Witajcie!
Kilka lat temu wielu mi radziło - idź, do byłych się nie wraca.
Może tak, może nie.
Wielu pisało i mówiło.
Ale ta historia jest ciekawa. Ciekawa o tyle, że warto opowiedzieć wszystkim, aby w takie coś nie wpadli.
Ad rem: ta sama kobieta, dwukrotnie, w miedzyczasie miała innego faceta, młodszego ode mnie o 5 lat.
Związek 1:
- byłem misiem, sielanka się lała, nie miałem pracy, spędzaliśmy czas ze sobą, ale miałem znajomych,
- zatraciłem się w tym związku i przeżyłem dość (poszukacie na forum, to znajdziecie).
Odzyskałem siebie. Nowa praca, nowi znajomi, więcej znajomych. Schudłem, poszedłem do przodu. W międzyczasie moja Ex miała innego faceta, a ja rozpaczałem niemal rok.
No, nie do końca rozpczałem, bo niektóre tematy chłonę jak gąbka tymbardziej, jeśli powinno się płakać nad rozlanym mlekiem, a próbuję odseparować się od toksyny, która mogła mną zawładnąć drugi raz.
Po pierwszym związku doznałem tzw. ekspozycji zbliżeniowej. Co to jest?
Osoby z chwiejną osobowością (polecam blogi MrSnoofiego, wyczerpał temat) posiadają niezwykłą umiejętność narzucania obrazu swojego wyimaginowanego świata na drugą osobę, bliską co ważne. Takie coś stało się ze mna jako, że jestem osobą empatyczną, jak każdy zdrowy i normalny człowiek. Po prostu potrafię wczuć się w sytuację drugiej osoby, jednak tutaj trochę przedobrzyłem. Wiem czym to przypłaciłem, pracowałem nad sobą, wyszedłem na prostą.
Spotkaliśmy się znów po ponad 2 latach mówienia sobie "cześć" tylko i wyłącznie.
Związek 2:
- istna sielanka,
- zawsze była,
- była przy mnie,
- ja robiłem swoje, praca znajomi itp itd.
- coś zaczęło się chrzanić, mimo że były plany.
Dochodzimy tutaj to paradoksu, gdyż mimo że wszystko szło w dobrym kierunku moja już była zaczęła sabotować relację za pomocą manipulacji, krytykowania mojej osoby, deprecjonowania otoczenia, wciskania kitu i wszelkich innych możliwych technik manipulacji, o których czytaliście w książkach o szpiegostwie. Niby nic, a jednak coś.
Jednak coś w ciągu kilku ostatnich miesiecy tej relacji nie dawało mi wewnętrznego spokoju i moja podświadomość działała cuda, reakcje organizmu też były, ale nieświadome. Nauczyłem się czytać swoje ciało, jakkolwiek to brzmi, ale właśnie pierwsze symptomy to działanie ciała. Rozregulowuje Ci się system nerwowy w ten sposób, że potrafisz na inneg osoby przerzucić nie swoje niestłumione emocje. Dziwne, ale tak jest. Ewentualnie przerzucasz tzw. miłość której nie odbiera ta osoba (w sposób naturalny tego nie potrafi) na innych i kierujesz to uczucie w innych kierunku do osób, które potrafią ją odebrać.
Od kilku dni mam trójkę z przodu, a od ponad 2 tygodni dochodzę do siebie gdyż...próbowano mnie zniszczyć i co więcej dotąd się to nie skończyło.
Co się działo?
Moja była zaczęła się zamykac w domu i przeregulowała swój system życia pod patologiczne ognisko domowe (ojciec alkoholik, matka księżniczka). Trwało to około miesiąca. W pewnym momencie sam zauważyłem, że JA zachowuje się nienaturalnie i w jednej chwili wszystkie emocje ze mnie zeszły. Nie powiem - konsultacje psychologiczne w tym przypadku się przydają. Co więcej - przydają się też znajomi, którzy potrafią zmienić Twój obraz świata, który ktoś próbuje Ci wgrać (że jesteś cytuję: chamski, aroganacki, nie nadajesz się do niczego).
Uwaga.
Szczególnie nie polecam wchodzenia w takie związki z tzw. księżniczkami. Nie generalizuje, ale jest wiele znaków ostrzegawczych w początkach takiej relacji.
Ja w swojej miałem całe spektrum, które dostrzegam dopiero teraz, a nie powiem ale łykam temat jak nie wiem co i analizuje osoby, ich gesty, mimikę, działanie - bo to też działa w drugą stronę - jak można czasem zmanipulować taką osobę, a może to być proste.
