Konkrety. Jesteśmy razem już dwa miesiące. Ona zarzuca mi, że ją olewam [w sensie, że poświęcam jej bardzo mało czasu].
Jestem osobą pracującą [40-58h/tydz + 2h dziennie dojazdy], po pracy często wracam zmęczony do domu. Gram też na gitarze, czasami pokopię w piłkę, a ostatnio też miałem trochę problemu z załatwieniem sobie mieszkania/akademika na studia. Wiadomo, jak każdy, też czasem widuję się z kumplami, ponadto mieszkamy z bratem osobno i też go czasem odwiedzam. Mam małe problemy na tle nerwowym i także wskazane jest, żebym raczej się zawsze wysypiał [o ile to możliwe].
Jak więc widzicie raczej ciężko jest mi wygospodarować jakąś większą ilość czasu. Do tej pory spotykaliśmy się mniej więcej trzy razy w tygodniu.
Ona nie pracuje i całe dnie ma czas wolny.
W poniedziałek załatwiałem sobie rano mieszkanie, a po południu już musiałem być w pracy. Nie pojechała ze mną, bo się źle czuła [raczej nie gierka]. Zadzwoniłem do Niej z pracy powiedzieć, że mieszkanie już znalazłem i spytać jak się czuje. Czuła się już ok i spytała czy się we wtorek rano zobaczymy. Odpowiedziałem, że nie dam rady, bo będę wykończony [cały poprzedni tydzień miałem na rano i trochę ciężko jest mi się przestawić, zwłaszcza jeśli muszę się wysypiać]. Stwierdziła, że znowu ją olewam, to powiedziałem, że teraz będę ją olewać dalej [ironicznie] i się rozłączyłem.
Dodam, że wcześniej rozmawialiśmy już na temat częstszego spotykania się. Mówiła, że co trzeci dzień to dla Niej za mało, a ja powiedziałem, że jeśli nie będzie się rzucać jak dziecko, nie będzie rozmawiała do mnie takim pełnym ironii tonem to postaram się coś więcej dla Niej znaleźć czasu [wiem, błąd], ale jak się później okazało - nie znalazłem. Dodatkowo, Ona RÓWNIEŻ proponuje mi spotkania, na które czasami po prostu nie mogę przyjść.
Co mam teraz zrobić?
Zamierzam do Niej zadzwonić i powiedzieć, że musimy poważnie porozmawiać, a podczas samej rozmowy [już na żywo] powiedzieć, że jestem z nią szczery, że jest osobą wyjątkową i jest mi z nią dobrze, ale jeśli dalej będzie się fochała o to, że za mało się widujemy to niestety będę musiał od Niej odejść. Jeśli nic się nie poprawi to faktycznie odejdę.
Czy uważacie, że to dobre rozwiązanie? Może rozegralibyście to w jakiś inny sposób? Pozdrawiam.
No wreszcie ktoś o trzeźwym umyśle bardzo dobrze myślisz
tak jak w lekcjach Co mam teraz zrobić?
Zamierzam do Niej zadzwonić i powiedzieć, że musimy poważnie porozmawiać, a podczas samej rozmowy [już na żywo] powiedzieć, że jestem z nią szczery, że jest osobą wyjątkową i jest mi z nią dobrze, ale jeśli dalej będzie się fochała o to, że za mało się widujemy to niestety będę musiał od Niej odejść. Jeśli nic się nie poprawi to faktycznie odejdę.
Czy uważacie, że to dobre rozwiązanie? Może rozegralibyście to w jakiś inny sposób? Pozdrawiam.
NO DOKŁADNIE TO
)
Od poniedziałku wieczorem do teraz [środy w południe] w ogóle nie dała o sobie znaku życia. Dodam, że zawsze pisała ten jeden sms dziennie, a poniedziałkowa rozmowa zakończyła się w raczej niemiłej atmosferze.
Dzisiaj do Niej zadzwoniłem, powiedziałem, że musimy poważnie porozmawiać. Na początku zbiło mnie z tropu Jej 'Cześć', wypowiedziane dosyć radosnym tonem. Dopiero potem wyczuła po moim głosie, że jest coś nie tak i spoważniała. Spytała czy coś się stało, odpowiedziałem, że nic, ale że musimy poważnie porozmawiać [ah, lepiej by było jakbym tutaj powiedział, że to nie jest rozmowa na telefon]. Spytałem czy ma czas w piątek rano, umówiliśmy się, a potem się pożegnałem.
