
Była kasjerką w hurtowni spożywczej, w której robiłem zaopatrzenie do mojego sklepu. Właściwie to ona pierwsza zaczęła za mną łazić. Zapytałem czego szuka.
- Szczęścia. Już znalazłam. – odpowiedziała i zaczęła iść w moją stronę, jednak w ostatniej chwili mnie ominęła.
Zaczęły się spojrzenia i uśmiechy. Pewnego dnia przechodząc koło niej przytrzymałem się chwilę jej brzuszka. Poskarżyła się i jej szefostwo zaczęło się na mnie dziwnie patrzeć. W odpowiedzi ja zacząłem obchodzić ją szerokim łukiem. Po tygodniu sama do mnie zagadała. Akurat miałem na sobie koszulkę reklamową wódki „Finlandia”.
- Też bym chciała mieć taką koszulkę.
- Zobaczę co się da zrobić. – odparłem.
- Ale jak ja coś chcę to muszę to mieć zaraz.
- To może zamienimy się koszulkami? – zapytałem, a ona zarumieniła się.
Poprosiła, żebym pomagał jej podczas liczenia towaru przy kasie. To dobra okazja do bliższego kontaktu. Ania przypominała mi moją „wielką miłość” sprzed 25-ciu lat. Nawet na imię miała tak samo jak tamta. Odżyły dawne wspomnienia. Zaczęła mnie strasznie podniecać. Wystarczyła krótka z nią rozmowa i miałem mokro w majtkach..
Postanowiłem się z nią umówić. Zaplanowałem wszystko jak napad na bank i umówiłem się w stylu PUA.
- O której kończysz dzisiaj?
- O 14-stej.
- Dzisiaj mam wizytę u dentysty (tu i tu), tak parę minut po 14 będę wychodził. Masz być!
Żona niczego się nie domyślała, kiedy się goliłem i szorowałem zęby w środku dnia. Jechałem przecież do dentysty.
Wreszcie wychodzę po wizycie, patrzę… jest! Wsiedliśmy do mojego samochodu. Byłem trochę w szoku. Pierwszy raz od 20 lat na randce i to z 20 lat młodszą dziewczyną! Wystarczyło zaproponować. Niestety niebawem okazało się, że zupełnie nie mamy o czym rozmawiać. Szybko pokończyły się jakieś ciekawe tematy i w panice zacząłem mówić rzeczy, o których wiedziałem, że nie powinienem: „może ty teraz opowiesz coś ciekawego?”, albo „może w pracy coś się dzisiaj wydarzyło?”.
W międzyczasie moja dentystka skończyła pracę. Wsiadając do swojego auta, które stało przed moim patrzyła przez dłuższą chwilę na nas. A niech widzi, że spotykam się z młodymi dziewczynami!
Czując, że sytuacja wymyka mi się spod kontroli przystąpiłem do rzeczy. Wziąłem jej dłoń w swoje ręce i przeszedłem do tematu:
- Aniu chcę ci zaproponować, żebyśmy się ze sobą spotykali. Od lat nie spotkałem dziewczyny, która by tak na mnie działała jak ty.
- Ale ja nie rozbijam małżeństw.
- Moja żona jest starsza ode mnie, a ja tęsknię do młodej kobiety. – odpowiedziałem
- Ale ja nie chcę mieć żadnych kłopotów.
- Mówiłaś, że marzysz o własnym mieszkaniu, a ja mam mieszkanie tu niedaleko, piękne i ładnie urządzone. Chciałbym ci je pokazać.
- Dobrze, ale nie dzisiaj, bo jadę z mamą na zakupy. Kupujemy nowy telewizor.
- Dzisiaj ja też nie mam czasu. Kiedyś w przyszłości
- Dobrze. – odpowiedziała.
Zacząłem całować ją w policzek, szyję, powoli przesuwając się w kierunku ust, ale nie dała się. Temperatura uczuć w aucie tak wzrosła, że szyby kompletnie zaparowały, co Ania ze śmiechem nie omieszkała zauważyć. W pewnym momencie otworzyła drzwi.
- Muszę już iść, obiecałam mamie.
Siedziałem oszołomiony, a Ania odchodząc pomachała mi bardzo serdecznie. Dopiero zacząłem się interesować PUA, a tu takie efekty. Tego dnia miałem spotkać się jeszcze z 23-letnią studentką Kasią. Moje życie stawało się pełne pięknych kobiet tak jak obiecywał Gracjan na swojej stronie. Trzy randki jednego dnia, bo dentystka to też był mój target, i to numer 1.
