Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Panowie, nauczmy się tracić kobiety!

Portret użytkownika Redds

Cześć,

"Zwrot nauczmy się tracić kobiety to tak naprawdę nauczmy się wchodzić w nowe relacje, zostawiając przeszłość za sobą i oduczmy się narzekać, frustrować, przejmować i przewartościowywać tego co było, bo to po prostu już nie wróci"

W tym artykule poznasz kilka moich przekonań, pewne strategie i mechanizmy tego, jak nauczyć się zostawić na dobre swoje byłe kobiety (bo na nich będę się skupiał), nieudane znajomości, toksyczne związki i na dobre odciąć się od nich, automatycznie tworząc nową, lepszą przyszłość. Będzie też trochę o niezależności, swobodzie, własnej wartości, co w rezultacie pozwoli Ci tworzyć
zdrowe relacje z kobietami.

Zapraszam!

Konflikty w relacjach damsko-męskich

Konflikty interpersonalne, bo właśnie tak nazywają się pewne nieporozumienia, sprzeczności, konfrontacje bardzo często towarzyszą naszemu codziennemu bytowaniu z innymi ludźmi i są one nieodzowną częścią komunikacji. Warto zauważyć, że konflikt sam w sobie to nie tylko kłótnia, czy dynamiczna wymiana zdań, podparta zabarwieniem emocjonalnym, ponieważ do jakiejkolwiek kłótni trzeba dwojga, zaś do konfliktu wystarczy tylko jedna osoba, a wtedy nazywamy to konfliktem intrapersonalnym.

Bez jakichkolwiek konfliktów wewnętrznych, spowodowanych konfliktami zewnętrznymi i na odwrót nie wykształcilibyśmy naszych obecnych umiejętności życia w społeczeństwie. Oczywistym faktem jest to, że jakikolwiek rozwój dotyczący praktycznie każdej płaszczyzny życia zaczynając od zdrowia, wizerunku, po relacje, finanse, aż w końcu samodoskonalenie się jest mocno skorelowany z popełnianiem błędów, mniej lub bardziej znaczących porażek, gaf, wzlotów i upadków, co w rezultacie prowadzi do przejściowego regresu, który po czasie okazuje się być cennym doświadczeniem, lekcją życia lub jakkolwiek inaczej to nazwiecie.

Każdy, kto wchodził w głębsze relacje z kobietami przechodził przez etap zwątpienia, odrzucenia lub całkowitego odcięcia się płci przeciwnej od naszej osoby bez jakiegoś konkretnego powodu, który zaspokoiłby naszą ciekawość i pozwolił dać odpowiedzi na proste pytania typu "dlaczego?" lub bardziej złożone gramatycznie i personalnie, dotykające nas osobiście pt "co zrobiłem nie tak?". Odkąd zaczęliśmy przygodę z poznawaniem kobiet, ich rzekomego uwodzenia, albo jeszcze wcześniej od początku budowania naszych umiejętności komunikacji z innymi zaczynając od prostych gestów, słów, zdań i w końcu bardziej skomplikowanego werbalnie, jak i niewerbalnie procesu wymiany myśli to przyzwyczailiśmy się spotykać z raz gorszą, raz lepszą interpretacją naszego przekazu, a co za tym idzie naszej całej osoby, co jest oczywiście bardzo złudne i powierzchowne.

Czy nie zdarzyło się wam, że po spotkaniu, które rzekomo przebiegło świetnie, kobieta, która rzekomo świetnie się bawiła w towarzystwie rzekomo wartościowego faceta, teraz najzwyczajniej się nie odzywa, nie odbiera, nie odpisuje i nie daje znaku życia? Pewnie stosuje P&P, na co rzekomo wartościowy facet zastosuje lodówę przez najbliższy tydzień - oto plan działania rzekomo wartościowego faceta, który w środku tygodnia nie może wytrzymać z bezradności i natłoku myśli w stylu "co zrobiłem źle? Przecież wszystko szło tak jak trzeba..". To jest właśnie konflikt, który powstał może na płaszczyźnie całkowitego nieporozumienia i ewidentnej pomyłki związanej z niewłaściwą inwestycją czasu i energii na relacje z takim gościem, który niestety nie wpasował się w ryzy wyszukanego gustu i ramki prawie idealnego partnera lub owy konflikt dotyczy czegoś zupełnie innego, czyli błędnej i fałszywej interpretacji komunikatu, który ten facet jednocześnie stworzył i odczytał ze swoich wyobrażeń, a właściwie halucynacji stworzonych w głowie, które solidnie podparł niepewnością i wątpliwościami pt "ta kobieta jest taka zajebista, oby nie pomyślała o mnie źle", "ona nie odpisuje, czyli coś zrobiłem nie tak.." albo w postaci zbyt szybkiego wyprzedzania rzeczywistości: "tak dobrze mi się z nią rozmawiało, chyba będziemy razem!".

