15 54, na kolanach laptop, za oknem szarawo - ewidentnie zbiera sie na deszcz. Taka pogoda nie ulatwia sprawy, rzeklby, ze tylko poglebia stan melancholijny. Mam czas, nigdzie sie nie spiesze, wiec sie troche rozpisze, zaczne od poczatku.
W spolecznosci jestem od ok. 2 lat. Tak jak wiekszosc z nas polykalem wiedze teoretyczna pelnymi garsciami. Proporcje, 3:1 teoria/praktyka. Zrobilem sobie tym sposobem z mozgu kisiel. Przez pewien okres bylem zimnym skurwielem, doslownie. Chamskosc i cwaniactwo bilo ode mnie na kilometr, teraz z perspekywy czasu to widze. Niestety, ale jest zajebiscie cienka linia miedzy cwanaictwem, a prawdziwa pewnoscia siebie. Z biegiem czasu zrozumialem o co tak naprawde w tym wszystkim chodzi. Zrozumialem,ze nie trzeba byc cwaniakem, chamem, zeby moc przebywac w otoczeniu urodziwych kobiet. Mysle,ze teraz rozumiem i wiem co to znaczy byc prawdziwym mezczyzna. Nie uwazam sie za mega uwodziciela. Nie mam parcia, zeby wyrywac wszystko co ma miedzy nogami kreske. Bardziej porownalbym sie do snajpera, wyczekuje i kiedy nadarzy sie okazja to strzelam. Nie bawi mnie juz napierdalanie z thompsona, nie mam potrzeby wychodzenia do CH w celu zarwania kilku dziewczyn. Widze,ze z kazdym dniem staje sie coraz bardziej naturalny, nie mam setek mysli jak otworzyc ekspedientke w sklepie - po prostu plyne w tej relacji. To jest zdecydowanie plus. Dzisiaj obudzilem sie w swoim lozku, na klatce lezala dziewczyna z ktora sie spotykam od pewnego czasu, interesuje mnie tylko kontakt fizyczny. Podejrzewam,ze Ona chcialaby czegos wiecej. Lezalem na plecach, wzrok wlepiony w sufit. Dotarlo do mnie, ze nie jestem szczesliwy. W blyskawicznym tempie przeleciala mi przez glowe mysl "mogloby to sie skonczyc". Niby sie rozwijam, ale czegos caly czas mi brakuje. Mam pasje do ktorej wrocilem w jakims stopniu - sztuki walki. Nie daje mi to juz tyle emocji co kiedys, ale treningi wznowione. Ciekawe na jak dlugo...., generalnie czuje sie tak jakbym sie wypalal od srodka, czesto robie dobra mine do zlej gry, staram sie byc towarzyski, tryskam wymuszonym poczuciem humoru, ale na dluzsza mete daleko na tym nie zajade. Brakuje mi kurwa wewnetrznej sily, motywacji, ktora by mnie napedzala. Brakuje czegos co by sprawialo,ze budzilbym sie usmiechem na twarzy, pchaloby mnie do przodu, dawalo mega kopa na reszte dnia. Najgorsze jest to,ze sam nie potrafie zdefiniowac czego tak naprawde chce, co daje mi tego powera.
Nie wiem czy cos to zmieni, mialem po prostu wewnetrzna potrzebe przelania tego wszystkiego na wirtualna kartke i podzielenia sie tym z Wami.
Nowe hobby, i staw sobie cel w życiu, abyś miał po co wstawać. I szukaj kobiety która będzie Ci dawała więcej radości, a nie tylko dupę i basta.
Zły Tomi dobrze pisze..
Tylko, że naprawdę ciężko znaleźć taką kobietę
Samodoskonalenie jest masturbacją.
Ostatnio czuje się dokładnie tak samo, chociaż mam świetna dziewczynę, zajebistych kumpli i prawie codziennie jakieś imprezy nie jestem wpełni szczęśliwy, brakuje tego czegoś w życiu, coś dzięki czemu rano aż będzie się chciało wstać z łózka żeby zacząć kolejny dzień.
Widzę że wielu traci sens życia. Widocznie nie robicie tego co chcieliście w dzieciństwie, marzyłeś by śpiewać? zacznij śpiewać albo pragnąłeś tańczyć to tańcz. To marzenia dają nam sens życia i nawet nie myśl że jesteś za stary, albo nie masz talentu, to ma Ci dawać frajdę.
Człowiek bez marzeń jest martwy.