Nie wiem dokładnie jakie zaburzenie osobowości przejawia moja była i nie sprecyzuje czy jest to DDA/DDD/BPD/NPD/kompleks matki czy cokolwiek innego, bo między tymi zaburzeniami są bardzo delikatne granice. Jednak częścią wspólną ich wszystkich są następujące symptomy, które wyłapałem:
- nie mówią MY, tylko JA i TY
(przykład: to Ty mnie zabrałeś tam a siam
zamiast: pojechaliśMY... )
- z początku chcą spędzać z Tobą każdą chwilę, ale potem nie potrafią zachować tego, że relacja czasem jest chłodniejsza czasem cieplejsza,
- w okresach stabilnych prowokują kłótnie i robią festiwal emocji,
- wiele razy słyszałem: nie wiem czego chcę, w pewnym momencie to był już standard,
- mimo zgnojenia mnie podczas tzw spaceru rozstawającego nie była pewna swojej decyzji, całą winę próbowała zrzucić na mnie wytykając mi rzeczy takie jak: kontrolowanie, szpiegowanie, bycie chamskim, aroganckim, prostackim, że jestem nikim i tak dalej, jedynym wyjściem w tej sytuacji jakie miałem to było zachowanie spokoju i logiczne odpieranie ataków argumentami i ciągami loczicznymi, wtedy dobrze wiedziała, że nie dałem się wkręcić,
- osoby takie nie potrafią nazywać emocji oraz stanów emocjonalnych,
(przykład: kobieta mówi Ci, że nie ma zaufania, ale nie ma przeciwwskazań żeby stestować Cię, czy znasz hasło do jej poczaty mailowej po czym Ci je podaje, żebyś sprawdził jej poczte),
- w jednej chwili może być ciepła i kochająca a w następnej jesteś już najgorszym wcieleniem zła
(przykład: dostała kwiatek za wycieraczkę samochodu, zadzwoniła i była czuła i miła i dziękowała, ale w tym samym zdaniu usłyszałem że mogłem jej spierr.... wycieraczki i jak mogłem), nomen omen 4 dni później odszedłem.
- świadomie Cię kochają, jednak posiwadomie ciążą w nich traumy z dzieciństwa,
(przykład: ustaliła sobie plan żeby pojechać gdzieś, a nigdy nie broniłem wychodzić do znajomych samej, niech ma swoje życie, dostała sms, że jednak to nie dziś, a następnego dnia, efet: płacz histeria, nie podchodź, nie pytaj, odejdź, a normalny człowiek powinien przytulić; dowiedziałem się w końcu, że trzeba było wyjśc i cytuje: pierdolnąć drzwiami),
- deprecjonuje Twoje sukcesy oraz Twoją osobę, nigdy nie jesteś wystarczająco dobry,
- nie potrafi doprowadzać swoich planów do końca.
Normalsi.
Gdy dorośli emocjonalnie ludzie się rozstają to rozmowa jest na poziomie rozmowy, a nie wykrzykiwania i zrzucania winy na drugą stronę. Od razu oddają sobie rzeczy i jest po kłopocie, prawda?
No chyba, że fizycznie to już kobieta, atrakcyjna, nie powiem, ale wewnątrz to niedowartościowana osoba, która swoją wartość buduje na podstawie tego co posiada, a nie tego kim jest i co osiągnęła własną pracą, a nie wyglądaem czy przebywaniem w odpowiednich miejscach.
Nienormalsi albo normalsi z ochyłem.
Moje rozstanie przebiegało w ciekawy sposób, mieliśmy gdzieś wyjśc, jednak na wejściu uszłyszałem, ze musimy uciać sobie krótką rozmowę. Oczywiscie rozmowa była burzliwa a zrzucania winy na mnie to już był standard.
Moich rzeczy nie miała przygotowanych. Podczas rozmowy intuicyjnie wyczułem, że zaczął jej się walić grunt pod nogami. Każdorazowo kiedy mnie o coś oskarżyła nie patrzyła mi w oczy i odwracała wzrok w drugą stronę. Typowe rekacje podobno. Próby wciśniecia mi różnych historii, które nie miały miejsca spełzły na niczym. Jednak dąże do tego, że przez całe te 1,5h z jednej strony burzy, a z drugiej stoickiego spokoju próbowałem otrzymać informację wprost co jest grane, tzn. jesteśmy czy nie jesteśmy. Bo ja jestem z kimś bo chcę, a nie bo muszę.
Gwoli wyjasnienia: moja była nigdy nie rzuciła faceta.
O nie. Zawsze był z nią taki, który prosił, narzucał się robił cokolwiek, żeby ona była z nim, bo niby taka fajna.
