Co z tym fantem zrobić…
Ostatnimi czasy sytuacja zaczyna mnie denerwować więc postanowiłem pokrótce opisać co i jak, licząc na pewne wskazówki, opinie, ewentualnie rady, bądź po prostu zje&^$y.
Jako dopiero co obudzony pimpuś nawiązałem kontakt (w zasadzie to ona nawiązała) z Moją Byłą (MB) sprzed 10 lat…(wiem stary jestem, a problemy jak w podstawówce)…
Jest obecnie w związku z gościem dla którego mnie zostawiła (owe 10 lat temu). Rozstawiali się w zeszłym roku dwukrotnie(kiepskawo jest miedzy nimi od jakichś 3 lat) a pod koniec w grudniu zaręczyli (pod jej naciskiem zasugerowała mu … wóz albo przewóz – data ślubu „za dwa lata” – jego nacisk). Powiem szczerze, że mąci mi ta pani w głowie znacznie… mamy rewelacyjny kontakt… rozumiemy się bez słów… to również piękna i inteligenta kobieta… więc jest „o co grać”.
Ale…
1) strzela mi cały czas P&P… sama dąży do kontaktu… kokietuje i flirtuje… gdy kieruje rozmową na coś „konkretniejszego”… odpycha… Daje Jej dużo pozytywnych emocji… twierdzi, że nikt jej tak nie zna jak ja… i nie wie czy to dobrze; Wniosek : szuka przygody??
2) jej aktualny facet to (z opisów) pimpuś… choć potrafiący czasami postawić na swoim… z mojej strony pojawiają się więc argument typu „nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe” (przekonałem się o tym na własnej skórze)… niby nie chce się wpieprzać komuś z butami w związek ale biorąc pod uwagę „walkę o swoje szczęście” i być może fakt , że „ratuje kobiecie życie” (o tym sama musi zdecydować, ja chce jej tylko zasygnalizować, że są inne możliwości…) chciałbym zawalczyć…
3) dzieli nas k*&% aktualnie 1000 km. Przy czym w moim wypadku perspektywa powrotu jest otwarta…
Panowie… jak to rozegrać…?? Gra w otwarte karty nie ma sensu… ona „mi ufa” choć wie, że jestem „tylko facetem”… spalił bym i dostał „po łapach” za próbę rozwalenia tego co jest między nimi… dla zasady… to nie ja mam wyjść z taką inicjatywą tylko ona…
Rama przyjaciela?? A kim niby można być po 12 latach znajomości…
Do byłych się nie wraca… fakt… ale jakoś „to pierwsze coś chyba nie zardzewiało”… zresztą to nie ta sama była… (10 lat)
Nie mam zamiaru skupiać się na tym w 100%, chciałbym jednak odpowiednio do tego podejść…
Wydaje mi się, żę poprostu przypomniała sobie o Tobie i chciała się dowiedzieć co u Ciebie, kręci z Tobą bo może chce sprawdzić czy może jeszcze Ciebie mieć po upływie tego czasu... takie mam dziwne przeczucie
jest zasada nie wracać
ciężko jest mi co kolwiek na ten temat napisać
.
Wspomnę tylko, że to była co "była niezdecydowana przez całe liceum", chodziliśmy wokół siebie przez 2 lata a potem zostawiła mnie po 3 miesiącach bycia razem... Powiedzmy, że jest w tym trochę "magii pierwszego kontaktu z kobieta"(nie seks)... choć ona zawsze sprawiała wrażenie (odkąd odnowiliśmy znajomość jakieś 3 lata temu) jakby żałowała tej decyzji...
Teraz wie, że od 4 miesięcy jestem wolny...
"Daje Jej dużo pozytywnych emocji… twierdzi, że nikt jej tak nie zna jak ja… i nie wie czy to dobrze; Wniosek : szuka przygody??"
Szukanie przygody z byłym? Nie sądzę.
"(wiem stary jestem, a problemy jak w podstawówce)…"
Przeczytaj to zdanie z 10 razy. Sam wiesz jak wygląda sytuacja i prosisz o rady.
Co mamy Ci napisać? Tak wróć do niej? Tego oczekujesz?
Wielu z nas ma zasady, że nie wracają do byłych. Na początku może być spoko, ale przecież był jakiś powód waszego rozstania i on może wrócić(jeśli Cię zostawiła to może zrobić to znowu). Jednak takie głupstwa potrafią wrócić po latach.
Sam mam za sobą wieloletni związek i teraz widzę, że każda nowo poznana kobieta jest dużo bardziej interesująca niż moja była (mimo że to porządna HB9).
Nie możesz całe życie oglądać się w przeszłość, bo jak sam zauważasz młody już nie jesteś. To co było z tamtą laską to tylko przyjemne wspomnienia. To już nie wróci.
