Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Świńskie Wspomnienia - debiut na blogu.

Portret użytkownika BratBrodacz

Witam Szanownych Panów! Witam też wszystkie świnie, których pewnie trochę jest Wink

Jakiś czas temu zacząłem pisać o swoich przygodach z kobietami, a moje wypociny przekazywałem kumplowi, z którym czasem wychodzę na podryw. Doszedłem jednak do wniosku, że przedstawienie moich tekstów szerszemu gronu ludzi uprawiających to samo hobby, może być ciekawym doświadczeniem. Zwłaszcza jeśli chodzi o komentarze. Do rzeczy więc, oto pierwsza część moich wspomnień:

By nie zaczynać bez wstępu…

Lublin to piękne miasto. O każdej porze roku można wydobyć z niego pewien specyficzny i magiczny klimat. Lublin najciekawszy jest nocą. Co roku przyjeżdżają tutaj rzesze studentów i rzecz jasna chodzą na imprezy, tudzież zwyczajnie włóczą się po knajpach i upijają w starym, dobrym stylu. Ale przejdę do rzeczy. Pomysł by opisywać moje przygody z kobietami spadł właściwie z nieba. Lubię pisać, więc będę to robił bez względu na to jak słabym pisarzem jestem. W swoich wspomnieniach przedstawię prawdziwe sytuacje, ale niektóre imiona osób biorących udział w tej cudownej, pisanej przez życie sztuce, zachowam dla siebie. Przykładowo mojego kolegę, któremu z resztą jako pierwszemu pokażę owoc mojej pisaniny, będę nazywał Andrzejem. Gwoli wstępu wypada mi też opisać w jaki sposób stałem się podrywaczem. Celem wyjaśnienia pewnych fenomenów z tym związanych użyję porównania sportowego. Są ludzie, którzy lubią się bić. Biją się na ulicy, biją się od dziecka. Są też ludzie, którzy trenują boks. I taka jest różnica pomiędzy podrywaczem który po prostu lubi kobiety, a takim który tak jak bokser – zna technikę. Niby prosty sport, ale trzeba znać szereg zasad, mieć wyuczone odruchy, opanowanie i inteligencję, by wykorzystać swoje atuty i wady przeciwnika. W boksie, jak mawiał mój trener chodzi o to, żeby oszukać oponenta. Pomaga w tym technika oraz szereg innych rzeczy jak warunki fizyczne, kondycja… Moja przygoda z uwodzeniem zaczęła się jakoś przed wakacjami, Anno Domini 2011, kiedy to Andrzej przekazał mi pewne materiały teoretyczne o charakterze psychologicznym i społecznym. Nie były to jednak teksty naukowe, ale wiedza w nich zawarta, a nie zawsze pisana przez ludzi wykształconych jest jak najbardziej naukowa i w sposób naukowy zdobyta. Przykładowo jeden autor, o którym jeszcze będzie mowa, zastosował metodę empiryczną. Mówiąc po ludzku, podrywał dziewczyny masowo i na podstawie obserwacji wypracował pewne zasady wspólne dla większości kobiet, które to można śmiało wykorzystać by skuteczniej uwodzić.
Przed przeczytaniem tych materiałów, to znaczy zanim uzyskałem teoretyczną wiedze na temat techniki w sporcie jakim jest uwodzenie, byłym zwykłym facetem miewającym od czasu do czasu romanse, związki. Czasem się udawało, czasem nie. Gdy zdobyłem wiedzę, spojrzałem wstecz by przeanalizować kilka porażek i zwycięstw. W swoich własnych przeszłych działaniach dostrzegłem zgodność techniki z rzeczywistością. Czasem nieświadomie używałem technik o których miałem się potem dowiedzieć. I z całą pewnością mogę powiedzieć, że uwodzenie to sport łatwy do nauki, bo stoi za nim natura. Co innego, gdy chcemy stać się mistrzem w tej dziedzinie. W dalszej części podam parę sprytnych sztuczek, odkryję trochę wiedzy, a co najciekawsze – będę podawał konkretne przykłady z pikantnymi szczegółami.
