Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Pozycja Wyjściowa

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

Trafiłeś tu. Jak - tego nie wie nikt. Nikt też nie pyta. Uczysz się. Wychodzi Ci. Tworzysz coś, to coś się rozpada. Uczysz się więc więcej. Zastępujesz jeden system wartości drugim. Jesteś sam. Zaliczasz jedną. Drugą. Trzecią. Dziesiątą. Mija jeden rok, drugi, trzeci, dziesięć lat. Trwasz w przelotnych znajomościach, nie potrafiąc zbudować nic trwałego. Zaczynasz się zastanawiać. Zaczynasz mieć wątpliwości.

Z roku na rok coraz większa rzesza Twoich znajomych zaczyna układać sobie życie. Docierają do Ciebie informacje, że Twoje byłe dziewczyny wychodzą za mąż, zakładają rodziny, rodzą dzieci. Pomimo tego, że nieustannie się rozwijasz i doskonalisz, to inni wybrali inną ścieżkę. Widzisz to na każdym kroku. Zazdrościsz im. Świadomie bądź nie, zaczynasz pożądać takiego życia.

Zazdroszcząc im tego, zaczynasz ich jednocześnie nienawidzić. Dlaczego nie ty? Dlaczego nie ułożyłeś sobie życia dokładnie tak samo jak oni? W czym jesteś gorszy? W czym oni są lepsi? Czy to była Twoja świadoma decyzja, czy może ktoś ci podsunął takie rozwiązanie? Coś w Tobie pęka.

Podejmujesz postanowienie. Od dziś nie przepuścisz już żadnej. Będziesz zdobywał jedną po drugiej. Będziesz je niszczył. Systemowo. Poznawał, uwodził i porzucał. Będziesz odbierać nadzieję. Będziesz ją dawać. Będziesz tak kroczył po tym świecie. Miotał się w tym wszystkim. Szukał. Pragnął. Rozpaczał. Lecz nie doznasz ukojenia. Będziesz jak dziecko, które niszczy na plaży zamki innych, bo nie potrafi zbudować swojego.

Co robisz dalej?

Szukasz nadal pośród wiosek miast lasów i pól?

Czy zaglądasz w głąb siebie?

Decyduj.

Odpowiedzi

Portret użytkownika RafaelB

A potem, przychodzi 40tka lub

A potem, przychodzi 40tka lub koło tego, i rozwód za rozwodem, alimenty i inne przyjemnostki wynikłe z "dojrzałych decyzji" Laughing out loud. Widzisz, jak "kochające się pary", "papużki-nierozłączki" teraz się nienawidzą, bo ona zdradziła na delegacji, albo on "za często pozostawał po godzinach" - i o ten jeden raz za dużo, gdy żona przyszła zrobić mu niespodziankę, ale to on zrobił jej. Jak znajomy, co wcześniej miał tabuny chętnych na żonę, "bo jest świetną partią i tak ładnie się bawił z moją siostrzenicą", teraz wzbudza niechęć, a przynajmniej podejrzenie, bo "alimenciarz", a do tego robota i życie codzienne przygniotło go do tego stopnia, że siłka i samorozwój wylądowały na jakimś trzecim planie. Jak laska, co wcześniej była duszą towarzystwa, jest teraz szarą myszką bez swojego zdania i cała jej energia się z niej ulotniła. Jak wcześniej idealna dziewczyna zaczyna się zmieniać na gorsze, kończy się wam wszystko, czym możecie się zaskoczyć. Jak ona jednak chce "podróży", choć nic tam nie robi poza leżeniem na piasku, on chce siedzieć w domu, bo "szkoda pieniędzy" i się z kanapy nie ruszy. Jak on gdzieś w głębi duszy tęskni do rozwoju, ale panna chce tylko oglądać głupie seriale, bo "jak można ciągle zmuszać się do wysiłku intelektualnego" (dopisek - autentyczna wypowiedź!). Pary zaczynają się rozchodzić po nieustannych walkach z myślami "co zrobiłem/am źle?", "czy to już wszystko, co mnie czeka w żuciu?". To dlatego tyle ludzi, po rozwodzie leci, w ONS (jest o tym właśnie tekst-reklama książki na internetowej Wyborczej - o seksie singli; notabene z ciekawym opisem dobrego uwodziciela) - robią dokładnie to, co niezamężni robili wcześniej. Czy było warto? Kwestia sporna!

