Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Jak jest i dlaczego tak jest, czyli opis stanu faktycznego

Portret użytkownika R.

Niedziela 3 lipca

Leże w łóżku, mam dreszcze, zimno. Nocny spacer w deszczu zrobił swoje, ale też dał mi dużo do myślenia. Dlaczego to piszę? Wiem, że coś w moim życiu jest nie tak, jest coś co nie pozwala mi być szczęśliwym, chociaż dostałem od życia więcej niż 90% tego społeczeństwa. Piszę tego bloga, z nadzieją, że w końcu dojdę do tego co jest nie tak i co trzeba zmienić, żeby było tak jak chcę.

Od początku

18 wiosen minęło. Może i młody ze mnie siur, ale dużo się przez ten czas nauczyłem. Bóg dał mi zdrowie i „zajebistą” rodzinę. Mama pokazała jak być dobrym, zaradnym chłopakiem, wychowała mnie na ziomka, który bez problemu ogarnia życie. Tata od małego wciągał mnie do biznesu, nauczył jak zarabiać kasę.
Jednak moi kochani rodzice o czymś zapomnieli, albo uważali to za nie potrzebne. Od zawsze miałem problem. Domyślacie się jaki:P No, dokładnie o to chodzi. I wtedy to wy mi pomogliście, tylko że byłem bez kontroli i coś gdzieś zjebałem:/

Moja historia
Jak tak teraz sobie myślę to początek problemu to II podstawówki, gdy kazali mi siedzieć z dziewczyną w ławce. Rozpłakałem się… haha Przecież to przypał. Tak mi wszyscy wmawiali. No i żyłem w takim przekonaniu. Były dyskoteki szkolne, koledzy tańczyli z dziewczynami a ja nie bo jak to…? Tata się będzie śmiał. Później zaczęły mi się dziewczyny podobać, ale kompleksy skutecznie ograniczały moje kontakty. Gimnazjum to samo, tylko że już coś próbowałem robić. Pierwsza „miłość”, raczej zauroczenie – klapki na oczy i nie ma świata poza nią, tą nimfą i boginią. Najpierw rama przyjaciela, później byłem już tylko namolnym kolesiem, który nie wie czego chce. Hehe historia pewnie wam dobrze znana.

Liceum.
Początek to wielki szok – panny na dużo wyższym levelu niż wcześniej. Przy nich czułem się jeszcze gorzej, moje kompleksy wydawały się nieprawdopodobnie większe. Szczególnie dokuczała mi moja nadwaga. Uważałem ją za główny powód tego, że mi nie idzie jak innym kumplom. W pewnym momencie byłem już tak na siebie wkurwiony, że wziąłem się za siebie. Chodziłem na siłkę, dieta i regularnie chudłem, aż wypracowałem taką sylwetkę jaką chciałem. Ludzie mnie nie poznawali, byłem z siebie dumny. Pewność siebie wzrosła, jednak moje relacje z kobietami, poza podziwem koleżanek nie zmieniły się.

I wtedy nastąpił ten moment. Sobota, kwiecień 2010

Google.pl > jak poderwać dziewczynę?
Wpisałem, chociaż nie wierzyłem, że można tak po prostu zdobywać kobiety jeśli nie jest się przystojnym. Kilka stron, z radami od nastolatek i jakaś strona z pigułkami.
Niebieska – jak odzyskać była?
Pierwsza myśl: „Trzeba ją było mieć” Ogarnęło mnie takie wkurwienie, poczułem się taki żałosny..
Czerwona – jak poderwać dziewczynę?
No to jedziemy. Pierwsza lekcja, druga… jakieś zadanie i ostrzeżenie: „jeśli masz jaja, nie czytaj dalej jeśli nie zrobisz zadania”. Upewniłem się. Mam jaja. To nie czytam, działamy.
Mogłem działać dopiero w poniedziałek, bo na wiosce to nie ma możliwości. Do poniedziałku trochę podnieta spadła, później to olałem, za dużo myślałem i zaczęło mi się to wydawać żałosne. Już na starcie popełniłem błąd, który później skutecznie opóźniał mój rozwój. Brak konsekwencji i lenistwo. Nic się nie zmieniło. Samo się nic nie stanie. Chociaż nie, czasami staje… hehe
Po jakimś czasie, znów zacząłem szukać, już wiedziałem gdzie. Zacząłem czytać konkretnie. Robiłem lekcje, na początku było ciężko, kompletne spięcie (podchodziłem na takim spięciu, że aż panny się bały), walka ze sobą, ale też uczucie tej „zajebistości” jak dowiedziałem się która godzina. Pracowałem nad mową ciała i inner game. Chodziłem po szkole, ciągle się pilnując i wmawiając sobie „Ale jestem zajebisty, jestem PANEM całego tego burdla, jestem PANEM wszystkich tych kobiet i kolesi, jestem od was lepszy”. To było sztuczne, ale pomogło. Znów te uczucie zajebistości, gdy widziałem reakcje dziewczyn, które były takie jak pisaliście, że będą. Wtedy wam zaufałem, czułem, że coś się zmieni. Dziękowałem Bogu za Was.
Dużo czytałem, starałem się COŚ robić, jednak zdecydowanie za dużo myślałem. To mnie opóźniało w rozwoju. Tworzyło blokady. Walczyłem z tym. Walka się opłacała. Krzywa mojego rozwoju ciągle rosła, było coraz więcej sukcesów. Stałem się bardziej otwarty, towarzyski, zyskałem wielu nowych znajomych, w tym wiele „fanek”. Pokonałem strach przed podejściem. Miałem powodzenie u dziewczyn, potrafiłem je poznawać. Otwierałem wiele dziewczyn,
potrafiłem wziąć numer od dziewczyny na ulicy. Miałem akcje, niczym te z „GRY”. To było zajebiste…