By wstęp nie był zbyt nudny i ogólnikowy… 26.10.2011 czyli wczoraj: Normalna impreza na która przyszedłem celem upicia się ze znajomymi z uczelni. (Niech żyje KUL!) Ostatnia okazja na alkohol w dużych ilościach przed moim powrotem do sportowego trybu życia. Klub Kino, karaoke, kilku kumpli i oczywiście dziewczyny. Wśród znajomych nie było Andrzeja. Była jedna dziewczyna z którą w wakacje skutecznie (choć nie do pełnego zwycięstwa) kręciłem, była Julia, Ania i jeszcze parę innych. Siadłem gdzie było wolne miejsce i przyłączyłem się do opowiadania żartów i picia. Na tym etapie wszyscy byliśmy jeszcze trzeźwi. Ania wyglądała zjawiskowo. Jej odkryte ramiona aż prosiły się o pieszczoty. Julia też wyglądała fajnie tego dnia. I dodatkowo sama do mnie lgnęła. Jest moją dobrą koleżanką od dwóch lat i zasługuje na osobny rozdział, toteż jeszcze przedstawię tę osobę za jakiś czas. Ja tego dnia chciałem zabrać się za Anię, więc Julia była przeszkodą. Dodatkową przeszkodą było to, że przyszedłem pić, a alkohol nie pozwala na pełne rozwinięcie technik. Wyobraźcie sobie podchmielonego sportowca próbującego wykorzystać swoją technikę i już wiecie o czym mówię. Tak czy inaczej, miałem zamiar troszkę zadziałać, ale bez oczekiwań czy planu. Ot tak, dla samej przyjemności.
Toteż pogadawszy z kumplami i koleżankami wstałem od stolika po następne piwo, czy to by wyjść do toalety – nie pamiętam dokładnie. Julia dogoniła mnie na korytarzu i zaproponowała wyjście na papierosa, zastrzegając, że nie będziemy palić. Dobrze wiedziałem, że chodzi jej o odrobinę przyjemności. Mogła być moja, ale ja miałem inne plany. Delikatnie objąłem ją w korytarzu i przystawiłem twarz do pocałunku. Gdy i ona zbliżyła kuszące usta, ja z szelmowskim uśmiechem oddaliłem twarz. Bawiłem się nią. Zrobiłem tak jeszcze ze trzy razy i w końcu ledwo musnąłem jej usta. Chciała więcej. Było to widać w jej roześmianych oczach i innych niewerbalnych sygnałach, które wysyłała, a z których nie zdawała sobie sprawy. Ja zaś, zamiast dać jej więcej odsunąłem się ciągle patrząc w jej oczy. Wróciłem do stolika, a ona poszła na zewnątrz zapalić. Zamówiliśmy z chłopakami wódkę i gdy Julia wróciła starałem się usiąść jak najdalej od niej. Wiedziałem bowiem, że siedząc przy Julii dojdzie w końcu do eskalacji kino, a to spaliłoby moje próby poderwania Ani. (eskalacja kino: termin używany przez uwodzicieli opisujący sytuację gdy dwie osoby dotykają się i są ze sobą coraz bardziej fizyczne. Przykład; mężczyzna siedzi obok kobiety, oboje stykają się ramionami. Przypadkowo, czy nie, w końcu zaczynają dotykać swoich dłoni, kłaść sobie ręce na ramionach, na kolanach. Jest to narastanie kontaktu fizycznego, przekraczanie pewnej bariery przestrzeni osobistej. Przynajmniej ja tak rozumiem ten termin i w takim kontekście będę go używał.) Efekt był taki, że Julia strzeliła lekkiego focha i poszła sobie. Bogowie byli po mojej stronie! Przeszkoda usunęła się sama i mogłem pobawić się w uwodzenie Ani.
Zanim jednak zabrałem się do tego zadania wypatrzyłem jedną z koleżanek, która z nami nie studiowała. Znajoma znajomych. Siedziała naprzeciwko i była lekko pijana. Zresztą jak wszyscy. (zasada: podczas uwodzenia nie upijać się) Również ja, lecz zaznaczam, że przyszedłem się napić, a podrywanie wynikło ot tak. Kontynuując; spojrzałem jej w oczy i uśmiechnąłem się w sposób przyjazny, ale i trochę szelmowski. Po chwili rozmowy powiedziałem jej, żeby przysiadła się do mnie. Trochę standardowej rozmowy o niczym tylko po to, by zamaskować subtelne dotknięcia takie jak nic nieznaczące położenie dłoni na ramieniu itp. Chodzi o to, by przyzwyczaić dziewczynę do swojego dotyku. Na tym etapie zatrzymałem postępy. Koleżanka nie była piękniejsza od Ani, również Julia jak mniemam byłaby lepszym wyborem. Byłem więc po prostu miły, a dotychczasowe postępy potraktowałem jako trening, rozgrzewkę.