Idylla życia rodzinnego okazuje się kieratem, "a przecież nie tak to miało być, przyjaciele"! I tak to się dzieje, że nagle ci, co weszli w związki małżeńskie z zazdrością patrzą na tych wiecznych "wolnych duchów", co życie ułożyli sobie nie według obowiązującej normy, ale poszli swoją drogą.

Wybacz, Dobrodzieju, rozumiem przesłanie tekstu, ale włączył mi się sarkazm Tongue. Bo jednak obie sytuacje mają swoje złe i dobre strony, pytanie tylko czy jesteśmy w stanie ustalić, które są naszymi priorytetami, a które wynikają z przymusu norm społecznych (dowolnych - puasowskich, "libertyńskich", familijnych, nacisków ze strony koleżanek i kolegów, którzy już "tak dorośli, że sadzą dom, budują drzewo, a dziecko znajdują w kapuście" Tongue ).

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

Przecież ten komentarz jest

Przecież ten komentarz jest bardzo trafny i cenny. Czemu mam się więc irytować?

To są dwie strony tej samej monety.

Mówi się nam, że są dwie tabletki, czerwona i niebieska. Ale czy tak w rzeczywistości jest? Co ważniejsze, czy wybieramy pomiędzy czymś więcej niż dżuma a cholera? Czemu pokazuje się nam tylko dwie opcje? Czemu narzuca się nam percepcję? Czemu nie skłania się nas do naprawdę własnych przemyśleń? Wink

O tym jest ten wpis.

Portret użytkownika RafaelB

"Czemu mam się więc

"Czemu mam się więc irytować?"

Tak sobie napisałem, bo mam coś dzisiaj taki dzień "peace & love" Tongue

Portret użytkownika Pekin

Jedynym lekarstwem na obie

Jedynym lekarstwem na obie choroby jest miłość. Ale nie zwykła, pospolita quasi-miłość. Zakochanie w powłoce na pozór idealnej jednak wypełnionej duszą tak różną od naszej. Tylko ta jedyna, prawdziwa miłość zapewni nam szczęście aż do śmierci. Uderzająca jak piorun. Nieprzewidywalna i wybuchowa, ale wieczna. Miłość, która wyrwie nas z matrixa.

Tylko ilu z nas zdoła taką odnaleźć?

ps. Matrix leci właśnie w tv, odpalajcie teleodbiorniki

Portret użytkownika MrG

Trawa po drugiej stronie jest

Trawa po drugiej stronie jest zawsze bardziej zielona...

Portret użytkownika Pckr

Już któryś raz piszesz bloga

Już któryś raz piszesz bloga który odnosi się do mojej wypowiedzi (albo to taki zbieg okoliczności) dość mocno ją przejaskrawiając, ale jeśli to faktycznie jakaś inspiracja to tylko się cieszyć.

Tylko nie rozumiem tego negatywnego wydźwięku posta, dlaczego zaraz wszystko musi prowadzić do negatywnych zachowań? Tym bardziej w naszej społeczności, natomiast ok, cel osiągnięty - skłania do przemyśleń.

Wybór pomiędzy niebieską i czerwoną pigułką to nie wybór "dżumy" a "cholery" a pomiędzy prawdą a iluzją (standardami, stereotypami, whatever) więc wzięcie czerwonej pigułki oznacza umieć przejrzeć na oczy i podjąć refleksję na temat życia - myślę że tutaj nie ma nad czym się zastanawiać jeśli chce się "robić to, na co ma się ochotę".

@Pekin
"Tylko ta jedyna, prawdziwa miłość zapewni nam szczęście aż do śmierci. Uderzająca jak piorun. Nieprzewidywalna i wybuchowa, ale wieczna. Miłość, która wyrwie nas z matrixa.

Tylko ilu z nas zdoła taką odnaleźć?"

i uważam to jest równie spaczone podejście, bo nawet jakbyś się pierdolnął do Pekinu i z powrotem, wracając przez przez obie Ameryki to prawdopodobnie nigdy takiej nie znajdziesz i zawsze będzie coś niepasującego.