W pracy Ania była dla mnie bardzo miła i mając na uwadze radę ze strony: „jeśli masz zielone światło nie hamuj”, postanowiłem umówić się z nią na seks.
- W niedzielę od rana będę zmieniał firanki na moim mieszkaniu i sprzątał. Chcę, żebyś mi pomogła, przyjedź jak już się wyśpisz.
- A czy mogę przyjechać z koleżanką?
- Nie, masz być sama.
- Ale ja się pana boję.
- Jak się mnie boisz to nie przyjeżdżaj.
- Ale nie, no dobrze przyjadę.
Żona jeszcze spała kiedy wychodziłem z domu. Po drodze kupiłem litrową colę, czekoladę z okienkiem, cztery chińskie zupki i paczkę prezerwatyw. Na mieszkaniu założyłem świeżutką pościel i upiąłem grube zasłony w sypialni, żeby panował tam intymny półmrok. Wszystko było przygotowane, ale nie przyjechała.
Tłumaczyła się potem, że rodzina ze Szwecji do niej przyjechała, Zrobili grilla, wypiła trochę i nie mogła prowadzić. Ale wiedziałem, że powinienem dać sobie spokój. Jednak widziałem wciąż z jej strony wiele IOI. A to dyskretnie pomazała usta błyszczykiem a to prysnęła się perfumami kiedy miałem podjechać do jej kasy. Przyciąłem ją nawet jak patrzy na mój tyłek. Postanowiłem dać jej drugą szansę. Poprosiłem ją o chwilę rozmowy na osobności. Poszliśmy za hurtownię.
- Dzisiaj po południu będę pracował na swoim mieszkaniu, zapraszam cię na kawę.
- Dobrze, przyjadę. Wezmę z sobą nawet kawę.
- Nie musisz, ale przyjedź, porozmawiamy na spokojnie.
Nie przyjechała, zastosowałem chłodnik. Za jakiś czas zapytała:
- Co się stało?
- Nic, właśnie nic. – odpowiedziałem
- A miało coś być?
Jednego razu w hurtownianych głośnikach zaczęła lecieć piosenka Eweliny Flinty z filmu „Och Karol” i Ania zaczęła ją nucić pod moim adresem.
„Nie kłam, ze kochasz mnie,
Nie kłam, że weźmiesz mnie daleko tak, że
Nie znajdą nas.
Kochanie, wiem w co grasz.
Ta pokerowa twarz,
Nic nie da. bo ja już mówię pas”
Z czasem zaczynałem się coraz bardziej wkręcać. Przyjeżdżałem coraz częściej do tej hurtowni, nawet jak miałem nadrabiać drogi, lub u nich przepłacać. Tęskniłem za jej widokiem, głosem i śmiechem.. Nawet jak raz zaleciało od niej potem, akceptowałem jej zapach. Zacząłem bardziej dbać o siebie, biedanie, siłownia. Schudłem 14 kilo, kupiłem sobie nowe ubrania, zacząłem stosować kremy, peelingi i samoopalacze. Byłem jak w lekkiej manii. Odżyły dawno uśpione ścieżki neuronów, byłem znów zakochany.
Zbierałem świetne recenzje od innych kobiet i starałem się wywołać zazdrość u Ani, co mi się częściowo udało. Ciekawa była reakcja pozostałych pracowników hurtowni, szefowa zaczęła stroić się w różne eleganckie kostiumy i zaczepiać mnie jakby chciała powiedzieć „hello, ja tu jestem królową!”, księgowa zaczęła odsłaniać dekolt i ramiona i śmiać się z moich dowcipów nawet jak byłem 100 metrów od niej. Koleżanka Ani, druga kasjerka Iwona zaczęła mi ją odradzać kiedy ta była na zwolnieniu. Powiedziała, że Anka nie jest dobrą pracownicą i nikt by się nie zmartwił gdyby przestała tu pracować. Koledzy Ani, chłopaki z Warszawskiej Pragi, a pracowało tam ich czterech, próbowali mnie zastraszyć. Raz na przykład zrobili szpaler kiedy wszedłem do chłodni, jakby chcieli mi sprawić łomot. Skojarzyło to mi się z filmem „Daleko od szosy” i powiedziałem:
- Co „odczep się od naszej Bronki”? Ha ha!
