Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Gdzie sie podziewałeś...? Pracowałem...

Portret użytkownika Observer

Niedawno wróciłem z miasta. Kolejny upalny dzień mijających wakacji, spędzony na szlajaniu się po mieście. Rozmawiałem z ludźmi. Kasjerki, ekspedientki w sklepie, kobiety w autobusie a czasem nawet z chłopakami w moim wieku słuchającymi dobrej muzyki siedząc w parku lub czekającymi na swoją dziewczynę przed centrum handlowym. Czy udaje mi się wyciągnąć coś z tych rozmów...

Po powrocie do domu jak zwykle ogarnęło mnie to chujowe wrażenie ze kolejny IDEALNY NA PODRYW dzień minął bezpowrotnie ... a ja stoję w miejscu. Rozmowa z ludźmi nie sprawia już NAJMNIEJSZEGO problemu jednak nic poza nią mi nie wychodzi. Jak w zegarku o godz. 15 stwierdzam że to trudny początek i że jutro będzie lepiej. Jednak dzisiaj coś się zmieniło.

Zadzwonił do mnie od dawna nie widziany kumpel. Właśnie wrócił z wakacji i zaproponował wypad na downhill rowerowy. Przeszył mnie prąd... To przecież moje największe hobby a ja nie tknąłem roweru od prawie 3 tygodni... Ta przerwa była dłuższa nawet od mojego pobytu w szpitalu (wypadek na hopce...)

Niezły miałem mętlik w głowie. Nagle, przypadkiem trafiłem na wpis Fana pt. "Gra ma być moim życiem? Wybacz, ale nie kupuje tego". Po przeczytaniu stwierdziłem że odnosi się w niewielkim stopniu do mnie ale mimo wszystko bardzo mi pomógł.

Teraz wiem że zatraciłem się w tym co robię. Przez ostatnie trzy tygodnie nie myślałem o NICZYM poza odnoszeniem sukcesów z dziewczynami. Każdy wypad ze znajomymi był w pewnym sensie stresem. Denerwowało mnie że niektórzy z nich mają dziewczyny a ja nie, lub że nikt z nich nie chce lub nie potrafi być moim wingiem. Wkurzało że w chwili w której udawało mi się zauroczyć nowe atrakcyjne koleżanki z grona moich znajomych, zaczynałem wyszukiwać ich wady lub stwierdzać że są dla mnie za fajne i nie utrzymam ich z tak małym doświadczeniem. Czasem nawet uznawałem że skoro z taką tak dobrze mi idzie to może spróbować z jeszcze atrakcyjniejszą...( tylko po to by po rozstaniu z nimi w zwykłym koleżeństwie, tłuc głową w mur przez swoją głupotę i wysłuchiwać docinków o gejach do moich kumpli)

Analizowanie, przypuszczanie i MYŚLENIE ogranicza mnie i marnuje mój czas. Jestem uzależniony od udanych PRÓB ale nie umiem lub stresuje się przejść dalej... Uznaje ostanie dni za zmarnowane i obiecuje poprawę. Wyrzucę ze swojej głowy ciągłą chęć większych i szybszych efektów i co najważniejsze znajdę trochę czasu na to co sprawiało mi radość zanim zacząłem "GRAĆ". Muszę też znaleźć granicę w podrywaniu którą wyraźnie utraciłem... Granicę między zabawą a stresującą pracą...

Observer się wylogowuje ... wreszcie od 3 tygodni lecę urządzić niezły najazd Laughing out loud... a do podrywania wrócę sobie jutro i zacznę spokojniej podchodzić do sprawy Tongue...