Chyba że to ukryte przesłanie o miłości do siebie i swojego życia, wtedy chylę czoła (Dawid chylę czoła).

Portret użytkownika huka

U mnie wszyscy koledzy się

U mnie wszyscy koledzy się ożenili, zostałem sam, ale co ciekawe, jak zaczynaliśmy, to oni chcieli zaliczać, a ja chciałem, poznać dobrą, wierną dziewczynę, przyszłą narzeczoną, nie chciałem być uwodzicielem.

Wiedziałem jednak, że jeśli chcę taką zdobyć, muszę się nauczyć podrywania. Zacząłem czytać książki i artykuły pua.

Mówie sobie, w początku drogi uwo, poderwe z 10, to w końcu poznam swoją wymarzoną dziewice. Ale poderwałem dziesięć, i jej nie było wśród nich. Mówię sobie, trzeba powiększyć grupę, do 20 poderwanych, w takiej masie lasek, napewno trafi się ta wymarzona, ale nie...

I tak od kilkunastu lat, szukam jej, trafiając na same przeciwieństwa mego ideału. I pomyśleć, że chciałem mieć tylko jedną...

Portret użytkownika XxxTantation

Mam zupełnie podobne

Mam zupełnie podobne podejście do sprawy.
Tyle ,że Ja jestem na początku tej drogi ale już widzę konsekwencje takiego stylu życia.

Wieczne podrywanie/uwodzenie wypłukuje moim zdaniem z uczuć,empatii. Te chwilowe znajomości są bardzo fajne i raczej wypełnione pozytywnymi emocjami. Ale jak dla mnie nie sprawdzają się na dłuższą metę. Tak jak i ty. Poszukuję ,,tej".
Odrzucam, jestem odrzucany. Uczę się. Doświadczam.
Ale widzę ,że takie życie zaczyna WYPIERAĆ z emocji. I może czasem warto wejść w związek z osobą która nie jest naszym ideałem. A może się okazać ,że to ,,ta".

Życie wiecznego singla to zgubne życie jak dla mnie. Ale każdy wybiera taką drogę jaką chce.

Portret użytkownika Kensei

Pewka, że zaglądam w głąb

Pewka, że zaglądam w głąb siebie, pozdro Terrance Mckenna Wink.

whats in here is out there now.

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

"Tego chciałem" Na takie

"Tego chciałem"

Na takie komentarze liczyłem. Każdy myśli, że to o nim. Dlaczego? Bo zasygnalizowałem zakręt, na którym większość zaznajomionych z tematem się wypierdala, niczym armia szwedzka wchodząca do rzeki pod ostrzał własnej artylerii w Potopie Hoffmana.

Nie żebym miał się za jakiegoś Czarneckiego. Chciałem po prostu od was refleksji...

Portret użytkownika eldoka

hmmm w ogóle się nie

hmmm w ogóle się nie zidentyfikowałem z tym tekstem... no może poza tym, że znajomi zakładają rodziny a ja szukam dalej odpowiedniej kandydatki.
Ale... w sumie to mam wyjebane w takie wyścigi i pogonie za ustatkowaniem.
Może dlatego, że większość małżeństw które znam lub które gdzieś tam dane jest mi obserwować na różnych imprezach czy wyjazdach to z połowa conajmniej jest popierdolona. Albo po rozwodach albo kłótnie co chwila albo koleś jest zajebany pod pantoflem tak, że zastanawiam się czy miał kiedykolwiek jaja.
Oczywiście są i związki prawie że idealne ale raczej to rzadkość.

Nigdy nie miałem ochoty niszczyć kobiet w zamian za to, że jedna czy druga mnie rzuciła. Żadna mnie nigdy nie zdradziła może dlatego. Rzucały mnie owszem ale to nie powód do tego, żeby odbijać to sobie na innych i je wykorzystywać. Zresztą zazwyczaj rzucały nie bez powodu, który był oczywiście podyktowany tym, że byłem needy i chuj nie facet w kontaktach z kobietami.

