(Ostrzeżenie: blog całkowicie początkującego - nic ciekawego.)
Tak się złożyło, że Gracjan aktywował moje konto akurat w czasie mojego pierwszego sukcesu. Chociaż pewnie słowo "sukces" według wielu osób tutaj nie pasuje. Ale po kolei...
25.10.2011 - 4.11.2011
Stwierdziłem, że w takim tempie, w jakim się posuwam, nigdy nie dotrę do swojego celu. Więc zmieniłem swój "plan treningowy" - trzy wieczory w tygodniu po pracy jadę do centrum handlowego i próbuję zagadać.
Kilka wieczorów spędziłem po prostu chodząc po nich w kółko. Ciągle wyszukiwałem jakieś wymówki. Jak już się znalazła jakaś dziewczyna, którą bardzo chciałem poznać, podchodziłem i... w ostatniej chwili postanawiałem ją minąć, najczęściej pozostając nawet niezauważony. Dobrze chociaż, że nie zrezygnowałem i wciąż tam jeździłem. Próbowałem stosować afirmacje. Budowałem też w sobie świadomość, że dziewczynom będzie miło, gdy do nich zagadam i jest duża szansa, że one również będą się starały, żeby "podryw" mi wyszedł. Lęk jakby trochę dzięki temu zmalał, ale wciąż nie mogłem się przełamać.
Dodatkowo nakładałem sobie jakieś "kary", np. dopóki nie zagadam do dwóch obcych dziewczyn, nie wykorzystuję komputera do rozrywki - nie jest to dla mnie jakoś bardzo dotkliwe, ale powinno przypominać, że muszę się w końcu przemóc. W końcu do mnie dotarło, że nie wydarzy się żaden cud, dzięki któremu zrobi się łatwiej. Łatwiej zrobi się dopiero, gdy nabiorę wprawy, czyli przy pierwszych razach będzie trudno i choćbym nie wiem jakie genialne techniki, teksty motywacyjne i inne takie poznał, trzeba temu w końcu stawić czoła.
04.11.2011
Wczoraj się udało. Przyjechałem do galerii handlowej z przygotowanym banalnym otwieraczem. Chciałbym móc nie używać gotowca, ale na razie chyba nie jestem w stanie. Mam nadzieję, że niedługo do tego dojdę. Chwilę posiedziałem, żeby obejrzeć, kto się tutaj kręci, a następnie ruszyłem na "obchód". Widzę jedną piękną dziewczynę i jej mało atrakcyjną koleżankę. Siadają. Chwila zawahania, ale podchodzę.
Powstrzymałem odruch schowania rąk do kieszeni i skulenia się w sobie. Patrzę na tą piękną i uśmiecham się szczerze. Odpalam gotowca:
Ja: Przepraszam, czy wiecie, która godzina?
Brzydka: [bla bla]
Ja: O, myślałem, że jest później. Nie mogę się przyzwyczaić jak wcześnie tu się robi ciemno (zająknąłem się przy wypowiadaniu tej formułki, zresztą widać było, że to recytuję, pojawiły się dobrze widoczne oznaki zdenerwowania).
Piękna: A, tak (uśmiech, chyba szczery)
Ja: Jesteście stąd?
Piękna: Nie, z [miasto 100 km stąd]
Ja: Miałem na myśli: Czy jesteście z Nibylandii?
I jakoś to się potoczyło. Dużo rzeczy zrobiłem źle:
* Całkowicie olałem tą brzydką. Nie specjalnie - po prostu nastawiłem się na zagadanie do tej pięknej i byłem tak bardzo spięty żeby to zrobić, że odpowiedzi tej brzydkiej zbywałem półsłówkami. To był największy mój błąd. Przede wszystkim, na pewno ta brzydka nie czuła się z tym dobrze. Poza tym, z dwiema dziewczynami łatwiej by było podtrzymać rozmowę, zbyt łapczywie traktowałem tą piękną, a i pewnie nie podobało jej się, jak traktuję jej koleżankę. Mam nadzieję, że potem brzydka chociaż sobie poprawiła jakoś humor.
