
Króciutki wstęp: dawno temu byłem osobą, która się jąkała. Cechą takiej osoby jest to, że nie ma pewności siebie, boi się, jest nerwowa, zawsze stara się powiedzieć jak najmniej i nie zawsze mówi to co chce powiedzieć. Skończyłem terapię, która nauczyła mnie nowej mowy, pewności siebie no i spokoju, który nie jedną kobietę doprowadzał do szału
Najważniejsze: cecha charakterystyczną tej terapii jest wolna i spokojna mowa. Czasem tak robię, aby przypomnieć sobie spokój, pewność siebie no i płynną mowę. To pomaga w 100%.
Tekst jest dość długi więc ważniejszy jest poczatek i dwa ostatnie akapity.
Do rzeczy. Z początkiem roku akademickiego poznałem osiemnastoletnią dziewczynę na pewnym festiwalu (dla nie wtajemniczonych mam 25 zim) nazywała się M. Przedstawił mi ja mój znajomy z pracy, który miał dziewczynę, która była w jej wieku (później miałem wrażenie, że M. chce jej dorównać...).
Piliśmy wódkę (tak normalnie to wole piwo), całkiem fajnie się rozmawiało aczkolwiek krótko; ona była ze swoim przyjacielem, który się o nią starał, dość żałośnie (próbował jakoś zagadać, czymś jej zaimponować a ona go zbywała). Jak się później okazało to był jej ex. Po jakimś czasie M. odezwała się na nk i zaczęliśmy rozmawiać przez gg. Na pierwsze spotkanie się spóźniłem, ponieważ tramwaj się psuł - potem jak zauważyłem nie mogła tego zaakceptować. Spotykaliśmy się, poznawaliśmy się, było całkiem OK, z tym, że ja nie byłem do końca zainteresowany znajomością. Na jednych ze spotkań zauważyłem jak ona się bawiła swoim ex: podaj to, przynieść to, zabraniała mu wyrażać swoje zdanie a jeśli wyrażał to ona od razu mieszała go z błotem. Niby dla żartu... Tak tłumaczyła, choć nie raz przyznawała, że to ciota. Podczas spotkań dostawała telefony i smsy od jej amantów – była bardzo rozchwytywana przez różnych facetów, dostawała kwiaty, jakieś prezenty, zawsze ktoś chciał się do niej wprosić... Ktoś przychodzi daje jej kwiaty i mówi: „Jesteś moją królową” [sic!]. Ona miała tego dość, tzn tak mi mówiła.
Z upływem czasu poznawaliśmy a ja eskalowałem swoje uprawnienia w stosunku do jej ciała, nie miała nic przeciwko. Pokazywałem jej mój świat, ona stwierdziła, że jest dziwny, ale fascynowała się nim. W końcu zaczęlibyśmy być razem. Przebiegło to nie co nerwowej atmosferze: dzień wcześniej gdy wracaliśmy od znajomych spytała się mnie jak ma przedstawić mnie swoim znajomym, odparłem, że normalnie, z imienia; po tym strzeliła focha.
Nazajutrz gdy przed imprezą rozmawialiśmy na ten temat zaczęła mówić, że ona pozwala mi na tyle, że się lubimy i takie tam no i jak ja tak mogę. Porozmawialiśmy chwilę i zaczęliśmy być razem. Potem ona zaczęła mówić, że z poprzednimi facetami to tylko się bawiła, obwijała ich wokół palca a oni dawali jej czego chciała [sic!]. No cóż, teraz wiem, że miałem powiedzieć o zaufaniu, szczerości, szacunku, i dodać, że jeśli zacznie się bawić to będzie koniec. Na podrywaj.org trafiłem znacznie później...