Właściwa akcja zaczęła się zaraz potem. Przysiadłem się do Ani. Wreszcie zrobiło się koło niej miejsce. Do tej pory jedynie rozmawiałem z nią i to niedużo, ponieważ ciągłe wychylanie się przez dzielące nas osoby wyglądałoby dziwnie i pokazało, że bardzo mi na niej zależy. Uwodziciel powinien kusić, a nie przystawiać się do dziewczyny. Należy tak zaczarować dziewczynę, by zaczęła chcieć, by uświadomiła sobie, że chce. Ganianie za kobietą, adorowanie jej czy przystawianie się sprawia, że kobieta podwyższa poprzeczkę. To jak ekonomia. Gdy pójdę na targowisko będąc spragnionym, nie mogę po sobie dać poznać, że chce mi się pić. Wprawny handlarz sprzeda mi wtedy picie po wysokiej cenie. Jeśli zaś pokażę handlarzowi, że mogę iść do innego sklepu, lub że wcale nie potrzebuje tej wody… Zupełnie inaczej, prawda? Toteż przysiadłem się do niej i rozmawiałem ze wszystkimi dokoła, również z nią. Tak by było mi wygodnie. Z uwodzeniem ruszyłem naprzód delikatnie gładząc ją po ramieniu. Ania zna mnie już jakiś czas i na początku studiów próbowałem ją podrywać nie znając techniki i nie mając dużej pewności siebie. Wtedy nie dało rady i obecnie ma ona o mnie pewien negatywny stereotyp w swojej świadomości. Sytuacja dotyczyła próby umówienia się i z nią i z jej bliską koleżanką (nie w tym samym czasie rzecz jasna). Ania uznała to za nieetyczne. Ale przechodząc do akcji – gładzenie jej ramienia było niebezpieczne z powodu tegoż stereotypu dotyczącego mojej osoby i istniała możliwość nerwowej reakcji, która przy stole wyglądałaby nieładnie. Coś w stylu ,,zostaw mnie”, ,,nie pozwalaj sobie”. Taka reakcja nie nastąpiła. Sztuczka polega na tym, żeby przy takim dotyku zabrać rękę zanim nastąpi reakcja. Kobieta czuje przyjemność, ale potem uświadamia sobie, że np. nie powinna pozwolić tak się dotykać. Jeśli dotyk jest na tyle długi by poczuła przyjemność i na tyle krótki by nie nastąpiła ,,reakcja obronna”, to w świadomości pozostanie jedynie przyjemność. I będzie można dalej działać. Trochę rozmowy, następny dotyk, rozmowa, dotyk, rozmowa, dłuższy, intymniejszy dotyk… Niestety przy etapie rozmowy po tym pierwszym dotyku nastąpiła… spóźniona reakcja obronna? Powiedziała coś w stylu: ,,Czemu nie pójdziesz do Julii?!”. Sprawa stała się jasna. Ania musiała coś widzieć. Potem próbowałem jeszcze trochę uwodzenia jej, ale już bez przekonania, ogarnięty zmęczeniem, upojony alkoholem. Tyle opowieści. Teraz wiem, że gdybym był absolutnie trzeźwy ten tekst nie zrobiłby na mnie wrażenia, a nawet odwróciłbym go na swoją korzyść. To była po prostu jej wersja handlarza – wcale nie musisz kupować wody ode mnie, śmiało, idź do konkurencji. Alkohol wyłączył moją możliwość sprytnego myślenia. Powinienem po prostu powiedzieć coś w stylu; ,,Pójdę do Julii kiedy zechcę, ale teraz siedzę tu z tobą” i zanim ona odpowie jakimś argumentem powąchać jej włosy tuż przy szyi i ledwo muskając ustami wyszeptać do ucha coś, cokolwiek, oby dwuznacznego. Tak czy owak, dzień się udał. Wyszedłem się napić i to zrobiłem. Przy okazji poćwiczyłem technikę i przeanalizowałem sytuację. Brak pełnego zwycięstwa nie wpłynął negatywnie na moje samopoczucie. Aha, skłamałem parę linijek wyżej pisząc, że to tyle z tej opowieści. Jakiś tydzień po imprezie Ania napisała, że przeprasza za swoje zachowanie. Odpisałem, że musiała coś pomylić, bo ja nie wiem o co jej chodzi. Dalszych wyjaśnień nie dostałem, ale mniemam, że miała na myśli ten tekst którym mnie zgasiła. Jeśli dobrze myślę, oznacza to, że wcale nie chciała mnie spławić. Nieświadomie czy też świadomie grała swoją rolę handlarza targującego się o swój towar. ,,Idź do konkurencji, wcale nie musisz kupować ode mnie (ale chcę…)”. Tak czy inaczej mam nadzieję, że Ania stanie się osobnym rozdziałem w tej książce. Ja przy nadarzającej się okazji będę do tego dążył.

Oto koniec mojej opowieści, którą pisałem już jakiś czas temu i ,,na raty", to znaczy nie napisałem wszystkiego naraz. Jedną część jakoś na świeżo, drugą po paru dniach. Tak czy owak, jeśli komukolwiek spodoba się co piszę, to z chęcią zamieszczę następne teksty z serii Świńskich Wspomnień.

Pozdrawiam,
Brat Brodacz.