Wtedy największy z nich, Piotrek zaczął czepiać się, że przeszkadzam układać mu towar.
- To ty jesteś tutaj fachowcem od układania towaru, więc powinieneś sobie jakoś poradzić.- powiedziałem i się zamknął.
Koledzy byli zazdrośni, a zwłaszcza ów Piotrek, który był mężem kasjerki Iwony, koleżanki Ani. Próbował mnie deprecjonować na każdym kroku, tak coś w stylu szkoły podstawowej. Wyśmiewał a to moją czapkę, a to moje buty, raz go załatwiłem kiedy wyśmiewał mój samochód. Zapytałem go czy widział kiedyś samochód z drzewa.
- Nie. – odpowiedział
- To wejdź na drzewo to zobaczysz…
Był wściekły, a jego koledzy pokładali się ze śmiechu.
Bardzo źle odzywał się również do Anki: „znowu srałaś”, „znów się zesrałaś”. Ale ona śmiała się z tego. Albo opowiadał taki kawał: Przychodzi Anka do baru, rozkłada się i mówi „Barman lej na krechę”.
Tymczasem moje sfrajerzenie sięgnęło już zenitu, zacząłem obsypywać Anię różnymi prezentami, gadżecikami. Zawsze ładnie dziękowałą i zapytała, dlaczego to robię. Odpowiedziałem, bo ją lubię i chcę jej sprawić przyjemność. Zacząłem kupować jej na targu owoce – truskawki, czereśnie. Powiedziała, że nie chce, „bo się pan za bardzo wykosztowuje”. Powiedziałem jej, że to dlatego, że nie mam córeczki, a chciałbym mieć taką córeczkę jak ona. Podobało jej się to.
Pewnego dnia zasłyszałem rozmowę Anki z jej koleżanką Iwoną o tym, że ostro imprezują razem z Piotrkiem i chleją ogromne ilości alkoholu, aż do urzygu. Nie spodobało mi się to, że ma czas na chlanie i nie chce się spotykać ze mną i znów schłodziłem relacje.
Minął jakiś czas i Anka poprosiła mnie o rozmowę na osobności okazało się, że zbliżają się jej 25-te urodziny i chciała, żebym załatwił jej tort w cukierni po cenie hurtowej. Powiedziałem, że załatwię i spróbowałem pocałować ją w usta, odwróciła się jednak i pocałowałem ją tylko w policzek. Zarumieniła się ale nic nie powiedziała.
Tego dnia spotkałem ją jeszcze na papierosie przed hurtownią i zacząłem rozmowę:
- Czy mogę mieć nadzieję, że kiedyś się jednak spotkamy?
- No można się kiedyś spotkać.
- Ale ja takie spotkanie muszę trochę zaplanować i chciałbym mieć pewność, że przyjedziesz
- Narazie nie mogę nic obiecać na pewno.
- Powiedz Aniu dlaczego nam nie wychodzi?
- Bo ja chcę się bawić. – odparła z uśmiechem
- Rozumiem. Czytałem niedawno, że jedynym problemem kiedy parą są starszy mężczyzna i młoda kobieta jest to, że młoda kobieta potrzebuje się więcej bawić, a starszy facet nie zawsze jej na to pozwala. Poza tym starszy mężczyzna i młoda kobieta to idealny układ.
- No nie wiem, nie wiem.
W tym momencie na plac wjechał dostawczakiem Piotrek i zajechał tak jakby chciał nas rozjechać. Myślałem, że to żarty i uskoczyłem w bok. Wyskoczył z samochodu i osłonił Anię przede mną jakby chciał ją ochronić
- Bo on mnie kocha! – zawołała Ania w moja stronę
Nie podobało mi się to, ale machnąłem ręką i poszedłem sobie.
W dniu urodzin kupiłem jej drobny upominek i czekoladę. Akurat stała na placu z kolegami kiedy przyjechałem. Podszedłem do niej i złożyłem jej życzenia.
- Wszystkiego najlepszego Aniu z okazji urodzin. – następnie nieco bardziej intymnym tonem dodałem – Życzę ci, abyś żyła tak, żeby wstyd było opowiadać, ale miło było wspominać.
- Ja właśnie chcę… - urwała w pół zdania, następnie pocałowałem ją powoli i namiętnie w policzki, bardzo blisko ust. Kątem oka widziałem jak Piotrek i reszta chłopaków patrzą na nas spode łba.
