
HEJ!
Stwierdziłem właśnie, że stworzę cykl moich historii, doświadczeń i sytuacji związanych z podrywem.
Skąd taki tytuł? Historie Czarnego Olka?
Pewnie niektórzy z was wiedzą o co chodzi, czym jest Czarny Olek a reszta która nie kojarzy to nie będę zdradzał tylko polecam obejrzeć film "Nic śmiesznego" - zresztą tytuł pasujący do tematyki strony 
Po prostu sam często używam tego określenia w stosunku do pewnego towarzysza
(niedoli?).
Na samym początku, zaznaczam, zresztą już nie pierwszy raz, iż nie uważam siebie za starego wyjadacza podrywu. Powiedzmy, że jestem zaawansowanym amatorem
Chciałbym w tej serii wpisów, na przykładach ze swojego życia, pokazać (szczególnie początkującym) jak trudno jest każdemu z nas przejść z poziomu faceta który nie bardzo wiedział jak zagadać kobietę do takiego któremu podryw zaczął sprawiać przyjemność. Opiszę tutaj akcje udane ale też takie nie do końca.
No to zaczynamy!
Wpierw opiszę genezę mojej osoby. Uważam, że to bardzo ważne aby zobrazować moje późniejsze zachowania, przemyślenia, wątpliwości.
Od czego zaczynałem?
A no od tego, że raczej nie miałem problemu za małolata mieć kontakt z osobnikami płci przeciwnej. Potrafiłem bez problemu zagadać, rozśmieszyć, gdzieś tam złapać za rękę, pupę. Pierwszą
dziewczynę miałem już w podstawówce.
Ale najgorsze było to, że bałem się panicznie POCAŁOWAĆ dziewczynę.
Kurwa, jak o tym myślałem to wyobrażałem sobie jak to zajebiście pewnie jest, chociaż tak naprawdę, w głębi duszy telepałem się jak galareta na samą myśl o całowaniu.
W głowie pojawiał się pomysł jak to zrobić a potem przekuwałem go w plan.
A z wykonaniem planu było chujowo...
Nieświadomy wtedy takich rzeczy (technik podrywu), izolowałem (dopiero teraz to zauważyłem, że przychodziło to naturalnie!) swoje ofiary w miejsca gdzie byliśmy sam na sam. I jak przychodził ten właściwy moment, idealny po prawdzie, to dupa zbita była.
Zamiast stanąć z klatą wypiętą jak jakiś jebany rejtan, złapać w pasie i całować to wyobraźnia zaczęła szwankować i nagle zalewał mnie pot, zaczynało się telepanie rękami jakbym miał delire po miesięcznym piciu i jedyne co wypadało to jeszcze się zrzygać na biedną dziewczynę która czekała na to pieprzone całowanie tak jak ja, cały okres mojego planowania.
I później uczucie wstydu jak mijałem tą dziewczynę czy to w szkole czy na ulicy.
Zresztą w gimnazjum nie było lepiej. A nawet gorzej. Po takich akcjach jak wyżej, moja natualna pewność siebie zaczęła spadać w dół jak słupki poparcia dla PO.
A póżniej liceum. Pierwsza poważna miłość - tego się nie zapomina. Czuć całym sobą takie rzeczy. Wszystko było naturalne. Począwszy od mojego podrywu jej, do randek i zapraszania do domu.
Koleżanka z klasy. Dziewczyn było... a z 6 jak pamiętam na 20-tu paru chłopaków. Taka szkoła. Ona była najśliczniejsza.
Po którejś lekcji podszedłem do niej i zagadałem czy pożyczy mi swój zeszyt, żebym po lekcjach, w domu, uzupełnił notatki. I tak tego nie zrobiłem, chodziło o fakt zagadania (Panowie, jakie to było wszystko naturalne, każdy to miał w sobie, tylko z czasem otoczenie oddziaływało tak, że większość nas została tego pozbawiona - źle robisz to, źle robisz tamto, tak nie wypada).
Później ja się rozchorowałem, a jej trzeba było odzyskać zeszyt. Przyszła do mnie - oczywiście rodzice byli w domu też. Ale jakoś to się rozkręciło samo. I dotyk i przytulanie i nawet całowanie, którego kurwa bałem się jak brania heroiny przyszedł naturalnie. Nie pamiętam już dokładnie jak to całowanie wyglądało ale domyślam się że bardzo słabo - zresztą nie zdarzało się to jakoś często.
I tak sielanka trwała z pół roku może, aż przestała się mną interesować.
Pewnie już nie byłem dla niej atrakcyjny przez zachowanie, zero jakiegoś kombinowania, wymyślania spotkań tylko zazwyczaj siedzieliśmy u mnie. Może ona już myślała o seksie a dla mnie całowanie to był kurwa szczyt jak jebany Mount Everest.
