Witam.
Przywitałem się w stosownym do tego celu dziale, wiec przejdę od razu do rzeczy, czyli niestety do pewnego wyzwania.
Jestem w związku z dziewczyną 3 lata. Pierwsze 1,5 było emocjonalną sielanką. Jestem dominujący, stanowczy, spontaniczny i niepodatny na manipulacje, co wtedy w zupełności wystarczyło. Niestety po tym 1,5-rocznym okresie wkradła się na pół roku we mnie stagnacja. Spotykaliśmy się za często, nie robiliśmy tak fascynujących rzeczy jak kiedyś. Dziewczyna straciła zapał do starania, związek zaczął pikować. Po pół roku ocknąłem się. Zaczęła mi przeszkadzać nie tylko bierność dziewczyny, ale brakowało mi w samym sobie walki, starania, wymyślania. Jednocześnie laska zaczęła walić takie st, że głowa boli. Ma w naturze dominację, dlatego regularnie i bezskutecznie starała się przejąć kontrolę w związku. Delikatnie ochłodziłem, spotkania rzadziej, ale ciekawsze, więcej tajemniczości, jednocześnie starając się zachować proporcje starania 60:40.. I chuj, panowie. Po 3 latach mniej się odzywa (telefony, smsy -500%), w wakacje wychodzi z propozycją spotkania 1 na tydzień (obydwoje gdzieś pracujemy, ale nie są to kamieniołomy) i zwykle to "może byśmy gdzieś wyszli?", z sexem bez rewelacji.. Do tego czepia się bezzasadnie, pokazuje jaka jest nieszczęśliwa, ja odbijam, ona przeprasza, bo zwykle przesadza. Nie czuję w niej inicjatywy, zaangażowania, przez co sam nie mogę już za wiele zaproponować, żeby nie zachwiać proporcji i nie wyjść na needa.
Ostatnio powiedziała, że brakuje jej paczki przyjaciół, z którymi spędzałaby czas beze mnie oraz, uwaga, uwaga: że tęskni za motylami w brzuchu i chciałaby, by ktoś ją od nowa poznał i by ona mogła kogoś odkrywać. Czy to mogły być shittesty? Nadspodziewanie spokojnie odbiłem, ale jak to w ogóle interpretować?? Następnego dnia przeprosiła za to co powiedziała, ale jednak.. W tygodniach, gdy nie narzeka, powtarza, że kocha i wygląda na szczęśliwą. Jak ocenić takie zachowanie? Jakie są perspektywy takiego związku? Ja 23, ona rok mniej. Sądzę, że nie zdradza, ale na pewno są osoby, które przyspieszają jej bicie serca. To chyba normalne. Zwracam się do was z tym pytaniem, bo mimo że w samym centrum mojego świata nie ma jej, obawiam się, że emocje mogą mi zniekształcać delikatnie obraz tego związku.
Z góry dzięki za przeczytanie i komentarze. 
Uważam, że związek cały czas musi się rozwijać, musieliście stanąć w miejscu.
Pierwsze co to tydzień wolnego od siebie. Zero pisania, spotykania, GG i innych gównianych komunikatorów. Gdy tracisz to co kochasz z czasem uświadamiasz sobie jak wiele to dla Ciebie znaczy. Nie ma sensu siedzieć razem i wmawiać sobie ze jest świetnie skoro nie jest. Spotkania z przyjaciółmi? Dlaczego nie? Pozwól jej na to, jednak sam tez nie siedź w kacie i nie rozpaczaj tylko wyjdź ze swoja paczka. czasem warto odnowić stare kontakty z kumplami ze starych dobrych czasów. Tygodniowy rekonesans dobrze Wam zrobi, gwarantuje ze ona zatęskni. Tylko czy masz jaja żeby zrobić sobie tydzień przerwy? Wiem, wiem... teraz wydaje się to absurdalne... tyle dni razem i jak tu tydzień przetrwać? Przyda się nowy powiew wiatru w Wasze żagle...
rutyna, związek się wypala lub już wypalił, zastanów się czy ciebie dalej to chłodzi czy grzeje.
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
@Leśniczy
Właśnie tu leży część problemu. Napisałem, że po tym nieszczególnym okresie w naszym związku, wprowadziłem "plan naprawczy". Ograniczyłem spotkania, telefony, smsy. Komunikatorów nigdy nie używaliśmy. Niestety nie przyniosło to oczekiwanego efektu. Nasze ostatnie 3 spotkania odbywały się średnio co tydzień i co gorsza, nie czułem u niej jakiegoś szczególnego parcia na nie. Telefony, smsy od niej sporadycznie i "nie takie".
