Zobaczył ją na końcu korytarza. Ostatni raz opierał swe oczy na jej sylwetce dzień wcześniej, gdy po udanej zabawie na studniówce postanowił, jak przystało na prawdziwego dżentelmena, załatwić szofera i odwieść ją pod same drzwi. Miała na sobie wtedy czerwony płaszczyk, sięgający do biodra i wymęczonego wskazówkami czasu srebrnego lisa ubranego do śmiechu.