Siemasz. Jako, że piszę tu pierwszy raz, to witam wszystkich .
Dla bardziej doświadczonych wyda się to pewno błahostką, ale chcę w męskim gronie o czymś pomówić. Od pewnego czasu, tj. od paru miesięcy spotykam się z dziewczyną, którą znam już od dłuższego czasu, w zasadzie parę lat. Gdybym miał mówić o "ramach", to z początku byłem dla niej kimś w rodzaju przyjaciela (co najciekawsze wtedy mi to nie przeszkadzało, generalnie nie myślałem o czymś więcej). Sprawy potoczyły się tak, że jakimś "cudem" z tych "ram" się wyrwaliśmy i zaczęliśmy kierować w str. czegoś więcej. I powiem, że wyszło. Nie lubię idylli, nie korci mnie żeby wierzyć w ideały, wychodzę z założenia że różnie może się podziać w życiu i generalnie kobieta też się powinna postarać, jeśli chce ode mnie usłyszeć coś konkretnego (wiecie, o czym mówię).
Kwestia wygląda tak. Do tej pory układało nam się bdb, zdarzało się posprzeczać o drobnostki, ale w miarę świetnie wychodziło mi przeczekiwanie jej fochów, dąsów etc. tak samo i ja, gdy się wpieniałem o coś, to po prostu milczałem i mi przechodziło. Przyszło Wszystkich Świętych - nie wylałem z moimi ludźmi za szyję i (mam zwyczaj, że po pijaku nie dzwonię itp.) nie odzywałem się do swojej dziewczyny bite pół dnia. Dopiero zadzwoniłem do niej, gdy wytrzeźwiałem (późnym wieczorem). Generalnie ona lubi się martwić, gdy sytuacja tego wymaga. Jak sprawdziłem połączenia, to kilka razy (do ośmiu, dziesięciu razy) dzwoniła do mnie. Może faktycznie przesadziłem z tym, że nie odbierałem (też w końcu się zalałem, fakt).
Od tej chwili coś się zmieniło, w sumie wydaje się że nie mało. W zasadzie dała mi do zrozumienia, że uważa, nie zależy mi na niej (ciekawe to jest, że po jednym incydencie można tak powiedzieć) i zaczęła mi właściwie wyciskać (a przynajmniej chciała). Szkopuł w tym, że ja sobie ze swoich słabości zdaję sprawę i bądź co bądź udaje mi się eliminować to, co mi w samemu sobie nie pasi. Lecim dalej. Podejrzewałem Jej złość i 'ale' nie trwało dłużej, niż jedną noc. Jednak dawała mi to odczuwać dłużej, dwa-trzy dni potem w końcu się przyznała, że rzeczywiście krótko się gniewała i nie był to wielki problem. Jak powiedziała - nabrała dystansu przez to wszystko. Więc i ja poszedłem w tę stronę (trochę sądząc, że może uda się część przeczekać). Co mnie zabolało? Porównała mnie do "krowy która dużo wyje i mało mleka daje". Nie wydaje mi się, że kiedykolwiek wcześniej dałem jej do tego powody.
Raczej mogę być bardziej pewny niż niepewny. Eskalacja złości i wymyślanie problemów? Być może. Zdarzyło się wtedy, że uderzyła w moje ego i częściowo dała mi do myślenia. Stała się w sumie chłodniejsza dla mnie, by powiedzieć "że nie jest pewna tego, czy czuje to jeszcze, co jest między nami". Umówmy się - nie chciałbym jej stracić, ale na mus nie zrobię niczego (zresztą jej to powiedziałem, że zna mnie doskonale i nie przymuszam do niczego, jak jakiś desperat czy coś w ten deseń - pomyślałem, odrobinę stanę się chłodniejszym, to może ją to zainteresuje).