W tych znajomych nie widzę żadnego problemu. Uważam, że każdy powinien mieć część życia tylko dla siebie i tak u nas jest. Zaraz wychodzę z kumplami, ona też się spotyka często z koleżankami, więc to tylko głupie gadanie.
Co chce jednak uzyskać mówiąc takie rzeczy i po co mówiła o chęci poczucia tych motyli (w domyśle - z inną osobą). To mi się bardzo nie podobało, ale czy słusznie? Może więcej kobiet tak myśli po pewnym czasie, a ona jest po prostu kastracyjnie szczera.
@kokoskop
)
Rutyna była tylko przez te pół roku. Ostatni rok, przynajmniej z mojej strony to brak schematów. U niej to niestety nie wróciło. A mnie niestety grzeje, choć wiem, że to tylko chemia. W imię swoich zasad nie zawahałbym się jednak zerwać, nawet gdyby mi serce miało pęknąć na pół (ale nie pęknie
@DNGU
"Stary, wypala się, czasem tak jest."
Takie mam wrażenie, ale po co powtarza, że kocha i pieprzy o planach na przyszłość. (ślub w małym kościółku, itp., itd.)
@gen
Twierdzi, że najpierw nauka, ale podświadomie czuję, że marzą jej się takie rzeczy. Stoją jednak w jawnej spzeczności z tym co czasem mówi - ot, chociażby ostatnia chęć poznawania kogoś od nowa.
tylko niech kupi pierscionek za wiecej niz 800 stow bo jak za mniej to chuj takie zareczyny strzeli
Kawałek mięsa a jaką ma moc!
hahahhahaha
a moj kumpel wydal pare kola na pierscionek z diamentem, a jego pani adwokat go wyjebala w powietrze po 2 tygodniach od zareczyn. potem musialem z nim pic i wyjebac jej zdjecia ze sciany do smietnika prawie chcial sie napierdalac ze mna ze to zrobilem i nie rozumial jak mu wykladalem nasze prawdy /// koniec offtopa
co do tematu to jest to normalne, poniewaz jest to prawdopodobnie jej i Twoj PIERWSZY zwiazek. Jak wiadomo chemia czyli motylki o ktorych ona mowila - to mija po ok 2-3 latach wlasnie i rozpoczyna sie przyzwyczajenie. Wiec ja proponuje zadanie ciosu czyli tzw RESET. To tak jak komputer sie muli robisz reset lub format. Zerwij z nią, odczekaj jakiś czas i zacznij ja podrywac na nowo, jak nowopoznana. potem powiedz jej ze zrobiles to zeby poczula motylki na nowo, bo jest to mozliwe. Sam pamietam ze mi takowe uczucie powrocilo po resecie w zwiazku (kurwa kiedy to bylo, chyba bylem mlodszy niz Ty).
semper fidelis
ha ha kocham takie historie!!!!
Kawałek mięsa a jaką ma moc!
moim zdaniem to sa tylko iluzje i ja bym nia zerwal na twoim miejscu.
Po porazkach dojdziesz do zwyciestwa.
tzn gen ja tu strategie dlugofalowa zaproponowalem u gory^, ktorej zerwanie jest czescia.
Moim zdaniem dziewucha 22 lata moze zareczynami sie wystraszyc, ale mieszkanie razem? jest to jakis pomysl. Kazda kobieta czeka na faceta ktory uwolni ja od TATY. taka prawda. Pozdrawiam Gen stary oceanie hehe
semper fidelis
i co do tego w 100 procentach się zgadzam
semper fidelis
19 lat - jeszcze ujdzie. Z moja ex teraz jest sytuacja ktora opisales gen. Poznalem jak miala 17 lat, teraz ma 20 i wlasnie jestem po rozstaniu, z powodu "jej zobojetnienia do mnie". Nie mam na celu oczernienia Twoich szans magnus, ale trzeba wziac tez to pod uwage, ze zwiazki musza sie rozwijac, jak juz ktos wspomnial.
no gen możecie mieć racje, chce spróbować z innym
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
Kolejny miesiąc minął i niestety na pewno lepiej się nie zrobiło. Zupełnie nie zabiegałem o względy mojej dziewczyny, po cichu podrywałem inne laski, jednak nastąpił przełom. Dziewczyna przez tydzień nie wyszła z żadną propozycją spotkania(mieszkamy w tym samym mieście), rozmowy jak z koleżanką, brak czułych smsów, itd, itp. Po 7 dniach sms - "kocham i tęsknię". Odpisałem jej złośliwie na tego i kilka następnych. Wkurwiłem się tym dysonansem poznawczym (tydzień nic i nagle kocha i tęskni?) i napisałem dnia kolejnego, że musimy poważnie pogadać.
przyznałem, że ostatnio były dla rozrywki inne. Wywołało to w niej skonfudowanie, więc pomyślałem, że to chyba taki mały punkcik w przegranym meczu.
