
"Jestem draniem!"
Cóż za dramatyczne stwierdzenie, szczerość do bólu. Adresatka tych słów niniejszym została ostrzeżona, co dalej z tym zrobi, to już jej sprawa. Ale coś pewnie zrobi. W końcu podobno kobiety lubią niegrzecznych facetów.
_________________
"Jestem draniem" - mówisz mi, mówisz jej, mówisz którejkolwiek z nich, każdej z nich, lub tylko niektórym. "Jestem draniem".
Dobrze, bądź sobie. W porządku, jeśli czujesz się z tym ok.
Nie chcesz niczego obiecywać, nie chcesz składać deklaracji. Rozumiem. Widujesz się z różnymi dziewczynami, ale nie chcesz się angażować. Takie masz podejście do tych spraw i już. Nie, naprawdę, nie przeszkadza mi to w żadnym stopniu. To twoje sprawy, twoje życie. Nie będę prawić morałów. Robisz to, na co masz ochotę, żyjesz tak, jak chcesz. Nie mnie komentować, nie mnie oceniać.
Tylko dlaczego myślisz, że po tym stwierdzeniu mogłabym jeszcze dołączyć do grona twoich "wielbicielek"? Dlaczego myślisz, że chciałabym umawiać się na randki z draniem, z człowiekiem, który sam o sobie mówi, że jest zły, że jest skurwielem.
Ja naprawdę rozumiem, że można tak żyć, że są ludzie, którym to pasuje i naprawdę niczego i nikogo nie potępiam. Mogę z tobą rozmawiać, zagrać w bilard, albo w rzutki, przejść się gdzieś, obejrzeć film.
Ale dlaczego zakładasz, że chciałabym być uwiedziona przez kogoś, kto jest draniem?
Bo kobiety lubią niegrzecznych facetów?
Będziesz wymagał, bo przecież znasz swoją wartość, wiesz, co ci się należy i masz prawo wymagać. Będziesz ustalał zasady, bo zasady są bardzo ważne. Będziesz mnie nagradzał,jeśli zrobię coś po twojej myśli, bo wtedy zasłużę na nagrodę.
Ale dlaczego miałabym spełniać wymagania drania i trzymać się zasad przez niego ustanowionych? I jaką wartość będzie miała nagroda od drania? Dla minie nie miałaby żadnej.
Nie zrobiłam nic aż tak złego, by w ramach pokuty spotykać się z draniem, dlatego też nie, nie dziw się, że nie działa na mnie twój urok osobisty. Przecież sam powiedziałeś, że jesteś draniem. Potraktowałam ostrzeżenie poważnie, bo ja z natury traktuję poważnie ludzi i to, co do mnie mówią. Wyciągnęłam wnioski.
Ja też znam swoją wartość.
__________________
Każdy ma inny sposób na życie. Inny styl, inny model. Nie obchodzą mnie szczególnie sprawy innych ludzi. Jeśli czują się dobrze w relacjach, które nawiązują, to świetnie. Istnieją różne światopoglądy, różne podejścia do miłości i związków. Jeśli ktoś w danej relacji czuje się dobrze, to znaczy, że wybrał dobrze. Jeśli kobiety chcą być ze zdeklarowanymi draniami, to w porządku. Nie twierdzę, że nie znają swojej wartości. Po prostu być może definiują ją inaczej, niż ja.
Cynizm zrobił się bardzo modny. Są ludzie, którzy z dumą mówią o tym, jacy są źli i jak to im na niczym nie zależy. Chwalą się egoizmem i niechęcią do zaangażowania. Traktują to, jako swoją siłę, jako coś dającego przewagę. Po części mają rację. Z takim podejściem łatwiej utorować sobie drogę.
Ale do mnie to nie przemawia. Nie sądzę, bym potrafiła wykrzesać z siebie głębsze uczucie do kogoś o tego rodzaju światopoglądzie.
Ja mam w sobie mnóstwo bezinteresownej dobrej woli. Jeśli kogoś lubię, zrobię dla niego bardzo dużo z własnej chęci i z własnej inicjatywy. Czy to dziwne, że chcę uszczęśliwić ważne dla mnie osoby?
Nie oczekuję wiele. Nie chcę, żeby ktokolwiek się dla mnie zmieniał.
I być może dlatego, że tak do tego podchodzę, na wszystkie próby "wychowywania" mnie reaguję alergicznie. Moment, w którym druga osoba nabiera przekonania, że wszystkie miłe gesty z mojej strony to właśnie efekt "wychowywania", a właściwie, to już można je zaliczyć do moich obowiązków, jest początkiem końca tej relacji.
Dlatego dziękuję wszystkim draniom, którzy przynajmniej w porę mnie ostrzegli. To nie w nich jest problem. We mnie też nie. Po prostu inaczej rozumiemy pojęcie "niegrzeczny chłopiec" (bo przecież nigdy nie powiedziałam, że nie lubię niegrzecznych chłopców). Prawdopodobnie wśród nich trafiło się kilku fałszywych drani, powtarzających tylko chwytliwe i modne slogany. Nie szkodzi. Nie czuję się osobą powołaną do tego, by udowadniać komukolwiek, że draniem nie jest.
PS Oczywiście podkreślam, że jest to tylko mój punkt widzenia, osobiste odczucia. Zaimki osobowe w większej części tekstu pisałam małą literą, bo nie zwracałam się do żadnego z Was, ani właściwie do nikogo konkretnego. Adresat tych słów jest konstruktem pojęciowym, stworzonym, by łatwiej było mi wyrazić myśli. Niech nikt zatem nie czuje się urażony. I proszę też nie posądzać mnie o uogólnienia. Wpis po prostu dotyczy mojego stosunku do ludzi, którzy przyznają w trakcie podrywu, że są draniami. Nie twierdzę, że wszyscy to robią, a tym bardziej, że wszyscy nimi są. Jeśli ktoś z Was odnajdzie w tym jakąś część siebie, to odnajdzie, a jak nie, to drugie dobrze. Chciałam po prostu wypowiedzieć się na temat pewnego zjawiska i tyle.
PPS Tak, oczywiście liczę się z tym, że będziecie twierdzić, że wciskam iluzje i nie ma w tym tekście ani słowa prawdy.
PPPS Zresztą, może faktycznie nie ma. Przecież to tylko Internet, można napisać, co się chce... 
Odpowiedzi