Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Kameleon społeczny

4 posts / 0 new
Ostatni
Celos
Nieobecny
Dołączył: 2018-01-31
Punkty pomocy: 0
Kameleon społeczny

Siemanko. Zacznę od tego, że nie mam problemu z gadką. Kiedyś byłem nieśmiały, a przynajmniej nie radziłem sobie ze stresem i bałem się reakcji ludzi. Teraz gęba mi się nie zamyka i nie mam problemu z otwieraniem rozmów. Nawet będąc w związku staram się rozmawiać z ludźmi. Na uczelni, w pracy, chodząc na piwo lub wcinając kurczaka w KFC. Siadam i rozmawiam. Z kobietami nie mam problemów, a im atrakcyjniejsza tym więcej energii zyskuje rozmawiając z nią. Można powiedzieć ze stałem się tym kim zawsze chciałem i, choć początkowo było to dosyć sztuczne, obecnie przychodzi mi to naturalnie. Problem w tym, ze nie potrafię pozbyć się jednego, bardzo denerwującego mnie nawyku i chyba potrzebuje jakiegoś kierunku, bo nie mogę tego rozgryźć. Robię świetne pierwsze wrażenie, chyba opanowałem to do mistrzostwa. Wydaje mi się ze tracę przy bliższym poznaniu. Z jednej strony nie przejmuje się tym co ludzie sobie pomyślą, mogę bez problemu stanąć przed tłumem i zacząć mówić. Umiejętności aktorskie opanowałem do perfekcji, bardzo autentycznie wciskam kit. Paradoks, bowiem łatwiej jest mi kogoś oszukać niż opowiedzieć prawdę, ludzie często wątpią kiedy ja mówię coś co wydarzyło się na prawdę z kolei kłamstwa uchodzą gładko. Nie mogę tego pojąć.
Niby nie przejmuje się ludźmi, a jednak wstrzymuje się przed arogancja lub zachowuje w pkreslony sposób kiedy na radarze pojawia się jakaś osoba której chce się przypodobać. Atrakcyjna koleżanka z uczelni, kierownik w pracy, najemca któremu wręczam hajs za mieszkanie. Przy tych osobach zachowuje się totalnie nienaturalnie, co innego gdy spotykam kogoś kogo być może widzę pierwszy i ostatni raz. Myślałem ze to naturalne, ze człowiek zachowuje się różnie w zależności z kim ma do czynienia ale ostatnio ktoś uświadomił mnie ze jestem strasznie niespójny z samym sobą i odkąd się nad tym zastanawiam, zaczynam dostrzegać w sobie jakby takiego kameleona, aktora. Teraz to może śmieszyć ale zawsze miałem tak ze poznając dziewczynę, przy dłuższej relacji nagle zaczynałem słuchać jej muzyki, lubić takie filmy jak ona. Nie żebym nie miał własnego stylu. Lubiłem trzymać z ludźmi, którzy wydawali mi się spoko i wówczas przejmowałem pewne zachowania którymi charakteryzowali się także oni. Rany, jak teraz łącze to wszystko w całość to ta teoria z kameleonem jest bardzo przekonywującą. Nie muszę pracować nad sobą od podstaw, chciałbym się po prostu wyleczyć z tej choroby tylko pytanie czy wystarczy sobie powiedzieć „przestań to robić”? Sztuka bycia nielubianym nie jest mi obca wiec dlaczego nie potrafię być autentyczny w stu procentach? Podzielcie się swoim zdaniem, a ja życzę wam miłego wieczoru Wink

infreak
Nieobecny
Dołączył: 2017-09-16
Punkty pomocy: 115

Bo zamiast budować coś o podstaw nauczyłeś się "grać" i udawać a to nie o to chodzi. Ze skrajności poszedłeś w skrajność - z twojej starej osobowości nie zostało nic i nagle przyjąłeś cechy które nie są zgodne z twoim charakterem innymi słowy jesteś introwertykiem udającym przeciwieństwo introwertyka - ekstrawertyka.

Widocznie źle zrozumiałeś o co w tym wszystkim chodzi. Jak ktoś ma 160 cm wzrostu to nie pcha się na siłe do koszykarstwa. Jak ktoś nie przepada za grą nocną i nie pasuje do tego "klimatu" to nie zmuszą się do NG tylko działa za dnia.

