~~~~To może zacznijmy od samego początku:
Dziewczyna jest z mojej klasy i jestem świadomy tego, iż jest to podstawowy błąd, ale kiedy to wszystko się zaczęło nie miałem właściwie o niczym pojęcia… Póki co nie żałuję, że jestem w tym związku. Właściwie cały proces uwodzenia laski wyszedł mi na 4-, mimo, że nie znałem wtedy tej strony. Otóż dopiero po półtora roku plan lekcji w szkole zmusił nas do wspólnego przesiadywania ze sobą przed zajęciami, wcześniej nawet ze sobą nawet nie rozmawialiśmy, chociaż w moich oczach dałbym jej 8. Wtedy to problem leżał we mnie. Byłem wiecznie zmieszanym kolesiem, wytworem internetowej kultury, samotnym i nie pewnym siebie nałogowym gamerem, który przesiedział przed komputerem dosłownie połowę swojego życia. W każdym razie dostałem wtedy mocnego kopa i zadałem sobie pytanie, czy ona aby nie jest mną zainteresowana, co po dogłębnej analizie odrzuciłem i co później okazało się prawdą. Mimo tego kiepskiego wizerunku mojej osoby miałem jedną mocną stronę – całkiem niezły social.
W swoim roczniku znam wszystkich facetów w szkole, i kilkunastu w młodszych i tutaj leżał pies pogrzebany. Pannie się podobał jeden z moich „bardzo dalekich znajomych”, z którym mój kontakt ograniczał się do cześć na korytarzu i zamienienia 2-3 zdań czy gramy wieczorem mixa(w csa). Oczywiście chciała, żebym ją poznał z nim, ale tutaj pojawiły się kolejne problemy: okazała się być cholernie nieśmiałą dziewczyną(jednocześnie chciała go poznać i jednocześnie bała się tego, wolała wpatrywać się w jego zdjęcia na NK niż wykonać jakikolwiek ruch, mimo wszystko uderzyła z tym do mnie), a ja poznając ją coraz bliżej wpadałem w zauroczenie, okazała się być pogodną, miłą, zadbaną, pracowitą, nie obrażalską i z dużym poczuciem humoru dziewczyną, ale cholernie skrytą, upartą(to chyba częsta przypadłość u kobiet jak tak czytam) i z zamiłowaniem do wszystkiego co amerykańskie i komercyjne(to wyszło na jaw dopiero później). Ponadto ślicznie się uśmiecha, a ocenę całościową macie już wyżej. Nieświadomie zacząłem budować raport na GG, przegadaliśmy tam w miesiąc śmiało 100h(co to dla mnie, grałem i gadałem na gg) z czego połowa z tego całkowicie po „przyjacielsku”(potem wyszedłem z tej ramy, sam kurwa nie wiem jak, właściwie olałem ją i poszło samo).
Ten typ, którego chciała poznać okazał się być zajęty i obeszło się nawet bez niczego, a mi to było na rękę. Mniej więcej po dwóch tygodniach byłem całkowicie ujebany. Każdego dnia w szkole lizałem lizaka przez papierek nie wiedząc jak się go odpakowuje i z każdym liźnięciem bezsmakowej powłoki narastała we mnie frustracja i złość oraz inne pochodne uczucia, ale jednocześnie cały czas budowałem raport, doszło do tego, że rozumieliśmy się praktycznie bez słów- samym wzrokiem. Mniej więcej w 3 tygodniu tej „znajomości” dowiedziałem się od znajomej „mojego pseudo-targetu”, że ja, jako facet nie pociągam jej wyglądem zewnętrznym(no bo co ją ma tu pociągać, szara bluza z kapturem, wyszarpane jeansy i zdarte reeboki w połączeniu z klapniętymi włosami na 30mm nie dają powalającego efektu czyż nie?), ale jestem świetnym przyjacielem, nawet mógłbym być jej bratem. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nic z tego nie będzie, moja frustracja osiągnęła już liczbę 8 w 10-stopniowej skali.