Ale kurwa dalej nie byłem z siebie zadowolony, ciągle coś mi nie pasowało. Ciągle miałem poczucie tej jebanej niedoskonałości, a nie potrafiłem jej zaakceptować i nie robiłem też nic żeby ją zlikwidować. To mnie niszczyło. Teraz już rozumiem, że moim największym wrogiem byłem JA SAM - mój perfekcjonizm, musiałem mieć wszystko zaplanowane. Nie mogłem, znieść myśli, że czegoś do końca nie rozumiem.

Próbowałem odnaleźć się w Night Game, miałem nadzieję, że tu będzie tak jak trzeba. Wcześniej nie chodziłem na imprezy zacząłem niedawno. Pierwsza impreza była najlepsza, byłem gwiazdą wieczoru, poznałem dziewczynę, rozegrałem to wg podrywaj.org. Później było wiele imprez. Ale z każdą coraz gorzej. Nie szło mi. I tak nastała sobota 2 lipca.
Poszedłem do clubu, sam. Spotkałem znajomych, 10 oni pijani. Dobra działam sam. Zacząłem otwierać laski na parkiecie. Początki – odmowy, coś się udało (zepsułem tańcem), znów padaka, nie wychodzi idę przed klub, otwarcie jedno, drugie idzie całkiem całkiem (owoce pracy nad Day Game). Wracam na parkiet. Kompletnie nie umiałem bawić się sam, chodziłem dookoła, wypatrywałem i otwierałem, głównie nie wychodziło, jak wychodziło to kompletny brak zainteresowania. Coś nie tak i było coraz gorzej. Nie wiedziałem już co robić…
Nie wytrzymałem, wkurwienie i poddałem się, wyszedłem. Deszcz napierdala, nie zwróciłem na to uwagi. Poszedłem przed siebie. Szedłem tak z godzinę i myślałem o swoim życiu (opis wyżej).
Byłem pewien, że muszę coś zmienić. Nie wymyśliłem co. Postanowiłem, że napiszę tego bloga, a wszystko mi się poukłada.

I tak jesteśmy w punkcie wyjścia…
I CHUJ. Nic mi się nie poukładało.

Poniedziałek 4 lipca

Siema chłopaki! Dziś, znalazłem film na stronie pod blogiem Hoona „Grę czas zacząć”. Obejrzałem początek i już wiem co zrobić. Zacznę wszystko od początku. Nie, już zacząłem, od analizy tego co wcześniej było nie tak:

- zła motywacja do rozwoju – chęć imponowania kolegom, a nie szczere zainteresowanie kobietami,
- brak konsekwencji w działaniu, spowodowane lenistwem i częściowo brakiem czasu,
- przesadny perfekcjonizm, za dużo myślenia
- uważanie się za lepszego od innych, ciągłe porównywanie się do innych,
- ignorowanie wielu rzeczy, które wydawały mi się dziwne (coś na zasadzie „ja wiem lepiej”)
- czytanie, nie robienie notatek z tego notatek, które należało później interpretować,
- brak stałej motywacji i ciężkiej pracy,

Nie wiem jak to naprawić więc zaczynam od początku i będę starał się unikać tych błędów.
1. Zacznę od przeczytania kilku blogów osób, które zrobiły największe postępy, żeby zobaczyć jak wyglądał ich rozwój. I oczywiście wnioski z tego.
2. Do przeczytanego materiału notatki i ich analiza.
3. Ćwiczenie wytrwałości i konsekwencji w działaniu, także w innych dziedzinach życia.
4. PRAKTYKA

c.d.n.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Disruptor

Idzie odczuć ze nie jesteś

Idzie odczuć ze nie jesteś pisarzem ale nadrabiasz konstrukcją tekstu, stąd byłem ciekaw przeczytać cały Twój artykuł do końca. Ogółem mam podobne uczucia, z tym co nie robiłeś tak. Co do postanowień, tutaj mam już mieszane uczucia, bo nie widzę tutaj nic nowego, odnoszę wrażenie ze chcesz wyłącznie być "skuteczniejszy" ("robienie notatek+analiza = +10% do skuteczności?"). A praktyk, to co nowego? (podchodziłeś, brałeś nr, umawiałeś itd) - chyba ze tutaj tez Ci chodziło "o +10% do skuteczności" poprzez większą ilość czasu i pracy nad tym. Moim skromnym zdaniem, myślę ze na pewno poczujesz jakąś zmianę, ale czy będziesz z tego postanowienia na tyle zadowolony?
Pozdrawiam.