Tym rzekomo wartościowym facetem byłem również i ja - otwarcie się do tego przyznaje, zapewne każdy ma lub miał coś z tego gościa. Dawniej tak samo analizowałem, przeżywałem i wkurwiałem się na każdą nieudaną relację, zlewkę, czy odrzucenie, co w rezultacie pozwoliło mi stworzyć takie przekonania, poglądy i idee, które obecnie bardzo mi pomagają i sprawiają, że staje się lepszy, mocniejszy, silniejszy. Do takich wniosków zmotywowała mnie pewna sytuacja z kobietą, która swój początek miała w pierwszych tygodniach pobytu w nowym mieście, na uczelni, podczas zawierania znajomości z ludźmi z mojego kierunku. Anie poznałem na spotkaniu integracyjnym naszego roku jakoś w październiku, później codziennie widywaliśmy się na uczelni, wspólne wykłady, ćwiczenia, aż w końcu doszło do pierwszego spotkania w kawiarni, później były kolejne. Na trzecim poszliśmy razem na imprezę do klubu, która w efekcie końcowym zakończyła się pobudką u niej w mieszkaniu. Zapowiadało się naprawdę przyjemnie. Przed świętami nasza relacja trochę przyschła, każde z nas pojechało do rodzinnego miasta, które były oddalone od siebie o około 300km. Sporadycznie rozmawialiśmy przez telefon, czasami na fb. Po świętach wszystko obumarło, ja zająłem się nauką na pierwsze większe kolokwia, ona zrobiła sobie dłuższą przerwę od uczelnianych zajęć, na poczet pracy w galerii handlowej. Kontakt zaczął się urywać, aż zeszliśmy na jedyne cześć, buziak na przywitanie i trywialne gadki o zbliżającej się sesji, zaliczaniu itp. Oprócz niej były i są nadal inne kobiety, które również udało mi się poznać na uczelni, w klubie lub przez znajomych, znajomych, bądź co bądź codziennie udaje mi się poznać kogoś nowego (co bardzo mnie cieszy) i chyba dzięki temu, że miałem w zanadrzu inne świeże relacje zarówno te koleżeńskie, jak i te bardziej głębsze, do których mogłem spokojnie wrócić zrozumiałem, dlaczego warto nauczyć się tracić kobiety... Teraz, pomimo pewnych wytycznych przekonań mówiących o właściwym, ale też spontanicznym przebiegu relacji z kobietami od poznania, do zbudowania swoistej więzi, zyskałem dodatkowo luz i swobodę we wchodzeniu w coraz to nowe znajomości, co spowodowało, że jest ich znacząco więcej, a przede wszystkim zrozumiałem coś bardzo ważnego, czyli to, że dzisiejsze "jesteśmy razem" nie oznacza bycia razem następnego dnia.

Już od pierwszych etapów nawiązywania znajomości z płcią przeciwną możemy napotkać szereg nieścisłości, zaczynając od nieodwzajemnienia uśmiechu ze strony kobiety, zlewki podczas podejścia, niechęci do przedłużenia kontaktu, nie odbierania telefonu po ówczesnym wpisaniu 8 cyferek, po bardziej złożone procesy poznawcze typu spotkania, oziębłość w dotyku, niechęć do pocałunku, opory przed seksem, zbyt szybkie prowadzenie relacji w kierunku związku i na odwrót, czyli wpasowywanie nas w szufladkę przyjaciela, zamiast związkowego partnera. Jeśli ktoś zetknął się z podobną sytuacją, to zapewne zaczął zastanawiać się nad własnym postępowaniem, na tym, co i jak robi oraz na dogłębnej analizie przeplatanej pytaniem "co znowu zrobiłem nie tak?". Rozkładanie na czynniki każdej relacji, która bardziej lub mniej przyczyniła się do tego, kim jesteśmy obecnie trochę mija się z celem, ponieważ możemy domniemywać powodów i szukać przyczyn takiego, a nie innego obrotu sprawy, ale to będą tylko nasze subiektywne przypuszczenia, które w przyszłości mogą pomóc, ale też nie są żadną gwarancją sukcesu.

Niepowodzenia i końcowa porażka w przypadku głębokiej inwestycji naszego czasu, energii, pieniędzy, uczuć i myśli w jakąś relację może odbić znaczące piętno na naszym całym funkcjonowaniu, a zwłaszcza w momencie nieumiejętnego ustanowienia priorytetów i postawienia związku z kobietą na piedestale. W przypadku krótkofalowych znajomości nasz wkład jest zbyt niski, abyśmy mogli wręcz uzależnić się od poczucia przywiązania do drugiej osoby i ewentualne odrzucenie niema na nas takiego oddziaływania jak np. w przypadku związku.

To właśnie stąd pojawiła się w mojej głowie genialna idea pt "nauczmy się tracić kobiety", bez której obecnie nie wyobrażam sobie prowadzenia jakichkolwiek długoterminowych relacji, ponieważ zamiast tracić wiele frustrujących chwil spowodowanych odejściem osoby, z którą budowałem coś genialnego - przynajmniej w moim mniemaniu, dodatkowo tracić czas i energię na rozpamiętywanie tego, co było między nami i dobijać się tym, że to właśnie się skończyło, wolę zapewnić sobie bezpieczeństwo, swobodę, luz i przestrzeń, która daje mi możliwość wzięcia głębokiego oddechu, popatrzenia obiektywnie na to, co było między nami i wybraniu najlepszych, najbardziej wartościowych chwil z naszej relacji i rozpoczęcia budowania kolejnych znajomości z jeszcze większym bagażem doświadczeń i przeżyć.

Przejdźmy teraz do powstawania konfliktów na różnych etapach znajomości, zaczynając od tego najniższego, czyli poznanie, później rozwój znajomości, aż po związek, jego rozpad i możliwość wejścia w kolejną relację.

Konflikty w relacjach poznawczych

Konflikty w początkowej fazie zawierania znajomości powinny być tak naprawdę mało dla nas istotne z racji niskiego stopnia inwestycji czasu, energii, pieniędzy i emocji, lecz niestety do tej pory dla niektórych to nadal spore wyzwanie. Napięcie, czy strach przed odrzuceniem, które również są elementami konfliktu często biorą się z presji nakładanej na nas z zewnątrz. Ten kumpel ma juz dziewczynę, tamten sypia już z dwoma naraz, ludzie ze społeczności też jakoś ruchają, to ja też musze, nie mogę być gorszy. Taki gość podchodzi do kobiet z lepszym/gorszym skutkiem, lecz gdy przeważa ten drugi, gorszy skutek to w większości przypadków bywa, że delikwent odczytuje reakcję kobiety, jako odrzucenie, czy zlewkę - co może nie być zgodne z prawdą z wielu powodów, lecz mimo wszystko spada mu stan, energia i znika chęć do kolejnych podejść, bo "może to nie dla mnie", "może to nie jest sposób na poznawanie kobiet.." i pojawia się konflikt.

