
W drugiej klasie liceum, syn wyraził pragnienie skorzystania z korepetycji. W Internecie znalazłem takie oto ogłoszenie: Kasia, lat 23, studentka matematyki. Zadzwoniła do niej żona. Okazało się, że dziewczyna nie ma samochodu i będzie problem z dojazdem. Mojej żonie jednak, Kasia bardzo przypadła do gustu i tak długo ją „molestowała”, aż znalazły rozwiązanie.
Kasia mieszkała pod Warszawą i dojeżdżała PKS-em. Przystanek tej lini był dość niedaleko od nas, ( 7km) i żona namówiła dziewczynę, że będę ją zabierał, a po lekcji z powrotem odwoził na ten przystanek.
Nigdy dotąd nie miałem do czynienia ze studentką i byłem bardzo ciekaw jak będzie wyglądała. Nie zawiodłem się, Pani Kasia była piękną, delikatną blondynką HB między 10 a 9.
Kiedy wiozłem ją pierwszy raz, wyraźnie się bała, bo nie zapięła nawet pasów. Za drugim razem, poprosiłem ją, żeby jednak zapięła pasy. Młoda nauczycielka, synowi też przypadła do gustu i Kasia zaczęła przyjeżdżać do nas regularnie. W czasie przejazdów rozmawialiśmy, najpierw o moim synu i jego postępach w nauce, potem na inne tematy. Najwyraźniej dziewczyna była świadoma swojej urody i bała się gwałtu, bo zawsze gdy przypadkiem powiedziałem jakieś słowo które mgło kojarzyć się z seksem ( np. krzaki) zamierała bez słowa.
Powoli lody topniały i coraz lepiej nam się rozmawiało. Zauważyłem, że Pani Kasia jakoś dziwnie sepleni „isc, byc”. Potem dowiedziałem się, że to była taka modna wtedy maniera wśród dziewcząt. Kiedy Pani Kasia przyjeżdżała w biodrówkach, to zawsze wysiadając pokazywała mi połowę swojego tyłka. Kiedy było gorąco i przyjechała w szortach to nie wiedziałem już gdzie wzrok podziać.
Dodatkowo, był akurat remont całej arterii komunikacyjnej i na autobus trzeba było czasem czekać bardzo długo. Siedzieliśmy wtedy w aucie i rozmawialiśmy, a ja szukałem w powietrzu jej zapachu a mógłbym przysiąc, że czułem nawet zapach jej młodej cipki.
Dziewczyna, pieniądze które dostawała za lekcje bardzo długo i starannie układała w swoim portfeliku. Nawet jak w pierwszej chwili schowała kasę do torebki to potem w samochodzie wyjmowała i pieczołowicie układała banknoty z tym portfelu. To był jej jakiś rytuał.
Na początku, koncentrowałem się głównie na utrzymaniu prawidłowego kontaktu wzrokowego podczas konwersacji, bo pierwszy raz w życiu prowadziłem dłuższe rozmowy z tak piękną młodą kobietą.
Z czasem, żeby rozmowy były ciekawsze, przed każdym spotkaniem przygotowałem sobie jakieś tematy, coś zabawnego, albo jakąś interesującą historię do opowiedzenia. Niestety często podczas spotkań, trapiły mnie różne zawiechy, przymulenia, albo inne skoki ciśnienia.
Dopiero dużo, dużo później, już jak Pani Kasia do nas nie przyjeżdżała, nastąpił przełom kiedy to, nauczyłem się automatycznie wprowadzać w przyjemny stan mobilizacji i lekkiego podniecenia, zawsze gdy miałem okazję porozmawiać z młodą, piękną kobietą.
Mieliśmy z Panią Kasią dużo wspólnych poglądów i zainteresowań. Coraz częściej zdarzały się nam takie „dłuższe wymiany piłki”(ja historię, ona historię, ja historię, ona historię).
Jednego razu, wspomniałem jej, że interesuję się masażem leczniczym i relaksacyjnym. Wyraziła zainteresowanie tematem, a że miałem akurat w samochodzie pięknie ilustrowaną „Księgę Masażu”, zaczęliśmy ją oglądać. Najpierw zdjęcia przedstawiające masaż dłoni, potem ilustrujące masaż twarzy, wreszcie duże piękne zdjęcia nagiej kobiety i masujących ją męskich rąk. W pewnym momencie Kasia „spłonęła rumieńcem”, zaczęła się śmiać i patrzeć na mnie swoimi przecudnymi ogromnymi oczami.
Poczym, śmiejąc się otworzyła drzwi i wysiadła, bo akurat przyjechał jej autobus.