Zadaj sobie pytanie czy to czasem nie sentyment do tamtej kobiety i tamtych młodszych beztroskich lat pcha Cię z powrotem do niej? (to tak jak np nasi dziadkowie mówią że PRL-u było lepiej. Dlaczego? bo Mieli wtedy po 20 lat
)
Ja wiem, że takie powroty rodzą tylko niepotrzebny kwas w życiu...
Najważniejszą kwestią jest odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy rzeczywiście chcę się z nią znowu wiązać?
Być może ona po prostu jak to opisali wyżej, nie dogaduje się ze swoim facetem i podświadomie szuka, kogoś kto ją wysłucha i przy okazji dowartościuje kiedy wszystko jej się sypie.
Przestań się spinać, a nigdy nie będziesz musiał się relaksować.
Nie oczekuje, żadnej odpowiedzi typu... "wróć do niej" nie potrzebuje klepania po plecach itp itd... samo ostatnio "odpuściłem" byłą, która chciała wrócić...
Generalnie znalazłem bardzo ciekawy wpis saverius traktujący o tym temacie...
Fakt... pytanie na ile to co było między nami wtedy rzutuje na nasze aktualne kontakty. Łączą nas wspomnienia... ale czy można porównywać nastoletnie zauroczenia ze "związkami pełną gębą"?...nie sądzę...myśmy się nie znali... to była dziecinada... w zasadzie po takim czasie powinniśmy być raczej dla siebie czymś a'la "tabula rasa"...
"Zadaj sobie pytanie czy to czasem nie sentyment do tamtej kobiety i tamtych młodszych beztroskich lat pcha Cię z powrotem do niej?" ...słuszna uwaga do przemyślenia
"Wspomnę tylko, że to była co "była niezdecydowana przez całe liceum", chodziliśmy wokół siebie przez 2 lata a potem zostawiła mnie po 3 miesiącach bycia razem... "
przeczytaj to logicznie, bez emocji, jakbyś czytał obcą osobę i zastanawiasz się czy wrócić ?
.
byliście 3 miesiące bez seksu w liceum i po 10 latach jej odjebało.
Ta sytuacja jest dla mnie chora. Twoje rozkminy są szalone. To jest nienormalne. Po 10 latach. Rozumienie bez słów, bez seksu, 3 miesiące. Byliście dziećmi. I chyba nadal jesteście.
A ona widać chyba z Ciebie pieska zrobiła na zawsze, skoro w ogóle tak CHORĄ sytuację rozpatrujesz.
Sory, ale dla mnie coś takiego, to jest po prostu nie wiem. To nie jest normalne. Trudno to nazwać desperacją, czy czymś. Rozumiem jakbyście wy byli 10 lat razem a ona z nim 3 miesiące, to jeszcze. Bez seksu.... Faktycznie magia pierwszego razu. A "odnowienie" znajomości 3 lata temu. LOL. Odnowienie?! Chyba zrobienie pieska: "stara miłość z liceum" w razie czego.
Moja rada: Weź z bankomatu 20zł (jak nie można to 50zł) i kup sobie młotek w castoramie (jak znajdziesz to firmy Topex - robią dobre klucze; ampule, torxy, etc) I JEBNIJ SOBIE NIM NA OTRZEŹWIENIE W GŁOWĘ ŻEBY KREW LAŁA SIĘ HEKTOLITRAMI!!!!!!!!!!!!!
Peace.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
Trzeba było napisać od razu, że CHODZILIŚCIE (śmieszne słowo
) ze sobą 3 miesiące... Nie marnowałbym wtedy czasu na pisanie posta...
Stary rada saveriusa w takim wypadku jest idealna.
Przestań się spinać, a nigdy nie będziesz musiał się relaksować.
Tylko, że ja przez te 3 lata byłem w związku... i ona też... Ostatnie "odnowienie kontaktu" to kwestia 2.5 miesiąca... w zasadzie odkąd jestem wolny... wcześniej... sporadyczne spotkania raz na kilka miesięcy i nic więcej...zero kontaktu...
To są raczej rozterki typu "chciała bym (odejść) a nie wiem jak"... Zapytana przeze mnie "Jak to 10 lat razem, a Wy za 2 się hajtacie...?? Przez dwa lata duuużo może się wydarzyć..." stwierdziła dosyć nonszalancko że "obecny facet musi sobie z tego zdawać sprawę"...
Hehe a może skorzystam z tej sugestii bo to mnie akurat pociąga...
Swoją drogą dobija mnie to, że skora tak łatwo jej przychodzi formułowanie tego typu wniosków... to po kiego ch*&^% dalej tkwi w tym związku... siła przyzwyczajenia i wygody... jeden facet przez 10 lat lub całe życie...