Cała akcja trwa drugi tydzień (wiem, może dla kogoś to mało, jeśli chodzi o fochowanie się). Dzięki temu zastanawiam się nad tym, co począć. Jak pisałem - zależy mi na niej, ale nie dam z siebie zrobić pantofla (bardziej wolałbym, żebyśmy się starali o siebie pół na pół itp.). Od niej usłyszałem, że jestem dlań wciąż bardzo ważny. Choć moje wrażenie jest takie, że traktuje mnie jak "zło ostateczne" czy coś w tym stylu. Byliśmy na dwu osobnych imprezach - ona ze swoimi kumpelkami z pracy, ja zaś ze swoimi ludźmi (oczywiście zachowywałem wierność itp., choć wdałem się w niezobowiązującą gadkę z kilkoma dziewczynami).
Pytanie do Was. Co Waszym zdaniem można by zrobić, aby utrzymać ten związek i "wyjść na prostą". Nie wiem, jak to ująć, ale gdy się teraz wyciszam, czasem wyłączam telefon itp., to pojawia się obawa, że mógłbym ją stracić w ten sposób.
Jeśli można - walcie śmiało, co macie do powiedzenia. Cenię sobie szczerość a i dzięki za ewent. porady, sugestie.
Nie myśl o tym, że możesz ją stracić. Po prostu, się na to przygotuj. Wtedy będzie Ci łatwiej z tym wszystkim walczyć. Oczywiście przygotuj się na dwie opcje: że się wam uda, ale też że się nie uda. Więc się nie poddawaj.
Opisz jeszcze jak wyglądają wasze spotkania, ile macie lat itp tego typu szczegóły.
"Jak powiedziała - nabrała dystansu przez to wszystko."
Myślę, że była szczera. Czasem pojedyńcze incydenty potrafią schłodzić po całości. Kiedyś miałem panienkę, ktora tak na mnie leciała, że aż było mi z tym duszno. Raz dała mi powód do słusznych pretensji a ja - wkurwiając się do przesady - całkiem ją olałem na kilka dni. Błagała, upokarzała się - wszystko żebym tylko wrócił. A ja byłem twardy. Nie chciałem jej stracić więc prowadziłem związek dalej, ale od tamtego momentu... spadły jej chęci na seks. Serio, powiedziała, że ma za duży dystans po tym jak ją potraktowałem. Trwało to z tydzień. Tak chłodno, że wyglądało na koniec związku. Jak widzisz różnie bywa. Akurat mi ochoty nigdy nie brakuje, więc szybko ją podkręciłem na dawną chcicę, ale widać było, że to z jej strony była szczera reakcja, a nie jakaś gierka.
Co do twoich okoliczności. Ogarnij wszystko myślami - czy czasem do waszego związku nie zakradła się za duża rutyna. Poza tym, dobrze aby wychodząc z nią do klubu miała okazję zobaczyć że łaszą się do Ciebie inne.
"Nie myśl o tym, że możesz ją stracić. Po prostu, się na to przygotuj. Wtedy będzie Ci łatwiej z tym wszystkim walczyć. Oczywiście przygotuj się na dwie opcje: że się wam uda, ale też że się nie uda. Więc się nie poddawaj."
Nie wspomniałem o tym wcześniej, ale mogę powiedzieć tak (w pełni przekonany) - mam świadomość, że związek może nie wytrzymać tej "próby" i się rozlecieć. Mam też świadomość, że mogę próbować (oczywiście nie nachalnie, nie jak jakiś natręt) starać się dalej, utrzymać to na czym mi zależy, ale napisałem wcześniej, co jest jednym z warunków.
Jak wyglądają nasze spotkania? Generalnie staram się być niekonwencjonalny. Nie na siłę. Uważam, że odrobina spontaniczności nie zaszkodzi (zważywszy na to, że ona ma tendencje do planowania, to uczymy się od siebie czegoś na wzajem). W przeciągu tych miesięcy byliśmy kilkukrotnie w klubach i pubach ze znajomymi, również i sami. Spotykamy się gdzieś w mieście i spacerujemy przez dłuższy czas, czy w jakieś konkretne miejsce się udajemy. No i oczywiście, niejednokrotnie, spędzamy ze sobą noce .