M. mnie zapewniła, że chce poważnego związku - trochę mnie to uspokoiło no i jak się okazało uśpiło czujność. Poszliśmy na imprezę, poznałem jej znajomych, byli w porządku i czuli respekt w stosunku do M. (jakiś czas potem zobaczyłem dlaczego: zawsze potrafiła kogoś przegadać i narzucać swoje zdanie; jeśli chodzi o mnie to ona z początku respektowała moje zdanie, potem były kompromisy, kłótnie aż wreszcie ona ma rację i koniec kropka). Wracając do imprezy: M była w centrum uwagi, rozmawiała ze wszystkimi... po jakiejś godzinie była kompletnie nawalona. Razem z ex położyliśmy ją spać. Kilka chwil po tym gdy zerknąłem na pokój, gdzie spała M. stał jej ex a jego znajomy mówił do niego, że ma być silny i musi się z tym pogodzić. M. z ze swoim ex znała się dwa lata (rok byli razem a potem zostali przyjaciółmi). Nad ranem, gdy obudziłem się obok niej zaczęliśmy się pieścić. Później wyznała mi, że nikogo tak blisko nie dopuściła do siebie. Parę dni później dowiedziałem się, że dostała i zażyła tabletkę na ból, na która ma uczulenie – to tłumaczyło jej szybkie pójście spać. Tabletkę dał jej ojciec, bo nie wiedział, że jest uczulona... Aby opisać jak traktowała swojego ojca to trzeba by drugi blok założyć – streszczając: nie przepadali za sobą przez większą część czasu; kłótnia z ojcem to dość często normalny tryb rozmowy.
Minęło troszkę czasu, nadszedł weekend, ja miałem zjazd w mieście studenckim K. a ona chciała się spotkać ze swoją najlepszą przyjaciółką. Powiedziałem jej, że przyjadę na godzinę, bo potem muszę jechać. Zgodziła się, a gdy spotkanie dobiegało końca chciała żebym został na noc. Odmówiłem jej a ona strzeliła focha i ten stan się utrzymywał do następnego spotkania. Potem wypominała mi to i ogólnie miała mi za złe, że jadę studiować a nie spędzam z nią czas. Gdy byliśmy sami ona potrafiła jeździć po każdej osobie, nawet tej, z którymi sie przyjaźniła. Ot, taki szacunek..
Nadszedł Sylwester, który spędziłem z nią i z jej ex. Już nie było ciekawie, w jego towarzystwie była nie co oschła, niedostępna, i nagle na imprezie zaczęły się dwuznaczne sytuacje: razem gdzieś szli, przychodzili... A on za nią szalał. Byłem obojętny na to... Co raz bardziej i bardziej: jakiś czas później rozmawiałem z nią na ten temat, gdy były już pierwsze poważne zgrzyty w związku: powiedziała, że już tak nie będzie, że ja jestem najważniejszy.
Byłem chory i przez trzy tygodnie się z nią nie widziałem: nie odwiedziła mnie; pisaliśmy smsy i na gg. Zadzwoniła z żalem, że ja do niej nie dzwonię i zaczęła płakać, że ja ją olewam. Po chorobie ochrzaniła mnie, że nie dzwoniłem do niej, że ją olewam no i zaczął się szantaż emocjonalny. Stanęło na tym że mam się bardziej starać. Tak zrobiłem. Wiem, teraz, że to był błąd. Eh nie potrafiłem jej wyperswadować, że w dobrym tonie jest, że ktoś dzwoni do chorego pierwszy... no i bólem gardła źle się rozmawia... Ona wie lepiej. Jej ex znów się koło niej kręcił. Na studniówce zachowywała się oschle... Ignorowałem to, ale niepokoiło mnie to. Myślałem, że z tego nic będzie, że czas zerwać, ale na to się nie zdecydowałem.
