Witam...
to moja premiera na tym portal, postanowiłem się zarejestrować i napisać o swoim "przypadku"
...uprzedzam że moja historia nie jest wyssana z palca i dotyczy osobiście mnie.
Mam 36lat od 1.5 roku spotykałem się z kobietą młodszą ode mnie o 11lat...Kobieta ta jest po dwóch związkach nieudanych, w jednym "Gość" zostawił ją gdy była w ciąży i z tego związku urodziło się dziecko...nie wiem, chyba z chęci zapewnienia dziecku Tatusia poznała drugiego Faceta, po pół roku zaszła w ciąże i można powiedzieć że na tym etapie skończyło się wszystko w jej związku...ale mimo tego wzięła ślub z tatusiem drugiego dziecka w sumie po roku czasu się rozstali, obecnie w styczniu staje na wokandzie po rozwód.
Poznaliśmy się 1,5 roku temu...byłem wtedy w małżeństwie w miarę że tak to wyrażę wyciszonym, z Żoną nie łączyło NAs nic oprócz syna ...gdy poznałem Tą Osóbkę ( Nazwijmy ją umownie Asia )od samego początku coś między nami zagrało...wystarczy spojrzeć czasami na Siebie i coś nam mówi "ja pierdziu...to ta Osoba"
Fajnie układało Nam się około 6 miesięcy..chociaż zauważyłem że chciała całkowicie mnie kontrolować, zarzucała patrzenie na inne Panienki...ślinienie się na ich widok ( pracuje na bramce w klubie)...generalnie bzdury i cuda na kiju, Byłem zapatrzony jak w obrazek w Nią.Mówił że się źle czuje jako a druga, ja eż w sumie się coraz bardziej wtapiałem w ten związek...stworzyła się między mną a Jej dzieciaczkami wieź przywiązania i zapragnąłem dać Aśce szczęście,,,powiedziałem że się rozwiodę, ok..spoko, ale 15lat małżeństwa o nie wstać i wyjść, dałem sobie termin jeden miesiąc niestety z różnych przyczyn i powodów e terminy się ciągnęły przez rok...miałem zaciągnięty kredyT musiałem (CHCIAŁEM ODEJŚĆ Z TWARZĄ) go spłacić...Syn 14 leni też wymagał przygotowania o ego kroku, w lutym złamałem ręke w pracy podczas interwencji...było o w jej obecności ( pracuje w lokalu tam gdzie ja), niestety wykluczyło o mnie z obiegu na 2 miechy...wiadomo mniejsza kasa, nie chciałem się wbijać do rodzinki żeby nie stać się im "krzyżem". od pewnego czasu wręcz nachalnie i stanowczo wymuszała ode mnie "zostaw wszystko i wprowadzaj się" ...oponowałem że muszę dopiąć wszystko na ostatni guzik, zazdrość w niej objawiała się ciągłymi oskarżeniami że ru**** Panienki w samochodzie że nie ma mnie akurat w pracy i że kłamie. Opiekowałem się dzieciaczkami często i często i gęsto zostawałem na noc, ale w końcu też mnie ten stan rzeczy ruszył i się wyprowadziłem....
Zaczeło się sielankowo...wszystko ładnie pięknie ale coś jednak musiało nie zagrać. Pewnego dnia będąc po nocce gdy spałem Asia odprowadzała starszą córeczkę do przedszkola i strasznie była zła i nerwowa ...dosłownie strzelała na dzieciaka jak najęta, w końcu wstałem i powiedziałem Asiu uspokój się , dzieciak pójdzie w stresie do przedszkola ....i zacząłem wiązać szalik Małej, Asię jak by szlag trafił. Nie czekając na małą ruszyła do wyjścia ,mówiąc Ty nie idziesz, złapałem ją za rękę i mówi Weź ją i zaprowadź i się uspokój bo to naprawdę jest niefajne...
Zostałem z Najmłodszą w domku a Asia po odprowadzeniu jej poszła do pracy. Gdy wrócili na samym progu po wejściu...."ROZBIERAJ SIĘ, JA MAM CIĘ DOSYĆ". Nosz kurrr...wstałem i tylko powiedziałem, Czy y przestaniesz w końcu na tego Dzieciaka ciągle się drzeć, Asia pomyl co robisz...popatrzała jakby miała zabić i zaczęła na mnie z buzią jechać że akie uwagi o ja mogłem swojej żonce zwracać a nie Jej, co ja wiem co Ona przeżywa itd itd...że jest praktycznie sama.