Należy w tym wszystkim znaleźć balans. Zaakceptować pewne cechy swojego charakteru a tylko niektóre zmienić. W momencie jak czytałem twój post miałem wrażenie, że ty poszedłem w skrajność to znaczy zmieniłeś się całkowicie. Wymazałeś całe swoje "JA" i próbowałeś zastąpić to swoją "wyreżyserowaną" wersją siebie - czyli stałeś się swoimi wyobrażeniami idealnego ja. Ale nie wszystko jest możliwe do zrealizowania. Introwertyk nigdy nie stanie się naturalnym ekstrawertykiem, co najwyżej może być po prostu wygadanym introwertykiem.

Fake it till you make it - ta zasada mówi o tym, że należy udawać dopóki nie staniesz się tym kim chcesz. A ty utknąłeś w punkcie "fake it" bo twój "make it" jest niemożliwy do zrealizowania.

Wróć do swojego starego JA i zacznij budować od podstaw pokolei - sprawdzaj co jest spójne z twoją osobowością i na bazie tego dopasowuj elementy układanki. Chyba lepiej mieć gorsze efekty jednocześnie ciesząc się luzem i naturalizmem niż być wiecznym aktorem. Nie podążaj do skrajności, analizuj i staraj się balansować, łączyć te dobre cechy, które już w sobie miałeś z tymi wytrenowanymi. Nie usuwaj całkowicie swojej starej osoby bo na pewno są w niej cechy, które są spójne i wartościowe. Bo to chyba o to chodzi abyś czuł się dobrze w swojej skórze będąc człowiekiem, czyli osobą która ma WADY a nie być idealnym robotem, którego każdy polubi i w każdej sytuacji jest mega hiper ultra pewny siebie. Zastanów się nad tym

Guest
Portret użytkownika Guest
Nieobecny
Starszy moderator
ModeratorWtajemniczonyTa osoba pomogła w składce na serwer
Dołączył: 2009-02-11
Punkty pomocy: 11955

"Kiedyś byłem nieśmiały, a przynajmniej nie radziłem sobie ze stresem i bałem się reakcji ludzi. Teraz gęba mi się nie zamyka i nie mam problemu z otwieraniem rozmów. Nawet będąc w związku staram się rozmawiać z ludźmi. Na uczelni, w pracy, chodząc na piwo lub wcinając kurczaka w KFC. Siadam i rozmawiam. Z kobietami nie mam problemów, a im atrakcyjniejsza tym więcej energii zyskuje rozmawiając z nią. Można powiedzieć ze stałem się tym kim zawsze chciałem i, choć początkowo było to dosyć sztuczne, obecnie przychodzi mi to naturalnie."

Nie, kolego.... Odwrotnie. To właśnie teraz grasz. Twoja prawdziwa natura wychodzi w sytuacjach stresowych, ekstremalnych, gdzie pojawiają się emocje.

________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"

Celos
Nieobecny
Dołączył: 2018-01-31
Punkty pomocy: 0

Moja zmiana zaczęła się z pięć lat temu, już prawie nie pamietam jaki byłem wtedy. Nie byłem nieśmiały, po prostu stresowałem się wszystkim i język stawał mi w gardle. Dostawałem wówczas w kość od rówieśników, byłem typem domatora co wolał siedzieć przed kompem. Trudno mi więc jest oceniać czy byłem intro czy ekstrawertykiem. Nie dostrzegam życia tylko w dwóch kolorach. Chciałbym poznać swoje prawdziwe JA ale trudno mi jest odróżnić prawdę od kreacji. Nie jest tak ze w każdej sytuacji czuje się kameleonem co chce się wszystkim przypodobać. Nie jestem taki przy przyjaciołach, przy dziewczynie, przy rodzicach. Przy nich czuje się zupełnie sobą, zmiana następuje w przypadku ludzi pozornie obcych ale takich z którymi widuje się bardzo często. Czasem, najczęściej na imprezach wydaje mi się ze wszystko gra dopiero potem dziewczyna mówi mi „zachowywałeś się jakoś dziwnie”, sam po jakimś czasie tez dochodzę do takiego wniosku. Nie wiem skąd się to bierze ale pójdę za radą i popracuje nad swoim wewnętrznym JA. Gdzieś się po drodze zagubiłem i dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego problemu. Być może tak jak napisał Infreak, poleciałem ze skrajności w skrajność. Jedyne z czym się niezgodne to stwierdzenie ze jestem introwertykiem. Bardzo dużo czasu spędzałem na samorozwoju, byłem domatorem, nerdem ale nie czułem się źle podrywając laski, wychodząc na głośne imprezy. Zawsze chciałem być towarzyski wiec to by się nie zgadzało. Teraz, przejmując mikrofon na wykładach czy promując imprezy tez nie czuje się zakłopotany. Może moje sztuczne zachowania to taki „plaster”, pozostałość po brakach towarzyskich i kompleksach z młodości?