Potem przyszła majówka, urządziłem wtedy małą imprezkę z racji „wolnej chaty”, na którą przyszła z koleżankami. Pyk pyk, piwko, chipsy, grill, jakiś film, ona nie piła, piłem ja i koleżanki (byłem jedynym facetem). Tak czy siak nie atakowałem już jej wtedy bo stwierdziłem, że nic mi to nie da, że i tak jestem przegrany, raczej zajmowałem się koleżankami dookoła, aniżeli nią. Potem koniec spotkania wszyscy pojechali do domu. Następnego dnia zaprosiłem już tylko „targeta” i kilku moich dobrych kolegów. Tym razem trochę już mocniej wypiliśmy, ale mimo wszystko nie podejmowałem żadnych działań, niestety na koniec wypiliśmy już za dużo. Kiedy wszyscy się rozeszli napisałem do niej jakieś farmazony i „kocham cię”(następnego dnia pomyślałem „KURWA MAĆ”), a w odpowiedzi dostałem, że przesadzam troszkę chyba i dobranoc. Potem znowu to głupie GG jak gdyby nigdy nic i za 3 dni znowu wyjazd do znajomej, tam też przesadziłem i zacząłem do niej gadać jakieś głupoty o tym jak ja ją bardzo lubię, ale na szczęście obyło się bez „kocham cię”.
Wracając w nocy już gdy trochę wytrzeźwiałem coś we mnie pękło, wkurwiłem się na siebie i na nią i przestałem się odzywać, tak za nic. Trwało to jakieś 3 dni, wtedy trafiłem na tą stronę, ale przeczytałem ją tylko tak od niechcenia nie ucząc się z niej za wiele, oprócz jednej rzeczy, że należy o niej zapomnieć, a nie „emować się”, że nie mogę jej mieć. Udało mi się, praktycznie w kilka dni się wyleczyłem i jej widok w szkole nie robił na mnie żadnego wrażenia. W każdym razie tydzień później(jesteśmy już jakoś koło 15 maja), kiedy ja miałem całkowicie gdzieś naszą relację i mogłem już zostać od niechcenia tą przyjaciółką, coś się zmieniło. Pojawiło się coś czego wcześniej nie było. Z jej inicjatywy pojawiło się KINO. Nie wiedziałem jak to mam odbierać, przecież jej „nie kręce” więc co to ma być? Było kilka spotkań u mnie w domu, film, cola, przytulała się do mnie mocno, ale ja nie wykazywałem żadnej inicjatywy, dopiero co sobie wyrzuciłem ją z głowy a tu taka akcja. W każdym razie przyszedł w czerwcu czas wycieczki szkolnej, jechaliśmy pociągiem „nieskończonego kina i przytulania”. Miałem wtedy niezły ból głowy i wszystko mnie denerwowało, jak dojechaliśmy na miejsce to wręcz uciekałem przed nią. W pewnym momencie powiedziałem jej, że nic z tego JUŻ nie będzie i, że ma sobie iść ode mnie. Z miną zbitego psa odeszła do pokoju, w którym była z koleżankami. Wieczorem ból głowy minął i powiedziałem jej, że musimy pogadać, ale to następnego dnia. Nie będę opisywał przebiegu naszej wycieczki bo nie warto. W każdym razie wieczorem wyciągnąłem ją na rozmowę na osobności, właściwie tylko kilka słów: „Przemyślałem to” i ją pocałowałem.
Od wtedy jesteśmy razem i nie pokłóciliśmy się nawet ani razu. Stworzyłem przykładny związek na szacunku szczerości i zaufaniu, a wakacje były dla mnie momentem zmiany, rzuciłem gry komputerowe, zadbałem o siebie i o swoje ciuchy, wyszedłem z domu i… odwróciłem się właściwie od tego co wywołało we mnie takie zmiany – zapomniałem o radach z tej strony. Popełniłem kilka błędów przez co teraz nie wygląda to do końca tak jakbym chciał.