"Panienka jest znudzona, to sobie ego podbudowuje"...to na pewno...
Presja rodziny... idealna wizja związku(heh)... niechęć(strach) do zaczynania od nowa... bo ciężko/niepewnie a tutaj już na takim etapie (parcie na rodzine/dom/dziecko) itp itd... i generalnie masa wymówek...
ale faktycznie żadna nie była tak istotna aby to skończyła do tej pory...
Sęk w tym, że brzydka i głupia nie jest...i w tym cały szkopuł. Wygląda na to, że miała plan na życie... którego się trzyma/(ła - bo coś kombinuje, może tylko podbudowanie ego) za wszelką cenę, ale stara się nie zauważać, że plany czasami należy modyfikować...
Gen przecież to jest ni więcej niż jego mocna nadinterpretacja. Dzisiaj telefon, jutro samolot, spotkanie i powrót. Jeśli ktoś CHCE to przeszkód nie ma.
Hehe bez jaj...teraz mi to nie grozi...
"Nie mów, że Ci zależy na niej, żeby rzuciła chłopaka, żeby wybrała, że...". Posłużę się cytatem ze wspomnianego bloga, który oddaje to co myśle... Pstryk i problem znikł... uciekła...
Jeszcze nie czas na to... A taka eskapada to by spowodowała...
Idę o zakład, że jeśli to są zagrywki spod znaku "zabawa w dowartościowanie" (a tak prawdopodobnie jest... może w stosunku do innych również) to będzie czekała te dwa lata...
"jaka presja rodziny, jakie parcie na dziecko i małżeństwo"...to jej słowa poniekąd i zarzut w stosunku do obecnego faceta... i nie mam zamiaru dać się tutaj złapać na "dziecko, żonę... alimenty"
Wierz mi, ze inteligentna laska z "idealistyczno romantycznym" stosunkiem do życia może sobie wiele wmówić...
Co do odległości... w takcie mojej ostatniej wizyty w Polsce jak to wszystko się zaczęło (i zabrakło czasu...zrobiłem wypad z kraju) nie przeszkadzały jej kolacje, spotkania nocne... itp itd. Oczywiście za plecami "aktualnego"...
Być może "pimpuś" wcale nie jest taki do końca jak go malują...
Teraz przynajmniej konkretniej - spotkania. Pytanie tylko czy było coś więcej czy tylko na spotkaniach się kończyło. W opowieści z krypty nie wierz - kobieta jedno mówi, drugie robi a trzecie myśli. Jakby nie patrzeć moim zdaniem więcej w tym strat niż zysków.
No faktycznie skoro bez seksu, to chodzili, masz rację, mój błąd.
A ta rada, to pierwsza jaka mi do głowy przyszła, wydaje mi się dosyć sensowna.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
masz dobra pamięć chłopie, pamiętać laskę z która chodziłeś 10 lat temu.
Masz to na co Cię stać i basta!
-------------------------------
Muay Thai, Bjj, Krav Maga, K1
No na pewno lepsze to wyjście niż powrót po 10 latach do tej laski. Chociaż ja bym postawił na gumowy młotek. Nie zmiażdży mu czaszki a efekt terapeutyczny powinien być podobny i może wreszcie koleś zatrybi nad czym on się w ogóle zastanawia.
Przestań się spinać, a nigdy nie będziesz musiał się relaksować.
Jakbyś napisał, że spędziliście ze sobą niezapomniane 3 miesiące w jakichś tropikach to bym to mógł zrozumieć. Jak dla mnie to z takich a nie innych powodów to Ty robisz sobie jakieś złudne nadzieje i doklejasz ideologie. Laska najprawdopodobniej flirtuje jak praktycznie każdy, a że ze starym znajomym jeszcze przyjemniej bo podłechtać sobie ego można bardziej to tym lepiej.
Ponadto jesteście już w takim wieku, że skończenie w przysłowiowym łóżku to jak wyjście i wyrzucenie śmieci jeśli tylko oboje chcecie. O odległości się już nie wypowiem bo to zahacza o pastisz;)
Heh... to sobie wyobraź, że jest od tylu lat z tym samym (pierwszym) facetem... i nigdy nie zdradziła (o ile to prawda)... to nie jest "wyrzucanie śmieci"... to kolejny argument do "szukania przygód" i podbudowywania ego...
Dobrze to co stoi na przeszkodzie się najzwyklej na świecie umówić? Za tydzień chociażby?
Rzeczone 1000 km hehe... ze spotkaniem nie było by problemu jakbym się tam zjawił... np na weekend w "pewnej sprawie"... Zresztą jak tylko będę w Polsce to jesteśmy już umówieni...