Podczas następnego spotkania spytała: ”a czy masażem już się pan nie interesuję?”, ale nie „wyjeżdżałem” więcej z tym tematem. Znalazłem natomiast, na Naszej Klasie jej zdjęcia w bikini, z wakacji pod żaglami. Powiedziałem jej to i skomplementowalem jej piękne piersi i nienaganną figurę. Znowu śmiała się zawstydzona i powiedziała, że zablokuje dostęp do tych fotek.
Mijały miesiące, Pani Kasia obroniła magistra.
- Jestem magistrem matematyki ! – dzieliła się ze mną swym sukcesem.
Kiedy wyjechała na wakacje do Turcji, opowiadała mi potem swoje wrażenia. Wspomniała przy tym, że była tam ze swym chłopakiem.
Gdy zaczęła szukać pracy, wylewała przede mną swe żale, iż mimo wysłania 150 CV nie dostała praktycznie żadnej sensownej oferty.
Wreszcie, z wielką radością śpieszyła mi donieść, że dostała w końcu konkretną propozycję od jednego z banków.
Mimo tego, że pracowała do późna, nadal zgadzała się przyjeżdżać do mojego syna. Zastanawiałem się nawet, czy robi to dla tych 60 złotych, czy może polubiła te rozmowy ze mną.
Zapytała nawet raz mojej żony, czy nie ma nic przeciwko temu, że ona tak ze mną dużo sam na sam przebywa. Moja żona odparła, że nie, że cieszy się, że mąż lubi młode ładne dziewczyny.
Raz, jadąc z Panią Kasią, zabrałem po drodze jakąś młodą siksę która „łapała stopa”. Typiara myśląc, że stary cap wiezie młodą dupę na ruchanko, wysiadając powiedziała wymownie…
- Życzę państwu miłej nocy.
Spojrzeliśmy z Kasią po sobie i roześmieliśmy się.
Kiedy odwoziłem Kasię po lekcji, postanowiłem wejść z nią wreszcie na bardziej osobiste tematy…
- Pani Kasiu, nie musi mi pani odpowiadać na to pytanie, ale jestem ciekaw, kim jest pani chłopak?
Po tym pytaniu nastąpił zwrot w naszej relacji. Okazało się, że mężczyźni i związki to tematy którymi żyje Pani Kasia. Zaczęła opowiadać mi o swoim chłopaku, innych związkach i ogólnie o facetach. Jej chłopak jest grafikiem komputerowym i jest z nim właściwie tylko z braku lepszej alternatywy, bo „do poważnego związku to on się nie nadaje”. Powiedziała, że młodzi mężczyźni są w ogóle beznadziejni: niedojrzali, nieodpowiedzialni, chcą tylko „tego samego”. Powiedziała też, że była związana już z różnymi facetami np. z jakimś tam rekordzistą Polski w żeglarstwie, albo z jakimś tam bogatym producentem łodzi motorowych…
- Ale tacy nie chcą się wiązać, tylko były wyjazdy.
Trochę się zdumiałem, bo to zabrzmiało jak sponsoring.
Na następnym spotkaniu, Pani Kasia była świeżo po obejrzeniu filmu Galerianki i chciała ze mną o tym porozmawiać. Niestety, nie oglądałem jeszcze wtedy tego dzieła i tylko ogólnie mogłem się wypowiadać o problemie. Uważałem przy tym, żeby nie wyrażać się zbyt krytycznie o dziewczętach uprawiających seks za pieniądze.
Myślę, że wtedy był odpowiedni moment, żeby zacząć rozmawiać z nią otwarcie na tematy seksu.
Gdybym był mistrzem w uwodzeniu słowem i czarowaniu rozmową, zdołał bym podniecić ją wtedy, wyłączyć myślenie i zerżnąć ją na tylnym siedzeniu jak należy, we wszystkie jej trzy otwory.
Ponieważ byłem jednak leszczem w tej dziedzinie, to musiałem się obejść tylko smakiem.
Mój syn zaczął wyrażać przekonanie, że korepetycje Pani Kasi nie są mu już więcej potrzebne. Miała przyjechać ostatni raz. Postanowiłem, że na pożegnanie pocałuję ją w usta.
Siedzieliśmy w aucie, Pani Kasia coś mi tam opowiadała, a ja toczyłem ze sobą wewnętrzną walkę. Czułem się, jakbym stał przed zamkniętymi drzwiami i jeśli ich nie otworzę to nigdy nie dowiem się co jest za nimi. Pierwotny strach przed samiczką z najwyższej półki, jest jednak ogromny. Czułem się jak przed skokiem w przepaść, nie byłem w stanie się przełamać. To było naprawdę straszne. Tymczasem Pani Kasia wyglądając autobusu zaczęła wychylać się w prawo i lewo kładąc się wręcz na mnie. Poczułem zapach jej włosów.