No ja już byłem po jednym związku z nią, ale odżyłem i jestem bo chcę. Toteż próbowałem otrzymać, w tak naprawdę bylejakich słowach zamknięcie związku z jej ust. Nie odpowiada za swoje czyny, bo ja nic nie spierdoliłem w tej relacji, więc czmu miałbym sie z niej ewakuować?
Niestety nie potrafiła powiedzieć ani: spadaj, spier..., żegnaj, odejdź, odchodzę, koniec i cokolwiek co moglibyście tutaj dopisać z całej gamy słów oznaczających coś, co się kończy ze słownika PWN. Ale zrobiłem coś czego się nie spodziewała: ani nie naciskałem na bycie, ani się nie prosiłem. Zabrałem swoje rzeczy i oddałem jej rzeczy.
I zobaczyłem teatralną akcję w postaci twaarzy jak małego dziecka, ktore mówi : przepraszam. Nie dałem się nabrać. Pojechałem.
Co mi grozi?
Póki co jestem nieco ponad 2 tyg po zakończeniu tej toksyny. Odżywam. Nie powiem - daje w kość i to mocno, skumulowane negatywne i pozytywne emocje wychodzą Ci czasem bokiem w najmniej odpowiednim momencie, mimo że próbujesz trzymać je na wodzy. Ale tak już jest jak ktoś próbuje zrobić na Ciebie ekspozycje. Łapnąłem się na tym kilka razy.
Ekspozycja to nic innego jak niezgranie bodźców werbalnych i niewerbalnych, przez co Twój system nerwowy zostaje trochę rozwalony bo nie potrafi dobrze tych bodźców zinterpretować. Mniej więcej skrajnie mogę to opisać tak:
reakcja słowna: kocham Cię,
reakcja niewerbalna: dostajesz w pysk.
Chore? Ale dla nich prawdziwe.
Co się teraz dzieje?
No, moja była znalazła się w dość nietypowej sytuacji.
Ja odcinam się od niej jak tylko mogę. Po prostu nie chce jej widzieć. Festiwal możliwości jest wielki.
Od pokazywania się od razu z innym gościem, (nomen omen takie coś wycieła wczoraj, ale w tym miejscu gdzie powinienem być - mnie nie było, ale jak to mówią - dobrzy ludzie Ci doniosą, ps. nie wiem kim on jest, nie dociekam) bo aktów nawet agresji, której znając ją niestety wykluczyć nie mogę.
Co dalej?
Dalej robię swoje. Spędzam czas z rodziną. Odzyskuje siebie po tym co się działo i naprawdę nieźle mi to idzie. Potrzebuję pozytywnych emocji i to mase.
Nie chcę jej widzieć, nie chcę z nią rozmawiać. Nawet nie zasługuje na jakiekolwiek słowo z mojej strony.
Dlaczego? Czas żeby zdała sobie sprawę ze swoich czynów.
Jest tylko jedna możliwość: zadzwoni jak człowiek, umówi się na kawę jak człowiek, a ja jej powiem co ma ze sobą zrobić. Ale nie mam zamiaru na to czekać. Kto czeka ten się cofa, a póki ona nie dojdzie do tego, ze coś jest z nią nie halo dalej będzie w tym samm miejscu, w ktorym jest.
Przykrym w tej całej sytuacji z takimi osobami jest to, że akurat ten egzemplarz niestety nie ma woli dażenia do przodu. Nie uczy się języków, jest mocno przywiązan do swojego rodzinnego piekiełka.
Jak to powiedział mój kumpel: z ładnej miski się nie najesz.
Pozdrawiam i się odnawiam.
Odpowiedzi
@Skaut: dlaczego u wszystkich
sob., 2014-01-04 10:54 — f3s_mk@Skaut: dlaczego u wszystkich to samo?
Wyobraźcie sobie panowie ile
pon., 2014-01-06 21:00 — TYABWyobraźcie sobie panowie ile jest gości na świecie co się właśnie hajtają z takimi pojebanymi pannami. A potem się dziwią, że dopada ich ''kryzys wieku średniego''. Mój kumpel też poleciał na ładną dupkę i buźkę, wiedział że jest chujowo, ale dalej w to brną i teraz z nerwów jest siwy jak gołąb.
"- osoby takie nie potrafią
wt., 2014-01-07 23:04 — BBS"- osoby takie nie potrafią nazywać emocji oraz stanów emocjonalnych"
To jest choroba, zwana aleksytymia. Brak kontaktu z emocjami.
Księżniczka... no i dobrała
śr., 2014-01-08 10:26 — f3s_mkKsiężniczka... no i dobrała się z byłą mojego kumpla, która jest taka sama.
Z jednej strony ciągle się pyta o mnie moich znajomych, z drugiej - nie potrafi powiedzieć cześć i chodzi ze zwieszoną głową jak ofiara (niestety, mijałem wczoraj).
