Witam wszystkich,
postanowiłem założyć konto aby na tym blogu opisać całą historię, jaka mi się przytrafiła. Dane,które podałem w profilu nie są prawdziwe, w sumie nie są specjalnie istotne,ale gdyby kogoś to interesowało mam prawie 18 lat. Nie chcę już na starcie zrobić jakiegoś negatywnego wrażenia,ale naprawdę, za wiele radosnych momentów tu nie będzie. Aczkolwiek będzie mi naprawdę miło gdyby, ktoś to przeczytał a może nawet skomentował. No więc czas zacząć właściwą historię.
Opisywać tego,co było do czasów liceum nie ma po prostu sensu. Brak jakichkolwiek kontaktów z dziewczynami, generalnie nie jakoś zajebiste kontakty w gimnazjum. Ogólnie byłem/jestem lubiany, ale uwypukliło się wszystko pod koniec 2 klasy gimnazjalnej. Wiecie,alkohol, papierosy, sam w życiu nie paliłem, wypiłem 2 piwa, więc jako osoba niechętnie biorąca udział w imprezach nie był już tak chętnie gdzieś zapraszany czy to do kina z kumplami czy na dwór. Znajdą się i tacy, co mnie pewnie pochwalą: „Nie pije. Ma żelazne zasady.” Prawda jest taka,że się boję albo wstydzę starych, mam taką jebaną blokadę, że byłoby im przykro czy coś jakby się dowiedzieli, chociaż pewnie też się nie źle zachowywali w moim wieku... Od zerówki indoktrynowany,że muszę najlepsze oceny oraz zachowanie, rosłem sobie nieświadomy tego co przyniesie przyszłość. A jak możecie wywnioskować po tytule bloga, przyniesie piękne pasmo niewielkich sukcesów,ale zaraz po nich przytłaczających porażek.
Jeżeli będzie to konieczne, lub będzie tym zainteresowanie, mogę udzielić więcej odpowiedzi w kwestii tego jak dorastałem,bo jestem w 100% świadomy,że to właśnie ten okres wywarł tak duży wpływ,ale z pewnością nie całkowity. Do tego należy dołożyć skrytość w sobie, brak talentu w praktycznie każdej dziedzinie. Naprawdę,za co bym się nie wziął,zawsze coś spierdolę. Ale zawsze się pocieszam, chociaż nie jest to trafne określenie, lepiej powiedzieć, że mobilizują mnie w pewnym stopniu słowa Katsumoto z filmu „Ostatni Samuraj”, a mianowicie: „Doskonały kwiat to rzadkość. Można go szukać cale życie i nie będzie to życie zmarnowane.” Kwiatem (kwiatami?) są cele, które sobie wyznaczyłem. Ale o nich później, w innym blogu, wspomnę tylko krótko o tym najważniejszym dla mnie.
Ale nie to ma być ciałem tego blogu. Przejdźmy więc do chęci zmian. W wakacje po ukończeniu gimnazjum, wziąłem się trochę za siebie (mam lekką nadwagę), wiecie bieganie, ćwiczenia aerobowe - standard. Ale chuja to dało bo znowu się spasłem, nie chcę obarczać winą innych, ale ciężko nie odnieść mi wrażenia że to nie tylko moja „zasługa”. Nauczyłem się,stosunkowo niedawno, że za wszystkie moje klęski jestem odpowiedzialny tylko i wyłącznie ja, nie nieszczęśliwy zbieg okoliczności, pech, fatum czy inna sraka. Zawsze ja coś spieprzę, czegoś nie domknę, nie przeanalizuję dokładnie, lub ze strachu przed błędem/wyśmianiem po prostu tego nie uczynię. Tak zaczęła się moja osobista twarda walka, przyszła klasa I liceum. Fajerwerków nie było, na własną rękę coś tam próbowałem, nawet w listopadzie umówiłem się z takim pasztetem,ale to ciężko było nazwać randką, potem susza. Autentycznie do maja była jedna wielka pizda.
