
-Bo wiesz, jesteś naprawdę świetnym facetem... Anka mówiła to patrząc mu prosto w oczy, z wielką pewnością siebie, udając przejecie i nieporadnie ukrywając swoja ulgę.
-Jesteś taki słodki. Kontynuowała. -Zawsze byłes przy mnie i mnie wspierałeś, byłeś zawsze mój i potrafiłeś zrobić dla mnie wszystko. Ale nie mogę Cię oszukiwać, nie kocham Cię i Cię nie pokocham i wiem o tym, nie możemy być razem.
Kamil patrzył na nią swoimi mniejszymi niz zwykle zielonymi oczami, które wydawały się jeszcze mniejsze przez łzy czekające na spłyniecie po policzkach. Czuł jak sznur coraz bardziej zaciska sie na jego szyi, a jakaś niewidzialna siła wbija mu nóż w samo serce, które było przeznaczone tylko dla niej.
-Ale dlaczego? Wybełkotał. -Jak to? Przecież Cię kocham, przeciez zrezygnowałem dla ciebie ze wszystkiego! Aniu przecież... Próbował złapać ją za dłoń, ale nie zdążył, bo ona już wstała.
-Aniu!! Nie rób mi tego!
Ale zobaczył juz tylko jej plecy.
Minęła godzina, może półtorej, a on siedział dalej na tej samej ławeczce, w tym samym parku, w którym przespacerowali razem tyle kilometrów, w którym tyle razy mówił ''kocham cię'', w którym to wszystko się skończyło.
Minął dzień, potem drugi a Kamil dalej nie mógł uwierzyć w to co się stało. Wysłał dziesiątki smsów, dzwonił kilkanaście razy, nawet za zaoszczędzone pieniądze na bilet do Warszawy, aby odwiedzić schorowanego dziadka, kupił wielkiego misia i bukiet kwiatów i stał przed drzwiami jej domu czekając aż pozwoli mu wrócić do siebie. W zamian, dostał telefon od jej przyjaciółki, aby wiecej nie dzwonił i dał jej spokój. Dostał wielki ochrzan od jej ojca, że stoi przed ich domem i daje powody do plotek dla sąsiadów. A najgorsze, że nie zdążył zobaczyć się i pożegnać z jego wielkim autorytetem jakim był dziadek.
Dla Kamila nie liczyło się nic, odeszła jego wielka miłość, miłość dla której poświęcił wszystko, pasję, przyjaciół, kontakty z rodziną...Odchodząc od niego, zostawiła go samego. Nie miał nawet już jak porozmawiać ze swym mentorem, człowiekiem, który starał sie go zawsze zrozumieć, wysłuchać, który starał się kształtować osobowość Kamila tak aby wyrósł na prawdziwego mężczyznę-poświęcił nawet i jego, a teraz już go nie ma.
Mijały tygodnie, potem miesiące. Kamil opuścił się w nauce jak nigdy, chodził smutny, stał się agresywny. Odbijało sie to na wszstykim i na wszystkich. Matka płakała po nocach, ojciec i tak zapracowany nie mógł poradzić sobie z pracą na dwie zmiany i pilnowaniem syna, młodszy brat, który tak podziwiał kiedyś Kamila, teraz się go boi, po tym jak dostał lanie po kolejnym załamaniu swojego brata.
Stało się to, co musiało sie stać. Po kolejnym samotnym wieczorze w pokoju na poddaszu, Kamil musiał wyjść na miasto. Zabrakło piwa, butelka po wódce lezała pod stołem, a paczka fajek była pusta. Kamil nie zważając na płacz brata rozbił jego świnkę, którą sam kupił mu na 9 urodziny, zabrał tylko papierowe bo nie chciało mu sie zbierać blaszaków po podłodze pokoju. Wyszedł z domu...
Zmierzał prosto do całodobowego. Jego trasa miała wyglądać nie inaczej jak tylko dom-sklep-dom-pokój. Tak jak niejeden dzień od rozstania z jego pierwszą i jedyna miłością. Teraz nie wiedział co u niej, nie rozmawiał z nia od tamtego dnia. Udawał przed Światem i samym sobą, że go to nie obchodzi.
