
Witam wszystkich. Z racji tego, że jest to mój pierwszy wpis pozwoliłem sobie na kilka słów wstępu. Zamierzam umieszczać tutaj jedynie relacje z najciekawszych akcji wzbogacone niekiedy odrobiną przemyśleń. Żadnych opowieści o cudownych przemianach, same konkrety i fakty. Mam nadzieję, że zarówno początkującym jak i doświadczonym ten blog dostarczy trochę „inspiracji” i „natchnienia” do kolejnych podrygów w damsko-męskim światku. Postaram się możliwie wiernie odtwarzać ciekawsze zachowania, wydarzenia i dialogi. Jeśli w miarę czytania będziecie chcieli abym zwiększył nacisk na któreś z zagadnień – piszcie w komentarzach.
Wczorajszy wieczór (bardzo upojny z resztą) miałem przyjemność spędzić u boku uroczego rudzielca, będącego kolejnym przykładem potwierdzającym prawdziwość wszystkich teorii podrywu.
Pierwsze nasze spotkanie miało miejsce na uczelnianym korytarzu. Wybierałem się właśnie na zajęcia z angielskiego, kiedy zauważyłem ją (nazywaną dalej O.) wychodzącą z bufetu z butelką coli w ręku. Uśmiech na twarz i do akcji – nie było na co czekać.
JA: Sherlockiem to ty chyba nie będziesz.
O: Nie rozumiem? – zdezorientowana, ale już uśmiechnięta.
JA: Przed budynkiem jest jakaś promocja, rozdają colę za friko. Wystarczyło się rozejrzeć, patrz, nawet stąd ich widać. Ale nie martw się, do W11 pewnie się nadasz. – wszystko oczywiście z uśmiechem na twarzy.
O: Ja tam nic nie widzę… (Tutaj zaczyna wyglądać przez okno, oczywiście, że nic nie widzi bo promocja to ściema) No masz, mnie zawsze omija wszystko co dobre.
JA: Nie dość, że niedowidzi, to jeszcze kłamie – ja Cię nie ominąłem.
O: Ależ skąd, ze szczerością nie mam problemów.
JA: Tak? To siadaj tutaj i opowiedz mi czy warto cię poznać. – odrobina zdecydowania i panna już siedzi obok mnie. Tutaj czas na lanie wody i typową gadkę o niczym wzbogaconą kilkoma negami (np. poprzednio miała blond włosy, teraz przefarbowane na rude – stąd uwaga o „sztucznej inteligencji”) i budową raportu – zupełnie przypadkiem miałem przy sobie plakaty reklamujące mój najbliższy koncert – regularnie koncertuję wraz z zespołem, co cholernie ułatwia kontakty z babeczkami. Oczywiście, zapytała czy może go zatrzymać – wskazałem na swój policzek, od razu pocałowała i dostała swój plakat. Obiecała, że zajrzy na najbliższy koncert, który miał być trzy dni później. Na zakończenie wyciągnąłem telefon i kazałem wklepać jej swój numer - nawet się nie zawahała. Cała sytuacja nie trwała dłużej niż 10 minut. Cały czas kontrolowałem mowę ciała, starając się lekko ją dystansować – siedziałem pod pewnym kątem do niej, nie nachylałem się pomimo hałasu, tak więc myślę, że uniknąłem postawy needy.
Jak okazało się trzy dni później – O. łyknęła przynętę w całości. Pojawiła się na koncercie. Musiałem być dosyć ostrożny, bo był tam także drugi target, o którym opowiem kiedy indziej
Za dużo nie pogadaliśmy, troszkę kinetyzowałem, skupiałem się raczej na budowie raportu – krążyłem pomiędzy kilkoma stolikami, które zajmowali moi znajomi, w tym całkiem niezłe babeczki. Posłuchała koncertu, stwierdziła, że ma już nowego ulubionego basistę, (odpowiedziałem, że „w takim razie rozumiem, że chcesz mój plakat, żeby go powiesić nad łóżkiem?” – „No jasne!”) a potem musiałem odwieźć sprzęt – tak więc pożegnaliśmy się umawiając się na kontakt telefoniczny.
Z racji tego, że mamy podobne gusta muzyczne kilka dni później zabrałem ją na koncert mojego przyjaciela, przy czym po raz kolejny miałem okazję podbudować raport, zapoznając ją z zespołem przysiadając się do ich stolika. Po występie zmieniliśmy lokal (nie lubię przesiadywać w jednym miejscu zbyt długo z dziewczyną, łatwiej skleić wtedy rozmowę, kiedy sporo się dzieje), a ponieważ było już późno stwierdziłem, że odwiozę ją do domu pod warunkiem, że następnym razem ona odwiezie mnie. Spotkanie zakończone pocałunkiem w samochodzie.