Powiedziałem że proszę Aby n mnie nie warczała bo nie jestem jakimś intruzem tylko staram się pomóc o ogarniać i że naprawdę ma się uspokoić....wtedy balon pękł "wypierdalaj, zabieraj rzeczy i się wynoś, nie jestem suką żebym warczała"
ubrałem się spakowałem torby i o auta, nie miałem gdzie iść...pomyślałem przeczekam...spałem 3 dni w aucie, było to w listopadzie tego roku...brrr, mróz dał mi się we znaki. Po 3 dniach i wymianie rozmów i smsów powiedziała że mam przyjechać bo w końcu zamarznę, muszę nadmienić że moja Żona strasznie mieszała i walczyła z Nią telefonicznie groźbami i obelgami...Byłem w niej zakochany i pilnowałem żeby nie doszło do konfrontacji między Nimi, niestety Żona wszystkiego się dowiedziała gdyż zatrudniła detektywa żeby mieć dowody na rozprawie...
Gdy Asia się o tym dowiedziała ...szał, że przeze mnie i że mam się od niej odczepić raz na zawsze bo Ona może mieć problemy z Dzieciaczkami przez to ( w rakcie rozwodu są z mężem obecnym)
Ok...powiedziałem. żeby się uspokoiła, wtedy ona mi powiedziała że "zrucham się na Twoich oczach z innym facetem to mnie w końcu zostawisz". wtedy mnie uj strzelił...powiedziałem że skoro tak, o ja będę pierwszym świadkiem na rozprawie przeciw niej na rozwodzie...bo Dzieci na Taką Matkę nie zasługują i się przekona że trafią do jej Męża.
Kłóciliśmy się jeszcze kilka razy i powiedziała że się mnie boi, że groziłem jej dzieciom i że nie chcę mieć ze mną nic wspólnego ....po prostu się "wyłączyła" i związek przepadł.
Minęło dwa tygodnie ja nie wiem co mam ze sobą zrobić, Wigilię spędziłem samotnie na działce u kolegi...dosłownie dławiąc się od płaczu i na dobrą sprawę tak jest o dzisiaj....próbuje tłumaczyć, smsuje, telefonów już nie odbiera.....jest mi cholernie ciężko jakbym umarł
Kocham Ją niesamowicie, również Dziewczynki i pragnę z Nimi być..tęsknie, Proszę Was powiedzcie mi co mam zrobić aby Ją odzyskać....straciłem wszystko w ułamku sekundy przez kilka słów wypowiedzianych w złości. Może Koś poradzi jak o rozegrać aby wyszło jak najlepiej
Jest o dobra Kobieta, naprawdę dbająca o Rodzinę i generalnie poza napadami "złości" nic innego nie mogę jej zarzucić..
Błagam pomóżcie bo popadam w depresje
Jeżeli temat jest w nieodpowiednim miejscu proszę o przeniesienie
Pozdrawiam i sorki za błędy z orto orłem nie byłem
Uuu.. ciężka sprawa, ale myślę, że znajdzie sie tu kilka osob, ktore beda w stanie wypowiedziec sie rozsadnie w Twoim temacie..
Pierwsze co zauwazylem - masz lekka obsesje na jej punkcie.. Tesknisz, myslisz o niej, starasz sie o dobre stosunki z jej dziecmi, starasz sie zapewnic jakis komfort, ale czy ty czerpiesz cos dobrego z tego "zwiazku"?
Nie powiedziałbym.. Patrzac z punktu widzenia osoby trzeciej... Miala jednego i wynikla z tego ciaza... potem drugiego i to samo.. teraz jestes Ty, w jakim celu? Byc moze szuka kogos, kto zaopiekuje sie nia heh, i jej dziecmi, a byc moze szuka po prostu frajera.... Skoro ma 25 lat, a dwojke dzieci z dwoch zwiazkow, to w miare obiektywnie patrzac - nie swiadczy zbyt dobrze o jej charakterze....
