Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Archetyp Bohatera - czyli lekcja z nauk Bane'a i Ticala

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

Jedziemy.

Wiele miesięcy nie miałem ani czasu, ani nawet pomysłu jak ubrać w słowa moje przemyślenia na temat relacji międzyludzkich. Zbliżam się do trzydziestki. Można powiedzieć, że ukształtowałem się wewnątrz tej społeczności. Społeczności facetów, mężczyzn i chłopców utwierdzonych w przekonaniu, że wiedzą jak postępować z kobietami. Kobietami, z których niemal zawsze bardzo ciężko nam zrezygnować. Przeżywamy rozstania. Cierpimy. Ogarnia nas gniew. Rozpaczamy, aż w końcu obojętniejemy. Wtedy pojawia się kolejna kobieta w naszym życiu i spierdolenie zatacza krąg.

Dlaczego? Bo nas nie chciała, zostawiła nas, zdradziła, odeszła do innego, powiedziała, że to nie to. Powód jest nieistotny. Skutek zawsze ten sam. Rozstanie. Rozstanie jako synonim porażki. Tak mocno uderza to w nasze ego, że trzymamy się tego kurczowo. Żeby było zabawniej, często traktujemy tak kobiety z którymi nic poza platonicznym i jednostronnym uczuciem nas nie łączy. Nie potrafimy odejść. Odejścia z inicjatywy mężczyzn można policzyć tu na palcach jednej ręki. Zapalnikiem zawsze jest kobieta. Rozstań z klasą jest jeszcze mniej.

Ponawiam pytanie. Dlaczego? Bo traktujemy rozstanie jak karę. Nie potrafimy funkcjonować sami. Nie mamy ciekawego życia. Nie wiemy co ze sobą zrobić. Uzależniliśmy się nie tyle od kobiety, co od uczucia zakochania, wizji posiadania kogoś. I taka panna jest dla nas "lekiem na całe zło", a powinno być odwrotnie. Zaprawdę powiadam wam, powinno być kurwa odwrotnie. To ona powinna biegać za wami. Tymczasem na penisach jednego faceta można policzyć sytuacje gdzie kobieta przeżywa takie rozterki. Nawet nie chce mi się wnikać czemu my tak, a one nie. Pierdolenie na ten temat niewiele wnosi.

Nie wnosi nic na co masz wpływ. A na co masz wpływ? Na swój łeb drogi kolego. Zapewne w chwili rozstania uważasz, że jeśli rozstajesz się z kobietą, to rozstajesz się z nią na zawsze. Że już nigdy w życiu jej nie spotkasz i wszystkie Twoje dni będą czarne niczym etykieta piwa "Specjal", którym będziesz zalewać smutki. Po pierwsze, w ciągu najbliższych miesięcy posiadając nawet szczątkowe życie towarzyskie poznasz kilka kobiet. Po drugie, jak pisał Ban'e "one zawsze wracają". Zakładam, że dobrze kojarzysz jego wpisy na temat powrotów do byłych kobiet. Jeśli nie to masz co nadrabiać. Są tu nadal dostępne i stanowią razem z "Drabiną Ticalową 1 i 2" fundament moich przemyśleń. O drabinę, musisz poprosić starszych kolegów z forum lub przewertować webarchive. Jeśli znasz technikę powrotu bohatera oraz wspomnianą drabinę, to świetnie lepiej zrozumiesz moje podejście, które prezentuję poniżej.

Do brzegu.

