
W końcu stwierdziłem, że podzielę się pewnym przemyśleniem... Przepraszam za zlepek myśli, ale staram się skrócić tego posta.
Teza: podrywanie i sprzedaż (jakakolwiek) ma bardzo duży zbiór zasad wspólnych, które można wykorzystywać naprzemiennie.
Skąd ta myśl? Otóż, nie wchodząc w szczegóły - jestem handlowcem na własnej działalności, spotykam się z masą ludzi, większość klientów to małżeństwa... I zauważyłem, że kobiety często robią nieświadomie IoI podczas prezentacji.
Co więcej, zauważyłem, że kluczem w każdym wypadku to... Zrobić wrażenie na żonie. Gdy żona jest przekonana do oferty - jest finalizacja. Nawet, gdy widać, że "mąż tu rządzi wszystkim, a żona jest od ładnego wyglądania"... 
Do rzeczy... Co zrobić, by być dobrym podrywaczem? Cóż... Moja rada jest takowa - jeśli masz zajęcie handlowe - ćwicz na klientach, jeśli nie - zajmij się handlem! Jakimkolwiek, gdzie masz kontakt z ludźmi. Nie chcę dawać pomysłów co robić - możesz poszukać pracy na etacie jako przedstawiciel handlowy, możesz wejść do jakiegoś MLM'u lub DS, cholera, kosmetykami handluj, ale generalnie - wyjdź do ludzi i ćwicz na żywym organizmie...
Podstawowe sprawy:
- pewność siebie - wmów sobie, że jesteś świetny, stawaj codziennie przed lustrem rano i to powtarzaj
- praktyka - w mojej branży mówi się, że po 100 spotkaniach sprzedażowych ma się wystarczające doświadczenie i nie dasz się zaskoczyć - w podrywie jest podobnie... Stara zasada "jak nie ta to inna" - nie skupiać się na "jednej jedynej".
- zasada niedostępności - działa i tu i tu - jeśli dasz klientowi wszystko "od razu na stół" - to leżysz Panie drogi, choćby klient chciał - to i tak pójdzie gdzie indziej po dokładnie ten sam produkt... A jak jest z kobietami? Dasz wszystko od razu? To pójdzie na dyskotekę i wróci z nowym facetem...
- technika mówienia - spokojny głos, bez pośpiechu. Uśmiech - ważny. I tu i tu!
- tonowanie pozycji - jeśli klient zaczyna traktować mnie z góry to ja (to już dzięki praktyce) mówiąc krótko - sprowadzam go na ziemię. Trzeba być na równi... Kobiety to uwielbiają - gdy spotykają faceta, który traktuje je na równi... Zapodają shit testa - do odbicia, zupełnie jak klient, który chce pokazać swoją wyższość - i sprowadzamy na ziemię, ale nie upokarzamy i nie udowadniamy, że jesteśmy lepsi na siłę (wystarczy, że druga strona to widzi).
- finalizacja sprzedaży / randki... Panowie! Dokładnie to samo! Podpisujesz z klientem umowę - to jak KC/FC. To w jaki sposób odrzuci - to daje obraz, czy należy "szukać dalej", czy też "próbować dalej". A co jakiś czas nie ma obiekcji 
- obiekcje / shit testy - czyli dla podrywacza ST to jak dla handlowca obiekcja klienta... Wystarczy to sobie przełożyć. Klient twierdzi, że nie ma pieniędzy (a jeździ nowym mercem), a kobieta twierdzi "dzieje się to za szybko, dopiero się poznaliśmy" (a sama się przytula).
Można to transponować... Ale kwintesencja sprawy moim zdaniem polega na dostrzeżeniu pewnej zależności:
nie każda sprzedaż kończy się finalizacją
==
nie każda randka kończy się domknięciem
BINGO! Co sprawia największy problem do podrywu i sprzedaży? Strach przed odrzuceniem! Dlatego moi drodzy - praktyka, praktyka, praktyka, czyli ilość, ilość, ilość!
Moja rada, dla każdego, kto chce się nauczyć podrywać, a boi się odrzucenia - zacznij sprzedawać!!! Cokolwiek. Kurna, chodź z wodą mineralną / piwem po plaży w wakacje i sprzedawaj po 10zł/butelka!