I teraz pytanie. Jak myślicie, czy jest w ogóle możliwe, że w poniedziałek o nic Jej nie chodziło, nie próbowała swoich gierek i faktycznie nie ma pojęcia o co chodzi czy po prostu teraz próbuje przede mną zgrywać miłą i pokorną, bo wie, że spieprzyła?
fink, mam do Ciebie pytanie. Masz w ogóle ochotę się z nią częściej spotykać? Jest w ogóle coś między Wami??
Chcesz związku, czy nie, masz czas w życiu na związek, czy nie?
Jeśli tak, to to rób. Wasz związek jest świeżutki, a ona zakochana, to nie 30sto letnie małżeństwo.. Ona cieszy się jak dziecko na każde Wasze spotkanie i tęskni, jak Cię nie ma. Myślę, że spotykanie się 3-4 razy w tygodniu jest spokojnie ok i pomaga budować fajną więź. Nic się złego nie stanie, jak będziesz do tego dążył.
Nie dawaj jej do zrozumienia, że jest tak dlatego, że ona tego chciała, pod wpływem jej nacisków. Po prostu niech tak się stanie naturalnie, samo z siebie.
'Musimy poważnie porozmawiać' kurwa czy to jest stypa czy ciesząca Was oboje, wspaniała relacja? Rób tak dalej, zobaczysz co będzie.
PS. 58 plus 2x5 = 68 godzin?? To trzy doby z siedmiu w tygodniu, do tego dwie na sen.. Zostają Ci dwie doby życia z każdego tygodnia. Za dużo siedzisz w robocie i Ci życie spierdala, nic dziwnego że nie masz czasu.
No wreszcie ktoś na poziomie. Dobrze kombinujesz. Masz swoje życie a ona nie jest najważniejsza. Trzymaj taki poziom jak teraz i pnij się wyżej.
* Świat jest tragedią dla tych co czują, a komedią dla tych co myślą.
* Kontroluj swoje emocje a nie odwrotnie.
* Zwyciężają ci, którzy wiedzą, kiedy walczyć, a kiedy nie.
Starasz się znaleźć dla niej czas mówisz.. Ten fragment słabo o tym świadczy - 'to postaram się coś więcej dla Niej znaleźć czasu [wiem, błąd], ale jak się później okazało - nie znalazłem.'
Zazwyczaj jak się tyle pracuje, to prawda jest taka, że wypruwasz bebechy dla kogoś obcego i więcej ma to wspólnego z pracą charytatywną, niż ze wspinaniem się wyżej. Znam kilka bogatych osób i żadna z nich nie jest zarobiona po pachy.
Dla mnie praca 58h w tygodniu plus dojazd to chora opcja sama w sobie i dlatego tak uważam jak uważam. Można pracować normalnie 40h i mieć dodatkowo 14 godzin na super zainteresowania i samorozwój, a resztę, 4h dla kobiety. Jak znalazł na jeszcze jedno fajne spotkanie z seksem w tygodniu.
Kwestia priorytetów i tego, czego się chce od życia.
MasculinePickUp ->
MPU : Masz w ogóle ochotę się z nią częściej spotykać?
Myślę, że taka częstotliwość spotkań, jaką mieliśmy do tej pory, czyli 3-4 razy w tygodniu, była ok.
-------
MPU : Jest w ogóle coś między Wami??
Dziewczyna jest na poziomie i dobrze mi się z Nią żyje. Zależy mi na Niej, ale nie jest niedozastąpienia.
-------
MPU : Chcesz związku, czy nie, masz czas w życiu na związek, czy nie?
Chcę związku i mam na Niego czas, ale ten związek nie może stać się całym moim życiem - mam też inne zajęcia.
-------
MPU : Myślę, że spotykanie się 3-4 razy w tygodniu jest spokojnie ok i pomaga budować fajną więź. Nic się złego nie stanie, jak będziesz do tego dążył.
Tylko, że my właśnie mniej więcej trzy razy w tygodniu się spotykamy, przeczytaj uważniej mój pierwszy post.
-------
MPU : 'Musimy poważnie porozmawiać' kurwa czy to jest stypa czy ciesząca Was oboje, wspaniała relacja? Rób tak dalej, zobaczysz co będzie.
