Zaczynając od początku. Gdy poszedłem do liceum po jakimś czasie moją uwagę przyciągnęła dziewczyna ode mnie z klasy (tak wiem, nie bierz dupy z własnej grupy, ale lubię wyzwania ;]). Wiedziałem, że moje umiejętności były wtedy zbyt małe, aby ją zdobyć, tak właśnie trafiłem na tę stronę. Zacząłem od budowania pewności siebie i tak dalej, chodziłem na imprezy gdzie trenowałem kontakty z laskami. Ona jednak wciąż pozostała tym targetem głównym. 
Przyszła więc kolej na podrywanie jej. Bogaty w nową wiedzę i doświadczenia wyruszyłem w drogę, której celem było zdobycie tejże koleżanki. Zbliżyłem się do niej, ale zawsze kiedy proponowałem jej wyjście gdzieś (zazwyczaj był to wypad do klubu, czy ze znajomymi) odmawiała. Mówiła, że będę musiał ją zaciągnąć siłą i śmiała się przy tym. Zdziwiłem się, ale stwierdziłem "do trzech razy sztuka".
Podbiłem do niej parę dni temu, złapałem ją mocno i wyszeptałem do ucha: -skoro nie chcesz spotykać się po szkole, to może uciekniemy z lekcji, co?
-Ja nie chcę?
-A więc jednak. Czyli co, po szkole porywam Cię do parku? Wymasujesz mi plecy (miałem spalone po opalaniu nad jeziorem, z czego miała niezły ubaw).
-No okej.
Zabrałem ją tam więc, od razu przeszedłem do konkretów. Przez całe spotkanie lepiła się do mnie jak pszczoła do miodu, wtulała się, kładła na mnie, całowaliśmy się, a i z rękoma mogłem parę rzeczy zrobić.
Starałem się budować atrakcyjność, doszło nawet do tego, że stwierdziła, iż pewnie sporo lasek przez mój dom się przewinęło i, że jestem chyba zbyt pewny siebie. Ale w rozmowie wyszło i tak, że jej się to podoba, bo nie lubi "pizd".
Spytałem ją wtedy dlaczego tak się drażniła i odmawiała. Odpowiedziała, że nie wiedziała czy żartuję, czy mówię poważnie. Czy naprawdę ją zapraszam, czy mówię sobie to od tak. I śmiejąc się powiedziała, że zawsze będzie dla mnie na nie, dla zasady. (Dziwne.)
Ogólnie było nie najgorzej, myślałem, że teraz będzie z górki - błąd.
Następnego dnia w szkole nie dała nic po sobie poznać. Bo to dzień wcześniej nie wyglądało jak pierwsza randka, raczej jak spotkanie już dojrzałej stażem pary. Cóż, mi pasowało, nie muszę przynajmniej spędzać z nią całego czasu, mogę robić co mi się podoba. Problem przyszedł, kiedy dziś znów chciałem ją zaprosić.
-Szykuj sobie wolny piątek, bo zabieram Cię tam i tam.
-Ten piątek, co?
-Ten piątek, wieczorem.
-Wieczorem, mmm? NIE!. Zaczęła się śmiać.
Próbując wyjść z twarzą (po raz kolejny...) powiedziałem, że to jej strata, a i tak wiem, że nie odpuści spotkania ze mną. Odszedłem.
Tutaj moje pytanie. Jak ją utemperować? Jak zrobić tak, żebym wiedział kiedy tylko się droczy, a kiedy naprawdę nie ma ochoty? Powoli mnie to zaczyna irytować i martwić za razem, bo raz czuję, że mam wszystko pod kontrolą, a potem wszystko nagle upada.
masz zajebista sytuacje aby wykorzystac P&P + delikatny chlodniczek z budowaniem sociala
Zasady portalu
Raczej ciężko będzie, bo ona mieszka w innej miejscowości, a jest typem domatora.
A ja wiem, że ze mną pójdzie, ale będę musiał ją docisnąć. A nie chcę tak, bo wyjdzie, że się staram, a wtedy nie będzie mojego na wierzchu.
Jakieś inne propozycje jak to ewentualnie rozegrać? Jestem otwarty.
Skoro wiesz, że chcę, okazuje zainteresowanie to podejdź/podjedź pod jej dom w piątek i zabierz ją gdzieś. Wykarzesz się spontanicznością.
I ain't gonna quit until I won!
Jak zacznie kręcić zaproś jej przyjaciółkę na wspólny spacerek. Zadziała szybko
Każdy błąd młodości jest ojcem nowej prawdy.