Po weekendzie spotkałem przed hurtownią Piotrka z jego kumplami. Zapytałem jak udały się urodziny Anki, bo wiedziałem, że miał na nich być.
- A udały się. Tak po dwunastej koleżanka Anki poszła spać, a my z Anką jeszcze po browarze i akcja do czwartej rano. – od razu czułem o czym on mówi, ale wyparłem to ze swojej świadomości. Przyjąłem, że mówi o chlaniu i powiedziałem tylko.
- Trening czyni mistrza. – i poszedłem.
Kiedy wszedłem do hurtowni rozwiała się reszta złudzeń. Anka uciekała z oczami, a Iwona była opuchnięta od płaczu.
Szok i niedowierzanie.
Gdybym miał pewność, że skurwiel wykorzystał ją jak była pijana, już by nie żył. Ale czułem, że ona sama tego chciała a nawet próbowała mi to powiedzieć podczas składania życzeń. Ten cały Piotruś to paskudny typ wyglądający jak Walduś Kiepski tylko brzydszy. Nigdy nie pokazywał zębów jak się śmiał, bo miał tam tylko jakieś brązowe pieńki. Zdziwiłem się kiedy dowiedziałem się, że ma 26 lat, bo wyglądał na 36. Poza tym nienawidził i pogardzał nią. Chciał ją tylko poniżyć i przy okazji poniżyć mnie. Totalna katastrofa, byłem zdruzgotany. Marzyłem tylko o tym, żeby skuć mu mordę, ale pomogła mi wiedza z tej strony, że to nic nie pomoże, i że żadna nie jest tego warta. Powinienem być mu raczej wdzięczny, że otworzył mi oczy. Nie pasowało mi tylko to, że wyruchał koleżankę z pracy i natychmiast się wszystkim o tym pochwalił. Z tego powodu był dla mnie śmieciem. Z Anką też przestałem rozmawiać, chociaż ona próbowała mnie udobruchać. Ale ołtarz został już zbezczeszczony. Jej sytuacja była nie do pozazdroszczenia. W jednaj sekundzie z wesołej, lubianej i adorowanej przez najlepszych mężczyzn dziewczyny stała się ponurą pogardzaną przez wszystkich szmatą. Za to Piotrek triumfował, chodził dumny jak paw i na każdym kroku mi przygadywał jakby pierwszy raz w życiu coś mu się udało. Musiałem sobie ciągle powtarzać „tylko nie agresja, tylko nie agresja”. Postanowiłem do końca trzymać ramę solidnego faceta i dobrego człowieka i nie dać się sprowokować. Tym bardziej, że nie przekreśliłem Anki całkowicie. Nadal bardzo jej pragnąłem, a to, że się przeruchała z kolega nie miało dla mnie aż takiego znaczenia. Niewiadomo ilu i jakich kolesi ją wcześniej posuwało. Czułem, że gdybym uszkodził jej ziomala to tylko bym sobie u niej nagrabił, tym bardziej, że ona za nim była.
Szargula, bo tak ją od tej pory nazywałem, próbowała naprawić ze mną relacje. Raz zastąpiła mi nawet drogę, żeby porozmawiać, ale odwróciłem się i poszedłem w inną stronę. Słyszałem jak jej koleżanka powiedziała: „widzisz, jakiego obciachu sobie narobiłaś”. Nie było tak, że nie chciałem do niej wrócić, ale postanowiłem, że musi się bardziej postarać. Nic takiego jednak nie nastąpiło.
Nastąpiło jednak coś, co spowodowało, że Iwona uciekła od męża do swoich rodziców. Szargula przypuściła wtedy już ostateczny atak na męża swojej koleżanki. Nie odpuszczała go na krok, rżała ze wszystkiego, co powiedział. Iwona jednak wróciła. Kradzież męża nie udała się. Odtrącona przez wszystkich Szargula chodziła krok w krok za owym małżeństwem jak świnia za gównami. Czytałem kiedyś o strategii kobiet i było tam, że żona przyjaźni się ze swoją rywalką. Kochanka, bo chce być bliżej swojego oblubieńca, a żona, bo liczy, że „jeśli będę jej przyjaciółką to ona mi tego nie zrobi”. Z nimi było podobnie.