Po pierwsze, prawie każdy dzień spędzaliśmy ze sobą(trochę zaniedbałem kumpli), paradoksem jest to, iż wiem, że to źle, ale mi to nie przeszkadza. Po drugie ciągle jest strasznie dużo GG, nie wiem czy powinienem to teraz ograniczać i czy to cokolwiek zmieni, bo i tak wyklikaliśmy z 300h-zapytacie jak to możliwe i o czym tu gadać? Nie odpowiem wam, bo sam nie wiem jak to możliwe, po trzecie i chyba najważniejsze, ZACZĄŁEM JEJ ODDAWAĆ STERY w sierpniu. Ogólnie to jestem typem człowieka, którego mało co obchodzi, robi co chce i co mu się podoba, nie ważne jak inni na to patrzą. Wcześniej traktowałem ten związek, jako część mojej zmiany siebie, byłem w większości obojętny, owszem, częściej to ja do niej jeździłem a nie ona do mnie, ale było to trochę uwarunkowane naszymi możliwościami transportu. Zacząłem jej sypać komplementy(nie dużo, ale za dużo), powiedziałem jej, że mi zależy na niej, tak samo jej zamiłowanie do amerykanizmu trochę mnie… MOCNO zdenerwowało i powiedziałem jej ze dwa, trzy nie miłe słowa na ten temat co zaskutkowało fochem i moimi delikatnymi przeprosinami(nie było „przepraszam cię”). Teraz po powrocie na tą stronę wiem, że źle zrobiłem bo właściwie powiedziałem tylko co myślę na temat całej tej komercji, pokazałem własne zdanie. Od tamtego czasu zmniejszyło się zainteresowanie moją osobą(strasznie zobojętniała na mnie), zmniejszyła się ilość kina z jej strony, za to zwiększyła się ilość ST i sytuacji potencjalnie prowokujących focha, które odbijam, albo neguje. Tak jak kiedyś przez miesiąc ST były znikome jak i fochów nie było wcale, tak teraz mam ST ze 4-5 razy dziennie, prawie brak kina i z 1 zaczepkę na focha na dzień lub dwa. Czego teraz oczekuję? Chcę być teraz chociaż trochę adorowany do cholery, a nie tak, że ja daję z siebie 60, a ona 40. Ma być ja 40, a ona 60, nawet więcej. Mimo tego czuję, że nasza relacja jest w miarę stabilna, „Wisła podniosła się tylko o kilka cm i daleko jeszcze do powodzi”. Wychodząc z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć wolę teraz pić syropki niż potem brać w dupę zastrzyki i w ostateczności umrzeć jak nie pomogą. Pytanie moje teraz jest takie: Co mam zrobić? Najlepszym wyjściem wydaje mi się chłodnik, ale z uwagi na jej upartość, obawiam się, że to może jeszcze pogorszyć moją sytuację. Tak samo z wzbudzaniem zazdrości. Nie chcę z czymś przesadzić i pogorszyć sobie, więc zwracam się do bardziej doświadczonych ode mnie kolegów. Jak mam to teraz rozegrać?
