Zacznę od tego co dzieje się u mnie po historii z ostatniego blogu. Panna, która powiedziała mojej osobie " Nie" dzisiaj ma bal na uczelni, więc w momencie pisania tego blogu pewnie obraca z jakimś typem ale nie mój interes. Cieszę się z tego, że dzisiaj bal, jutro podobno jakiś mecz i tyle wiem z jej faktów na przyszłość. Dalej nie wiem i dobrze, szybciej minie. Szkoda, bo zawsze jest szkoda tym bardziej, że chciałem coś z Nią osiągnąć ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Ch*j jej w dupę...szkoda tylko, że nie mój ale co zrobić. Na piątek jestem umówiony z Moniką, którą poznałem na lotnisku. Bardzo ładna ale wcześniej byłem zajęty innymi. Sobota z Dagmarą - doświadczona dziewczyna, lubi konkrety. Zobaczymy co wyjdzie. Ale wpis konkretnie nie o tym...
Powiem Wam szczerze - szkoda mi czasu na komputer. Pomyśl ile czasu spędzasz marnotrawiąc przed ekranem. Wiadomo, że sprawdzasz swoje ulubione portale tematyczne, społecznościowe a czasami siedzisz na kompie, bo " Ona też jest" czy po prostu z nudów. Zdaj sobie sprawę, ile fajnych rzeczy można zrobić zamiast siedzieć bezczynnie. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że kiedyś treningi zabierały mi sporo czasu i jakoś szybciej leciało. Teraz więcej czasu i powoli wpadałem w to, że siedziałem bezczynnie na lapku. W poprzednie wakacje zaczynałem jeździć na rowerze - 20 km, 30 km, 70 km. Z czasem było mało i zacząłem jeździć na takie jednodniowe wypady w góry: Żar, Równica. Niesamowita mobilizacja i satysfakcja z pokonania dystansu + zdobycie szczytu. W tym roku mam cel: 600 km: od południa na północ. Do zrobienia w 3 dni przy założeniu, że kondycyjnie wytrzymam. Żeby to osiągnąć trenuję od tygodnia...
Nie jestem profesjonalnym kolarzem i nie śmigam w ciuchach rowerowych. Temperatura jeszcze na minusie, więc zdecydowałem się jeździć w czarnych leginsach + krótkie spodenki. Spodnie z dresu bardzo niepraktyczne. Spotkałem wczoraj kumpla sportowca - powiedział, że w końcu widzi, że kto już trenuje (biega półmaratony). Nawet nie zwrócił uwagi, że facet 21 lat jeździ w leginsach. Przejeżdżając koło innych ludzi widziałem zdziwienie, ironiczne uśmiechy na twarzy. Ogólnie sporo ludzi patrzyło jak tak można ale cóż...Szczerze?
Wisi mi to, jak patrzyli na mnie ludzie, którzy nie wiedzą, że planuję przejechać dystans ze Śląska nad Morze Bałtyckie. Dla nich byłem poprostu czubkiem, który w minus ileś pomyka w niekompletnym stroju, na dodatek damskim (?). Tylko, że Oni po wakacjach dalej będą tymi szarymi ludźmi, którzy wychodzą z Biedronki a ja będę bogatszy o nowe doświadczenie i jedno marzenie do spełnienia mniej.
Co to ma do podrywu? Leginsy użyte jako symbol czegoś, czego potrzebujesz, żeby zrealizować swój cel: zdobyć kobietę, pokazać się jej z jak najlepszej strony. Nie zwracaj uwagi na kumpli którzy dogadują, że tak się nie robi, co Ty mówisz itp itd. Zawsze zostań przy swoim, bo tylko Ty tak do końca wiesz czemu to ma służyć. Pokaż, że nawet jeżeli inni mają jakieś inne zdanie w jakiejś sytuacji to Ty masz swoje i jak powiesz raz, że trawa jest czerwona to utrzymuj, że jest czerwona...Jeżeli zdecydujesz się ściągnąć leginsy na rzecz zdania innych lub zwątpisz, że trening w leginsach pomoże Ci zrealizować cel jesteś słabym pionkiem...
Odpowiedzi
Szczerze to leginsów nie mam,
sob., 2011-02-19 12:45 — gosc z gorSzczerze to leginsów nie mam, ale mam kilka innych rzeczy leginso-podobnych.
Też trenowałem kolarstwo tylko ze górskie , a później downhill. Nie powiem bo swirtna sprawa i ma dużo zalet. Ale jakoś cross mnie bardzie pociąga.
Powodzenia podczas tych 6-sciu stówek.
To się nazywa trening z wytrwałości.......