W związku z przerwą świąteczną, zaproponowałem koleżance z roku wspólne picie we dwójkę. Przystała chętnie, powiedziała, że akurat ma wolne mieszkanie, więc mnie zaprasza. Przyszedłem, miała lekko mocniejszy makijaż, niż zwykle. Dobrze nam się gadało, miałem zdecydowaną mowę ciała zwyczajowo. Zero kina (przyznam, że jadąc do niej, nie myślałem o czymś więcej, niż napiciu się i pogadaniu). W którymś momencie wyciągnąłem ją, żeby zatańczyć, samoistne kino (ciało przy ciele). Zaczęła mnie całować, zaakceptowałem. W którymś momencie się ogarnęła, mówi mi, że chce mieć ze mną normalne relacje i musimy przestać. Zamiast ją znegować bądź natychmiast przestać i spróbować po chwili, strzeliłem sobie samobója mówiąc coś w stylu "jesteśmy sami" (dwie butelki wina we krwi zmniejszają niestety bystrość umysłu). No i na tym się skończyło. Pytanie: czy to się da jeszcze rozegrać, a jeśli tak -- to jak? Wcześniej nie zwracałem na nią uwagi, ale świetnie całuje, chętnie bym to jakoś pociągnął.
teraz kup 3 butelki wina ;)A tak na serio to kto to wie nikt jasnowidzem nie jest. Wiesz co spieprzyłeś więc do roboty
Piękny push&pull Ci zrobiła, a Ty siebie jeszcze dobiłeś tym "jesteśmy sami". Myślę, że zapaliło się jej czerwone światło dla Ciebie. Po Twoim tekście ona ma Ciebie za gościa który chce ją przelecieć(czyt. jest taki sam jak wszyscy), a jej uwarunkowania socjo-kulturowe raczej jej nie pozwolą na taki seks bez zobowiązań. Po prostu oblałeś ST! Czy da się to rozegrać? Pewnie, że tak! Dzwonisz i się umawiasz tak jak w każdym innym przypadku. Jeśli się zgodzi to OK, jeśli nie to wiesz już, że dostałeś od niej bana po pierwszym oblanym ST.
Przestań się spinać, a nigdy nie będziesz musiał się relaksować.
Kwestia jest taka, że w ciągu roku akademickiego widzę się z nią dzień w dzień; zastanawiam się, jak się zachowywać na codzień -- np. czy wprowadzać kino do codziennych rozmów czy dopiero jak gdzieś ją zaproszę, zacząć ją rwać.
Ja tam stosuję kino na uczelni u mojego obecnego targetu, ale bardzo subtelne, na tyle, że mało kto to zauważa
.
Trochę myślałem o tej kwestii jak się zachowywać na uczelni wobec laski i doszedłem do wniosku, że nie możesz jej olewać i udawać, że ledwo się znacie, bo wtedy wyjdziesz na niewiarygodnego tchórza. Wieczorem PUA, a za dnia frajer?
To raczej słabe...
Przestań się spinać, a nigdy nie będziesz musiał się relaksować.
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz -- tak czysto teoretycznie. Mówi się, że jeśli wejdzie się w ramę kolegi/przyjaciela, to wyjść z niej jest bardzo ciężko. Tej dziewczyny, jak już pisałem, nigdy nie rwałem, zdażyło mi się nawet jej żalić, wysłuchiwałem i jej problemów, słowem: mieliśmy relacje tak koleżeńskie, jak tylko się da. Spotkaliście się kiedyś z tak skrajną sytuacją u siebie? Jaka jest tego przyczyna? Łatwy target? Moc utkwiona w procentach? Wyjąkowo podobam jej się?