Wiesz ile obiekcji usłyszysz? "drogo", "nie mam pieniędzy"... Ale zawsze znajdzie się 1-2% ludzi, którzy kupią. To już przykład skrajny... Sprzedając po 3zł/butelka będziesz miał 10-20%. Ale co rusz będzie Ci się woda kończyła, powroty po kolejną, czas leci a marży wielkiej nie będziesz miał.
Sam zastosowałem tą metodę... Otóż zawsze bałem się ciągłego kontaktu z nowymi klientami. Wynik wypadkowy - programowania społecznego, wychowania, małych zarobków... I szło mi w tamtym roku w działalności mizernie... Parę miesięcy aktywnego poznawania kobiet, zacząłem mieć totalnie WYJEBANE na nie, spotykam się, ja tu jestem królem, nie podoba się - to wypad. Znalazłem w końcu fajną kobietę, teraz staramy się o nowych obywateli naszego kraju
I wiecie co? Kompletnie zacząłem mieć WYJEBANE na moich klientów... Robiłem więcej spotkań... Ot tak, poszło od ręki.
Polecam więc połączyć to i to... Wiem, że wielu facetów tutaj jest w wieku 18-30, odkrywają na nowo siebie. I mają problemy z podejściem do kobiet, rozmową "ot tak"... Boicie się. Doświadczenie tylko przez praktykę... Przy sprzedaży jest magiczna sprawa - prowizja - udana sprzedaż pompuje kieszeń - udana randka ją drenuje (jasne, dojechać trzeba, czas poświęcić, kawę sobie kupić, itp, itd, nie mówcie, że nie).
Jak masz jakieś zajęcie, które nie jest związane ze sprzedażą... Poszukaj takowego. Poważnie. Rozejrzyj się, nawet po branżach jakich nie znasz (nawet lepiej, startuj od zera), sama lub praktycznie sama prowizja - dla lepszej motywacji. Dużo pomoże, a przynajmniej jak się wyrobisz to i zarobisz... Lepsze to niż drenaż portfela po udanej randce (ja właśnie liczę ile potomkowie mnie będą kosztować... O jerona...
a wystarczyły dwie randki... na jednej KC, na drugiej FC i tak już prawie pół roku ze świetną kobietą... ale koszty dopiero się zaczynają ).
To chyba tyle 
Odpowiedzi
Świetny wpis. Naprawdę
pt., 2011-05-27 13:12 — WłodiŚwietny wpis. Naprawdę świetny wpis.
Super wpis , na główną idzie
pt., 2011-05-27 20:18 — Romeo_RomeoSuper wpis , na główną idzie z powodu świetnego porównania tak samo jak Under z Magią tak ty z Sprzedażą .Do tego napisane w łatwy sposób , oby więcej takich wpisów .
Pozdrawiam
Bardzo fajne porównanie i
pt., 2011-05-27 20:54 — HedonizBardzo fajne porównanie i przejrzyście napisane. Zgadzam się jak najbardziej i zgłaszam na główną!
juz widze jak wszyscy rzucają
sob., 2011-05-28 07:08 — boneyjuz widze jak wszyscy rzucają swoją poprace inzynierów etc. i idą sprzedawać na kase w biedronce:D
na kasie w biedronce to nie
czw., 2011-06-02 15:06 — nabananana kasie w biedronce to nie sprzedawca, a podawacz, przekładacz lub zliczać...
100 % prawda... też się
sob., 2011-05-28 11:13 — Trancer100 % prawda...
też się zajmuje sprzedażą i twe wnioski są jak najbardziej trafne.
Wpływ pracy z klientami na życie towarzyskie jest naprawdę duży.