Przyleciała oczywiście w try migi. Powiedziałem, że mam tego dość, bo od pół roku wykazuje się praktycznie całkowitą biernością w związku. Powiedziałem, że miłość to ciągłe staranie się, zabieganie o względy i na pewno nie tak sobie wyobrażam kochającą kobietę, jak ona się zachowuje. Podsumowałem, że nie da się już tego naprawić (chcę inicjatywy, a nie tego by jej inicjatywa wychodziła z mojej) i że to koniec. Przy okazji dowiedziałem się, że ten ostatni tydzień wyglądał tak, bo miała w głowie innego faceta (taki jeden wysportowany homo neandertalis powoduje, że ma mokro w majtach, ale ona tylko o nim myśli, żadnego kontaktu), a całe rozstanie przyjęła niestety nadspodziewanie spokojnie. Powiedziała przy okazji, że podświadomie ma ochotę wychodzić z koleżankami i podrywać innych facetów (ale tego nie zrobi), a ode mnie wolałaby odpocząć, aniżeli zrywać (od czego odpoczywać, jak tydzień się prawie nie kontaktowaliśmy). Nie dałem jej takiej możliwości, ale jak już mówiliśmy o tych rzeczach, to ze skruchą
Średnio się czułem po tym wszystkim, bo mimo 3 lat jestem wciąż w niej mocno zadurzony, z czego ona sobie zupełnie nie zdaje sprawy. Raczej uważa, że nie ma we mnie zbyt wielu uczuć, bo dla zasady nigdy nie poddawałem się jej manipulacjom, jestem zimny i rzadko mówię miłe rzeczy (bo i co mam mówić, jak nie ma za co chwalić).
Po 5 godzinach telefon. Prosi o ostatnie spotkanie, bo chciałaby jeszcze kilka rzeczy powiedzieć. Myślę, co mi tam - ma kilka moich ciuchów, a i u mnie zalega kilka kg jej rzeczy, więc lepiej od razu się wymieńmy niż miałaby wpaść na taki pomysł po miesiącu, kiedy już sobie zacznę radzić z jej nieobecnością. W trakcie rozmowy zaczęła się rozkręcać. Przepraszała za wszystko, za to, że się nie starała, że jej się w głowie pomieszało, priorytety się poprzestawiały i prosi o ostatnią szansę. Mówi, że błędnie założyła, że jestem już jej i nie musi się starać, ale, że ta ostatnia rozmowa jej dużo dała i już będzie inna.
Powiedziałem krótko - nie ma szans. Zerwaliśmy i niech przestanie pieprzyć, bo mnie męczy taka rozmowa. Jutro o tej i o tej, cześć.
Co Wy na to? Choć jasno dałem jej do zrozumienia, że nic z tego już nie może być i planuję być konsekwentny, to łamię się, bo penis i serce nie słudzy. Nie wiem czy warto coś próbować z laską, która po 3 latach potrafi przez tydzień zachowywać się jak koleżanka i myśleć o innym (rzekomo - walczyć z myślami o nim, a w rzeczywistości pewnie fantazjować). Niby w tym nic złego nie ma, ale nie czułem nigdy jakiegoś jej specjalnego napalenia na mnie (a jakimś shrekiem to znowu nie jestem), więc boli mnie to w dwójnasób.
Ciężko mi jest też to przekreślić, bo 2 pierwsze lata były fenomenalne. Laska starała się jak żadna inna, z którą byłem dotychczas.
Najbardziej mnie w tym jednak wkurwia to, że nigdy z kobietami nie miałem problemów. Nigdy nie dawałem im wejść sobie na głowę, a one robiły to, co chciałem, będąc jednocześnie ze mną szczęśliwymi. Z tą też wszystko było dobrze i nagle jeb, nie wiem nawet gdzie popełniłem błąd i jak go uniknąć następnym razem.