W stosunku do facetów, M. używała trybu rozkazującego, a ja starałem się nauczyć słowa „proszę”; z czasem przynosiło to pozytywny efekt, do czasu, gdy znów zaczęła się widzieć ze swoim ex. Gdy pokazywałem jej śmieszne obrazki, opowiadałem dowcipy to ona się z nich nie śmiała, nawet mi zabraniała wchodzić na takie strony, powód: są beznadziejne. Przy M. w dobrym tonie jest się nabijać z Murzynów i Żydów (po wycieczce z Oświęcimia powiedziała, że już nie będzie opowiadać takich dowcipów – tydzień później już nawija takowe). Cóż, oglądałem, ale za jej plecami. Zabraniała też mi chodzić do mojego ulubionego klubu w K. Nie chodziłem, bo i tak czasu nie miałem. Jeździliśmy na koncerty, wycieczki, teatr, kino no i imprezy u jej ex. Strzelała jakieś fochy, jakieś gierki a ja reagowałem obojętnością abo wdawałem się w jej gierki... Obojętność zaowocowała kłótniami, przez miesiąc co drugie spotkanie kłóciliśmy się, ja przepraszałem a ona wspaniałomyślnie mi wybaczała. Myślałem o zerwaniu. Jedna z kłótni dotyczyła tego, że zarzuciła mi, że się jej wstydzę, bo nie zapraszam jej do siebie, że nie przedstawiam jej swoim znajomym... (W ten czas była zima, ona mieszkała w M a w R czyli półtorej godziny drogi z przesiadkami a ona w tym czasie uczyła się do matury). Dzień przed walentynkami kiedy kupowałem prezent (kajdanki
) dopadła mnie reporterka no i przeprowadziła wywiad. Wywiad się ukazał w walentynki, gdy byliśmy na koncercie. Gdy M. się o tym dowiedziała to była kolejna kłótnia, że co ja robię, że ona dba o opinię a co inni powiedzą... Nie powiedziałem nic złego w wywiadzie, ale cóż, ale żeby nie mówiła, że się wstydzę. Zakazała mi kupowania podobnych prezentów.
19 urodziny była ona, ja i jej ex... Jakoś to było. Jej ex po prostu się starał o nią; gdy on wychodził ona mnie zaczęła całować, gdy przychodził przestawała i tak parę razy. Na innych spotkaniach też się tak zachowywała.
Podczas którejś kłótni powiedziała, że kłótnie są złe a ona nie chce żeby to się rozpadło. Zacząłem powoli znów dominować. Była impreza, znów dużo wypiła i znów zaczęła mnie olewać, kokietowała innych, rozmawiała na temat seksu, że ona coś tam robiła z kimś, jak się potem okazało dużo ubarwiała. Ja nie wiedząc o tym skomentowałem to, że jak tak robisz to teraz uważasz, że dalej jesteś dziewicą? Rozzłościło ją to. Nazajutrz było OK, jakby nie pamiętała. Dwa dni później gdy położyłem się obok niej i uśmiechnęliśmy się do siebie, ze złością wygarnęła mi to. Zaczęła znów szantażować emocjonalnie, co ja robię, że ja ją nie obchodzę, ona tyle dla mnie dobrego robi a ja jak tak mogę robić. Zacząłem się do niej zniechęcać... Później znów był jakiś zgrzyt, ale pogodziliśmy się – gdy czekaliśmy na autobus ona zaczęła mi skakać po butach, gdy zwróciłem jej uwagę to strzeliła focha i po chwili znów wskoczyła mi na buty... W sumie to jeszcze dziecko...
Nadeszły święta: powiedziała, że była u spowiedzi, i że będzie grzeczna. Po świętach już nie była. Gdy zrobiło się cieplej zabrałem ją do siebie. Rozejrzała się po moim pokoju i powiedziała, że nie mam dziecka, że nic przed nią nie ukrywam...
Wiązaliśmy ze sobą przyszłość, marzyliśmy o wspólnym domu w K, o dzieciach; mieliśmy nawet wybrane imiona, z tym, że M. je co jakiś czas zmieniała już bez powiadamiania mnie o tym. Dość często mówiliśmy o tym co czujemy do siebie. Nadszedł czas kiedy większą część kasy wydałem na studia i zwyczajnie musiałem oszczędzać. M. nie potrafiła tego zrozumieć, zaczęła porównywać, że inni chodzą tam a tam. Ja nic, olałem to, powiedziałem, że po wypłacie gdzieś pójdziemy. Znów jej fochy, gierki... ja się starałem, kupowałem kwiaty, wina...
