Znalazłem tę stronę jakiś czas temu, a że mi się podoba założę temat, nie wiem czy był tu kiedyś podobny.
Otóż panowie - oszukałem kobietę. I chociaż jest mi z nią eleganckom, to będę musiał zerwać. Bo cała wiedza o mechanizmie podrywu daje mi znać, że jeśli tego teraz nie zrobie, to i tak szybko wszystko się spierdoli. Jestem w kropce. Nie będę sie żalił, bo sytuacja jest w swym tragizmie komiczna - ciekaw jestem po prostu czy komuś z was rozpadł się kiedyś związek przez pieniądze?
Kobieta, którą poderwałem to osoba z klasą. Chociaż od zawsze miałem powodzenie u takich jak ona zacząłem mieć szansę dopiero jak się ocknąłem z amoku normalności, dzięki wiadomo jakiej wiedzy. Więc poznałem, po miesiącu zdobyłem, po pół roku w związku wciąż jest ogień, tylko, że... ona związała się z kimś innym niż jestem dzisiaj.
Nigdy nie kupie kobiecie nic zanim nie dojdzie do seksu. Ale jak już dojdzie, i jest mi dobrze, to lubię dbać o swoje. Nigdy nie trafiłem na kobietę lecącą na hajs, bo takie instynktownie omijam, ale wybierając kobietę z klasą, wybierasz kogoś kto ma pewne standardny. To oczywiste.
Wszystko by było spoko, gdyby nie naturalna chęć wzbogacenia się. Jakiś czas temu dostałem pewną ofertę wejścia w spółkę i odtworzenia "sklepu". Produkty mnie nie interesują, ważne że jest coraz większy popyt. Więc spoko - bach bardzo gruba suma z konta przelana na inne konto. Ale przestrzeń polityczna nie lubi braku wrogów. Więc bach - z dnia na dzień handel dopalaczami stał się przestępstwem. Nie będę tu wchodził w obyczajowe oceny zjawiska. Ważne, że zamiast realnego zysku nie tylko na nieokreślony czas przepadł mój wkład, ale jeszcze "inwestycja" niespodziewanie pierdolnęła mnie dodatkowo po kieszeni. Bardzo boleśnie pierdolnęła. W końcu mamy XXI wiek i wolny rynek, więc wielki chuj w dupę wierzącym w self made mana.
A panna - chociaż nigdy nie wymuszała ode mnie żadnych bonusów - naturalnie oczekuje że jak do mnie przyjdzie to zapytam "kochanie kawa czy herbata? - kawa? - z mlekiem? ile łyżeczek cukru?" I co? i chuj, mogę polać jej kranówkę, bo na więcej mnie nie stać. Według obliczeń odbiję się od dna w przeciągu 3-4 miesięcy, przez ten czas mam ściśle wyliczone na czynsz i jedzenie.
Ona już się "orientuje" że nie jest dobrze. Ale co najbardziej mnie boli - nie ma pojęcia w jakim gównie siedzię. Poradzę sobie, alternatywy zresztą nie mam, nikt mi na obiad nie da. Tyle, że związek traci dla mnie sens w momencie gdy nie potrafie kobiety poczęstować jedzeniem. A nie mam zamiaru przez 3 miesiące akceptować faktu żeby za ona mnie sponsorowała. Twierdzi, że kocha, ale boli mnie że mogłaby się poświęcać ze względu na szlachetność. Zresztą sam nieraz grałem drania na co nie zawsze zasługiwała, żeby ją w sobie rozkochać.
Czy ktoś z was był kiedyś w analogicznej sytuacji zmuszającej go do zerwania?
Jak to ktoś kiedyś fajnie napisał; są tylko 3 rodzaje ludzi. Ci którzy myślą że życie ma sens - ci umierają tak samo głupi jak w chwili narodzin, bo całe życie cieżko pracują, płodzą, i umierają. Ci którzy wiedzą że życie to żart, więc się głośno śmieją. I ci którzy wiedzą że życie jest tylko żartem, ale ich to nie śmieszy.
Sam już kurwa nie wiem, do którego typu należe.
pozdro600
Jesteś bardzo oryginalny muszę przyznać
to dosyć dziwne, nie mi tu oceniać czy "zdrowe" rozumowanie ale na pewno dobrze, że masz zasady i o nie dbasz więc negować tego nie można.
Tylko mam takie jedno pytanie
czy przez fakt Twojej obecnej sytuacji nie obawiasz się tego że to ona mogła by Cie zostawić ?
Bo wiesz tak naprawdę nie ma w tym nic złego że kobieta przez jakiś czas kupi to czy tamto... im wcale nie jest z tym źle tylko nam ciągle wbija się takie głupoty, a co one słyszą przez całe dzieciństwo? "żeby z kasą był" - tutaj oczywiście nie generalizuje na temat Twojej Pani
W każdej grze są zwycięstwa i porażki - to naturalna cecha rywalizacji. Jeśli chcesz grać i wygrywać musisz się liczyć z tym, że czasami poniesiesz porażkę. Jedyny sposób na uniknięcie porażek to przestać grać, ale wtedy też nigdy nie odniesiesz zwycięstw