I tu myślałem, że w końcu mi się udało, że odniosłem nareszcie tak długo upragniony sukces. Zgadałem się ze starą koleżanką przez FB. Radość,niepohamowana chęć do życia, „Uda się!”. Tak cholernie w to wierzyłem. Umawiałem się z nią, ciągle się wymigiwała, to że wujek, to że ciocia itd. Wtedy nie wiedziałem,że jak laska się tak zachowuje to po prostu daje sygnały,że nie chce się spotkać. Na początku lipcu napisała mi sms, że nie ma ochoty w ogóle się spotkać, zgnoiła mnie ogólnie, że jestem najgorszy na świecie itd. Załamka. Nawet nie będę próbował opisywać co czułem, bo ciężko to wyrazić. Nawet nie pamiętam jak długo chodziłem taki ścięty. Ale wiedziałem,że muszę się podnieść, wmawiałem sobie,że „prawdziwi wojownik się nie poddaje, muszę wstać i walczyć.”Ruszyłem samotnie w miasto, ale mi nie szło, miałem srakie pojęcie o co mam pytać itd. Przez przypadek trafiłem na tę stronę, zacząłem czytać,analizować ruszyłem znowu w miasto. Nie będę ukrywał,bałem się na początku kolejnych porażek, mimo że de facto nie miałem nic do stracenia. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę podchodziłem do dziewczyn pytałem o godzinę, drogę do dworca itd. Rozmowa jakoś nigdy się nie kleiła, dlatego jakoś nie było powodu aby dały mi numer telefonu.
Tu niestety musi nastąpić kolejne wtrącenie, wybaczcie ale tak mi się jakoś lepiej piszę i wydaje że także lepiej czyta, zamiast ciężko strawnego kloca tekstu, poprzetykany takimi „anegdotami” (nie mogę znaleźć lepszego synonimu). Biorąc pod uwagę stan w jakim jestem, chęć wyrażenia emocji piszę mi się na prawdę zajebiście, chociaż przyznać muszę,że za pisaniem generalnie nie przepadam. Ale wracając,do moje wtrącenia. Raczej nie jestem uważany za jakiegoś Apolla,ale z drugiej strony brzydki też nie, raczej umiarkowanie przystojny i mogę to stwierdzić z pełną odpowiedzialnością. Chociaż znam ludzi (nie chodzi bynajmniej o film), którzy są zajebiście przystojni, mają bogatych rodziców, często imprezują, wyrywają najlepsze dupy itd. Np. jednego faceta w szkole zawsze widuję w otoczeniu jednej lub dwóch laseczek. Ale do tego trochę później, wróćmy do głównego wątku.
Zaczął się wrzesień, szkoła koniec podrywania w galeriach – brak czasu. Patrzę na te z klas I, upatrzyłem sobie jedną, taka całkiem całkiem. Ale jakoś bałem się zagadać, znalazłem ją trochę przez przypadek na fejsie, zgon kurwa, miała w znajomych i moich 2 kumpli i tego „przystojniaka” od bogatych starych. Nawet nie podbijałem, chociaż już miałem zamiar (naprawdę,to nie wymówka),bo co się będę kompromitował przy nich. Najwięksi podrywacze w szkole... Podcięło mi skrzydła,ale se myślę następnego dnia: „Kurwa,chłopie nawet jej nie znałeś, nie możesz jej żałować”. Po raz olejny mogłem powtórzyć jak pacierz „nie ważne ile razy upadasz, ważne ile razy wstajesz”. Bo był to już chyba tysięczny raz. Wierzcie mi, ale nie chciało mi się opisywać wszystkiego,ale w międzyczasie spotkało mnie naprawdę wiele jakiś pomniejszych porażek i stosunkowo niewiele radości glorii.