No i to juz detal...ale z jednej strony się pyta o mnie, a z drugiej wyrzuca z fb
śmiechu warte trochę.
Nie ma się co przejmować, z
czw., 2014-01-09 14:12 — IgorskyNie ma się co przejmować, z moją byłą miałem tak samo. Trudno się nie przejmować, jeżeli było się w długim i poważnym związku. Ja miałem dobre 5 miesięcy emocjonalnych jazd, aż w końcu samo przeszło i w dużej mierze mam już w dupie co się dzieje po drugiej stronie "przepaści".
dobra chlopaki a teraz ja
pt., 2014-02-21 15:05 — eprhiamdobra chlopaki a teraz ja chcialbym Wam to wszystko przedstawic w innym swietle. te kobiety niszcza nam zycie, niszcza nasze ja. ale musimy sie zastnowic jakie one sa naprawde i czy naprawde je kochalismy. jestem aktualnie w zwiazku z taka kobieta. bogu dzieki, ze oprocz tych wszystkich wad, ktore opisaliscie powyzej, jest inteligetna i sama droga dedukcji doszla do tego ze cos z nia jest nie tak. nasze relacje mozna opisac w jeden sposob. jednego dnia jest pewna ze chce ze mna byc, ze mnie kocha i jestem dla niej najwazniejszy na swiecie, na nastepny dzien slysze ze sie nie rozwijam, ze ciagle stoje w miejscu a ona chce isc do przodu. to tak jakby jednego dnia stwierdzila nienawidze lodow smietankowych a na nastepny dzien poleciala do sklepu i kupila cale opKowanie. to jest zenujace smieszne i w wielu wypadkach nie do zniesienia ALE ona sama mi o tym powiedziala. poinformowala mnie o swoich problemach na poczatku zwiazku. co wiecej zylismy ze soba przez rok i wyjechalismy za granice. i po za ciaglymi hustawkami nastroju, sprawdzania mnie i wypominaniu mi moich wad, okazala sie najbardziej zaradna kobieta jaka znam. nigdy nie pozwolila nikomu zlego slowa na mnie powiedziec, co wiecej naciskala na mnie zebym sie zmienil i zaczal inwestowac z siebie. rzucilem do pewnego stopnia towarzystwo kumpli, przy ktorych ciagle jaralem i pilem i zaczalem inwestowac w siebie. ja nie mowie ze te kobiety sa idealami, ale jezeli naprawde je kochamy to zamiast je rzucac to moze warto byloby z nimi isc do psychologa i im pomoc. one w wiekszosci nie zdaja sobie sprawy z tego ze zle robia, bo nie maja takiego samego postrzegania swiata jak reszta. a to nie czyni je ani mniej ani bardziej zlymi czy dobrymi. nie zapominajmy ze kobieta to nie rzecz, ma swoje uczucia i jesli dzieje sie z nia cos nie tak to moze warto sprobowac im pomoc?
"to tak jakby jednego dnia
pt., 2014-02-21 18:51 — Przemo"to tak jakby jednego dnia stwierdzila nienawidze lodow smietankowych a na nastepny dzien poleciala do sklepu i kupila cale opKowanie. to jest zenujace smieszne"
To nie jest żenujące i śmieszne, tylko kobieta w najczystszej postaci
Przecież to typowe kobiece zachowanie i jak komuś to przeszkadza to jest powalony 
niektórzy nawet twierdzą, że to jest słodkie i ma swój urok
"ale jezeli naprawde je kochamy to zamiast je rzucac to moze warto byloby z nimi isc do psychologa i im pomoc"
odpuść sobie kolego takie porady, bo prędzej ty wylądujesz u psychologa po doszczętnym emocjonalnym zmiętoleniu Ciebie przez nią. Nie szkoda Ci czasu i zdrowia ?
jesli zobacze u niej poprawe
pt., 2014-02-21 20:05 — eprhiamjesli zobacze u niej poprawe bo wlasnie do psychologa idziemy, bede mial udany szczesliwy zwiazek i nie bede mogl sobie zarzucic ze odpuscilem bo tak bylo latwiej. jak ci na kims zalezy to walczysz o ta osobe a ja walcze o jej psychike. bo wiem ze jesli ona chce sie zmienic i robi ku temu kroki to ja rezygnujac z niej teraz i dajac jej tym do zrozumienia ze nie wierze w nia moge jej zrobic krzywde. to jest do wyleczenia. jak sie nie uda, jak nie bedzie sama starac to pomacham jej reka na dowidzenia. nie jesten ciulem, ale jezeli ktos kogo kocham ma problem i nie wie jak sobie z nim poradzic to nie bede sie do tej osoby obracal dupa bo tak jest latwiej.