- Głupcze… – pomyślałem – Jakie ona ma dawać ci jeszcze znaki żebyś się za nią brał!?
Zza zakrętu wyłoniło się już cielsko autobusu. Pochyliłem się do dziewczyny żeby ją pocałować. Ona myśląc zapewne, że chcę jej coś powiedzieć, również pochyliła się w moją stronę. Dotknąłem swymi wargami jej boskich ust. Przez chwilę brzmiały mi w uszach niebiańskie fanfary. Lecz wtem...
- Co pan robi? – Kasia odsunęła się ode mnie.
- Całuję panią – odparłem.
Zapadła cisza, tylko wielkie oczy Pani Kasi wpatrywały się we mnie w ciemnościach.
Nic jednak nie mówiła, ani nie próbowała wysiąść. Ponowiłem próbę. Chwyciłem ją za ramiona i próbowałem pocałować. Cofała jednak twarz.
- Co pan robi? – zapytała znowu.
- Myślałem, że pani tego chce – powiedziałem.
- Nieee…
Skapitulowałem. Dziewczyna siedziała jeszcze chwile w samochodzie, wreszcie powiedziała…
- Muszę już iść bo, autobus przyjechał.
- Do widzenia.
Minęły dwa tygodnie a syn zaczął coś przebąkiwać, że przydało by się zadzwonić po Kasię. Żona napisał SMS-a…
- Kochana Pani Kasiu, czy będzie Pani mogła przyjechać do mojego syna w środę?
- Niestety, w związku z zachowaniem Pani męża podczas mojej ostatniej wizyty, będzie to niemożliwe – brzmiała odpowiedź nauczycielki.
Żona trzymała tego „rozwodowego” SMS-a przez kilka lat, aż go sobie, całkiem niedawno, przypadkiem skasowała.
Niedawno też, napisałem do Kasi wiadomość na Facebooku…
- Droga Pani Kasiu, proszę napisać, że pani już mi wybaczyła. W przeciwnym razie wyrzuty sumienia będą dręczyły mnie do końca życia. Chyba, że pani tego właśnie chce.
- wybaczam, pozdrawiam Kasia. – nadeszła odpowiedź.
W reakcji na dalsze próby korespondencji, zostałem jednak zablokowany.
Z Internetu można się dowiedzieć, że Pani Kasia mieszka już w Warszawie i nadal pracuje w tym samym banku. Dochrapała się tam nawet kierowniczego stanowiska.
Odpowiedzi
Współczuję. Idź pod Sejm i mu
wt., 2014-04-22 12:30 — KonstantyWspółczuję.
Idź pod Sejm i mu wpierdol. Jak prawdziwy facet. Ah
Punkt 13 kolego i prosze, nie
wt., 2014-04-22 11:51 — baudelairePunkt 13 kolego i prosze, nie ciagnij juz tego tematu.
Stary Cap a syn nie mial
wt., 2014-04-22 11:53 — baudelaireStary Cap a syn nie mial ochoty na studentke? Dla Niego do zapewne "dojrzala" niunia
.
Niee, syn też woli młodsze.
wt., 2014-04-22 17:51 — Stary CapNiee, syn też woli młodsze.
"Moja żona odparła, że nie,
śr., 2014-04-23 18:55 — Stained"Moja żona odparła, że nie, że cieszy się, że mąż lubi młode ładne dziewczyny." Hahaha
ciekawe czy nadal jesteś z tą żoną 
Co Wy! Nie słyszeliście nigdy
czw., 2014-04-24 11:59 — Stary CapCo Wy! Nie słyszeliście nigdy o partnerskich małżeństwach, gdzie można przyjaźnić się, lub flirtować z kim się chce, a nawet popełniać jakieś drobne wykroczenia?
A Twoja zona tez tak moze na
pt., 2014-04-25 15:10 — baudelaireA Twoja zona tez tak moze na boku troche, lekko poswintuszyc?
Też bym tak chciał....
sob., 2014-04-26 10:54 — berradTeż bym tak chciał....
Niech sama odpowie... "Wolno
pt., 2014-04-25 18:38 — Stary CapNiech sama odpowie...
"Wolno mi wszystko robić w granicach rozsądku".
No wlasnie te granice sa
sob., 2014-04-26 05:34 — baudelaireNo wlasnie te granice sa bardzo plynne w zaleznosci od czlowieka.
A syn to przepraszam ciepły?
wt., 2024-02-20 01:21 — paskudnyA syn to przepraszam ciepły? Dziwię się że on w żaden sposób nie odniósł się do wdzięków wiekowej obecnie już Pani Kasi