Pewnego dnia trafiłem na podrywaj.org. W drodze do K na zajęcia coś mnie tchnęło i poderwałem dziewczynę w pociągu, ot tak, jakbym to robił już nie raz. Było całkiem sympatycznie, okazało się, że studiujemy w tym samym wydziale... Na drugi dzień wybrałem się z nią na obiad. Było widać, że nie jestem już tak pewny siebie, nie potrafiłem ją czymś zainteresować. Odebrałem to jako znak, że mój związek jednak mnie wykańcza. Potem już tej osoby nie widziałem, możliwe, że znalazła mój profil na nk, gdzie miałem fotkę z M.
Zacząłem wdrażać to co tutaj przeczytałem, ale brakło mi konsekwencji. Miałem za mało doświadczenia. Nie potrafiłem postawić na swoim m. in. gdy chciałem jechać sam na koncert, ona znów stosowała szantaż emocjonalny. Totalnej klęski nie było: z czasem udało mi się rozpoznawać gierki i nawet z nimi walczyć. Inaczej spojrzałem na związek. Powiedziałem jej, że na kilka dni zacznę robić ćwiczenia z terapii, (m. in. też zwolnię tempo) którą kiedyś ukończyłem, ponieważ już nie czuje komfortu z mówienia. Spotkałem się z ostrą krytyką ze strony M. I znów zaczęła mówić, że ja sobie coś wmawiać i takie tam... Zignorowałem to. Przestałem zaglądać na podrywaj.org.
Byliśmy na koncercie w innym mieście: wynająłem pokój, aby przenocować. Po koncercie, gdy się położyła ja położyłem obok niej: powiedziała z lekką pretensją, że jak ja tak mogę robić, nikt wcześniej tak jej nie traktował. Wtedy były niezapomniane pieszczoty. Seksu nie było w tym związku. Przez jakiś czas było dobrze, dominowałem. Pewne zdarzenie pokazało mi jak ona traktuje facetów: jej ex, najlepszy przyjaciel zadzwonił do niej podczas mojej wizyty u niej. Rozmawiała z nim i robiła mi loda...
Nagle zaczęła być totalnie oschła, o jakichkolwiek pieszczotach nie było mowy, jak się później mi powiedziała miała kłopoty w domu, które mogą się za jakiś czas znów pojawić (po kilku takich tekstach miałem wrażenie, że ona po prostu tak manipuluje, wykorzystuje to jako usprawiedliwienie swojego zachowania). Obiecała po raz kolejny poprawę, ale i tym razem nie dotrzymała słowa.
Nadszedł maj: podczas imprezy rodzinnej u niej, piłem razem z jej ojcem. M. nie raz mi mówiła, że kiedyś mnie upije (na imprezach mało piłem – ona z kolei bardzo lubi pić, nie raz się chwaliła co piła na różnych wycieczkach; na początku znajomości mówiła, że ma mocną głowę – szybko się przekonałem, że to nie prawda.). Tak, więc jej ojciec mnie upił, zresztą sam siebie też no i M. Gdy kładłem się u niej spać, gdy leżeliśmy przez chwilę powiedziała, że mnie kocha. Nigdy wcześniej tego nie powiedziała. Parę dni później była znów impreza rodzinna u niej i tym razem ona była trzeźwa a ja podpity, gdy kładłem się spać ona mnie się spytała czy ona coś ostatnio mówiła na poprzedniej imprezie. Nie odparłem jej wprost tylko synonimami. Liczyła, że jak będę nawalony to jej wszystko powiem i nie będę tego pamiętać. Pojawiła kolejna myśl, by to skończyć.
Podczas konferencji w K. pierwszy raz od ładnych paru miesięcy zajrzałem do mojego ulubionego klubu. Tam spotkałem Z, którą poderwałem w zeszłym roku... Ładna, odziana w lateksowy gorset. Z sama z uśmiechem do mnie podeszła i jak gdyby nigdy nic zaczęła rozmowę. Pomyślałem, że przecież mogę poderwać ładną, dorosłą dziewczynę... a dowód siedzi i uśmiecha się naprzeciw mnie. W zeszłym roku zerwaliśmy kontakt, po późniejszych konsultacjach z podrywaj.org wiem, że powinienem być bardziej pewny siebie i zdecydowany. Z Z utrzymuje kontakt do dziś.
