Witam. Tak w skrócie napiszę że chodzi mi o to iż. Jestem z dziewczyną od 15 miesięcy i ok 1.5miesiąca temu pokłóciliśmy się tak że nie odzywaliśmy się do siebie przez ok 4 tygodnie, tylko sporadycznie i kończyło się to kłótniami.. Od tygodnia "niby" się pogodziliśmy, pojechałem do niej 150km żeby jeszcze spróbować się pogodzić, a to niby to dlatego że pomimo że wyjaśniliśmy sobie wszystko-a zaznaczę że ja w tej kłótni zawiniłem bardziej, to ona mało ze mną rozmawia-strasznie służbowo, nie ma już czułych słówek ani miłego dnia z rana, czy dobrej nocy wieczorem.Czasem porozmawiamy przez tel w dzień, a jak wieczorem się odezwę to pisze lub mówi mi że już dzisiaj rozmawialiśmy.... Co ja mogę najrozsądniejszego zrobić w tym temacie?? Mam wrażenie jak by jej nie zależało, ale jak wiecie kobiety czasem robią coś w brew własnej woli..
Z góry dzięki za pomoc.
Jak to co...
Spotkać się i
"Skoro tak ma wyglądać związek dwóch osób, to ja z przyjemnością podziękuję...Będę Cię miło wspominać.A i przyjaciółmi nie zostaniemy. Narazie"
I w tym kawałku kłamią - pokory nie pogody, czas uczy nas.
Wybuchłem dzisiaj i napisałem jej że widzę jej niechęć, to stwierdziła że ma niechęć do wszystkiego. i że daliśmy sobie szansę, ale to jak przez ten tydzień wyglądał nasz związek nie wróży nic przyszłościowego, nic na siłę. I że w takich barwach nie ma to sensu. 3maj się. COS TAKIEGO NAPISAŁEM. i nic mi nie napisała
A jak nie odp. przez ok 2 godz. to napisałem jej jeszcze żeby nie była tchórzem i zdobyła sie na pisniecie ostsatniego zdania, bo nie ma sensu tracić czasu. Nie przesadziłem? Zależy mi na lasce!!
Ale po co ty się tak męczysz?
Nie potrzebnie jej napisałeś tego esa, przykro mi - ale to są tylko ogólniki i nic konkretnego z tego nie da się wywnioskować.Więc nie dziwię się , że nie odpisała. Po za tym piszesz o czymś czego już powoli nie ma.
Wybacz , ale tak się nie robi jak ona..Skoro jej tak źle to zerwij.A jak nie, to i tak zerwij pierwszy - będzie mniej bolało.
I w tym kawałku kłamią - pokory nie pogody, czas uczy nas.
Taką stanowczość wyczytałem na którymś forum. Ale jakie ogólniki napisałem konkretnie że widzę jej podejście i że i tak nie bylibyśmy szczęśliwi, gdyby dalej miała się zmuszać np. do rozmawiania ze mną. i Ze daliśmy sobie szansę ale oboje wiemy że w takich barwach to nie ma sensu. Cześć
To nie dosadne.?
Czyli powiedz jak mam się zachowywać żeby wszystko wróciło do normy? Chociaż zebym miał pewność i najlepiej żeby mi to powiedziała że koniec. Bo raz jest oschła, a w drugi dzień sama pisze i zagaja rozmowę. Jaki mam być? nie zwracać uwagi na to że chce rzadziej rozmawiać, spotykać się??
ty nie myśl o tym że związek będzie wyglądał tak jak kiedyś ty myśl aby z twarzą to zakończyć, nie chcesz tego zakończyć okey ale to przynajmniej zamknij ryja i słuchaj.

Zero sms, zero telefonów, gadu-gadu, nk itp., teraz czas na cisze z twojej strony, starasz się, płaczesz i chcesz ratować związek na siłę, jednostronna walka tylko jest.
Odpocznij trochę od niej, przejdź się z kolegami na piwko, mecz pooglądaj, na rower się wybierz póki pogoda jest
Tak naprawdę jedyne co może uratować ten związek, o ile może to cisza z twojej strony i czekanie na jej ruch, niech ona też da coś od siebie.
A no i arty słabo ogarnięte.
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
My faceci powinniśmy mieć takie coś jak honor- zerwij pierwszy, bo przejdziesz do pieskowania. To ten pesymistyczny wariant.
Drugi to naturalność: tzn., że rób tak, jak niby nigdy nic się nie wydarzyło. Zażartuj nawet, iż kłótnie są potrzebne bo wiesz, że macie własne zdania i ich nie zmieniacie oraz jesteście jednocześnie uparci (zależy też, o co się pokłóciliście).
EDIT:// popieram kokoskopa, uznaj to za trzeci wariant
Pozdrawiam
Jestem sobą i nikim więcej