W połowie drogi Kamil usłyszał krzyki. Kilka metrów od niego, w ciemnej uliczce trzech dresiarzy okładało pięściami jakiegos chłopaka. Normalnie poszedłby dalej, ale nie dzis, nie tego wieczoru. Brak fajek, niespodziewane skończenie sie piwa a w dodatku kolejne zagrozenie, tym razem z matmy swpowodowało u niego jedną mysl, która siedziała mu w głowie przez całą drogę. Była to chęć dania upustu swoim emocjom, chciał komuś przypieprzyć, a teraz była okazja.
Ocknął sie rano w izbie szpitalnej. To było do przewidzenia. Nigdy się nie bił, nie trenował od czasu gdy poznał Anke, ciągłe siedzenie w domu tez nie mogło mu pomóc.
-dziekuje.-usłyszał Kamil.
Rozglądną się po pokoju i przez zapuchniete oczy zobaczył jakiegoś chłopaka
-Ale za co? Co się stało? Gdzie ja jestem? -zapytał, choć każde słowo sprawiało ból.
-dziekuje, że mi pomogłes, gdyby nie Ty, to by mnie skatowali.
Okazało się, że Marek jest w jego wieku, był niewysoki, chudy, miał czarne krótkie włosy i chłopięcą twarz i wcale nie wyglądał na swoje 21lat.
Cały poranek opowiadł mu co się stało, jak sie tu znalezli. Kamil dowiedział się, ze Marek zawrócił w głowie dzieczynie jednego z tamtych dresów. Nie mógł pojąć jak taki niczym nie wyrózniający się chłopak, mógł odbić dziewczyne gościowi z samochodem, kasą, kumplami..
W jednej sali przebywali ze sobą tydzień, poznali swoje historie, zaprzyjażnili się. Marek każdego dnia uświadamiał Kamilowi jakie błedy zrobił będąc z Anką. Podał mu setki przykładów, dziesiatki teorii i opowiedział szereg historii z przeróznymi dziewczynami. A on chłonął ta wiedze, był zafascynowany opowieściami nowego kolegi, pragnął być taki jak on, albo jak osoba o której opowiadał Marek.
Po pięciu dniach juz razem podrywali pielegniarki i stali sie ich ulubieńcami. Młode, sarsze, wszytskie uwielbiały do nich przychodzić i żartować. Z dnia na dzień kamil stawał sie coraz bardziej pewny siebie, przebywanie z ludzmi powodowało, że znów sie usmiechał i był radosnie nastawiony w stosunku do świata...
Minął tydzien, zostało siwe oko, gips na lewej rece, lecz nadszedł czas wyjścia ze szpitala. Nowi przyjaciele musięli sie rozstać.
-Szpital to dopeiro poczatek! -usłyszał Kamil.
-Nie rozumie.
-Za dwa dni ja wychodze,gdy tylko mi sie polepszy i bede mogł wyjśc z domu, to musimy razem gdzies wyjść...
Kamil nie wiedział jeszcze o co mu chodzi, ale Marek spostrzegł w nim wielki potencjał i wielką chęć przemiany...
O kużwa dużo tego haha, nie chce mi sie juz...ale jakos tak wena przyszła po kilku piwach i wczesniejszym powrocie do domu...
A to tak dla siebie napsiałem tlyko hehe w sumie mało w tym o podrywie, ale moze keidys napisze co było po wyjściu ze szpitala...
Odpowiedzi
Z przyjemnością przeczytałem.
pon., 2010-10-25 20:45 — SekalekZ przyjemnością przeczytałem. Haha, nie mogę się doczekać kolejnego odcinka ;D
Także mi się podoba, forma
pon., 2010-10-25 21:22 — kempaTakże mi się podoba, forma blogu przejrzysta, a czytanie to sama przyjemność. Dobrze, że nie piszesz w I osobie to dodaje klimatu i stylu Twojemu opowiadaniu. Pełen szacun za pomoc Markowi, nie jeden by przeszedł obojętnie obok zaistniałej sytuacji. Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy
Mam dziwne wrażenie jakbym
pon., 2010-10-25 21:31 — agm88Mam dziwne wrażenie jakbym gdzieś już czytał taki tekst.
Napisz jakieś opowiadanie, a nóż będzie bestsellerem 
Zweryfikowałem wrażenie i daje 10
Tytuł ,,przygody pua"