
Z odpowiedzi prywatnej zrobiłam bloga.
Odpowiedziałam :
Wpuszczajcie się do swojej przestrzeni, rozejrzyjcie się w niej ale nie krzycz aby się rozgościć .. a następnie niech każdy wróci ponownie do własnej.
Zaczęłam zastanawiać się nad sensem własnych słów ich praktyką. I nad tym dlaczego większość facetów nie weszła do mojej przestrzeni albo ja nie dostałam zaproszenia. To się strasznie zmienia, szczególnie teraz. Dziś przymrużam oko na sprawy które kiedyś były dla mnie absolutnie wykluczone. Potrafię za to wymagać czegoś co kiedyś było mi totalnie obojętne.
Pozwalam aby dawał mi tyle ile chce dawać. Obserwuję i wyciągam wnioski. To co dla jednego jest wysiłkiem i szczytem romantyzmu dla innego jest normalną randką. Nie przykładam jednej miary dla każdego. Kalibruję. Nie rozliczam z czegoś co sama sobie mogę dać. Nie angażuję go w coś co mi nie sprawia kłopotu. I w coś co wchodzi ściśle w moje rodzinne emocje.
Nie kłade się na drugiej randce w seksownej bieliznie do łóżka. Nie szykuję kolacji z 3 dań na najlepszej zastawie, milionem świec i całej dziwnej otoczki. Nie daje wszystkiego skumulowanego w jednej sekundzie. Pomału. Jeśli facet jest wart zachodu warto dawkować swój czas, zaangażowanie i siebie. Wtedy dostrzeże rożnice między żarciem rzuconym z chińskiego na telefon na plastikach a wymyślnym daniem z deserem. To samo w drugą stronę. Sztuczność pierwszych tygodni spotkań raziła. Wolę pójść na browara do pubu niż siedzieć jak księżniczka i czekać na lokaja podającego wino. Dlaczego? Bo boję się co będzie za parę miesięcy, co wtedy będzie takim iskrzącym elementem. Fajerwerki się już wypalają.
Nie eskaluje poczucia strachu że zostanie zamknięty w złotej klatce. Potem on kombinuje jak mnie przyciągnąć do swojej
. Wręcz namawiam do spotykania z kolegami i pielęgnowania tych relacji. Związek się może skończyć ale dobre koleżeńskie znajomości pozostają. Impreza osobno? Wskazana. Zasady pojęcia zdrady na imprezie. Różne. Kiedyś zasugerowano mi że nawet tańczenie czy rozmowa z innym to już niezbyt. Inny żebym się sama nie snuła, pobawiła, pogadała, nawet elementy filtru wskazane ale jak dam numer telefonu albo obiecam spotkanie lub pominę fakt jego istnienia mam nie wracać
Dobrze powiedzieć sobie jak postrzegamy zdradę. I uszanować to.
Podkreślam że nie uzależniam się emocjonalnie od niego.
Jestem z wyboru, nie z potrzeby. Nie trzymamy się wspólnym kredytem, dzieckiem chrzestnym, meldunkiem, autem, ławką w szkole. Akt zżycia się nie był aktem desperacji.
Facet podświadomie wie na starcie która kobieta będzie na jego zawołanie a która raczej nie. Tak samo w drugą stronę. Na zawołanie lubimy tylko pizze i filmy na kinomaniaku.
Wykręcanie się na kilka minut przed wrzeniem jest zwykłym podpuszczaniem , wodzeniem na pokuszenie. Albo jest seks albo nie. Granie kokietki, po czym ucieczka z rozpiętym rozporkiem to chamstwo. Jest seks bo autentycznie jest ochota. Seks nie jest kartą przetargową, przeproszeniem samym w sobie ani metodą szantażu.
Inna kobieta/ facet między nami? Rywalizacja z nią/nim to brak szacunku do siebie samego. Poniżanie się. Zawsze pojawi się ktoś w naszym mniemaniu atrakcyjniejszy fizycznie, ciekawy. Tak długo póki poznajemy takie osoby ale wciąż chcemy wracać do siebie jest okej. Czuję się atrakcyjna taka jaka jestem. Olśniewające seksbomby też są porzucane. To że poznam fajnego faceta nie znaczy że rzucę wszystko i zacznę z nim kręcić pikantne smsy i spotkania na boku. Szkoda kombinatoryki.