To ma być ciesząca Nas oboje wspaniała relacja, ale jeśli będę poświęcał Jej więcej czasu, niż ja sam tego chcę to wtedy na pewno nie będzie Nas obu cieszyć.
-------
MPU : PS. 58 plus 2x5 = 68 godzin?? To trzy doby z siedmiu w tygodniu, do tego dwie na sen.. Zostają Ci dwie doby życia z każdego tygodnia. Za dużo siedzisz w robocie i Ci życie spierdala, nic dziwnego że nie masz czasu.
Zazwyczaj jak się tyle pracuje, to prawda jest taka, że wypruwasz bebechy dla kogoś obcego i więcej ma to wspólnego z pracą charytatywną, niż ze wspinaniem się wyżej. Znam kilka bogatych osób i żadna z nich nie jest zarobiona po pachy.
Dla mnie praca 58h w tygodniu plus dojazd to chora opcja sama w sobie i dlatego tak uważam jak uważam. Można pracować normalnie 40h i mieć dodatkowo 14 godzin na super zainteresowania i samorozwój, a resztę, 4h dla kobiety. Jak znalazł na jeszcze jedno fajne spotkanie z seksem w tygodniu.
Kwestia priorytetów i tego, czego się chce od życia.
W zasadzie to 58 + 2x6 [bo w sobotę też wtedy dojeżdżam] = 70h, ale chyba źle mnie zrozumiałeś. Od października jestem studentem na dziennych, w mojej rodzince się nie przelewa i dlatego postanowiłem sobie co nieco zarobić. Co prawda, wypruwam sobie bebechy, ale 10. mi za to zapłacą i jak na moje warunki to będzie dosyć fajna pensja. Nie planuję bynajmniej wspinać się w tej pracy wyżej i nawet nigdy nie pomyślałem, że dzięki mojej ciężkiej pracy tutaj będę bogaty - ta praca nie jest moimi aspiracjami zawodowymi i w nie wiążę z nią w żaden sposób mojej przyszłości [?!]. Dla mnie to też jest chora opcja, bo taka jest prawda, że jest to czysty wyzysk, ale jest to tylko okres przejściowy i po prostu potrzebuję tych pieniędzy. Cieszę się, że w ogóle mam jakąś pracę. Poza tym, ta sytuacja jest wyjątkowa, zazwyczaj praca i dojazdy zabierają mi w tygodniu 50h.
-------
EDIT : ponowię pytanie :
Jak myślicie, czy jest w ogóle możliwe, że w poniedziałek o nic Jej nie chodziło, nie próbowała swoich gierek i faktycznie nie ma pojęcia o co chodzi czy po prostu teraz próbuje przede mną zgrywać miłą i pokorną, bo wie, że spieprzyła?
MPU : Myślę, że spotykanie się 3-4 razy w tygodniu jest spokojnie ok i pomaga budować fajną więź. Nic się złego nie stanie, jak będziesz do tego dążył.
Tylko, że my właśnie mniej więcej trzy razy w tygodniu się spotykamy, przeczytaj uważniej mój pierwszy post.
MPU: Doskonale pamiętam co napisałeś w pierwszym poście, napisałeś '2-3 razy' w tygodniu - i właśnie do tak opisanej sytuacji była dopasowana moja odpowiedź i pomoc - a widocznie potem tego posta edytowałeś. Moim celem było Tobie pomóc, więc jeśli widocznie chcesz robić głupka z osoby, która chce pomóc, to teraz może inni Ci pomogą.
Nie wiem dlaczego się tak spinasz, przede wszystkim z nikogo nie chcę zrobić głupka. Szukam tutaj tylko dla siebie porady. No offense.
W każdym razie, '2-3 razy' czy '3-4 razy' to AŻ TAK wielkiej różnicy nie robi. Spotykaliśmy się zazwyczaj do dwóch razy w trakcie tygodnia roboczego i raz czy dwa w weekendy.
EDIT : sprawa się rozwiązała. Porozmawialiśmy poważnie, wytłumaczyłem Jej, że nie potrafię dla Niej znaleźć więcej czasu, a Ona powiedziała, że zdaje sobie z tego sprawę, że jest na to przygotowana i że to akceptuje. Dodała, że Jej na mnie zależy i że się wystraszyła po tym poważnym telefonie, więc efekt został osiągnięty [mam na myśli to, że pomyślała ile ma do stracenia]. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, pozdrawiam