Głównym trzonem poznawania kobiet jest zdanie sobie sprawy, że jeśli nie poznam jakiejś dzisiaj to nic takiego się nie stanie, ponieważ w przyszłości poznam ich setki, a nawet tysiące. Z kilkudziesięcioma wejdę w głębsze relacje, z kilkoma stworze świetne związki, a z tą jedną kobietą zostanę do końca życia. Dzisiejsze "nie" usłyszane od kobiety po ówczesnym podejściu nie oznacza, że to samo usłyszymy jutro, pojutrze albo przy kolejnej próbie poznania jej. Wielu gości nie zdaje sobie sprawy z tego, że przejmując się zlewkami i koncentrując się na tym, żeby ich nie dostawać, będą otrzymywać je coraz częściej, pomimo, że wszystko robią właściwie i słusznie. Im więcej myśli, energii, czasu, emocji skupiamy na czymś, tym więcej tego do siebie przyciągniemy. Skupiając swoją uwagę na porażkach, przyciągniemy je do siebie jak magnes, a dodatkowo będziemy napędzać w sobie strach i napięcie przed kolejnym odrzuceniem. Machina się napędza i jeśli tego nie przerwiemy to nadal będziemy uważać, że inni mają lepiej, mają więcej kobiet, więcej seksu i bliskości, a my nadal stoimy w miejscu.

Nota bene sam taki byłem. Pamiętam, jak na przełomie 2-3 klasy liceum, gdy zaczynałem praktykować nic mi się nie udawało. Dużo czytałem, umawiałem się z chłopakami ze społeczności, szliśmy do galerii, robiliśmy kilkanaście lub czasami kilkadziesiąt kółek wokół galerii i nic - nic się nie wydarzyło, ba, nawet ani razu nie podszedłem! W klubach było podobnie, choć podchodziłem to miałem same przyjebane reakcje. Wracałem po jakimś wypadzie i nadal czytałem, czytałem, bo nie wiedziałem za chuja co robię źle. Nikt wtedy mi nie powiedział, że chodzi o nastawienie, błędne przekonania, nawyki, a przede wszystkim o moje myślenie. Koncentrowałem się na tym, żeby nie doświadczać porażek a i tak ciągle je doświadczałem, przypadek? Jasne, że nie. Teraz to wiem, choć wtedy nieźle frustrował mnie fakt, że tyle chce, próbuje, a jeden wielki chuj mi wychodzi. Odkąd zrozumiałem, że nie techniki, złożone teksty, patterny i strategie zapewniają sukces z kobietami, odtąd mam ich coraz więcej, a relacje z nimi są jeszcze bardziej intensywne i takie, jakie naprawdę chce, aby były.

Tak naprawdę, najwięcej przeszkód, barier i wszystkiego innego, co tworzy konflikt znajduję się tylko w naszej głowie. Jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że każde podejście to postęp, progres i wygrana, wtedy zobaczymy, że porażki w rzeczy samej nie istnieją, a to, co nas spotyka służy jedynie naszemu wzrostowi - niczemu innemu. Tego Ci życzę!

Konflikty podczas rozwijania relacji

Rozwój znajomości, to moment poznawania się, spędzania ze sobą dużo czasu, dawaniu sobie wielu emocji, budowaniu zainteresowania i prowadzenia relacji w określonym kierunku np. przyjaźni lub związku. To na tym etapie tak wielu gości odpuszcza sobie działanie z najróżniejszych powodów, które z reguły są błędnie odczytane lub kompletnie nie zgadzają się z rzeczywistością. Oschłość ze strony kobiety lub odmówienie zaproszenia na spotkanie powoduje rozczarowanie i wątpliwości, co do dalszej kontynuacji jakiejś znajomości. To właśnie wtedy zaczynamy wkręcać sobie, że kobieta nie jest już nami zainteresowana i w rezultacie obwiniamy za to siebie, a przyczyny takiego zachowania mogą być zupełnie inne. Często ubolewamy, że coś, co miało duże szanse powodzenia, teraz po prostu nie idzie po naszej myśli. W tym momencie pojawia się mechanizm tworzenia oczekiwań, który spowodowany jest powierzchowną idealizacją niedoszłej partnerki i wspólnej przyszłości, a to jest pierwszy krok do pojawiania się różnych konfliktów.

Zanim skwalifikujemy jakąś relację odnośnie tego, czy jest sens prowadzić ją dalej, czy nie, warto zawsze sprawdzić, czy nasze przypuszczenia są na pewno prawdziwe. Tendencją naszego umysłu jest halucynowanie i dorabianie nowych wydarzeń do rzeczywistych faktów. Im więcej o czymś myślimy i analizujemy, tym więcej pojawi się w naszej głowie wątpliwości, pytań, nieścisłości, a to prowadzi do wkręcania sobie różnych dziwnych i niestworzonych historii. Nie da się "nie myśleć", ale da się myśleć o czymś, na co mamy wpływ i co jest w naszym zasięgu działania, jednocześnie koncentrując się na rzeczywistych faktach, a nie na własnych halucynacjach. Jeśli macie jakieś obiekcje, co do tego, czy należy ciągnąć daną znajomość dalej, czy może zerwać kontakt, to najlepiej sprawdzić u źródła, czyli szczerze porozmawiać z kobietą i ustalić to, jak się sprawy mają. Możecie też wybrać drugą, łatwiejszą drogę, czyli po prostu dorobić sobie odpowiednią historię, stworzyć parę wymówek i skutecznie usprawiedliwić swoje działanie w związku z jakąś relacją - to też jest wyjście, ale nieraz przekonałem się, że moje teoretyzowanie nie przyniosło mi zbyt wielu korzyści, a wręcz zaszkodziło.