Kolejny telefon z mojej strony – trzy dni później. Prosto z mostu zapytałem jak zamierza odwdzięczyć się za ostatni nasz wypad – zaproponowała, że przygotuje kolację. W porząsiu, nie ma sprawy, termin za dwa dni. Kolacja smaczna, potem oglądaliśmy jakiś film, cały czas kino. Wcinaliśmy jakieś ciastko z bitą śmietaną, którą nie omieszkałem jej umazać – oczywiście skończyło się na tym, że mieliśmy ją oboje na całych twarzach – nie pozostało nic innego jak pocałunek („Śmietana słodka, ciekawe czy ty też dajesz radę”). Zrobiło się bardzo sympatycznie, ale przeszkodziła nam jej siostra, która wróciła wcześniej do domu. Dalsza część spotkania upłynęła na różnych drobnych pieszczotach. Sypałem negami jak z rękawa, w pewnym momencie bałem się już, że przegiąłem, ale na szczęście wszystko działało na moją korzyść.
Po tym spotkaniu natrafiliśmy na siebie zupełnie przypadkiem znowu na uczelni – posiedzieliśmy u niej w samochodzie 10 minut paląc papierosa, przy okazji zastosowałem sześcian (ściągnięty bodajże z „Gry” jeśli dobrze pamiętam – jeśli ktoś niewtajemniczony, mogę wytłumaczyć na priv) i analizę pisma dobierając się do jej notatek. Wypaliłem i już miałem wysiadać, gdy stwierdziłem „Ach, zapomniałbym” – pocałowałem ją, dopowiedziałem: „Wiesz, jeszcze nie zdążyłem dzisiaj żadnej poderwać, a miałem na to ochotę” i wysiadłem.
Następne spotkanie bodajże tydzień później, pod pretekstem „niedokończonych spraw związanych z bitą śmietaną”. W dniu spotkania postanowiłem podkręcić trochę atmosferę wysyłając sms w stylu „ciekawe, które miejsce Twojego ciała smakuje ze śmietaną najlepiej”, na który odpowiedziała bodajże aż trzema, że „jest takich dużo”, że „jesteś niegrzeczny, prawie jak ja” i takie tam pitu pitu – w każdym razie byłem już pewien, że będzie moja. Zwłaszcza, gdy zapewniła mnie, że siostry nie będzie, bo wychodzi ze znajomymi. Otworzyła ubrana w jakieś skąpe ciuszki, zaproponowała, że włączy jakiś film – odpowiedziałem, że nie ma potrzeby, dziś zajmuję się nią – i przyciągnąłem ją do siebie, zacząłem całować, pchnąłem na łóżko – bardzo zdecydowanie i dominująco. Nawet się nie obejrzałem, zanim to ona zaczęła mnie rozbierać, bez żadnych ST w stylu „to za szybko” i tak dalej. Po bardzo udanym seksie stwierdziła, że cholernie ją podniecała moja pewność siebie.
Już następnego dnia dostałem smsa „Kupiłam dzisiaj nowe pończochy, mega seksowne. Kiedy zajrzysz?”, na który odpowiedziałem „Wiesz, jestem teraz trochę zajęty w najbliższych dniach, zadzwonię do ciebie niedługo.” – i tutaj dochodzimy do dnia dzisiejszego.
Analiza? Dziewczyna bardzo inteligentna, dlatego doskonale działały na nią wszelakie ukryte aluzje, gry słowne. W dużym stopniu pewna siebie, więc negi przyjmowała z uśmiechem oburzając się żartobliwie. Muszę przyznać, że nie było to najtrudniejsze zadanie, gdyż natrafiłem na totalny brak sukotarczy, ST także niemal nie stosowała – wydaje mi się, że to ze względu na dobre otwarcie połączone z budową jako takiego raportu. Oczywiście większość z rozmów pomiędzy O. a mną była prowadzona, żartobliwie, z uśmiechem na ustach – istota negowania była opisywana już pierdyliard razy. Pomiędzy spotkaniami nie wymienialiśmy ŻADNYCH smsów (poza tymi wspomnianymi w tekście), nie mam także jej numeru gg, ani żadnych kontaktów na facebook’u, nic z tych rzeczy, na spotkania umawialiśmy się rozmawiając przez telefon.
Wydaje mi się, że czwarte spotkanie (nie liczę otwarcia i kilku minut z papierosem) zakończone łóżkiem to całkiem niezły „wynik” – prawdopodobnie, gdyby nie powrót jej siostry udałoby się już za trzecim. Jakiekolwiek uwagi, komentarze i tak dalej – mile widziane.
Pozdrawiam i do przeczytania,
Paz 
Odpowiedzi
wpis jak z podręcznika:)
sob., 2011-01-08 16:54 — dzorczwpis jak z podręcznika:)
Aż chce się czytać takie
sob., 2011-01-08 16:55 — GDPAż chce się czytać takie wpisy
. Gratulacje i szacun stary 
Propsy!
sob., 2011-01-08 17:19 — TinkywinkyPropsy!
jak dla mnie tak "+/-" - jak
sob., 2011-01-08 17:54 — promojak dla mnie tak "+/-" - jak sam zauważyłeś, łatwo poszło:]
Miło się czyta taki wpis
sob., 2011-01-08 17:56 — LloydMiło się czyta taki wpis
Więcej takich akcji i wpisów proszę!
Jak widzę kłopotu to nie
ndz., 2011-01-09 13:11 — AshkaelJak widzę kłopotu to nie sprawiło, ale gratulacje się należą. Dobra robota i aby do przodu.