Aczkolwiek, skoro trafia to osoboiście niektórych, to znaczy, że sens w tym jest Laughing out loud

Pzdr

Portret użytkownika lukas198820

Ciekaw byłem kto ruszy ten

Ciekaw byłem kto ruszy ten temat z aktywnych userów..A ty Dobrodzieju zdecydowałeś czy nie.Chcesz sie wiązać czy wolisz podrywać i zdobywać bez końca? ☺

Gonienie tzw króliczka bez końca jest dla mnie meczące. Wszystko sie zmienia z czasem. Mi bliżej do myślenia Huki niż do Eldoki. Co nie znaczy że nie szanuje jego wyborów..Każdy robi co chce i jak chce byle był spełniony.Mi nic mi do tego.☺

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

A ja? Ja jestem szczęśliwy

A ja? Ja jestem szczęśliwy niezależnie od okoliczności. Niemniej przerabiałem w życiu już oba te scenariusze i żaden nie dał mi szczęścia dopóki nie znalazłem go w sobie... Smile

Czytał ktoś z was cokolwiek od Stasiuka? Do jego filozofii mi najbliżej,chociaż nie jest żadnym trenerem uwodzenia ani kołczem... Ot zwykły felietonista.

Portret użytkownika lukas198820

Rozumiem..Ale mi sie wydaje

Rozumiem..Ale mi sie wydaje że każdy z nas ma w końcu ten dylemat który opisaļeś tutaj.☺
Andrzeja Stasiuka jesli o nim mowa nie czytałem...Lubie czytać blogi Michała ,,Volanta'' . Szatiło..Trafia to do mnie i daje do przemyślenia..Pytanie tylko ile w tym publiki i reklamy a ile prawdy.

Portret użytkownika huka

Ja ze Stasiuka czytałem -

Ja ze Stasiuka czytałem - Jadąc do Babadag

Do jego filozofii Ci najbliżej, czyli chcesz zamieszkać na wsi, zabitej deskami,jako hodowca baranów? Smile

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

I z nimi rozmawiać

I z nimi rozmawiać Wink

Nienawidzę Cię. Przez ten

Nienawidzę Cię. Przez ten blog moja obawa (czy oby nie jestem za stary, nie jest za późno itp powróciła... I glowna wątpliwość czy spotkam kobiete, z którą będę mógł spędzić resztę życia).

Dzisiejszy wieczór zamiast książki będzie poświęcony na medytacje, wewnętrzny dialog i spisanie wyciągniętych rozmów samym ze sobą.

Wszystko w życiu jest jakimś

Wszystko w życiu jest jakimś etapem, musi mieć początek i koniec. Wchodzenie w życiu w same związki bez nauki podrywania, psychiki kobiet jest dużym wyzwaniem - bo jak trafi się na ostrą zawodniczkę to łatwo skończyć z nałogiem, długimi, rozwodem, alimentami lub rozwaloną psychiką.

Pójście w 100% w uwodzenie, jednonocne przygody, seks bez zobowiązań też jest w pewnym sensie ryzykowne, bo można się spaczyć do kobiet i zacząć traktować je jak seksualne zabawki do zaspokojenia przyjemności. A jak nagle będzie się chciało założyć związek to jakoś tak nudno, ciężko się pohamować, przestać bajerować inne.

Moim zdaniem obie skrajności niestety są złe, a taką bezpieczną drogą jest połączenie tych dwóch - pierwszy etap - liceum, studia. Poznawanie kobiet, przelotny seks, zabawa. Nie ma sensu na tym etapie szukać miłości na całe życie lub ultra poważnego związku, ponieważ wiele osób na tym etapie nie wie czego chce od życia, nie jest dojrzała emocjonalnie. W tym czasie można odkryć swoje potrzeby seksualne i nabrać obycia z kobietami, wyszkolić się w międzyczasie wchodzić w jakieś związki bez przyszłości. Mając ok 25 lat (mocno generalizując) większość facetów dojrzewa i już wie mniej więcej czego chce od życia i jakich chce kobiet. Wiedzę z uwodzenia może wykorzystać do zdobycia idealnej kobiety do stałej relacji. Oczywiście to nie jest sztywna granica - dla jednego to będzie 25 lat, drugi będzie chciał ślub po 30, a trzeci mając 40 lat. Takie płynne przejście z uwodziciela do świadomego i dojrzałego gościa w związku wydaje mi się najlepszą drogą życiową.