Raz widziałem jak Piotrek puścił do niej oczko, a ona strzeliła taki uśmiech gejszy, aż ryj się jej odwrócił o 180 stopni. Coś obrzydliwego! Innym razem słyszałem jak zdrobniła jego imię na Piterek. Coś obrzydliwego! Słyszałem jak raz powiedziała do niego:
- Ty mnie w ogóle nie zauważasz!
- To kup sobie śmierdzący dezodorant, żebyś bardziej śmierdziała – on na to.
Jaka piękna i dumna jest kobieta, kiedy opiera się zalotom mężczyzn, a jaka jest obrzydliwa kiedy włazi do dupy alfonsowi, dla którego jest śmierdzącą szmatą. Dodatkowo wstrętny parobas wciąż się do mnie sadził i coraz trudniej było mi utrzymać nerwy na wodzy. Iwona natomiast doznała jakiegoś pomieszania zmysłów i na każde pytanie odpowiadała histerycznie: „ja mam męża, ja mam męża”. Na tym tle doszło w końcu do nieporozumienia. O coś tam poprosiłem Iwonę co należało do jej normalnych obowiązków. A ona raptem zaczęła wykrzykiwać „co pan sobie myśli? ja mam męża, ja mam męża!”. Na to jeden z pracowników, który nie wiedział nawet o co chodzi powiedział:
- Jakby był Piotrek to by pana zabił.
Wkurwiłem się i odrzekłem:
- Pan Piotrek to może mnie najwyżej w dupę pocałować. Wystarczy, że was wszystkich posuwa we wszystkie możliwe otwory.
Następnego dnia kiedy przyjechałem do hurtowni minąłem przed wejściem szefową i obie dziewczyny, ale żadna nie odpowiedziała mi nawet dzień dobry. Kiedy wszedłem do chłodni rozegrały się sceny jak z westernu. Nagle zrobiło się wokół mnie pusto i za chwilę do chłodni wszedł Piotrek i tak do mnie zagadał.
- Co ty kurwa powiedziałeś wczoraj, że gdzie mam cię kurwa pocałować?!
Doskoczyłem do niego w sekundzie i tu zupełne zaskoczenie. W jego oczach ujrzałem strach i to strach przerażonego małego chłopca. To mnie rozbroiło i odpuściłem. Kiedy wychodził powiedział coś jeszcze o jego kolegach, którzy ponoć mnie dojadą, ale ja go nie słuchałem. Coś innego mnie zastanowiło. Poszedłem zobaczyć gdzie jest reszta załogi. Dobrze podejrzewałem, wszyscy stali w biurze i obserwowali całe zajście na hurtownianym monitoringu. Po prostu mnie wystawili. Co ciekawe nie przalało to jeszcze u mnie kielicha goryczy i nadal tam kupowałem. Piotruś szalał, kopał kartony, ale nigdy już do mnie nie wystartował. Pozostali pracownicy zaś z Szargulą na czele zaczęli mnie bojkotować. Nie odzywali się do mnie, nie udzielali informacji jeśli o coś pytałem i to było dopiero tą kroplą, która przelała czarę. Przestałem do nich przyjeżdżać. Akurat w okolicy otwarto nową hurtownię, tak zwaną sieciówkę, gdzie będę miał wkrótce wspaniałe relacje z pracującymi tam dziewczętami i kierownictwem. Od czasu do czasu musiałem zajeżdżać jednak do starej hurtowni, bo niektóre produkty były dostępne tylko tam. Niemniej był to tylko ułamek procenta tego, co kupowałem tam do tej pory.
Kiedyś zapytałem panią psycholog na kursie asertywności. Dlaczego taki parobas miał taki mir u wszystkich, choć wszyscy na tym tracili. Odpowiedziała: „bo słaby człowiek zawsze szuka silnego”.
Iwona była na mnie obrażona i obsługiwała mnie Szargula. Nie chciałem nawet na nią patrzeć i wychodziłem z hurtowni, aby wrócić jak wszystko będzie już policzone. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że Szargula zwolniła się z hurtowni. Dopiero wtedy szef przejrzał na oczy i zaczął dojeżdżać trochę Parobka-Rasputina, który tak panoszył się w jego firmie. Przede wszystkim nie zatrudnił nikogo na miejsce Szargali i musieli dodatkowo wykonywać jej obowiązki. W konsekwencji Piotrek i Iwona również się zwolnili.