Przyszła kiedyś po lekcjach do mnie i jeb kurwa! Wjebało mnie jak gwoździa w ścianę.
"Zrywam z tobą". Koniec, kropka.
Świat mi się zawalił.
Oczywiście dopytywałem dlaczego, prosiłem żeby tego nie robiła (jak każdy z nas zapewne - nie mówię tu teraz już o wszystkich tych co się ogarnęli z tą stroną - wiadomo trzeba było znieść to jak facet, przytaknąć, podziękować i nara). Na nic się moje psie zachowanie zdało, ofkors.
Ja przyjebany, wydawało mi, się że ona też to przeżywa ale tak na prawdę miała to w dupie. TAK, W DUPIE. Jak zawsze kobiety w takich sytuacjach. Nic się nie zmieniło. Nie działałeś odopowiednio wtedy - miały ciebie W DUPIE. Nie działasz odpowiednio teraz - mają ciebie W DUPIE.
I ja to teraz rozumiem. Ja na ich miejscu też miałbym w dupie faceta który nie potrafi o mnie zadbać i jest ciepłą kluchą - kij mu w ryj, jest wielu innych.
A najlepsze było to, że nie minął miesiąc chyba.
JEB KURWA!
Ona popyla sobie z koleżką z klasy za rękę, całują się, przytulają, chuj wie co jeszcze a pewnie i się bzykali - taki już wiek był i takie czasy a ja się jarałem kurwa całowaniem - no cymbał!
JAK ONA MOGŁA TO ZROBIĆ?!?!
Ja zdołowany a ona se lata z innym. Jak to?
A no tak to. Zrozum Eldoka - jesteś kurwa looser. Miałeś - nie masz. Życie.
Wtedy myślałem, że to koniec świata. A teraz się śmieję jak to piszę.
Ale we mnie wtedy coś pierdolnęło. Czułem się zraniony strasznie. Może to głupie ale ciągnęło się to za mną bardzo długo. Nie potrafiłem zaufać żadnej dziewczynie, do studiów chyba nawet.
Owszem zdarzały mi się jakieś dziewczyny po drodze ale bardzo szybko się to rozpieprzało.
Nawet całować się już bałem znowu.
Ileż to dziewczyn fajnych zrezygnowało ze mnie bo nie domykałem spotkań całowaniem.
Same kurwa porażki.
Zaczął się alkohol, trawka, dragi, imprezy. Gdzieś tam puknąłem z raz, gdzieś tam przelizałem z kilkanaście kobit może na imprezach najebany. Nigdy na trzeźwo, nigdy tylko z mojej inicjatywy.
I tak trwałem w takim gównie, w tej matni zasranej. Najgorsze, że wiedziałem że to gówno jest i się wylewa ale nic z tym nie robiłem.
Później były różne akcje, opisane mniej lub bardziej szczegółowo w moich blogach, postach na forum. Jest jeszcze wiele całkiem świeżych które opiszę niebawem jak np. tą ze znajomym jednym lub drugim małżeństwem 
Ale ta strona mnie odmieniła, serio. Jeśli będziecie się kierowali radami, blogami, podstawami - oczywiście zachowując zdrowy rozsądek i wybierając najlepsze z tego wszystkiego, obiecuję wam, że zaczniecie żyć jak normalny facet w którego życiu są też kobiety. Różne kobiety. Od napalonych mężatek, do nieśmiałych kobiet po popierdolone kurwiszcza. Ale musicie być konsekwentni.
Na koniec tego wpisu, chciałbym podkreślić, że to był tylko wstęp. W następnej części będą już konkretne sytuacje z życia dorosłego faceta 
I jeszcze apel.
PANOWIE! Nie ważne z jakiego punktu zaczynacie. W jakiej kurwa dupie jesteście jeśli chodzi o randki, związki czy podryw. Najważniejsze to się nie poddawać i ciągle próbować. Praktyka! Do tego inwestycja w siebie, w samorozwój.
Ja tak zrobiłem i teraz jestem mega, wkurwe dumny z siebie, że się nie poddałem.
Że teraz idąc w centrum handlowym, widząc ładną kobietę, podchodzę i rozmawiam. Czy uda mi się wyrwać numer, czy tylko zamienić kilka zdań, to jest nie ważne. Ważne jest to, że czuje się pewnie w każdej sytuacji związanej z kobietami ale i nie tylko.
W następnym odcinku Czarnego_Olka - Czego tak naprawdę chciała ta mężatka? (albo w sumie ja, dobra chuj nie ważne czy ja, już i tak po sprawie
)
Pozdrawiam serdecznie całą rodzinę! I tą pindę z liceum przez która miałem zjebaną psychę parę ładnych lat!
El do Ka