Facet reaguje na brak kontaktu a nie na zmianę jego eskalacji czy filozoficzne dyskusje. " Nie podobało mi się to..to.too ". Koniec. Nie bawię się w wyłączania telefonu i udawania że nie widzę smsa. Nie wciskamy bajek o braku ładowarki i braku zasięgu. Jak człowiek chce skontaktować się to napisze, jak nie to nie.
Przekazanie swojego całego życiorysu jest bez celu. Stajesz się pustą, przewidywalną kartką. Jak mecz którego wynik jest znany miesiąc wcześniej. Nie ma sensu nic zatajać ale nie ma sensu opowiadać wszystkiego i rozkładać albumy rodzinne.
Nie zmieniam stopnia intensywności spotkań ze znajomymi, spędzania samotnych wieczór ze starymi filmami i rytuały polowania o 9 rano na wyprzedażach. Nie zmieniam się. Pojawienie się faceta nie oznacza że nagle coś mniej lubię. Nawet jeśli dla niego to infantylne.. Zresztą czy musi o tym wiedzieć? Nie. Zanim poznał mnie grał w gry. I niech sobie gra dalej. Ma rytuał niedzielnego rosołu u matki- niech ma dalej. Nawet jeśli uważam to za infantylne takiego go wzięłam. Rodzice są jedni.
Nie pytam się co robił, gdzie, z kim i kto co mówił. Chce- sam opowie. I tak opowie co zechce. Jeżeli chce wiedzieć gdzie idzie to ze względów bezpieczeństwa. On nie wysyła szpiega na imprezę, ja nie wpadam bez zapowiedzi. Wolę żeby się podzielił odczuciami niż raportowaniem przebiegu sytuacji. Po powrocie do domu daje mu chwilę na odsapnięcie, ściągnięcie butów i medytację. Witam się, ale nie wskakuje mu na kolana i na psychikę. Chce zdradzić? I tak to zrobi. Moje wiercenie w brzuchu niczego nie zmieni.
Podstawa- brak kłamstwa. Nawet jeśli to ma być klub ze striptizem albo wybór fify zamiast spaceru ze mną. Przyłapanie na małym anomaliach rodzi duże huragany.
On ma plany. Ja w tym czasie także staram się zaplanować czas nawet jeśli wcześniej miałam siedzieć w domu. Korzystam że " bezkarnie" mogę robić babskie rzeczy. A ja siedzę w domu to nie psioczę.
Biorę część podejmowania decyzji na siebie. Precyzuje swoje myśli. Nie ma "nie wiem", "zrób jak uważasz", " gdzie siadamy". Mam charakter. Najgorsze flaki z olejem. W przypadku posiadania takiego faceta to jest dramat. Jeszcze nie chcę mieć syna aby nim kierować. Intryguje mnie charakter, kompromisy i dyskusja o życiu. Intryguje mnie że on ma inne , swoje poglądy. I się ich trzyma.
Telefon nie służy do kontrolowania i podsłuchiwania. Do pozostawienia miłej wiadomości.
*co nie zagrało- 100 smsów dziennie,telefonów, strzałek, życzenia słodkich snów na dobranoc.
Ubrania. Jeśli gora jest kusząco odsłonięta to dół stonowany. Jeśli dół seksowny to góra w miarę zabudowana. Seksowny akcent- tak. Zabieranie fantazji facetowi- nie. Nie ubieram się mniej kobieco- bo już nie muszę szukać. Faceci boją się że kobieta podczas dłuższego związku przestanie dbać o sobie, zetnie włosy, przytyje i wskoczy w dres. Jeśli prosi mnie o wspólne zakupy, nie wciskam mu czegoś bo mi się podoba. Nie ma nic gorszego jak facet w koszulce w której czuje się fatalnie.
Na pewno o wielu kwestiach zapomniałam lub mało sprecyzowałam. Co nie zagrało? Angażowanie w sprawy które sami umieliśmy najlepiej załatwić. Wymuszanie zachowań. Zbytnia kontrola telefoniczna. Brak możliwości lajtowego wyjścia na miasto. Strach przed pojawieniem się trzeciej osoby. Obciążanie swoim życiorysem na starcie. Podawanie najlepszego "ja" na tacy. Niepotrzebne kłamczuszkowanie. Zbytnie obciążenie partnera swoim samopoczuciem i charakterem. I wiele, wiele , wiele innych..
Odpowiedzi