Wystarczy rowniez wziac pod uwage jej wahania nastroju i chocby to, ze wmawia Tobie rzeczy, ktorych nigdy (podobno) nie popelniles. Ciezko byc w zwiazku z kims takim. Nastepnie kazała Ci spierdalac, wigilia spedzona w samotnosci....
Rzuciles dla niej kilkunastoletni zwiazek... Ona to poczula.. ze jestes zdobyty i moze Toba manipulowac i sterowac niczym elektroniczna lalka..
Zastanów sie gleboko nad waszymi kontaktami, bowiem uwazam, ze zostałes jej calkowicie podporzadkowany.
...Sukces życiowy przypada tym, którzy wytwarzają w sobie świadomość sukcesu...
http://www.facebook.com/pages/Mo... Zapraszam!
Większej pomocy potrzebuje ona niż Ty ... Ja ci raczej nie pomogę, bo takiego bagażu doświadczeń nie mam, żeby napisać coś sensownego, ale napiszę tylko jedno co zauważyłem:
Nie obwiniaj się i nie idealizuj jej osoby!! Wygląda to tak, że ona dostała po dupie od życia i teraz wyżywa się na wszystkich za wszystko - a najgorsze jest to, że ty jej pozwalasz myśląc, że gdzieś popełniłeś karygodny błąd! Popełniłeś być może malutkie błędy, które zdarzają się wszystkim i z tego co wyczytałem dobry z ciebie koleś. Jej potrzebny jest psychiatra, tobie odbudowa własnego Ja - jak to zrobić masz napisane na stronce aż w nadmiarze!!
Nie wiem czy jest co ratować, ten temat zostawiam innym!
Kierunek przód przez całe życie!!
Dziękuje za szybką reakcję...
Prawda jest taka że bardzo zależy mi na Niej..wiem i zdaje sobie sprawę że być może ją idealizuje...ale mimo tego chciałbym ratować ten związek choćby przez wzgląd na te dzieciaczki...ja je po prosu zajebiście pokochałem
....po wigilii gdy zostawiłem prezenty pod drzwiami napisała że nie mam się łudzić bo te groźby i jak nie zostaną puszczone w niepamięć, powiedziała że dzieci nie wspominają o trudno jest jej wnioskować co Dzieci przeżywały będąc ze mną i jak ja do Nich podchodziłem...o przykre, ym bardziej że jej Matka całą sprawę zna i w sumie twierdzi że Ona wymyśla wiele spraw
Ale chciałbym mimo to po,móc...nie jestem męczennikiem ale się poczuwam o odpowiedzialności a choćby terapią można te zmiany nastroju z Niej pewnie "wygnać"...
huncwot
Tego typu kobiety, to kaleki emocjonalne, angażując się jeszcze bardziej w związek z taką kobietą spowodujesz, że Twoje życie będzie bardzo trudne. Taka kobieta będąc wcześniej w związkach mając złe doświadczenia z mężczyznami. Robi sobie obrazy w głowie, że ją zdradzasz, okłamujesz a robią tak dlatego bo w przeszłości same zdradzały albo były zdradzane. Zresztą sam napisałeś jak Ci to nawet zarzucała. Ten syf z poprzednich związków, będzie przelewać na wasze relacje. I nie da Ci czystego konta. Takich kobiet unikaj jak ognia, rozumiem, że się zaangażowałeś, pokochałeś jej dzieci. Ale to nie Twoje życie, nie Twój bagaż doświadczeń i nie Twoje dzieci. Sam masz własne dziecko, to zajmij się nim a nie myśleniem o obcych, kogoś kogo cechują skrajne wachania nastrojów. Masz 37 lat, 14 letnie własne dziecko. I jeśli już się zdecydowałeś na rozwód. To bardziej od wsparcia dla obcych dzieci, Twój syn potrzebuje bardziej takiego wsparcia od własnego ojca. Bo sam jest jeszcze dzieckiem..a problemy innych zostaw im samym, bo Ciebie nie dotyczą. I zajmij się najpierw własnymi.
O czym myśliciel myśli, empiryk udowadnia
Widzisz kolego, ja znam dość analogiczną sytuację z własnego otoczenia. Nie mam zamiaru Cię oceniać, ale błędów zrobiłeś sporo.