W relacji z Anią wybrałem szczerą rozmowę, po której wiedziałem dokładnie, na czym stoję. Już wcześniej skończyłem z rozmyślaniem i analizowaniem możliwych powodów rozpadu jakiejś relacji i w tym przypadku było podobnie. Nie skupiłem się na samodzielnym wyszukiwaniu przyczyn braku rozkwitu naszej znajomości, tylko zaproponowałem spotkanie i po 2h wiedziałem, o co chodzi. Poznałem realne powody takiego obrotu sprawy i ze swojej decyzji jestem w pełni zadowolony. Summa summarum relacja z Anią tylko mnie umocniła, sprawiła, że okres rozpoczęcia przygody ze studiami zapamiętam już na zawsze i będę go wspominał - ba, już to robię, jako coś wspaniałego. Obecnie utrzymujemy kontakt na płaszczyźnie uczelnianej, co nie znaczy, że w przyszłości nie odnowię z nią szerszego kontaktu.

Inwestycja podczas poznawania się z kobietą jest o tyle niska, że nie odbija się na nas w przyszłości, tak jak np. związek. To, co należy zrozumieć i wprowadzić do swojego życia, to idea, mówiąca o spontanicznej ciągłości różnych znajomości i zdanie sobie sprawy, że różnica zdań, prowadząca do jakiegoś rozłamu, czy rozpadu jest czymś normalnym i naturalnym. Receptą na zachowanie wolności emocjonalnej i trzeźwości umysłu jest nawiązywanie dużej ilości relacji z kobietami, aby po prostu nie analizować jakiejś pojedynczej niekorzystnej dla nas sytuacji związanej z jakąś niedoszłą partnerką, a przede wszystkim wytworzenie i umocnienie w sobie przekonania, że jeśli nie ta kandydatka, to po prostu będzie kolejna, następna, lepsza kobieta, z którą stworzymy coś naprawdę fajnego.

Przywilejem mężczyzn jest swoboda w nawiązywaniu nowych kontaktów z płcią przeciwną. To do nas należy pierwszy krok oraz możliwość wybrania kobiety, z którą możemy (o ile ona tego chce) być lub kontynuować dalej znajomość. Nie spodobamy się każdej i oczywiście to nie jest naszym obowiązkiem - wybierajmy te najbardziej wartościowe osoby i to właśnie z nimi spędzajmy czas. Powinniśmy zachować w tym umiar i dystans, przecież wszystkich kobiet i tak nie poznamy... ale próbować trzeba. Tego Ci życzę!

Konflikty w relacjach związkowych

Związek, czyli więź łącząca dwojga ludzi. Z reguły jest to coś wspaniałego, ale czasami może okazać się traumatycznym przeżyciem dla obojga partnerów, a dodatkowo może negatywnie wpłynąć na naszą przyszłość (zazwyczaj po rozstaniu) - zwłaszcza w momencie błędnych przekonań lub uzależniania swojej wartości od kobiety, z którą jesteśmy razem. Na tej płaszczyźnie znacząco częściej dochodzi do konfliktów niż w przypadku wcześniejszych faz z najróżniejszych przyczyn. Dodatkowo są one bardziej intensywniejsze, mocniejsze, ponieważ w grę wchodzą silne emocje, być może zauroczenie, czy przywiązanie.

Często nieporozumienia w związku spowodowane są tzw. "docieraniem się", ale mogą też wypływać z braku zrozumienia, niskiej inwestycji któregoś z partnerów, zazdrości o byłych, strachu przed rozstaniem, zdradą lub rozbieżności przekonań co do pewnych kwestii np. seksu. Uczucia odrzucenia, odepchnięcia, porażki na tle związkowym często podyktowane są nadmiernymi halucynacjami i układaniem wspólnej przyszłości, czyli po prostu życie tym, co ma się wydarzyć, a nie tym, co trwa obecnie. Takie wychodzenie nadto wprzód wiąże się z umiejscawianiem na naszej linii czasu już nie tylko nas samych, ale też kobiety, z którą będziemy robić i tworzyć to, co sobie wyobraziliśmy. Każdy zapewne tego doświadczył i tworzył genialne wizje o zasięgu krótkoterminowym jak np. wspólny czwartkowy wypad za miasto, kolacja, jakiś spacer, oraz te o długoterminowym jak prezent urodzinowy, czy wspólne wakacje nad morzem. Im więcej rozmyślamy o przyszłości, tym więcej energii w to wkładamy, a jednocześnie wytwarzamy w sobie nieodpartą nadzieje i ochotę na to, że to, co planujemy się zrealizuje, nie biorąc w ogóle pod uwagę tego, że może i pójdziecie razem jutro do kina, czy na jakąś kolację, ale już w wakacje, za 3, 4 miesiące, czy pół roku może nie będziecie już ze sobą z różnorakich przyczyn. Przez ten dłuższy okres, ba nawet i ten krótszy może wydarzyć się tyle rzeczy, że nawet nie będziecie świadomi, że coś takiego w ogóle może nastąpić. Jeśli coś nam nie wyjdzie, coś pójdzie nie po naszej myśli, to od razu odpalamy w sobie negatywne emocje, niszcząc nasz obecny stan. Powstaje pytanie: "po co?!". Zamiast być genialnym wizjonerem waszej rzekomej wspaniałej przyszłości, możecie żyć tym, co dzieje się obecnie, jednocześnie zapewniając sobie komfort, że nawet jeżeli coś pójdzie nie tak, to ewentualne rozczarowanie, czy rozgoryczenie najzwyczajniej się nie pojawi, ponieważ nie będzie do tego żadnych podstaw. Relacje, są tą płaszczyzną naszego życia, w której myślenie perspektywiczne rzadko się przydaje. Warto oczywiście obrać jakiś kierunek np. relacja związkowa, czy seksualna, ale nic więcej, ponieważ to "więcej" nie jest nam wcale potrzebne do szczęścia. Wiecie, im bardziej się napędzacie, to tym mocniej dostaniecie po dupie w momencie, gdy coś się zepsuje lub nie wyjdzie. Faceci często zapominają, że halucynując o wspólnej przyszłości z kobietą inwestują w to dużo energii, czasu, emocji, czyli z miejsca zakładają, że wszystko to, co sobie wyssali z palca zrealizuje się, jeśli tak się stanie to super - punkt dla Ciebie, lecz jeśli rzeczywistość okaże się inna, to z automatu pojawi się frustracja, złość, rozczarowanie. Po co sobie utrudniać życie? Relacje rządzą się spontanicznością, ekspresją i jeśli są nieprzewidywalne, to właśnie wtedy sprawiają nam najwięcej frajdy, pozytywnych emocji, fantastycznych przeżyć i szczęścia, a o to właśnie chodzi w każdym związku.

