muszę znaleźć swój złoty środek między tymi dwiema drogami. Albo w różne dni różnie działać - czasami działać hurtowo, a czasami po prostu się dobrze bawić.

Muszę popracować nad niektórymi swoimi excusami. Muszę też nauczyć się zagadywać w nowych sytuacjach (autobus, zatłoczony przystanek, sety, dziewczyny które ciężko ocenić na pierwszy rzut oka, itp.). W tym celu chyba będę musiał się przekonać do indirectów. Ale mam już dość podchodzenia z przygotowanym otwieraczem więc najlepiej by było uderzać z pustką w głowie oprócz "Cześć/przepraszam". Gdybym znał lepiej język byłoby łatwiej, ale tak pewnie będzie sporo emocji. Żeby zdobyć do tego odwagę wkrótce pewnie znowu poświęcę kilka dni na intensywną pracę nad inner game.

Najważniejsze

Ogromne dzięki Wam wszystkim! Najpierw Gracjanowi nie tylko za udostępnienie wiedzy po lewej stronie, ale przede wszystkim za stworzenie tej społeczności. Oraz Wam, którzy tą społeczność współtworzycie, dzielicie się swoim doświadczeniem i wsparciem.

Przez lata marzyłem, żeby być tu, gdzie jestem teraz. Teraz widzę, jak wiele pracy jeszcze przede mną, ale zmiana, której dokonałem dzięki Wam, jest niesamowita! Nie wierzyłem, że kiedykolwiek dojdę do tego miejsca. Przez ponad 10 lat żałowałem, że to my musimy zagadywać. Teraz się z tego cieszę. Co dalej z tym zrobię - pokaże przyszłość.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Miguel

Chcesz, zagadujesz, nie

Chcesz, zagadujesz, nie chcesz, nie zagadujesz. Czujesz się z tym dobrze, ok. Realizujesz swój plan, spoko. Jedni wolą od razu rzucać się na głęboką wodę, inni krok po kroku. Jeśli uważasz, że Twoja taktyka przynosi efekty to się jej trzymaj. Zastanów się tylko, czy to "świetne samopoczucie" po tym, jak nie zagadałeś (a przecież chcesz otwierać) nie jest kolejnym excusem. Dobrze jest przełamywać i poszerzać własna strefę komfortu.
A co do tego, że większość odpowiedziała "mam chłopaka", to przecież nie musi być zawsze prawda, tylko shit test. "A ja mam zasadę, że nie chcę komuś w związku mieszać" - jeśli na prawdę jest w związku to tak łatwo nie namieszasz. Kontynuuj rozmowę, nawet po tym, jak stwierdzi, że ma chłopaka, zobaczysz, jak to się dalej potoczy.

Siemka, wg Mnie powinieneś

Siemka, wg Mnie powinieneś zrobić demoniczna pewność siebie co da ci dobre podstawy. Potem postaw sobie za cel zbieranie nr ale nie rezygnowanie na Shit testach. Jak któraś ci mówi mam chłopaka odpowiedź coś w stylu "Ja tez .. i nie lubi gdy podrywam seksowne dziewczynki" . Zobacz sobie wszystkie części get her number na yt, spora dawka wiedzy i pozytywnej energii Wink
Pozdrowko i powodzenia

Dzięki za rady. Nie wiem, czy

Dzięki za rady. Nie wiem, czy jestem zainteresowany kobietami, które bawią się w ST - lubię być szczery i to samo sobie cenię w kobietach. Ale spróbuję ignorować "mam chłopaka" i ciągnąć rozmowę dalej - takie doświadczenie na pewno nie zaszkodzi. Tylko pewnie nie będę się z nią umawiał - jeśli naprawdę ma chłopaka, to szkoda tracić czasu.

A na demonica niestety nie mam czasu - mieszkam w niewielkim mieście i pracuję na pełen etat.