Ja jakoś nigdy nie marzyłem by ciągle bzykać bez zobowiązań i być wielkim uwodzicielem. Zresztą kto czytał książkę Strausa to chyba wie z czym się takie życie wiąże. W głębi duszy chyba każdy zdaje sobie sprawę, że na dłuższą metę życie singla będzie męczące i samotne.

Dla mnie uwodzenie to był etap młodości, koniecznego wyszumienia, zaliczenia kilku fajnych kobiet (trochę jak trofeum) i potem się ustatkować i uspokoić z tym. Nigdy nie chciałem, by taka balanga singla trwała wiecznie. Wydaje mi się, że w pewnym momencie trzeba się umieć wycofać z życia podrywacza zanim będzie za późno - oczywiście jeżeli ktoś planuje założyć rodzinę i prowadzić to "nudne" życie z kredytem na 30 lat. Z wiekiem coraz ciężej zmienić nawyki, a jak się wyrobi nawyk podrywania wielu lasek naraz to potem ciężko będzie się zahamować będąc w poważnym związku

Myśle, że dziś żyje się

Myśle, że dziś żyje się inaczej. Nie ma wyboru między slubem a starokawalerstwem. Kiedyś było 8 godzin pracy, powrót do domu, 8 godzin spędzania czasu z rodziną, 8 godzin snu. Wyjazd na 2 tygodnie w lipcu maluchem nad morze i powrót do kieratu na kolejny rok. Oczywiście generalizuje, ale tak żyła większość. I to nie tylko w komunie, ale nawet w latach 90-tych. Dziś mamy technologie, podróże, możemy pracować na plazy z laptopem w ręku (oczywiscie udaje sie to nielicznym). Ale takie podróżowanie po świecie jest całkiem realne, wcale nie ogromnym kosztem. Po prostu świat ewoluował jest masa ROZRYWEK (bungee, gokarty, strzelnice, chuje muje etc), swiat nie jest tak monotonny. Przez to ludzie wolą wydawać kase na tego typu rzeczy niz jak w powyzszym poscie "prowadzic to nudne życie z kredytem na 30 lat". Dlatego wiele osób jest samych, woli sie spelniac, realizowac pasje. Kobiety są także "wyzwolone" w większości pracują, nie musza być na łasce faceta, nie muszą w wieku 22 lat wziac slubu i do 30stki miec 3 dzieci. Jest natomiast jedna kwestia, która "zmusza" do wiązania sie dla sporej ilości osób. STAROŚĆ. Każdy chce mieć kogoś kto go będzie obiegał, kto poda szklanke wody. Póki co, żadna cywilizacja nie poradziła sobie jak życ w pojedynke na starość mając np ciężką chorobę. Może w przyszłości, ale jeszcze nie teraz. I oczywiście post nie pochwala ani postawy opisanej z początku i tej z drugiej części. Po prostu tak wygląda świat. Pomyślcie, że jeszcze 20 lat temu malo kto mial komputer, komorke o internecie nie wspominajac. Świat pędzi, technologia moze w dobrym kierunku, ale reszta? Byłbym ostrożny z oceną. Moim zdaniem każdy ma prawo zyc jak chce, dopoki nie szkodzi drugiej osobie. Najważniejsze to stanąć przed lustrem w wieku 70 lat (o ile sie dozyje) i powiedzieć coś w stylu: miałem fajne życie, może nie idealne (zycie to wybory, zawsze trafiają sie też zle), ale powtorzył bym je zmieniając mało. I nie ważne wtedy czy ktoś ma żone i 7 dzieci i 20 wnuków, czy jest sam, wązne, żeby do tego lustra sie usmiechnał i w oku zakręciła się łza, nie ze smutku, ale z rozrzewnienia.

Portret użytkownika eldoka

dobry wpis. amen.

dobry wpis. amen.

Portret użytkownika but_mil

Oooo:)

Oooo:)

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

(Brak tytułu)

Smile