W końcu październik. Spotkałem pewną piękną dziewczynę na korytarzu. Zagadałem,była sama. Znowu się udało, teraz byłem już pewien. Można by napisać naprawdę książkę o rozmowach przez telefon, gadu czy na korytarzu szkolnym. Zacząłem od tygodnia wstając rano powtarzać sobie po przebudzenie, „jesteś najlepszy, to bedzie piękny dzień” itp. Tak cholernie się łudziłem,ale znowu gdzieś spierdoliłem. Po naszym zeszłotygodniowym spotkaniu napisała mi,że jednak nie chce mnie znać, szkoda żebyśmy się męczyli.
Musicie mi naprawdę wybaczyć,ale nie mam siły opisywać dokładnie w szczegółach tego ostatniego akapitu, może w innym blogu jak ochłonę. Na razie muszę zebrać siły, chociaż tak szczerze nie jest nawet tak źle jak chyba powinno. Przyzwyczaiłem się do ponoszenia porażek. Mogę was jedynie przeprosić za tak dużą rozwiązłość tekstu oraz mieć nadzieję,że komuś będzie się to chciało czytać. Nie pozostaje mi nic innego jak zakończyć to słynnym cytatem M. Jordana: „ponosiłem porażkę za porażką-to dlatego odniosłem sukces”.
Odpowiedzi
Dasz rade ! najważniejsza
pon., 2011-11-21 18:10 — NieZwykłyDasz rade !
najważniejsza jest CIĘŻKA PRACA !!
Chłopie weź się kurwa za
pon., 2011-11-21 18:17 — swieesiulChłopie weź się kurwa za siebie
zacznij uprawiać jakiś sport:D I przede wszystkim słynna już dewiza "miej wyjebane a będzie ci dane" Weź ogólnie przeczytaj, przeanalizuj lewą stronę i wydedukuj sobie co robiłeś źle. poczatki zawsze są trudne, ale droga dążenia do jakiegoś celu jest najwspanialsza, często to podążanie do celu daję większą satysfakcje niż sam cel 
Ten ostatni cytat jest
pon., 2011-11-21 18:25 — blaster9824Ten ostatni cytat jest najlepszy.Mam podobną sytuację do twojej wyślij mi na PW nr gg ;p.To jakoś razem inaczej będzie ;p.
Znam te porażki, ale nigdy
pon., 2011-11-21 20:11 — vanarminZnam te porażki, ale nigdy nie wolno się poddawać. Trzeba twardo stąpać po ziemi. Wytrwałość w dążeniu do celu to klucz do sukcesu. Tak jak kolega wyżej pisał polecam Ci zająć się jakimś sportem np. siłownia(sam ćwiczę już kawałek czasu). Każdą porażkę traktuj jako doświadczenie
Nie zrażaj się porażkami,nikt
pon., 2011-11-21 20:43 — SnookerNie zrażaj się porażkami,nikt nie jest doskonały,każdy popełnia błędy,trzeba tylko wyciągać z nich wnioski,zresztą najlepiej to nie porównuj się do innych,bo zawsze znajdzie sie ktoś lepszy w danej dziedzinie,pracy itd.Twoja pewność siebie musi wypływać z Ciebie,wszystko co robisz rób dla siebie.Pamiętaj,to TY jesteś najważniejszą osobą dla siebie;)Powodzenia:)
Analizuj, zbieraj kopy. Te co
wt., 2011-11-22 03:34 — TilusAnalizuj, zbieraj kopy. Te co mocno zabolą dają Ci motywację do działania, zmiany siebie. Już się zmieniasz. Tak trzymaj. Zrób dobry plan, małe kroki i do dzieła.
"Nie ważne ile błędów popełniłeś i jak wolny jest Twój postęp, jesteś cały czas przed tymi, którzy nie próbują" - więc zacznij od swojego ciała i zdrowia. Wyglądem się tak nie przejmuj, bo to nie podstawa. Do roboty kurwa! ;]
Mnie się podoba Nie wazne
wt., 2011-11-22 12:01 — BadDogMnie się podoba

Nie wazne jak mocno bijesz, ale ile ciosow jestes w stanie przyjać.