* Nie ciągnąłem fajnych tematów do rozmowy. Trochę przez trudności językowe, ale głównie przez stres. Trochę praktyki i powinno minąć.
* Kiedy ta piękna użyła jakiegoś określenia, którego nie zrozumiałem, nie pytałem o to, żeby nie pokazywać swoich kłopotów z językiem. Błąd - i tak wszyscy słyszą, że mam trudności, nie ma co próbować tego ukrywać. A nawet mogłaby z takiego pytania wyjść fajna rozmowa.
* Ciągle się gapiłem na tą piękną.
* Chwilę po zagadaniu nie mogłem się powstrzymać - schowałem ręce do kieszeni i przybrałem nieśmiałą postawę. Tu akurat wydaje mi się, że dobrze zrobiłem - stres trochę w tym momencie odpuścił, a jestem zadowolony, że chociaż przez chwilę wytrzymałem z prawidłową postawą. Małymi kroczkami, byle do przodu.
Cały czas między naszymi wypowiedziami nastawały chwile ciszy. Jednak po ok. 2 min. rozmowy nastała cisza, której jakoś nie potrafiliśmy przełamać. Teraz wiem, że w tym momencie chciały, żebym sobie poszedł (wyraźnie dały to do zrozumienia, zajmując się swoimi telefonami). Rzucam więc, wiedząc jaka będzie odpowiedź:
Ja: Wiesz, nikogo tu właściwie nie znam, ale bardzo chętnie bym cię poznał.
Piękna: Ale ja nie mieszkam tutaj.
Ja: I nie bywasz tu często?
Piękna: Nie.
Ja: (chwila pauzy) Więc... miłego wieczoru.
Piękna: Na wzajem.
Potem miałem mieszane uczucia. Z jednej strony byłem zadowolony, że po tylu dniach zmagań wreszcie udało mi się zagadać po raz pierwszy i przekonać, że kobiety nie gryzą. Z drugiej strony, byłem tą sytuacją i swoją nieporadnością mocno zawstydzony. No i miałem świadomość, że one czuły się tak samo niezręcznie jak ja - to trochę może utrudniać przełamanie się. Wcześniej ważnym elementem mojej motywacji było przekonanie, że sprawię im przyjemność, a dałem tylko uczucie niezręczności.
Mimo wszystko, moja pewność siebie mocno podskoczyła. Miałem nawet ochotę zagadać do kogoś jeszcze, ale jedyna atrakcyjna dziewczyna znalazła się blisko tego miejsca, a nie chciałem, żeby tamte dziewczyny zobaczyły mnie zagadującego do innej - czułbym, że mają mnie za jakiegoś desperata.
Przynajmniej wymyśliłem fajny otwieracz - coś w stylu: Przepraszam, potrzebuję twojej opinii. Niedawno tu przyjechałem z zagranicy i zaskoczyło mnie, jak dużym problemem dla mnie jest bariera językowa. Zastanawia mnie, jak ważna jest dla ciebie znajomość języka, kiedy oceniasz atrakcyjność mężczyzny.
Moim zdaniem zajebisty, bo:
* Naprawdę mnie to interesuje, więc mogę być bardziej naturalny.
* Na dzień dobry zdradzam swój kompleks (problemy z językiem), więc powinienem się go dzięki temu szybko pozbyć.
* Uniwersalny.
5.11.2011
Wychodzę uzbrojony w wymyślony wczoraj otwieracz. Tym razem celem nie jest ćwiczenie "podrywu", ale rozmowa - podejdę, otworzę, chwilę pogadamy i sobie pójdziemy każde w swoją stronę. Jak będzie zainteresowanie, to zajebiście, ale nie nastawiam się na to. Najpierw muszę sobie wbić do łba, że dziewczyny po zagadaniu nie gryzą. Małymi kroczkami, byle do przodu.
Długo idę i nie mogę żadnej fajnej dziewczyny znaleźć. Wszystkie albo z facetami, albo z rodziną. Pierwszy supermarket i nic. Centrum miasta - ciągle to samo. W końcu w małym centrum handlowym wygląda to lepiej.