Panowie gwoli ścisłości... ja tego nie traktuje jako sensu życia i celu... nie biegnę w podskokach żeby z nią być... mam wystarczająco dużo wokół siebie... stwierdzam, że cała ta sytuacja mnie zaskoczyła...dużo nas łączy itp (i nie chodzi tu tylko o przeszłość). Czy warto niewielkim kosztem się przekonać o tym, czy warto wejść do tej samej rzeki... Ostatnio trwają dysputy kiedy tutaj przyjedzie... oczywiście bez towarzysza... zresztą wymyśliła jak to zrobić... tylko mnie nie ma w tym czasie na kontynencie...
A propos młotka to by mi się przydał... ze 4 miesiące temu kuR&^% jego ma&^%...
Wygląda na to że "Matka od Aniołów" to ona jest ... i nie jest zarazem... przed facetem/rodzina tak ... przede mną... nie...
Mówiłem o zdradzie fizycznej... byliśmy na 2 kolacjach za "jego" plecami... ściemniała go nawet przy mnie smsami...(to też należy zadać sobie pytanie na ile taka "bujająca" zaręczona pani jest warta zachodu...)... Ostatnio rozmawialiśmy kiedy przyjedzie w odwiedziny... nie mówiłem, że ma być sama... ale (jak już wspominałem) sama znalazła sposób jak "to zrobić" aby nie było podejrzeń... niestety ja nie mogę w tym terminie... (w takim za to kontekście wygląda jakby szukała jednak "przygody" ...)
Mam wrażenie, że z nią jest jak z nieugotowanym jajkiem na nierównej powierzchni... co to się gibie na lewo i prawo tocząc się do przodu... (przynajmniej póki co)
Dylematów nie ma w kontekście czy ciągnąć to jakoś dalej (bo a chu&^% wie co z tego będzie)... jak tylko seks to też git...
Chodziło mi raczej o jakieś wskazówki... w zasadzie mnóstwo znalazłem na blogu saveriusa...
A o co jej tak na prawdę chodzi... nie wiem... wiem co ja chcę póki co osiągnąć... KC
Dzięki gen, że dotrwałeś... ująłeś poniekąd sedno i istotę sprawy... napisałeś dokładnie to co myślę...
"to z przed tych dziesięciu lat się nie liczy, bo to jedne wielkie nic było, a i wy gówniarzami byliście. " TAK
"Ty to jednak pamiętasz i trochę się na nowo w kobietę wkręciłeś" TAK na 10-20%
"Ona to widzi i na moje oko trochę flirtować zaczyna" TAK + też się wkręca...więcej niż ja
"na nic więcej bym nie liczył jak na razie, bo w sumie nawet jej nie znasz..." z ust mi to wyjąłeś...póki co nie planuje jak na imię będą miały nasze dzieci heh
Nawet w ramach zdobywania "skilla" wolałbym tego nie skopać... Choć wieje tutaj ode mnie strasznym cynizmem, szczególnie w kontekście "jej postrzegania świata"... nie che jej krzywdzić... niech sama dokonuje wyborów... ja mogę jej pokazać alternatywę ze znakiem zapytania... może to spowoduje, że uniknie np. rozwodu po 3 latach, albo życia w marazmie... i nie chce być tu świętszy od papieża... ot trochę mi na niej zależy... i "a nóż coś z tego będzie"...
...jak da się "ugrać coś" dla mnie... i może "jakichś" nas... czort znaju...
Byle by pozostać na etapie kontrolowanego sceptycyzmu...
Ja nadal będę twierdził, że jemu jest potrzebny ten młotek. Jak w ogóle można wspominać laskę z przed 10 lat, z którą nic nie było.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
Wszystko zależy od natężenia emocjonalnego i natury człowieka. Jak pierwsza miłość za dzieciaka.
Chcesz być szczęśliwy? Zbliż się do złotego środka.
"Wygląda na to że "Matka od Aniołów" to ona jest ... i nie jest zarazem... "
eeeeeee
PORAŻAJĄCA LOGIKA MUSZĘ PRZYZNAĆ!
Nic nie może posiadać i nie posiadać danej cechy jednocześnie. Zdecyduj się albo jest tą czymśtam albo nie jest. Rany ile Ty masz lat...
Albo coś jest kotem albo jest niekotem. Proste.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
za duzo House'a: cancer, but not cancer.
Każdy z nas odgrywa w życiu różne role... i zakłada różne maski w zależności od środowiska i sytuacji... KAŻDY!!! Tak samo byłeś/jesteś postrzegany w szkole, pracy i pośród "ziomali z dzielni"? Sytuacja tutaj jest analogiczna... Taka to właśnie porażająca logika...
W stosunku do mnie to ona "Matką od Aniołów" nie jest... spotyka się ze mna za plecami innych. Dla swojej rodziny... to "świętość nad świętościami", a dla obecnego faceta...kij wie...