Kolejną kwestią jest uprzedmiotawianie kobiet, z którymi jesteśmy razem. Fakt, że jesteśmy w związku, czyli posiadamy łączącą nas więź emocjonalną nie jest niczym tak naprawdę trwałym i nie definiuje tego, że ta kobieta jest "Twoją kobietą", bo w rzeczywistości ta osoba zdefiniuje siebie tak, jak najlepiej potrafi i zapewniam Cię, że nie pojawi się w jej definicji przynależność do Ciebie (dla jasności idzie to też w drugą stronę, czyli Ty też nie jesteś jej facetem). Takie uprzedmiotawianie partnera/ki działa silnie na podświadomość, ponieważ uzależniamy pośrednio swoją wartość od tego, czy mamy tą drugą osobę przy boku, czy nie. To jest bardzo niszczące i niekorzystne zwłaszcza w przypadku rozpadu relacji, ponieważ wtedy nasz świat, który był dość mocno skorelowany z tą osobą zamienia się w ruinę i później bardzo ciężko nam się pozbierać lub stworzyć coś nowego z kolejnym człowiekiem. Ona nie należy do Ciebie, jest osobą wolną tak jak my wszyscy. To, co was łączy to uczucie, wspólne chwile, przeżycia i być może wspólna przyszłość, lecz od pierwszych chwil waszego związku, warto przyjąć założenie, że dzisiejsze razem, nie oznacza bycia razem następnego dnia. Oczywiście nie popadajmy w skrajności i nie skupiajmy się w każdej chwili na tym, że zaraz wszystko może się rozlecieć, popsuć i zjebać, ponieważ tak w rzeczywistości wcale nie musi się stać, aczkolwiek warto być przygotowanym na to, że wspólne przyszłe plany mogą się po prostu nie zrealizować. Nie wiadomo kiedy, czy za tydzień, miesiąc, rok, czy może całe dwudziestolecie - to jest nie istotne, najważniejsze jest nastawienie na to, że w przyszłości wasza relacja się zakończy, każde pójdzie w swoją stronę, stworzy nowy związek z nowymi partnerami/kami, ale to co was połączyło i co razem przeżyliście, tego nikt wam nie zabierze i to w tej całej zabawie zwanej życiem jest najlepsze. Tego Ci życzę!

Traćmy kobiety, zyskujmy wolność

Przede wszystkim tracąc coś, wchodzimy w coś zupełnie nowego, nota bene nie można stracić czegoś, czego jeszcze nie posiadamy, a jednocześnie nie możemy wejść w coś nowego, tkwiąc w czymś, w co weszliśmy już wcześniej - wiem, trochę to zaplątane.

Wyjście z jednego związku z kobietą, gwarantuje swobodną możliwość wejścia w kolejną relację, która może być lepsza i będzie, jeśli wykorzystamy nowe doświadczenie z poprzedniej znajomości. Odrzucenie ze strony jednej kobiety umożliwia nam poznanie kolejnej. W momencie dostania zlewki od jednej kobiety, alternatywą będzie pozytywna reakcja od drugiej. Wyobraźcie sobie, gdy otrzymujecie negatywną reakcję od kobiety, która wam się spodobała, wkurwiacie się, że znowu wam nie wyszło, a w tym samym czasie, zamiast robić kolejne podejścia i nie poddawać się, mija was kobieta, do której gdybyście podeszli dostalibyście oczekiwaną, dobrą reakcje, a mało tego, może od razu poszlibyście razem na kawę lub na krótki spacer w tą sprzyjającą pogodę -10 stopni.