Był kolejny koncert, M. dziwnie się rozglądała po sali, całuję ją w rękę a ona z pretensjami do mnie co ja robię, bo ona już nawiązała kontakt wzrokowy z fajnym facetem. Po koncercie, gdy czekaliśmy na pociąg ona powiedziała, że już nie chce się spotykać z innymi, że chcę ze mną już zostać. Odparłem jej, że musimy razem nad związkiem pracować i nauczyć się wybaczać. M. gdy mi coś wybaczyła dość często potrafiła się odegrać za to, co zrobiłem źle (hmm.. tzn. za to co ona uważała).
Mieliśmy plany na wakacje: pojechać na festiwal naszego ulubionego nurtu muzyki. Załatwione było już wszystko, na miesiąc przed M. mówi, że nie ma pieniędzy i, że chce pojechać na wczasy, gdzie jest tanio. Wiedziałem, że w domu miała kłopoty, więc jej zaufałem i zgodziłem się na zmianę. Myśleliśmy o pierwszym razie na tym wypadzie. Ze dwa razy zmieniałem zaplanowany urlop w pracy.
M. po maturze stała się oschła, o jakichkolwiek pieszczotach nie było mowy; coraz częściej widywała się ze swoim ex. Próbowałem ją na nowo zainteresować sobą (tak, byłem zaangażowany emocjonalnie): chciałem ja zabrać do siebie, do parku, do kina, do restauracji ona mówiła, że albo za daleko, albo, ze nie ma pieniędzy... a nie chciała aby jej fundował (jej ex potrafił wydać na nią całą wypłatę, jak gdzie znalazł pracę). W końcu dała się namówić na kino, a jak się dowiedziała, że jest promocja to powiedziała, że póki ta promocja się nie skończy to nie zerwie ze mną. Kiepski żart. Podczas jednej z rozmów powiedziała mimowolnie, że była ze znajomymi w klubie. Tak za moimi plecami, bez mojej wiedzy. Było spotkanie z moimi znajomymi: ona mnie zbywała a innych kokietowała, jej ex też był; gdy się żegnaliśmy ona powiedziała, że nie lubi ze swoim ex rozmawiać, że jestem najważniejszy; nie poszła od razu do domu tylko została... Później rozmawiałem z nią o tym i obiecała popawę.
Jakiś czas później dowiedziałem się, że jej ex nie pojechałby na taki festiwal jaki mieliśmy jechać, bo on nie lubi tej muzyki. Zerwanie było realne.
Gdy byliśmy sami, ja mówiłem ona mnie zbywała, po chwili ciszy mówiła, żebym coś powiedział, ja znów... ona znowu mnie zbywa... Gdy wychodziłem ona zaczęła mówić, że zależy jej, że jestem najważniejszy. Dość często tak zaczęła robić.
Podczas rozmowy okazało się, że miała kłopoty w domu, które mogą się za jakiś czas znów pojawić (tak, ten sam tekst). Obiecała znów poprawę, i że na imprezie sobie wszystko odbijemy. Poprosiła, żebym coś dla niej zrobił w necie, ale jak będzie mieć kase.
Kolejna impreza a raczej popijawa: ona znów mnie olewa, kokietuje innych; po 4 h idzie spać. Rano zbieram się na wyjazd, ona wręcza mi pieniądze: mówię, że nie dotrzymałaś słowa to ja Ci tego nie zrobię. I wyszedłem. Wołała za mną. Odjechałem. Miał być koniec. Powinienem się nie odzywać, jednak coś mnie ruszyło wysłałem jej smsa, dosyć niefortunnego: że jak dotrzyma słowa to ja zrobię to co chce. Potem zadzwoniłem, że jednak jej to mogę zrobić, odpowiedziała, że jak ja ją traktuję i rozmowa się zakończyła. Później przyjechałem do niej żeby porozmawiać, znaleźć wyjście z tego impasu. Dostałem tylko ochrzan, że przyjechałem niezapowiedziany. Jakiś czas później spotkaliśmy się. I zaczęły się jej gierki: powiedziała, że jest bardzo zraniona, potrzebuje czasu, że zrywa. Powiedziała, też, że mogę teraz wyjść bez słowa, ale i tak ona po jakimś czasie zatęskni i ja też i, że za pół roku wrócimy. Wybiło mnie to tropu. Stanęło na tym, że mam ją na nowo poderwać. Wymieniła wszystkie moje zalety, ale powiedziała, że czegoś mi brakuje. Ustaliliśmy, że z nikim się nie będziemy spotykać czy podrywać. Pomyślałem, że będę lekko niedostępny, generalnie tak jak jest opisane na podrywaj.org.