Według mnie ciekawa teoria,
sob., 2011-05-28 15:35 — młodyAWedług mnie ciekawa teoria, słuszna też jest.
zgadzam się z tobą pracowałem
ndz., 2011-05-29 09:48 — Dreadnoughtzgadzam się z tobą pracowałem przez pół roku jako przedstawiciel handlowy i muszę wręcz przyznać że taka praca daje ogromne możliwości w rozwoju osobistym ja dzięki tej pracy nauczyłem się bardzo dobrej mowy ciała,dobrego raportu który w handlu jak i w podrywie ma naprawdę ogromne znaczenie jak i wiele wiele innych czynników
co do mojej pracy w handlu niekiedy musiałem okłamywać ludzi co się nie zgadzało z moim sumieniem i zrezygnowałem.
alcik, dotarłeś do wyższej
czw., 2011-06-02 15:09 — nabananaalcik, dotarłeś do wyższej szkoły jazdy, tj. kiepska oferta, którą trzeba było naginać...
też to przeszedłem, w pewnej sieci telkom. trzeba znaleźć to co się lubi... trochę jak z szukaniem kobiety, niby każda ma, ale każda jest inna - i to jest piękne 
No to będę musiał poszukać
ndz., 2011-05-29 12:08 — SantiNo to będę musiał poszukać pracy dorywczej związaną z handlem
Faktycznie jestem w fazie wybierania przyszłego zawodu poprzez wybór odpowiedniego kierunku na studiach i właśnie mi uswiadomiłeś fakt że może warto by było iść w tym kierunku handlowca... hmm muszę nad tym pomyśleć 
kierunku "handlowiec" nie
czw., 2011-06-02 15:12 — nabananakierunku "handlowiec" nie spotkałem, może i dobrze, lepiej studia wybrać z jakiegoś powodu - coś konkretnego. jak jesteś dobry z biolchem, to możesz myśleć o czymś medycznym, farmacja? przedstawiciele medyczni może już nie zarabiają takich kokosów jak kiedyś, ale jest to lepsze niż popylanie z jakimś szajsu.
generalnie wybierz jakoś sensownie studia, zgodne z zainteresowaniami lub potrzebami, raczej unikaj ogólnikowych studiów, a buduj doświadczenie w jakiejś branży.
ooops... no coz, bywa, nie
czw., 2011-06-02 15:12 — nabananaooops... no coz, bywa, nie jestem w stanie ogarnac wszystkiego co tutaj się dzieje, czas, czas, czas...
Świetne porównanie , też
pon., 2011-05-30 21:41 — BoskiRomanŚwietne porównanie , też jestem handlowcem i jak to często mówimy , nie można przed klientem spuścić gaci po kostki ( dać rabaty itd ) bo sie o własne giry wyje*iesz ;]
Ciekawy wpis, bardzo
pon., 2011-05-30 21:52 — HypnotizerCiekawy wpis, bardzo pozytywny
Zasługuje w 100% na główną. Sporo tutaj racji, gdybym był handlowcem to bym się bardziej wypowiedział ale co tam mogę tak to powiedzieć ja skromny chłopak .
wez nie gadaj ze skromny...
czw., 2011-06-02 15:13 — nabananawez nie gadaj ze skromny... moze jeszcze grzeczny??
DObre przemyslenia pozdr;D
śr., 2011-06-01 18:16 — ChaninngDObre przemyslenia pozdr;D dzieki wiecej twych postow przeczytam xD:P
Fajny blog, ale coś mi się
pon., 2011-06-13 07:47 — saveriusFajny blog, ale coś mi się jednak nie zgadza.
W podrywie chodzi o autoprezentację jednostki - polecam Ervinga Goffmana - spec w tej dziedzinie.
Natomiast w sprzedaży chodzi o wywołanie entuzjazmu w kliencie. Pierdolenie o bólach kupowania, zaufaniu itp, chodzi o entuzjazm - na fajnym przykładzie Mateusz Grzesiak to wyjaśniał.
To jak to jest autorze?
poczytam w wolnej chwili co
pon., 2011-06-13 20:33 — nabananapoczytam w wolnej chwili co napisali...
jednak, czy nie chodzi w podrywie o wywołanie entuzjazmu u targetu? o to, aby to target chciał mieć nas (produkt)? widzę tu pewną analogię... oczywiście jeśli zrównanie nas jako człowieka do produktu/rozwiązania/usługi/rzeczy nie jest faux pas