
Każdy miał swój powód, przez który trafił na podrywaj.org. Z wyczytanych przeze mnie blogów dominuje "zostawiła mnie dziewczyna, wszedłem na tą stronę i przejrzałem na oczy - ale byłem głupi". Jeszcze inni sto lat uganiali się za jedną dziewczyną i szukali wszelakich sposobów by ją zdobyć. Ja, zaś trafiłem przez przypadek - o czym napisałem w swoim pierwszym wpisie. Mimo to w pewnym stopniu należałem do drugiej, wspomnianej przeze mnie grupy. Cały czas miałem w głowie jedną pannę - U. Widziałem ją kiedyś przed salą wykładową i nieuświadomiony wówczas przez tą stronę tylko wymieniałem spojrzenia nic nie robiąc. Później dowiedziałem się, że mamy wspólnych znajomych. Jeszcze później trafiłem na tą stronę i stwierdziłem, że kolejnej szansy ewentualnego kontaktu z nią nie spierdolę... (Gwoli ścisłości nie pracowałem nad sobą myśląc tylko o niej - po prostu chciałem kiedyś przekonać czy jak ją spotkam to się uda, a jak się nie uda - trudno) Szansa przyszła dziś!
Prosto z pracy udałem się na uczelnię. Byłem totalnie zmęczony, gdyż spałem mniej niż 5h. Miałem przed zajęciami jakieś 25 minut czasu wolnego. Postanowiłem pospacerować po ogromnym campusie mojej uczelni, aby nieco dać odpocząć ciału po dziewięciogodzinnym siedzeniu w pracy. Spacerując tak swawolnie, z jak zawsze wypiętą klatą i głową podniesioną do góry (tak, lewa strona + Mystery
), zauważyłem U. rozmawiającą z trzema moimi znajomymi. Myślę - o nie! - będziesz największym frajerem na świecie jak nie podejdziesz! Wiedziałem jednak, że nie należy podchodzić przy kumplach - na pewno nie dałaby przy nich numeru. Dlatego też udałem się do swojego zielonego, nieco brudnego samochodu, który był zaparkowany zaraz obok. Wrzuciłem bluzę na tylne siedzenie i zauważyłem, że grupka się rozdzieliła. Mózg zadziałał szybko i instynktownie jak u myśliwego na polowaniu - TERAZ! U. usiadła sobie na klombie z kwiatami, wyjęła papierosa, namiętnie go podpaliła i pociągała sobie smakowicie dymek. Los chciał, że moje fajki zostały w bluzie, a bluza w samochodzie... Zacząłem podążać w jej kierunku. Już na samym początku mojej przygody w doskonaleniu się jako potencjalny PUA obniżyły mi się nieco excuse'y z powodu rozczarowania inteligencją najładniejszych dziewczyn (nie chcę generalizować - spotkałem też kilka naprawdę inteligentnych i fajnych HB9), ale te głupsze sztuki pomogły mi oduczyć się największego strachu. Tu było inaczej - idealizowana panna spowodowała, iż nigdy nie miałem takiej pikawy przy zbliżaniu się do targetu odkąd zaglądam na tą stronę. Podszedłem z pytaniem:
- masz ognia? (z mojej strony szczery uśmiech i EC)
- mam, czekaj... - odpowiedziała grubym, niemal męskim głosem co mnie powaliło i zdezorientowało... po czym zaczęła grzebać w torebce
- najlepiej jak by ten ogień był razem z fajką - mówiłem nadal uśmiechając się
- to akurat moja ostatnia - znowu odezwał się do mnie bass, po czym usłyszałem dziwaczny chichot - czar prysnął
- OK, no trudno. Na razie! - odpowiedziałem już bez nerwów.
Tak! Dzisiaj prysnął mi ostatni czar panny U. Idealizowana przeze mnie przez długi czas dziewczyna okazała się być mniej idealna. Może to i błahostka - grubszy niż u przeciętnej kobiety głos - ale takiego głosu nie ma idealna, ubóstwiana od ponad roku dziewczyna! Z resztą - z bliska już też w cale nie była taka ładna... Z SHB10 zrobiła się HB6...
Po całej akcji z panną U., pomimo mojego koszmarnego niewyspania i zmęczenia, pojawił mi się uśmiech na twarzy i dodatkowa porcja rezerwowej energii. Niestety nie wiem czy to zmęczenie, czy też inna przyczyna spowodowała, że idąc później po okolicy nie potrafiłem wyzbyć się excuse'ów wobec podchodzenia do przechodzących panien. Czy macie ewentualne rady na takie sytuacje? Czy to jest możliwe, że ewentualne podmęczenie tak na nas wpływa? Nie raz mam taki dzień, że podchodzę do każdej a czasami jest tak, że mam zylion wymówek i nie potrafię podejść do żadnej...
Swoją drogą ostatnio zdarzyła mi się pierwszy raz dziwna sytuacja - przysiadłem się do panny w cukierni. Dostałem od niej numer. Zadzwoniłem 3 dni później - odebrała i powiedziała, że jest za granicą. Uzgodniliśmy, że zadzwonię nazajutrz - tak też uczyniłem, ale nie odebrała telefonu. Zostawiłem jej jedynie smsa, że ma mało oryginalną wiadomość powitalną na poczcie głosowej. Od tamtej pory minęły 2 dni. Jak dotąd w poprzednich akcjach albo trafiał się fałszywy numer, albo HB w ogóle nie odbierała, albo też HB odbierała i się umawialiśmy na mieście (dzięki tej stronie tak było najczęściej
). Nigdy wcześniej nie byłem w tak połowicznej sytuacji. Co byście drodzy towarzysze radzili? Usunąć numer, żeby nie kusiło na dzwonienie? Czy też może odezwać się po raz jeszcze?
Odpowiedzi
Nie dzwon, wal to ; ) A co do
pon., 2011-05-16 20:02 — RamoselNie dzwon, wal to ; )
A co do strachu przed podejsciem, to zasada 3 sekund Ci cos mowi?
A to, ze czasami nie masz ochoty i nie chce Ci sie jest normalne, nie masz sie do tego zmuszac, robisz to kiedy masz ochote, nie stawiaj tego na glowny cel w zyciu tylko jako dodatek, ktory ma poprawic Ci zycie ; )
Na temat tego smsa Kiedyś
wt., 2011-05-17 12:49 — Marek86Na temat tego smsa
Kiedyś słuchałem jakiejś mp3. Rozmowa na temat podrywania nie pamiętam dokładnie kto z kim. I tam usłyszałem bardzo ciekawy pomysł w sumie. Jak go usłyszałem wydał mi się logiczny. Sam kiedyś wypróbuje jak będę miał okazje. A teraz nie mogę sobie przypomnieć jak to dokładnie szło.... Może ktoś zna
Główny sens całego smsa: "Cześć w naszym mieście (chodzilo tam o Miami chyba), jest wiele atrakcyjnych kobiet Ty na dodatek okazałaś się mądra. Daje Ci ostatnią szansę możesz zaprosić Mnie na kolacje..." Czy coś w tym stylu
Jeżeli ktoś pamięta będę wdzięczny za przypomnienie.
A i kolega będzie mógł to zastosować
Szkoda twojego czasu pomysl
śr., 2011-05-18 21:57 — ChaninngSzkoda twojego czasu pomysl ile jeszcze chodzi samotnych cipek po naszym kochanym swiecie;d mmm..D