
W końcu zmusiłem się żeby napisać bloga... zwlekałem tak długo, że nie wiem od czego zacząć. O, może zacznę od stwierdzenia, że jeśli przeczytasz cały wpis to będę wdzięczny - nie wiem czemu, ale będę. Chociaż nie, wiem czemu - chodzi o potrzebę wsparcia i ewentualnego kopa w jajca
No dobra, zaczynam opowiadać, ale dzisiaj będzie tylko część tej historii:
W czasie wakacji zacząłem w ogóle podbijać do lasek, nie udało mi się umówić na spotkanie, jednakże sam fakt zagadywania był dla mnie niezwykle budujący. Planowałem: "Zacznie się nowy rok, przyjdą nowe dziewczyny to zrobię szał i znajdę dziewczynę". Nowy rok się zaczął a ja... nie wiem co się stało. Wiem tylko, że w zeszłym tygodniu byłem rozbity psychicznie swoją nieumiejętnością zagadania, a co dopiero zrobienia wspomnianego wyżej szału!
Z tego powodu chodziłem niemalże struty, ogarnięty dziwnym strachem nie ruszałem się poza klasę, ogarnięty strachem. Strachem, że nie będę się umiał pokazać ze swojej najlepszej, prawdziwej strony. Paniką, że zrażę do siebie dziewczyny, które mi się podobają. Lękiem, że ludzie zaliczą mnie do np. "nudziarzy". I mówiłem sobie, że jak ten stan mi przejdzie, to wtedy zaatakuję na pełnej piździe.
Jednym z mocnych elementów mojego rozbicia była grupa społeczna zwana potocznie klasą. W klasie mam 23 dziewczyny na 6 chłopa. W tejże klasie mogę sobie pogadać tak naprawdę porządnie z paroma osobami, to że nie jestem w niej lubiany mnie w jakiś sposób gryzło. W poniedziałek miałem takiego doła, że musiałem się spotkać ze swoją przyjaciółką. Rozmowa z nią mnie wzmocniła, poprawiła mi humor i przywróciła zdrowe spojrzenie na pewne rzeczy: np. ja jej się żalę, że mogę pogadać w klasie z liczbą X osób, ona mi mówi że u siebie może tylko z Y, a X>Y. Przypomniałem sobie wtedy coś co kiedyś stwierdziłem - że nie powinno się zabiegać o popularność wśród innych, a mówiąc konkretniej: o bycie lubianym. Przyjaciółka zauważyła również, że podobno podczas rozmowy z kimś kogo nie znam jestem nieufny - że obserwuję tą osobę i nie odzywam się. Nie chodzi bynajmniej o to, że milczę jak grób aż tak źle nima 
Po licznych obserwacjach w zeszłym i tym roku stwierdzam, że przy zapoznaniu wpadam w ramę kujona (to jest nieco ironiczne), nudziarza, osoby super nieśmiałej. Myślę, że wygląd (chudy, okulary, koszule)gra tu dość istotną rolę, ale nie! Nie zwalam żadnej winy na swój wygląd gdyż uważam, że swoim wnętrzem, odpowiednim zachowaniem i mową ciała można jakby zakryć ewentualne mankamenty, no nie napisałem tego dokładnie tak jak chciałem ale myślę, że wiecie o co chodzi. Na pewno nigdy nie stwierdzę "Nie umówi się ze mną bo jestem brzydki".
Mam problem: do piątku musimy zapłacić wstępnie na półmetek i waham się czy na niego iść. Z dwóch powodów:
a) nie mam partnerki
b)to są jednak jakieś koszty
A, jest jeszcze trzeci powód - obawiam się, że będę podpierał przysłowiową ścianę. No i jeśli miałbym płacić za partnerkę (jakby np. była z I klasy) to by mnie zabolało po kieszeni, a wychodzę z może błędnego (?) założenia, że skoro zapraszam to płacę[Okropne 45 zł
Dla mnie to dużo, bo nie dostaję kieszonkowego itp. mam tylko to co uzbieram w ten czy inny sposób]. Chcę zaprosić dziewczynę z pierwszej klasy ale jest problem, którego nie przewidziałem - ona jest chora. I teraz jestem w kropce, bo nie znam jej jakoś dobrze, nie mam numeru telefonu czy GG, czyli nie mam się jak z nią skontaktować, a zapłacić zaliczkę(jak już pisałem) musimy do piątku :/ Wiem tylko, że mieszka obok mojej przyjaciółki bo wyszło to przypadkiem w rozmowie, ale szedł do niej chyba nie będę - wydaje mi się to być nietrafionym pomysłem. Nie jest tak żebym myślał, że jest jedyna wyjątkową itd. ale wpadła mi w oko, a innych "kandydatek" na jej miejsce nie mam, czyli raczej na półmetek nie pójdę, bo nie chcę iść z kimś zabranym na siłę, tak pro forma.
[Dzisiejszy zapis jest chaotyczny bo się spieszę, jutro będzie jakiś ciąg dalszy. Cholera, nie mam pomysłu co zrobić :F ]
Odpowiedzi
Gdyby był pewny siebie to by
śr., 2010-09-15 16:11 — LunejGdyby był pewny siebie to by nie było tego bloga.
Dzięki za przysłowiowego kopa
śr., 2010-09-15 19:50 — GoniecDzięki za przysłowiowego kopa w dupę, cóś takiego jest mi teraz potrzebne.
"chudy, okulary, koszule"
śr., 2010-09-15 21:10 — skippy"chudy, okulary, koszule" jakbym widział siebie... ja jakoś daję sobie radę to Ty też dasz!
Ja pierdole, te szczesliwe
pt., 2010-09-17 21:19 — razdwaJa pierdole, te szczesliwe czasy dziecinstwa, kiedy to czlowiek sie przejmuje polmetkiem, polgimbkiem czy szkolna dyskoteka...
Jak Ci sie nie chce to nie idz. Nie wiem w czym problem.
przy zapoznaniu wpadam w ramę kujona
Nie wpadaj w rame kujona, tylko nim badz! Dalbym sobie obciac reke, zeby wrocic do Twojego wieku. Wtedy bym sie tylko uczyl i nie wychodzil z domu.
Jak Ci sie nie chce to nie
sob., 2010-09-18 17:02 — wismanJak Ci sie nie chce to nie idz. Nie wiem w czym problem.
Ważne zdanie. Ważne bo możesz je opacznie przeczytać.
Nie idziesz jeśli po prostu nie masz ochoty na zabawę (jak wtedy gdy mój ojciec trafił do szpitala), nie wtedy gdy się boisz! Koniecznie rozróżnij te dwie rzeczy. Musisz przekraczać swoje 'bariery komfortu' - wtedy będziesz się rozwijał.
Pozdrawiam, a półmetek radzę zaliczyć (czy z partnerką czy bez)
Dziękuję Ci za tą radę. Nie
wt., 2011-04-05 20:31 — GoniecDziękuję Ci za tą radę. Nie pamiętam, czy ją widziałem, wchodząc jednak na stronę po pół roku zobaczyłem, że była ona mądra. Na szczęście zrobiłem tak jak pisałeś i nie żałuję. Może nie była to moja najlepsza impreza, ale otrzaskanie się wcale nie jest łatwe