Ważne jest to, żeby otworzyć się na nowe możliwości, ale też nie obwiniać siebie za to, co zrobiliśmy tak, a nie inaczej. Dobrze jest zrozumieć, że nie istnieje "nie wyszło", "zjebałem" - zrobiłeś to, co akurat umiałeś najlepiej w danej chwili, ponieważ gdybyś wiedział jak zrobić to inaczej i lepiej, zapewne byś to uczynił. Nie ma nieudanych podejść, przyjebanych związków, toksycznych przyjaciół, wszystko, czemu nadajesz wartość jest subiektywnie przez Ciebie skwalifikowane, ale też jest najlepszym możliwym wyborem, sytuacją, momentem na obecną chwilę. Zwrot nauczmy się tracić kobiety to tak naprawdę nauczmy się tworzyć nowe, lepsze relacje i oduczmy się narzekać, frustrować, przejmować i przewartościowywać przeszłości. Warto wyrobić w sobie umiejętność godzenia się z odejściem kobiet od naszej osoby - tyczy się to tych, które dopiero poznajemy, jak i tych, z którymi łączyło nas coś więcej, ponieważ daje nam to kolejną cenną lekcją, z której możemy się wiele nauczyć, a jednocześnie dostajemy zielone światło do poznawania kolejnych i tworzenia coraz to lepszych znajomości.

Dodatkowo warto uświadomić sobie, że każda więź, którą stworzyliśmy z drugą osobą nie jest wieczna, ani trwała, tylko jest czymś dynamicznym i ciągle się zmieniającym. To, czy wykorzystamy to na własną korzyść i będziemy elastycznie dopasowywać się do tego, co akurat się dzieje, zależy tylko od nas. Według Prawa Początku i Końca wszystko, dosłownie wszystko w czym istnieje proces rozpoczęcia, realizacji, trwania i zakończenia ma swój moment rozruchu, istnienia i wypalenia. Zaczynając od spraw błahych i przyziemnych takich jak np. poranna kawa, mamy do czynienia z: 1) początkiem - ochota wypicia kawy, 2) realizacją - zagotowanie wody, wsypanie odmierzonej ilości kawy i ewentualnie cukru do kubka, zalanie tego gorącą wodą 3) trwaniem - proces picia kawy, 4) zakończeniem - zaspokojenie pragnienia, przechodząc dalej do spraw bardziej istotnych, czyli np. proces kształcenia się lub osiągania pozycji społecznej, aż po najwyższą fazę, czyli początek (narodziny), trwanie (życie) i koniec (śmierć) istnienia na ziemi. To samo tyczy się oczywiście relacji międzyludzkich i każdej innej płaszczyzny egzystencji. Nota bene zależności i zasady tego prawa można bardzo korzystnie odnieść do własnych porażek i błędów, jakie robimy w naszym życiu i perfekcyjnie obrócić je na naszą korzyść, ale to za szeroki temat, aby poruszyć go w tym artykule. Najważniejsze jest zrozumienie tego, że to, co trwa obecnie, nie jest wcale niezniszczalne i kiedyś przeminie, a jednocześnie powstanie z tego coś zupełnie nowego i lepszego.

Często o tym zapominamy, co później bardzo znacząco w naszych dalszych relacjach. Jednym z takich przypadków jest rozgoryczenie i rozczarowanie po rozpadzie związku z kobietą, z którą wiązaliśmy wspólne plany i nadzieje. W momencie rozstania następuje zaskoczenie i pustka, bo coś, co tworzyliście razem przez dany okres czasu nagle przestaje istnieć. Gdy zrozumiemy, że każda relacja ma swój początek i koniec, to łatwiej będzie nam zregenerować się po rozstaniu, odrzuceniu, zlewce, a jednocześnie pozytywnie i z jeszcze większą ochotą i motywacją nastroić się do zawarcia nowej znajomości z kobietą - zapewne z atrakcyjniejszą i jeszcze bardziej wartościową od poprzedniej.

Osiągnij swoją niezależność - Ty wystarczysz!

Podstawą bycia człowiekiem z wysokim poczuciem własnej wartości jest zdanie sobie sprawy z faktu, że Ty - Twoja wartość wystarczy dosłownie do wszystkiego. To, kim jesteś obecnie w zupełności daje Ci prawo, a wręcz obowiązek do możliwości bycia kochanym, szanowanym, cenionym, radosnym, empatycznym, wdzięcznym, szczęśliwym i bogatym - nie tylko materialnie, ale też duchowo, emocjonalnie, umysłowo. Każdy zewnętrzny punkt odniesienia typu samochód, gruby portfel, 1500+ znajomych na facebooku lub piękna, zgrabna, atrakcyjna, inteligentna i seksowna kobieta jest tylko dodatkiem do Twojej indywidualnej i wyjątkowej rzeczywistości, do Twojego osobistego świata. Partner lub partnerka, dobra materialne, społeczne, ekonomiczne i technologiczne to jedynie części składowe naszego istnienia, które owszem, ułatwiają nam bytowanie, "godne życie", ale nie tworzą naszej wartości, one nie są wyznacznikiem naszego "Ja", a jedynie brakującym puzzlem do reszty układanki.

Zazwyczaj gdy posiadamy dobra takie jak: pieniądze, status społeczny, związek, dom, pracę, to najzwyczajniej boimy się to stracić, ponieważ to mogłoby spowodować gwałtowną i być może trwałą zmianę w naszej rzeczywistości, do której nota bene jesteśmy przywiązani i przyzwyczajeni. Boimy się czegoś nowego, nie ze względu na to, że to, co nowe może być gorsze od poprzedniego (zazwyczaj lepszego się nie boimy), tylko strach dotyczy utraty komfortu, który obecnie jest nam dany i w którym czujemy się bezpiecznie. Boimy się czegoś nowego nie ze względu na to, że to będzie lepsze od poprzedniego, tylko z racji utraty komfortu, który obecnie jest nam dany i w którym czujemy się bezpiecznie.