Mijam dwie piękne dziewczyny, z nimi rozmawia kobieta, która może być ich matką - wymiękam.
Naprzeciwko mnie dwie średnie dziewczyny, znowu wymiękam. Jedna z nich klęka przed drugą i zawiązuje jej buta. Ciekawe, można by z tego zacząć ciekawą rozmowę, ale nic nie robię.
Wchodzę do supermarketu. Przy wejściu dwie średnie dziewczyny. Chwilę się waham, ale krępuję się - za dużo ludzi się tu kręci. Chodzę chwilę i ciągle mam jakieś excusy. Mijam jedną średnią/ładną kobietę, ale jest zbyt wyzywająco ubrana - onieśmiela mnie. W końcu widzę set: jedna piękna i jedna ładna i wiem, że nikogo lepszego nie trafię. Chwilę się kręcę w tym rejonie, rzucając dyskretne spojrzenia. W końcu "1-2-3" i wchodzę między regały tam gdzie one, z ulgą stwierdzam, że nikogo innego nie ma.
Rzucam przygotowany otwieracz. Ale teraz to nie jest formułka - mówię z dużą swobodą. Nie panuję zupełnie nad mową ciała - nie o to dzisiaj chodzi. Mówię też trochę szybciej niż normalnie. Ale dobrze się czuję i dobrze się bawię. Dwie chwile, z których nie jestem zadowolony:
Pierwsza:
Dziewczyna: W końcu opanujesz świetnie język.
Ja: No i nauczę się nie opierać swojej samooceny na znajomości języka. To też jest plus.
Pomimo, że nie nastawiałem się na podryw, tutaj chyba za bardzo ujawniłem swoje słabości.
Druga:
Ja mówię, dziewczyna wymownie patrzy na trzymane niewygodnie w rękach zakupy. Chwilę się zawieszam na kilka sekund i patrzę na nie, myśląc jak zareagować. W końcu mówię tylko z uśmiechem "Przepraszam" i ciągnę dalej jakby nigdy nic.
Ale ogólnie było zajebiście - przez cały czas bardzo dobrze się czułem. Po chwili jedna z nich stwierdziła, że muszą iść do kasy i podziękowała, więc się pożegnałem i ruszyłem w swoją stronę.
W okolicy jest park, do którego i tak chciałem iść się odprężyć i poczytać. W końcu zasłużyłem
Miałem poczucie, że teraz spokojnie zagadam jak tylko spotkam jakąś fajną dziewczynę. Kiedy tak siedziałem, najpierw minęła mnie jedna piękna dziewczyna, potem set - dwie piękne. W obu przypadkach nie odważyłem się zagadać - chyba byłem zbyt zadowolony z siebie po zagadaniu w supermarkecie. Mimo to, nadal jestem zadowolony. Małymi kroczkami, byle do przodu.
Rzeczy, nad którymi muszę teraz popracować:
* Zagadywanie w kilka sekund po zobaczeniu dziewczyny, zamiast tak jak dotychczas analizowania, czy na pewno mi się podoba i czy chcę do niej podchodzić.
* Zagadywanie w miejscu, gdzie inne osoby słyszą co mówię.
To pierwsze wydaje mi się łatwiejsze, więc najpierw zabiorę się za to.
Odpowiedzi
wydaje mi się, że trochę za
ndz., 2011-11-06 23:08 — Robek86wydaje mi się, że trochę za bardzo się spinasz, potraktuj to jako zabawe i rozrywkę, a nie tak ambicjonalnie.
A propos motywacji, znajdź sobie dobrego kumpla idź z nim na podryw i daj mu 20 zł ze słowami "słuchaj stary teraz wybierzesz mi jakieś panienki do poderwania, jesli nie podejde spalisz moje 20 zł" napewno podejdziesz, a jak nie to za drugim razem juz na 100% widok palącej się forsy jest straszny
Dzięki za radę. Ale jak się
śr., 2011-11-09 01:58 — VarumDzięki za radę. Ale jak się nie zepnę, to tchórzę. Pewnie z czasem będzie to bardziej zabawa, a mniej "trening". Nie mam tutaj kolegi, który mógłby mnie motywować.