Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Dbać nie dbać... odejdzie nie odejdzie

7 posts / 0 new
Ostatni
gibsonlespaul
Portret użytkownika gibsonlespaul
Nieobecny
Miejscowość: Zagranica

Dołączył: 2010-11-24
Punkty pomocy: 0
Dbać nie dbać... odejdzie nie odejdzie

W związku z sytuacją w której się znalazłem w ostatnim czasie, nachodzą mnie dość często refleksje na temat "poważnych związków"... sam byłem w takim, przynajmniej tak mi się zdawało... ona odeszła... pokątnie wiem, że po to by spróbować z innym "czegoś innego" - póki ma czas. Jest zbyt pewna mnie... potraktowała mnie jako backup... myśli, że po wielokrotnie cytowanym "pstryknięciu" wrócę do niej w podskokach. A jak nie to niczym cyniczny House..."to nie było to"... Cóż... zatraciłem siebie teraz pracuje nad powrotem do dawnej formy...
Tyle tytułem wstępu. Jest to historia na przydługawy blog, postaram się to opisać w najbliższym czasie... Do sedna...

Pytanie które chcę zadać jest trochę retoryczne, gdyż nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewien "aspekt sprawy". Na ile my jako faceci jesteśmy winni rozpadowi związku? W kontekście "frajerzenia" się w bardzo dużym stopniu (autopsja)... ale zwróćcie uwagę na jedno... Na ile po kilku /-nastu/-dziesieciu latach może być ciekawy facet znany "od podszewki"?? W porównaniu do "nowego obiektu" jakim jest aktualny adorator naszej "życiowej partnerki"... nigdy nie damy Jej takich emocji!!! Znamy się od podszewki, mieszkamy ze sobą, pierzemy skarpetki i majtki, śpimy, puszczamy "cichacze i podkołderniki"... Nowe, nieznane, niezdobyte, nieosiągalne zawsze będzie ciekawsze... Jeśli nasze relacje nie funkcjonują już na "innej płaszczyźnie" a nasza partnerka dalej pragnie "ochów i achów" z pierwszych miesięcy/lat znajomości to jesteśmy na przegranej pozycji.

I tutaj pojawia się kwestia charakteru naszej wybranki... Czy powinna przyjść i powiedzieć, że jest źle i zróbmy coś z tym. Obawiam się, że niewiele kobiet tak potrafi... najczęściej po prostu odchodzą... Czy dlatego, że są "złymi kobietami"... nie... dlatego, że ich egoizm i chęć bycia szczęśliwą zwycięża... może na szczęście do nich, na pewno na nieszczęście(terazniejsze) dla nas...

Ot taka garść truizmów na wstępie...

Pozdrawiam wszystkich.

knokkelmann1
Portret użytkownika knokkelmann1
Nieobecny

Dołączył: 2009-08-22
Punkty pomocy: 139

Charakter nie ma tu nic do rzeczy. Jak ktoś napisał, wszystkie funkcjonują tak samo. I wszystkie wracają, poczytaj blok Bana na ten temat. Nie ma czegoś takiego jak naprawianie czy też "dumanie" nad aspektami które wymagają poprawy. Odeszła - krzyż jej na drogę, wróci wcześniej czy później, od ciebie bedzie zalezalo czy bedziesz chcial ja z powrotem. Powiem z właśnego doświadczenia - szkoda wtedy czasu, a gadki typu to nie było to i popełniłam błąd to szarpanie sobie nerwów

Kawałek mięsa a jaką ma moc!

knokkelmann1
Portret użytkownika knokkelmann1
Nieobecny

Dołączył: 2009-08-22
Punkty pomocy: 139

Mam 1342 wpisy to jak rok w którym dżuma nawiedziła Europę. Idę pić, zanim szlag mnie trafi

Kawałek mięsa a jaką ma moc!

gibsonlespaul
Portret użytkownika gibsonlespaul
Nieobecny
Miejscowość: Zagranica

Dołączył: 2010-11-24
Punkty pomocy: 0

Właśnie tego podejścia do końca nie rozumiem... "nie zapewniamy im wszystkiego czego potrzebują". Mówię tutaj o wieloletnich związkach. Nosz kur... ma... skoro jest się razem przez tyle lat, w trakcie których człowiek pewnie zmienił się co najmniej kilka razy jeśli chodzi o pewne sprawy, to odpowiedzialność za związek spoczywa na barkach obojga...50/50 i trzeba o tym dyskutować i rozmaiwac. Oczywiście są sytuacje, w których "coś się wypala", "czegoś brakuje" i nic nie można poradzić.

Może to naiwne, okłamuje sam siebie, lub mam szczeniackie podejście... ale tego typu tłumaczenie właśnie traktuje kobiety jak księżniczki... Nie mówię tutaj głosem rozżalonego porzuconego...(chyba że moje alterego się przeciska). Choć chciałbym podkreślić, że całe to stwierdzenie jest jak najbardziej na miejscu w sensie impulsu do działania - rozwoju.

knokkelmann1
Portret użytkownika knokkelmann1
Nieobecny

Dołączył: 2009-08-22
Punkty pomocy: 139

Na logikę to masz rację w 100 procentach. Ale w związku logika nie jest czymś obowiązującym.

i trzeba o tym dyskutować i rozmaiwac.

okazuje się że cała dyskusja jest i tak g. warta. To nie o to chodzi. Każdy wkręca sobie jakiś film, jak film się zrywa to i związek szlag trafia

Kawałek mięsa a jaką ma moc!

Guest
Portret użytkownika Guest
Nieobecny
Starszy moderator
ModeratorWtajemniczonyTa osoba pomogła w składce na serwer

Dołączył: 2009-02-11
Punkty pomocy: 12904

kwestia proporcji
kwestia przejscia na wyzszy etap związku
jeżeli jesteście parą 7-10 lat to faktycznie istnieje potrzeba zmiany... dzien jak co dzien, rutyna, nie ma spraw/rzeczy które mogłyby was zaskoczyc Może się znudzić
Ale jeżeli minął czas bycia w związku, pobieracie się. macie dzieci, to kobieta zastanowi sie czy w danym momencie zabrakło jej jakiejś emocji, czy może da dzieciakowi paracetamol, bo chyba ma gorączkę

________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"