Jeżeli znamy swoją wartość i wchodzimy w nowe relacje z przekonaniem "Ja wystarczę!", a jednocześnie kochamy, szanujemy, cenimy siebie i nie mówię tutaj o narcyzmie, tylko zdrowym podejściu do własnej osoby, to z automatu kobiety, które spotykamy na swej drodze traktujemy z pewnym dystansem i granicą. Jeśli zaś jest odwrotnie i budujemy nasze szczęście w oparciu o to, co posiadamy, to w momencie utraty tego czegoś lub kogoś, automatycznie uwalniają się w nas negatywne emocje, złość, rozgoryczenie itp. itd. Cały wic polega na tym, żeby zamiast uzależniać nasze dobre samopoczucie, wolność emocjonalną, czystość umysłu od innych coś znaczących dla nas osób, to sami dla siebie stanówmy silną wartość i bądźmy magnesem na pozostałe, wartościowe osoby. Takim sposobem przestaniemy być potrzebującymi, a dodatkowo będziemy zapraszać innych do naszego świata i jeżeli ta podróż im się spodoba, to zostaną z nami na dłużej, jeśli nie, to spoko - grzecznie odprowadzamy ich do drzwi wyjściowych. Oczywiście nie oznacza to, że mamy nie poznawać nowych osób, tylko to oni ciągle mają poznawać nas, bo jesteśmy tacy ciekawi i atrakcyjni - niestety to tak nie działa. W momencie, gdy zrozumiesz, że Ty wystarczysz i nie potrzebujesz w gruncie rzeczy nikogo i niczego do budowania swojego szczęścia, to pozwolisz stworzyć wokół siebie przestrzeń, którą inni ludzie będą chcieli wypełnić. To, czy zostaną z Tobą, czy nie, to już sprawa indywidualna każdej z tych osób. W takiej sytuacji zrzekasz się odpowiedzialności, bo to właśnie Ty jesteś gospodarzem, a oni kierując się ciekawością lub zainteresowaniem przyszli do Ciebie i zostaną z Tobą na taki okres, jaki im pozwolisz.

Dzięki tej strategii staniesz się osobą niezależną i wolną od innych, ale to, czy ją wykorzystasz, zależy tylko od Ciebie. Niepowodzenia na płaszczyźnie relacji damsko-męskich, takie jak nieudane podejścia, urwanie kontaktu po kilku spotkaniach, czy rozpad związku z jakąś kobietą przestaną wywierać na Tobie jakikolwiek wpływ, ponieważ to Ty sam dla siebie jesteś motorem do rozwoju, radości, obfitości, spełnienia, ekscytacji i szczęścia. Przekonanie "umiem tracić kobiety", ponieważ sam dla siebie stanowię najwyższą wartość i nie potrzeba mi dowartościowywania się zewnętrznymi czynnikami odniesienia jest jednym z najkorzystniejszych przekonań w relacjach, ponieważ albo ktoś sobie to uświadomi, przemyśli, zrozumie, zaakceptuje i wdroży z lekkimi modyfikacjami do swojego trybu życia albo uzbroi się na otrzymywanie ciągłych kopów w dupę od byłych, teraźniejszych i przyszłych partnerek, przyjaciół, kolegów, znajomych, a zapewniam Cię, że jeśli dałeś sobie wejść na głowę raz, to ludzie chętnie to wykorzystają i powtórzą zawsze, gdy będą mieli na to ochotę. Zmień to!

Tak na koniec...

Życzę Ci, żebyś każdą relację zaczynał i kończył z przekonaniem "Ja wystarczę" i dodatkowo wyrobił w sobie umiejętność tracenia kobiet, zarówno tych przeszłych, teraźniejszych, jak i tych, które dopiero poznasz, abyś zawsze mógł zachować trzeźwość umysłu, wolność emocjonalną i niezależność. Mieć takie przekonania to jedno, a gruntowne budowanie własnej wartości to druga kwestia, o której napiszę w kolejnym blogu.

Enjoy.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Charlie P.

Jak dla mnie tekst bardzo

Jak dla mnie tekst bardzo dobry. Osobiście nie uważam się za gościa słabego psychicznie, ale też nie uważam się za mocnego. Jestem gdzieś pośrodku, ale staram się kierować swoją wyobraźnią tak żeby być jak najsilniejszy i potrafić każdą negatywną myśl przeistoczyć w pozytywną, lecz czasem w chwili słabości (każdy ma czasem takie chwile) brakuje mi na to odpowiednich słów żeby się wybić. Ten tekst traktuje jako PRZYPOMNIENIE jak należy się zachować po stracie partnerki. U mnie wygląda to tak: dopada mnie lekka bezsilność, wątpliwości... CZYTAM TO I JADĘ DALEJ!!! OD RAZU PO PRZECZYTANIU CZUJĘ SIĘ LEPIEJ!!! TEKST TROCHĘ DUGI, ALE JA ZROBIĘ TAK, ŻE GO EDYTUJE NA WŁASNY UŻYTEK CZYT. SKRÓCĘ I BĘDĘ UŻYWAŁ KIEDY BEDZIE POTRZEBA! Smile
dZIĘKI pOZDRAWAIM

Portret użytkownika Corvette

Ja umiem tracić, szkoda, że

Ja umiem tracić, szkoda, że ktoś nie napisze bloga jak nie stracić. Chwilowo zmęczyło mnie poznawanie kobiet.

Tekst jest wartościowy, ale

Tekst jest wartościowy, ale jakaś część to robiąca z mózgu sieczkę, w sensie, że po przeczytaniu takiego bloga, mam ochotę robić, to co autor w nim piszę, mimo, że to nie będzie w zgodzie ze mną i nie będzie odzwierciedlało prawdziwego mnie. Wtedy utracę naturalność chyba, przestanę bywać sobą.

Poza tym opisałeś tutaj schematy i zwróciłeś uwagę na naprawdę ważne i istotne rzeczy, jak np. "Konflikty w relacjach związkowych" a dokładnie o halucynacjach na tle przyszłości... Sam teraz przez to przechodziłem ostatnio, aż dałem lasce znać, że nie możemy już ze sobą gadać więcej, bo nie mogę już dłużej cierpieć, że jej nie ma, bo się stoczę prawdopodobnie.

