Podejście numer 64.
Siedzę w sali i krzesło straszliwie uwiera mnie w tyłek. Wszystko wydawało by się takie zwykłe, normalne, pasujące do siebie tak jak wcześniej wspomniane poślady do profilu siedzenia. Ale nie jest. Przede mną stoi facet i mówi do nas wszystkich zebranych, mówi ciekawie, mówi zdanie, które szukałem od dłuższego czasu, chciałem je usłyszeć. Poczuć. Jak klucz, odpowiedź, hasło do sejfu, cyferki na lotto:
"To co macie przed sobą pokazuje wam jak się macie zachowywać, co macie robić, czego się spodziewać..."
Nie ważne czego to dotyczyło.
"... Przeczytacie to. Z r o z u m i e c i e to. Wróć. Będzie się wam wydawało, że pojęliście. Że dana wam została cała wiedza, która pozwoli stwierdzić - wiem co robić, teraz jestem zajebisty! Macie racje, tu jest to napisane. Tylko jest jeden mały problem. Nie zrozumiecie tego. Tu jest pies pogrzebany. Będziecie mieli to być może w pamięci, jednak mimo, że będziecie wiedzieli coś robiąc, że to błąd to i tak go popełnicie. Bo dopiero wtedy zrozumiecie o co w tym chodziło, zaczniecie się do tego stosować i ta prawda objawiona zakorzeni się w was."
Czas.
Oczywiście pierwsze co mi przeszło przez głowę to myśl o tym, że koleś wali głupoty i ja zaraz mistrz wszechświata i okolicznych wsi wprowadzę to w życie w ciągu następnej 0,3333333 sekundy.
Codziennie budzę się innym człowiekiem. Codziennie uświadamiam sobie jak głupi byłem, jestem i będę. Bo zanim zrozumiem to co tam było i to co jest tam na tej mistycznej lewej stronie minie sporo czasu i wiele wody w Wołdze przepłynie.
Czas.
Półtora roku temu sfrustrowany chłopaczek ze złamanym sercem pisał "...a mury runą...". Mniemam , że to jest ten moment w którym powinienem zacząć opisywać Moją Wielką Przemianę, Która Zakończyła Się Wielkim Sukcesem (tm), historię o poderwaniu stada włoskich dziewic, oczarowaniu tabunu modelek itp. itd.
Nie będzie.
Nie będzie, bo zacząłem rozumieć. Powoli, nieśmiało, punkt po punkcie, ale zacząłem rozumieć. Chyba.
Mistrzowska trąbka Milesa Davisa.
Jeśli mam coś tobie poradzić, to poradzę jedną rzecz. Czytaj. Tylko nie te e-booki o uwodzeniu, nie truizmy co masz powiedzieć w danej chwili w danym otoczeniu, przy świetle padającym pod kątem 45 stopni z fikusem w pokoju. Czytaj ciekawostki. Czytaj o czymś co cię zainteresuje. O czymś co można opowiedzieć, coś co ktoś kiedyś napisał zbierając w tym całe swoje doświadczenie. Ludzie, którzy piszą książki wykonują świetną robotę, dają ci doświadczenie na tacy.
Weź w rękę "My dzieci z Dworca Zoo", weź "Imperium", weź "Proces", weź nawet zwykłą kryminalną książkę. Da ci to coś czego te e-booki nie dadzą. Wiedzę.
Wiesz, że perkusista Def Leppard ma jedną rękę?
Wiesz, że Breżniew dostał najwyższe polskie odznaczenie wojskowe tak za nic?
Wiesz, że Gibson SG miał się nazywać Les Paul 2, ale Les Paul się na to nie zgodził?
Czas.
Wiesz, że w Poznaniu były kiedyś dwa ratusze?
Wiesz, że w czasie wojny pewien Brytyjczyk leciał 30 minut trzymając się noża wbitego w skrzydło.
Zębami.
Oczywiście ten NLS, czy NLP może być przydatny, wypróbowałem go ostatnio na dziewczynie i dało to ciekawe efekty, ba przerosły one moje oczekiwania. Tylko, że użyłem tego już po tym jak zostaliśmy parą.
Smakowity Jazz poleca się na wieczory przed sesją.
Bycie nagrodą.
Zorganizuj zawody na najlepsze piersi i oddaj się wygranej.
Półtora roku temu myślałem, może nawet byłem pewien, że robię łaskę swoją obecnością ludziom, których znam, lub poznaje. Jestem nagrodą i pozwalam się im spotykać ze sobą.
Czas.
Jaki ja byłem tępy.
Zaczęła mnie kusić myśl o graniu na trąbce. Jeszcze większa nienawiść sąsiadów w cenie!.
Wracając.
Czytaliście kiedyś o oddechu permanentnym?
No i było fajnie, bo chodziłem na imprezy, balowałem, latałem jak kot Behemot nawalony i myślący o tym jaki byłem fajny.
Tylko ostatnio się dowiedziałem, że ludzie mnie wtedy ledwo znosili.
Nagroda.
Byłem cfaniaczkiem.
Na szczęście około rok temu wyłączył mi się tryb panicza i zacząłem być społecznie akceptowalny. Zrozumiałem, że interakcja z ludźmi nie polega na wykorzystywaniu ich czy całkowitej interesowności.
Ok, zrobię to, ale oczekuj, że kiedyś cię o coś poproszę i liczę na ciebie, że pomożesz mi z tym, a jak nie to się pierdol i na mnie już nie licz.
Oczywiście pewnie jest to dla większości zrozumiałe, a ja objawiam tutaj już dawno objawioną prawdę. Tylko, że kiedyś prawie wybuchła III wojna światowa przez małą wysepkę na środku rzeki. Nie ma to żadnego związku ze sobą. Ale co ma sens?
I teraz po półtora roku mogę powiedzieć. Mogę powiedzieć.
Obwieszczyć. Odtrąbić.
Werble.
Penis.
Wartość merytoryczna wpisu z poziomu niskiego spadła na prawie zerowy, ale to dla mnie ładne przejście do tego co ostatnio zauważyłem.
Ludzie nie umieją posługiwać się językiem polskim.
Gorzej
lódzie nie umiom pisac poprawnie i musza kalecyc moje biedne shorowane oczy i meczyc musk niesformatowanym tesktem ktory jak go zoabcze to automatycznie kieruje moje subtelne palce bejbe na karte w przegladarce i ja zamyka bo mam 95% prawdopodobienstwo ze tam nie becie nic wartosciowego
No kurwa. Ogarnijcie się.
I błagam nie bądźcie jak chorągiewki. Raz jest moda na to i wszyscy przyklaskują, raz na tamto i też wszyscy przyklaskują i powoli zamienia się to w festiwal klaskanej piosenki rubikowskiej. Spójrzcie na komentarze i poszukajcie jakiejś krytyki. Proporcje mniej więcej 1:10.
Bądźcie ludźmi przez których chce się żyć. Takich gnoi mi brakuje w tym smutnym kraju. Czekajcie i z r o z u m c i e.
Ale ja jestem tylko zwykłą kosmiczną małpą i gówno wiem, a to są ledwie niziny miernego i silonego intelektualizmu.