Widziałem się z nią razem oczywiście jej ex też przyszedł. Poszliśmy do kina, „wprosiło się” dwóch ex od M. i jeden alkoholik, wszyscy trzej starali się o nią. Wyglądało to beznadziejnie; ja siedziałem spokojnie i towarzystwo olewałem. Dwa kolejne spotkania przebiegały w podobnym gronie: M., ja i jej ex. Następnym razem po usłyszeniu słów, że to koniec po prostu wyjdę, nie ważne co będzie potem mówić następna dziewczyna. Tak, trzeba twardo. Za bardzo w to wszystko zabrnąłem, zaangażowałem się; wierzyłem, że to będzie poważny związek. Nadszedł kolejny dzień i spotkanie po dłuższym czasie niewidzenia się. Postanowiłem powrócić do ćwiczeń z terapii mowy: wolne tępo. Gdy to M. usłyszała na wstępie powiedziała, że w jej domu tak nie będę mówić. Wszedłem do jej pokoju i tak z nią rozmawiałem. Chciałem pokazać, że jestem konsekwentny, że mam swoje zdanie no i żeby nabrać więcej spokoju i pewności siebie. Wrzeszczała przez jakiś czas na mnie, ale dała sobie siana póki nie przyszedł jej ex. Wtedy ona na nowo zaczęła mi perswadować, że ja sobie coś wymyślam, że jestem dziwny, jej ex ją popierał. Byłem nie ugięty. Gdy ex poszedł ona znów zaczęła o to kłótnię. Oznajmiłem, że to jest koniec, zupełny koniec. Ta w płacz, ze co ja robię, że przecież mieliśmy jechać wakacje no i że jej zjebałem wyjazd, że po tym wszystkim tak ja zraniłem, że ona przez rok nie znajdzie nikogo... Wiedziałem, że kłamała. Powiedziałem co myślę i wyszedłem. Nie odzywałem się do niej.
Jakiś czas później widziałem ja na koncercie z jakimś facetem, szybko zmieniła gust, ale nic mnie to nie obchodzi.
Wróciłem na swoją drogę, robie to co kiedyś robiłem, a zaprzestałem z powodu braku czasu... Teraz mam dużo czasu dla siebie.
Jaki z tego morał? Brakło mi pewności siebie, za dużo było rozczarowań jej zachowaniem. Za dużo jej pozwalałem. Wiem jakie kobiety mi się podobają: wysokie, inteligentne (M. była bardzo niska i jeszcze nie dojrzała) ale to było przykryte iluzją: „nie ważne jaka wygląda ważne, żeby kochała”. To przez to. Teraz to dla mnie bzdura, czysta bzdura. Wybiorę kobietę, która mi się podoba i tyle. Nigdy więcej takich kobiet! Muszę jeszcze popracować nad pewnością siebie, konsekwencją. Za mało konkretny byłem, dałem się jej ponieść, zaangażować. Gdy dowiedziałem się co zrobię źle nie potrafiłem tego całkiem naprawić. Owszem udało mi się parę razy po przeczytaniu tej strony postawić na swoim, znów dominować.
Zacząłem spotykać z innymi... 
Odpowiedzi
Może się tak zachowywać póki
pon., 2009-08-17 20:14 — DesMoże się tak zachowywać póki jej ktoś naprawdę zrani. albo i nie.