Kilka informacji uzupełniających:
Jest to moja pierwsza kobieta i właściwie pierwszy mój większy kontakt z życiem, bo wcześniej tylko no-lifowałem wieczorami przed komputerem, podobnie ona, dziewczyna z zacięciem do muzyki i książek o typowo babskiej tematyce, trochę taki nieoszlifowany diament, który trochę obrobiłem – już nie jest taka nieśmiała. Jestem jej pierwszym chłopakiem, dziewica (tak dotknąłem palcem
, widziałem, że kogoś już tu na forum zjebali za to, że nie dotknął błonki, a mówi, że nie tykana.) Kumple nawet się pytali gdzie ja ją znalazłem, i jakim cudem się uchowała do tej pory. Ktoś porównał: „to tak jak znaleźć Passata z nie cofanym licznikiem”. W bliższych relacjach okazała się napaloną dziewczyną, tylko potrzebującą „dobrej rozpałki”, pech chciał, że nie bzyknęliśmy się do tej pory, byłby to mój pierwszy raz i jej pierwszy raz, nie naciskałem na to zbyt mocno, bo nie chciałem jej przestraszyć. W każdym razie już były dwie sytuacje w których prawie uprawialiśmy seks. Jedną zepsuł telefon o zawale dziadka (kurwa maaać… ale na szczęście żyje i już jest w domu), a drugą to, że jej siostra miała wrócić do domu o 23, a wróciła o 20 i to z całą ekipą znajomych, gdy moja łapała mi już za przyrodzenie z wzrokiem jakby chciała mi go zjeść. 
To by było chyba na tyle, dziękuje za poświęcony czas i udzielone rady.
Pozdrawiam.~~~~
PS. Ten tekst powyżej pisałem jakieś 2 tygodnie temu. Od tamtego czasu zaszło kilka zmian.
Po pierwsze, powiedziała mi "kocham Cię", nie ja jej, a ona mi, w tej sytuacji by odrzekłem tylko ja Ciebie też, potem kilka razy, może ze 4 się ta sytuacja powtórzyła.
Po drugie, miałem konkretną okazję na seks, ale los tak chciał, że zabierałem się za to 3 razy i 3 razy jej siostra nam przeszkadzała w każdy możliwy sposób i za 4 razem po prostu już nie stwardniałem i było do dupy.
Po trzecie, mam wrażenie, że nie pociągam jej fizycznie bo:
-mało kina z jej strony
-może raptem 2 razy w ciągu całej znajomości pokazała mi, że ma ochotę na jakieś pieszczoty, mam na myśli taką sytuację kiedy to ja daje jej przyjemność płynącą z peetingu na wszystkie możliwe sposoby, a ona w zamian nie dotknie nawet mojego przyjaciela :<, albo złapie, pobawi się 2 minuty i zostawi w spokoju, zapnie mi spodnie, rozporek i zadowolona.
Po czwarte, do tego całego tekstu należałoby jeszcze dopisać, że dziewczyna ma straszne opory przy zwykłej rozmowie na temat cielesności, każdy temat, który odnosi się do miłości fizycznej krępuje i drażni ją, przez co ja nie wiem na temat tego co lubi nic, a czego nie - nic. Z obserwacji wiem, że na pewno nic delikatnego, ale tak poza tym to nic więcej.
Po piąte, mogę powiedzieć, że stery właściwie już odzyskałem i jest w miarę dobrze, za to kilka rzeczy się nie zmieniło:
-czuję się niedopieszczony
-chcę się mniej angażować, a ona ma się angażować więcej
Podzielcie się proszę ze mną swoim doświadczeniem. 
Dzięki za przeczytanie.
Pozdrawiam
Rada pierwsza ! - Piłeś nie pisz !
rzuciło mi się w oczy na początku ... raport nie buduje sie tygodniami na gg ... eh.
` chcę się mniej angażować, a ona ma się angażować więcej` - odpowiedz zawarta w pytaniu.
tak sie zastanawiam teraz ... jakbyś przełożył te 300 godzin na spotkanie 3 godzinne to masz sto spotkań ...
z czego 50 mogło być spokojnie rozpoczęte czy zakończone seksem ... a tu proszę. Nadal nic. Nie zwalaj winy na jej siostrę czy kogokolwiek innego , nie bój się uprawiać seksu !
Miałem napisać , że to nie boli .. ale czasem różnie bywa po..
` One zawsze wracają `
Tak wiem, że to jest do dupy, ale na początku myślałem, że nic z tego i tak nie będzie + nie wiedziałem jak się za cokolwiek zabrać więc tyle się tego nazbierało. Później też jakoś mi to nie przeszkadzało zbytnio.