Tekst naprawdę na +, świetną robotę odwaliłeś ziomeczku, moje uznanie Smile.

Dobry tekst. Jestem w

Dobry tekst. Jestem w sytuacji po stracie nie partnerki a przyjaciółki. Wspólne spotkania, szczere częste rozmowy, meile, kino, teatr.... I nagle z dnia na dzień zero kontaktu, rozmowy, bez wyjaśnienia, bez słowa, mijamy się jak obcy ludzie, najgorsze jest to że pracujemy razem...
Ile ja się zastanawiałem dlaczego tak jest, analizowałem każdą sytuację, każde słowo, gonitwa myśli itp.

Teraz zdałem sobie sprawę, że ona nie zaslugiwala na moją przyjaźń, moje poświęcenie. Mam swoje życie, w którym ja jestem najważniejszy, swoje zainteresowania, potrzeby, pragnienia. Dobrze jest przeczytać coś takiego co otworzy nam oczy.

Portret użytkownika Jasin

"Teraz zdałem sobie sprawę,

"Teraz zdałem sobie sprawę, że ona nie zaslugiwala na moją przyjaźń, moje poświęcenie. Mam swoje życie, w którym ja jestem najważniejszy, swoje zainteresowania, potrzeby, pragnienia. Dobrze jest przeczytać coś takiego co otworzy nam oczy." - Dokładnie, tylko nie mów że ktoś na coś nie zasługiwał, bo to jednak tak jakbyś miał do niej żal. Ja autentycznie przestałem używać słowa "wina" - bo są tylko przyczyny. Jestem prawie pewien, że zaczynając waszą przyjaźń nie zakładała czegoś takiego. Idąc każde w swoją stronę okazało się że przez chwilkę mieliście razem po drodze, ale tylko przez chwilkę. Ciesz się wspomnieniami - moja rada.

Pozdrawiam.

Portret użytkownika Jasin

Kurcze. Po przeczytaniu tego

Kurcze. Po przeczytaniu tego przypomniałem sobie kim jestem. Oczywiście problem w związku przestał istnieć jakieś 5 minut później.

BTW. Polecam książkę (jest również całkiem dobra, choć stara ekranizacja) "Grek Zorba" autorstwa Nikosa Kazantzakisa. Ciężko kupić bo ostatnie wydanie w 88' ale w bibliotece są na 100%!

Wpis naprawdę dobry

Wpis naprawdę dobry merytorycznie, do tego fajnie poskładany. Wiesz Redds, że nie polubiliśmy się za bardzo, ale kiedy tekst dobry, to czemu mam nie pochwalić Smile Na marginesie często na stronie komentarze padają przez pryzmat niechęci do kogoś, złych wibracji. Nie lubię gościa, więc się przyjebię. Staram się tego wystrzegać i mam nadzieję, że mi to jakoś wychodzi Wink

Mam jednak parę skromnych uwag, niejasności, które pozwolisz, że przytoczę... niektóre błahe Tongue

"zyskałem dodatkowo luz i swobodę"

Jaka jest wg Ciebie różnica między luzem a swobodą? Pytam poważnie, bo zastanawiam się czy to tylko kwestia kwiecistości języka, np. jako zabieg w celu podkreślenia czegoś, wzmocnienia znaczenia czy jednak między tymi pojęciami jest jakaś istotna różnica

"To właśnie stąd pojawiła się w mojej głowie genialna idea pt "nauczmy się tracić kobiety""

Ona Ci się nie objawiła, tylko przypomniała, bo ten motyw na stronie już się parę razy przewijał. Nie jest zatem niczym odkrywczym, aczkolwiek warto go przypominać, bo coś w nim jest Smile Bodajże brzmiało to "Jeśli chcesz zdobyć kobietę, musisz być gotowy ją stracić"

"daje mi możliwość wzięcia głębokiego oddechu, popatrzenia obiektywnie"

Ty możesz co najwyżej subiektywnie na to popatrzeć Wink

"Przejdźmy teraz do powstawania konfliktów na różnych etapach znajomości, zaczynając od tego najniższego, czyli poznanie, później rozwój znajomości, aż po związek, jego rozpad i możliwość wejścia w kolejną relację"

Ja na razie jestem na etapie konfliktów pierwszego etapu, bo do etapu rozwoju znajomości mimo 28 lat na karku jeszcze właściwie nie doszedłem Smile

"W relacji z Anią wybrałem szczerą rozmowę, po której wiedziałem dokładnie, na czym stoję"

Zastanawia mnie jak można na podstawie rozmowy z kobietą wiedzieć na czym się stoi... Dla Ciebie mogła to być szczera rozmowa, ale po drugiej stronie masz kobietę, której nigdy przenigdy nie można ufać i brać na poważnie to co ona mówi. Nawet jeśli w trakcie rozmowy była szczera to następnego dnia a może już tego samego będzie miała inne zdanie. Pewnie o tym dobrze wiesz, ale przypomnę, że jeśli już chcesz z takiej rozmowy coś wyciągać to nie zważaj na słowa, a na to jak się ona zachowuje

"Dobrze jest zrozumieć, że nie istnieje "nie wyszło", "zjebałem" - zrobiłeś to, co akurat umiałeś najlepiej w danej chwili, ponieważ gdybyś wiedział jak zrobić to inaczej i lepiej, zapewne byś to uczynił"

Twoim zdaniem Twoje poczynania w galerii, w klubach, które Ci nie wychodziły, które Cię frustrowały nie były zjebaniem? Były czymś najlepszym na co Cię było wtedy stać?