Mijały miesiące, pewnego dnia jadąc sobie samochodem patrzę, a w przeciwnym kierunku idzie chodnikiem Szargula. Jak na amerykańskim filmie, z piskiem opon, wśród klaksonów innych aut zawróciłem na podwójnej ciągłej linii. Podgoniłem ją, zaparkowałem i dogoniłem na chodniku.
- Cześć.
- Cześć
- Jakaś kawa?
- Nieee…
- To jedyna okazja, żeby pogadać. Nigdy więcej nie będę już za tobą ganiał.
- A gdzie pan chce iść na tą kawę?
- Tu niedaleko jest Nowakowski Gorąco Polecam, robią tam pyszną latte z syropem migdałowym.
Pracowała tam dziewczyna, do której również podbijałem i to z powodzeniem. Akurat na nią wypadło zrobić nam kawę. Była bardzo przejęta tą rolą.
Tym razem konwersacja się świetnie układała. Miałem już przećwiczone setki godzin rozmów z kobietami, a i Szargula była bardziej chętna do rozmowy. Odnotowałem, że interesują ją moje sprawy, a siebie stara się przedstawić w jak najlepszym świetle.
- Po co startował pan w wyborach?
- Bo to świetna zabawa i promocja dla mojej osoby. Chodziłem po wszystkich sąsiadach i rozmawiałem, a ludzie przyjmowali mnie prawie jak księdza po kolędzie. Tylko kopert mi nie dawali.
- To trzeba było mówić „co łaska”.
- Teraz przed świętami przewodniczący Rady Dzielnicy dwa razy składał mi życzenia. Raz telefonicznie, drugi raz osobiście.
- Acha, wyrobił pan sobie znajomości.
- Właśnie w biznesie osiągnąłem już wszystko co mogłem, teraz czas na politykę.
- Yhmm.
Niepytana powiedziała, że zwolniła się z hurtowni, ponieważ było tam zimą dla niej za zimno i marzła. Była ciekawa czy coś o niej mówiono po tym jak odeszła. Nie chciałem jej psuć nastroju i powiedziałem, że nic nie słyszałem. Po dłuższym czasie takiej dość miłej rozmowy, podczas której odnotowałem kilka „miękkich piłek” z jej strony zapytałem wprost:
- Powiedz mi dlaczego nam nie wyszło?
- Bo kocham innego, jestem nieszczęśliwie zakochana.
- To jednak mamy z sobą coś wspólnego.
- Myślałam że mnie pan nie lubi.
- Dzięki tobie poznałem, co znaczy kochać i nienawidzić kogoś jednocześnie.
Wtedy rozległ się dzwonek telefonu. Zupełnie zapomniałem, że mam w kurtce telefon.
- Żona? – zapytała Szargula.
Musiałem odebrać i bezczelnie nakłamać żonie dlaczego zmieniłem trasę i nie ma mnie jeszcze tam, gdzie powinienem być.
Jakaś młoda kobieta stanęła nad naszym stolikiem i patrząc na mnie karcącym wzrokiem pokiwała głową. Szargula po tym telefonie zażyczyła sobie zakończyć spotkanie. Wyszliśmy na zewnątrz. Wyciągnąłem do niej rękę na pożegnanie i powiedziałem:
- Żegnaj Aniu, pewnie nigdy już się nie zobaczymy.
- Nie będzie tak źle.
- Byłaś moją ostatnią miłością. Nigdy już nie spotkam dziewczyny, która by tak działała na mnie jak ty.
- Nie będzie tak źle.
Słuchała z uśmiechem tego, co mówię, a nawet podchodziła bliżej. Pochyliłem, żeby pocałować ją w usta. Nie wzbraniała się. Wtedy przyszedł mi do głowy głupi pomysł, że to ona musi mnie pocałować i zatrzymałem się centymetr od jej ust. Kiedy się zorientowała o co mi chodzi cofnęła się i kiedy znów chciałem ją pocałować już się odsunęła. Wtedy puściłem jej rękę. Popatrzyła mi przez chwilę w oczy, odwróciła się i powoli odeszła. Postanowiłem, że nie będę już o nią więcej zabiegał. Chyba, że ona będzie o mnie zabiegać i to na moich warunkach. Ale nic takiego nie nastąpiło.
P.S.
Po kilku miesiącach dowiedziałem się z facebooka, że Piotrek i Iwona spodziewają się dziecka. Mają udanego synka.
Odpowiedzi