"rzuciło mi się w oczy na początku ... raport nie buduje sie tygodniami na gg ... eh. " - zielony jak koperek na wiosnę
Możliwe, że jutro coś zdziałam. Zobaczymy jak to będzie.
Zdaje się, że wyczytałem tak od Gracjana. Komputera używam teraz może godzinę dziennie do dwóch. Nie jestem egoistą, oczywiście, że dawanie jest przyjemniejsze, ja to doskonale rozumiem, ale chyba nie zrozumiałeś, że w tej chwili nie jest nawet 50-50 tylko z mojej strony 60, a z jej 40. Chcę zamiany ról.
aleś się rozpisał... ja bym na Twoim miejscu zrezygnował z gg. Zajmij się czymś dodatkowym, żebyś nie miał czasu siedzieć na gg. Napisz jej, że spadasz z gg, bo idziesz książkę poczytać albo cokolwiek. Jak koniecznie musisz pisać to przejdź na sms'owanie i odpisuj z opóźnieniem, po godzinie po dwóch... Niech czeka na wiadomość od Ciebie i zastanawia się dlaczego nie odpisujesz... Generalnie im więcej o Tobie będzie myślała tym dla Ciebie lepiej... Jeśli tak bardzo zależy Ci na sex'ie a ciągle ktoś przeszkadza to ja bym ją zabrał gdzieś na weekend, np. w góry... Widać, że kobieta do tego podchodzi bardzo poważnie, stwórz jej do tego atmosferę, żeby poczuła, że jest wyjątkowa okazja żeby to zrobić tu i teraz...
Dziewczyna wyraźnie zaczyna się Tobą nudzić, jak najbardziej spowodowane jest to pisaniem na gg, i myśle że brak emocji z Twojej strony.
Rzuciłem wszystko, zostawiłem w tyle , Inny świat blisko, będzie za chwile...
"Stworzyłem przykładny związek na szacunku szczerości i zaufaniu, a wakacje były dla mnie momentem zmiany, rzuciłem gry komputerowe, zadbałem o siebie i o swoje ciuchy, wyszedłem z domu "
Gratuluję.
" przez co ja nie wiem na temat tego co lubi nic, a czego nie - nic."
Ona sama tego nie wie. TO tak jakbyś nie jadł nigdy dżemu i miodu. I wiesz co jest jednak lepsze. To halucynacja.
Po drugie: cieszę się z tego tematu, bo jest genialny. Napisałeś bardzo dużo, dając nam klarowną sytuację i pole do popisu. To się ceni. Styl pisania PRIMA, 300h gg robi swoje!
Po trzecie i do rzeczy: nie naciskaj tak na ten seks, ona nie wie co to jest i może się bać. Musiałaby wtedy wyjść z własnej strefy komfortu i doświadczyć nowych rzeczy. Przed tym może mieć obawę. Spytam: ile razy od tak, dałeś swojej dziewczynie kwiatka, czy czekoladę lub inną rzecz. Nie tylko walentynki są od świętowania związków lecz także każdy dzień. Zacznij się cieszyć na maxa z każdego dnia, rób z nią nowe rzeczy. Zabierz ja na plac zabaw, pohuśtaj na huśtawce, wzbudź na nowo jakieś emocje. Podniecaj ją coraz częściej używając różnych dwuznaczności oraz skup się na jej fizyczności: uszy, ręce (łokcie). I jeszcze jedno: kochasz ją? Jak tak to czemu też jej tego nie powiedziałeś? Jeżeli byś okłamał to nazwałbym cię SKURWYSYNEM, a jak miałeś ku temu okazję i nie zrobiłeś tego, jesteś Ciotą, ale możesz to naprawić.
Pytanie coachingowe:
Jeżeli masz problemy z kobietami, odpowiedz sobie SZCZERZE na jedno pytanie:
Czy gdybyś był kobietą i taki chłopak jak ty podszedłby do ciebie, to czy chciałabyś z nim być?