To mój pierwszy wpis na blogu. Trochę już się udzielam na ,,podrywaj.org", tudzież zdecydowałem się na przedstawienie swoich obserwacji. Niestety nie opiszę żadnej spektakularnej - mniej lub bardziej - akcji. Myślę, że na to przyjdzie czas. Póki co chciałbym pokazać temu mniej zaawansowanemu gronu męskiemu jaką siłą jest charakter.
Ameryki to ja nie odkrywam. Owszem. Ale od dłuższego czasu nurtuje mnie sytuacja moich kolegów. Kiedyś jej nie rozumiałem. Dzisiaj kiedy stała się dla mnie bardziej oczywista, chciałby Wam ją przedstawić w moim, bardziej logicznym i racjonalnym świetle.
Sytuacja miała miejsce może półtora roku temu. Mój przyjaciel, niezbyt urokliwy ,,T", upatrzył sobie za potencjalny cel przeuroczą blondyneczkę, szczupłą, wysoką, atrakcyjną. Nazywajmy ją ,,N". Ja jako osoba trzecia, tego jak się później okazało, żenującego w moich oczach spektaklu pomagałem w ,,podrywie doskonałym" mojemu przyjacielowi T. Z czasem zakochał się on po uszy. Setki rozmów przez gg. W końcu przyjacielski buziaczek wymęczony zakładem. Prymitywne. Później niemal codzienna gra w plażówkę między nami, N i jej jedną koleżanką. Gdyby ktoś nas zobaczył z boku śmiało mógłby powiedzieć, że jesteśmy trójką najlepszych przyjaciół. W końcu miałem się jej spytać, jaki wykreował się tam w jej głowie obraz pana T. Odpowiedziała krótko z rzekomym uśmiechem na ustach - T to mój najlepszy przyjaciel! - Początkowo widzę w oczach kumpla rozczarowanie. Chwilę później oczy rozbłysły niczym płomienie ogniste. Zdobędę ją! Tak mocne postanowienie wykrzyczał T. Ich relacja nie oziębły. Plażówka, spacerki Takich spacerów później było 1000. Żadnego kina, nawet chyba brak kontaktu wzrokowego. Mój kolega był kompletną ciotą. Po pół roku czasu ich poziom znajomości awansował na ,,foszki". Och! Jak oni to kochali. T nie uważał, że to nic złego, że dzień w dzień ( dosłownie! ) się ze sobą kłócą, a on później ją przeprasza. Kolejnym objawem tej pscyhodelicznej znajomości było ,,pozwolenia i zakazy".
- Ale jestem zmęczona.
- N! Kładź się natychmiast spać. Jutro szkoła.
- Chcę z Tobą jeszcze popisać.
- Ale to już...!
W innych przypadkach ona mu mówiła, żeby zjadł, jak informował ją, że go boli brzuch itd. Z jej strony było to w sumie normalne. Miała twardy charakter przez co wolała przyjaźnie męski, a nie trudno się domyśleć, że T był jej zdecydowanie najukochańszym przyjacielem. A z jego strony, no tak, łatwo zauważyć, on robił z siebie tatusia, synusia, pieska. Pobił wszelkie rekordy. Foszki, przepraszał, nosił torebki, sypał jak dziecko piasek za stanik, ulegał jej, chodził na 10000 spacerów, żadnego kina, żadnych rozmów poważnych. Pokazał się jej ze strony absolutnego frajera. Kiedy N zwęszyła, że on chce czegoś więcej była oburzona, wściekła i jednocześnie przerażona. Miałem mu dać do zrozumienia, że z tego nic nie będzie. Ona go PRAGNIE jako przyjaciela. Wykręciłem się z tego, z oczywistych przyczyn. I wszystko w dalszym ciągu, przez kolejne pół roku kręciło się w obrębie przyjacielskim. Wreszcie! T zaczęło to irytować. Mimo iż jak się dowiedziałem w tym czasie dostał już dwa kosze, postawił jej ultimatum, że jeżeli razem nie będą, to koniec ich znajomości. N do dzisiaj nie wiem dlaczego zgodziła się, poszli na jeden spacer, niewinne całuski, a później naturalnie T został całkowicie zignorowany, a także kontakt z jego osobą przez N został zerwany.