Swoją drogą jeszcze dwa lata temu potrafiem bez kłopotów zerwać, widać, że za bardzo się zaangażowałem. Możliwe, że teraz M.odgrywa na facetach za ojca, bo dzieciństwa udanego jednak nie miała.
Tak, masz rację.
pon., 2009-08-17 20:40 — DesTak, masz rację.
To dopiero toksyczny związek.
wt., 2009-08-18 10:35 — rafciuuuTo dopiero toksyczny związek. Dobrze, że go zakończyłeś. Tekst bardzo długi, ale wciągnęła mnie ta historia. Bardzo ciekawy wpis. Pozdro
Ja bym chyba nie wytrzymał
wt., 2009-08-18 22:29 — HudiniJa bym chyba nie wytrzymał tak we trójkę prawie wszędzie i pogadał z tym kolesiem i to ostro.
Cóż Des współczuję Ci Stary,
śr., 2009-08-19 09:45 — BANECóż Des współczuję Ci Stary, bo jednak użerać się tyle czasu z emocjonalnie rozchwianą gówniarą to niewątpliwie nic przyjemnego. Natomiast bardzo dobrze, że dostrzegasz to - ile winy [w pobłażaniu w głównej mierze] leży po Twojej stronie. Niektóre sytuacje przez Ciebie opisywane jak chociażby Twoje deklaracje, że "Ty jednak zrobisz co Ona zechce" to wybacz, Bracie, ale wołają nie tyle o pomstę do nieba, co wręcz o to, by Cię to niebo piorunem, grzmotem wykurwistym zajebało. Pozwalałeś Jej się tak traktować, zapomniałeś o starej prawdzie, że jak coś zdarzyło się raz to zdarzy się i następny. O tym że jeżeli raz miałeś być nieugięty i jednak ustąpiłeś, to Ona zobaczy w tym - prędzej czy później - łatwą furtkę do walenia z Tobą w chuja. A Jej eks? Człowieku, jak Ty mogłeś w ogóle coś takiego tolerować?! Ja rozumiem rywalizację [przyjemnie się rywalizuje o atrakcyjne dziewczyny], ale to był cyrk, w którym WY OBYDWAJ robiliście za clownów, a nie gra o laskę. Masz słuszną pretensję do siebie, że nie skończyłeś tego wcześniej bo powinieneś był Stary. Oj, powinieneś był. Każdą kobietę można ustawić do pionu a podstawą tego jest właśnie szacunek dla samego siebie [przede wszystkim dla swojej godności > Ty miałeś z tym ewidentny problem > rozumiem - emocje i uczucia robią swoje - każdego potrafią sponiewierać, gdy są w permanentnym kotle], swojego czasu, higieny intelektualnej - że tak to umownie określę - i zasad. Pewien margines rozchwiania emocjonalnego u kobiet [jak to u kobiet] jest dopuszczalny, ale jak Gen, bardzo słusznie zauważył absolutnie nie tłumaczy [nie usprawiedliwia] wszystkiego. Nie szukaj w pzejściach osobistych wytłumaczeń. Na pewno jakieś odpowiedzi znajdziesz, ale one nigdy nie będą pełne. Wierz mi, wiem coś o tym. Pełnej odpowiedzi udzieliłeś sobie sam. Rezygnowłaś z siebie dla Niej [zamiast dając z siebie nawzajem budować wspólnie nową jakość] czyli grzech - że posłużę się alegorią - pierworodny większości związków szczególnie pierwszych poważnych, młodych. Dobrze że wyciągnąłeś wnioski. Trzymaj się tego, bo to czego dowiedziałeś się, inaksując baty na własne dupsko jest tylko Twoje i właśnie dlatego niesie ze sobą niezaprzeczalną wartość jak każde bolesne życiowe doświadczenie. Ot i jedyna nauka z tego wszystkiego. To nigdy nie jest stracony czas i nigdy nie należy w ten sposób o tym mysleć. Wpisów ku przestrodze nigdy za wiele.
Pozdrawiam Cię Serdecznie.