W tamtej historii facet rzucił żonę i dzieci dla młodej dziewczyny. Pracował w ochronie w knajpie, a dziewczyna była barmanką. Tyle tylko, że młoda panna nie miała dzieci. Skończyło się tym, że został puknięty w komis i wtedy go olśniło, jak bardzo był nieodpowiedzialny i niedojrzały. Duma jednak nie pozwalała mu wrócić do żony, a i żona nie była chętna na jego powrót.
Po pierwsze, dajesz sobą straszliwie manipulować. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że do gierek wykorzystywane są dzieci. Nie jestem w stanie pojąć- choć wiele razy widziałem- jak można wciągać w relacje damsko-męskie dzieciaki.
Ta Twoja dziewczyna to niedojrzały emocjonalnie wampir i zastanowiłbym się dlaczego ma dwójkę dzieci, a złapała Ciebie. I Jej zachowanie wobec Ciebie, może wyjaśniać powody, dla których jesteś kolejnym męskim etapem w Jej życiu.
Przykro to mówić, ale robisz z siebie frajera łudząc się że coś z tego będzie. Obwiniasz siebie bo powiedziałeś żeby nie krzyczała na swoje dziecko, tymczasem Ona Ci mówi że "zrucha sie na Twoich oczach z innym"- no weź kurwa wyluzuj, za coś takiego jakby była facetem, dałbyś Jej w ryj, a Ty mówisz że to Twoja wina.
Jak chcesz cokolwiek z tym zrobić, to zacznij od siebie, bo tańczysz tak, jak Ci zagra. I zrobisz jeszcze kilka frajerskich sztuczek i nie będzie już nic do ratowania. Twoje jaja toczą się po podłodze prosto pod Jej pantofle.
Krótko i na temat: jak Jej nie pasuje to odchodzisz bez oglądania się za siebie. Zostawiłeś dla Niej żonę i syna, a Ona śmie Ci mówić że rozglądasz się za innymi babami?
Idealizujesz Jej obraz, że taka dobra dziewczyna, ja tymczasem nie widzę ani jednej dobrej cechy tej osoby.
Wygląda to mniej więcej tak, że chciałeś wrażeń w swoim "nudnym" życiu, to Ci je panna funduje, tyle że nie są one ani pozytywne, ani nie budują Waszych relacji.
Recepta: nie ma jednoznacznej. Ja bym zaczął od siebie i naprawy tego co zostało do naprawienia w życiu. Masz syna, to się skup na nim- chłopak potrzebuje ojca. Chcesz się odbudować, to olej Jej życie a skup się na swoim, bo jesteś równie rozjebany jak Ona. Na własne życzenie niejako.
Jak Cię wyjebała za drzwi, nie powinieneś był nawet myśleć o powrocie do Niej. Twierdzisz że pokochałeś Jej dzieci, tymczasem nie widzę tu ani trochę miłości dla własnego syna. Czy aby na pewno to zaangażowanie w relacje z Nią Ci służy? Sądzę że nie, a jak nie służy, to czas relacje zmienić.
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
dobrze mówić jak Kogoś personalnie to nie dotyczy...jestem świadomy że Ona mnie wykorzystywała i w głębi duszy mam obawy czy faktycznie byłbym szczęśliwy w takim związku na dłuższą metę....ale Mózg to mózg, a Serce , ahhh...te pieprzone serce
Ale słowa Wasze dosyć dobitnie do mnie docierają, i dziękuje za Wasze opinnie
huncwot
dargrab5 przeczytaj sobie
http://www.podrywaj.org/moja_his...
i poszukaj u Bane'a jeszcze kilka innych. Poszukaj też wpisów innych chłopaków.
Nie jesteś ani pierwszy, ani ostatni. Każda historia jest inna, ale wnioski musisz wyciągnąć sam.
Dałeś się kilka razy podejść i "szarpnęło" Tobą życie tam, gdzie nie miałeś ochoty się znaleźć. To, co z tym zrobisz zależy od Ciebie, nikt za Ciebie nie będzie ani naprawiał, ani cierpiał.
Jedno jest pewne- w oczach dziewczyny nie zyskasz robiąc rzeczy pod Jej dyktando. Sam jesteś okrętem, sterem i marynarzem i to Ty rządzisz.
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...