Tutaj macie przykład człowieka nieatrakcyjnego. Skazanego na porażkę. Takiego, którego cechy przeciwne są cechami prawdziwego samca alfa. Mimo, iż z nią nie był - był zazdrosny. Foszki, przepraszanie, zero kina, zero kontaktu wzrokowego, przy niej zgarbiony, także wystraszony. Mimo wszystko swoim pieskowaniem i tatusiowaniem wyrobił sobie opinię prawdziwego przyjaciela. Jeżeli szukacie przyjaciółek. Artykuł powyżej jest hmm... myślę niezły.
Drugi chłopak, mój i T kolega, nazwijmy go ,,L" również nie jest atrakcyjny. Czyli w starciu z T wychodzą oboje na remisowy minus. Z tego co rozawiałem z N, a jest ona moją znajomą, ze względu na stare czasy, to był on wredny, chamski i brzydki. Teraz są razem. Jak? Oczywiście on pomocników nie potrzebował. Chłopak z prowincji. Z silnym charakterem, bardzo silnym charakterem. Dziewczyny go nie lubią. Mówi i robi to co chce. Nie włożyłby go do szafki z napisem: Casanova. Pod żadnym pozorem. I to nie ze względu na wygląd zewnętrzny. Nie obce mu mówienie słów: Spierdalaj itp. do płci przeciwnej. No tak. Cham. Cham, bo cham, ale ją uwiódł. Jak mi później sama powiedziała:
,,On mnie przyciąga jak magnes. Urzekła mnie w nim jego stanowczość, nieprzewidywalność i pewność siebie."
Podryw przeprowadził naturalnie. Nie zna tej strony. Ale dwa spacery, dużo kina i pani N była już jego. Podczas związku, mimo iż jak już pisałem ona miała bardzo silny charakter, on ją zdominował. Kiedy powiedział, że idzie na fajkę, dzisiaj pije, nie było słowa sprzeciwu, wyobraźcie sobie jaką wojnę zrobiła T kiedy CHCIAŁ uciec z religii! Ohoho! L zerwał już z N i wrócił do niej po chyba dwtygodniowym lamencie i błaganiu. Jak sam mi mówił, po prostu ją kochał. Ale postawił jej jasno zasady, których ma się trzymać i które jeżeli złamie, zniszczy ich związek. Szczerość i zaufanie. Na tym budują związek. L nigdy nie dopuszczał do wiadomości jej zdania. To, co on sobie postanowił to był nieobalony priorytet. Nie zmieniał decyzji pod jej wpływem, chyba, że na ten negatywny dla niej, kiedy coś schrzaniła. Robi i mówi co chce. Ona straciła dla niego głowę. Ona z dobrego domu, on dziwnym trafem jest jeszcze z matką.
Na co chciałbym zwrócić uwagę. Ani jeden chłopak, ani drugi w żadnym stopniu nie podobali się N z wyglądu. A jednak w jaki sposób charakter wpłynął na to jak byli postrzegani. To standardy, które każdy z nas wie, mimo wszystko chciałem tą sytuację z siebie wydusić. T był zwykłą fają, pieskiem, ,,ojcem", bał się jej, uważał ją za nagrodę i skarb. L wręcz przeciwnie to on był dla niej nagrodą, on czuł się pewnie, robił co chciał, był stanowczy, nieprzeiwdywalny.
Reasumując T był najlepszym przyjacielem, L był obiektem pożądania. 
Odpowiedzi
Kurde teraz jakaś moda na
pon., 2011-01-24 08:02 — Jonny BravoKurde teraz jakaś moda na pisanie o kolegach na blogach
Wez kolesiowi T kaz zapisac
pon., 2011-01-24 10:10 — CristianoWez kolesiowi T kaz zapisac sie na stronie.
Co do drugiego to jak nie wchodzil na podrywaj.org to jest PU od urodzenia, pogratulowac.
Napisz tez jakiegos bloga o sobie POZDRO.