Archetyp bohatera. Bo tak to roboczo nazwałem. Bo bohater w filmie, żeby mógł wrócić najpierw musi odejść. Odejść do swoich spraw. W fabułach jest to tak naturalne, że nawet tego nie zauważamy. Czy Skrzetuski z powodu Heleny olał służbę w wojsku? Czy Aragorn z powodu Arweny wyjebał się na drużynę pierścienia? Czy Yenefer nie dymała się każdorazowo przy spotkaniu z Geraltem z Rivii? Czy to, że poszli robić swoje wpłynęło negatywnie na ich atrakcyjność? To czemu, Ty musisz trwać przy swojej kobiecie tak kurczowo? Co cię trzyma? Jej gadanie? Czy Twoje uzależnienie? Podobnie jest w przypadku rozstań. Nie ma byłej kobiety, która po czasie nie chciałaby do mnie wrócić, albo chociaż poprzebywać w moim otoczeniu. Warunek jest jeden musiałem całkowicie odpuścić i udać się do swoich spraw, w taki sposób żeby to widziała. Żeby zrozumiała, że rozstanie z nią przysporzyło mi nowych przygód, doświadczeń, bogactw i atrakcyjności.

Ale czy tak trzeba postępować tylko w przypadku rozstań. Nie. Tak trzeba postępować zawsze. Otoczenie ma czuć. Że gdy zmieniasz pracę. Gdy zmieniasz miasto. Gdy zmieniasz kobietę. Gdy zmieniasz znajomych to oni tracą, nie Ty. Nawet jeśli po prostu znikasz bez żadnego konfliktu. Nie bój się odchodzić. Wtedy będą o Tobie pamiętać. Będą się przypominać. Będą zabiegać. Co więcej, jeśli masz wyższą wartość, to zawsze dla kaprysu możesz odnowić dowolną znajomość. Możesz też wejść bardzo szybko na podobny poziom relacji jak przed jej zakończeniem.

Sprawdzone. Ostatnio o kontakt ze mną zabiega była kochanka, która przy rozstaniu mnie nienawidziła i życzyła mi śmierci. Ona wtedy zawiniła, a ja wtedy ja biegałem za nią. Teraz role się odwróciły. Ona cieszy się i podkreśla ile dla nie znaczy to, że jestem nadal w stanie wysłuchać to co ma mi do powiedzenia, że pozwalam jej na kontakt.

Dlaczego? Bo w końcu odszedłem. Bo mam teraz lepiej niż miałem będąc z nią. Mam lepszą, młodszą i atrakcyjniejszą kobietę, ciekawe życie, w pracy mi się układa. Widać różnicę w jakości. Dla porównania, gdybym przy niej wtedy trwał i kombinował to nie miałbym czasu budować tego, czym obecnie ja się cieszę, a czego ona pożąda, tego co przeszło jej przez palce.

Pozdrawiam

Dobrodziej z Północy

Odpowiedzi

Portret użytkownika Jack Sparrow

"One zawsze wracają" Nie

"One zawsze wracają"

Nie zawsze wracają. Smile

Jakby laska by mi powiedziała, że życzy mi śmierci, to nawet jakby prędzej, czy później by się odezwała, to miałbym ją w dupie. Laughing out loud

A co do artykułu, to podobał mi się.

Piona! Smile

Portret użytkownika enBull

Dawno żaden blog mnie tak

Dawno żaden blog mnie tak wewnętrznie nie poruszył, sam właśnie przeżywam podobna sytuację z dwoma ex. Niech każdy płaczący w poduszkę alfa, zapamięta 'one zawsze wracają' i wyryje gwoździem nad łóżkiem najlepiej. A dalej niech zapomni najlepiej o jej istnieniu a ona pojawi się powtórnie w jego życiu szybciej niż mu się wydaje. Tylko niech mi żaden nie mówi, że nie działa. Bo skoro tak myślisz jeden z drugim o tym to znaczy, że czekasz na kontakt byłej i już jesteś na przegranej pozycji.

Portret użytkownika Mendoza

Rozstanie nie koniecznie jest

Rozstanie nie koniecznie jest porażką.
Nie chce mi sie pisać dlaczego.

Powroty bohaterów zostawmy tym, którzy lubią błyszczeć.
To jest MOIM ZDANIEM dosyć śliski motyw działań.

Chyba wiem co chciałeś przekazać.
Trudno to jednak odziać w słowa.
Ponieważ pewne poglądy są powiązane z przeżyciami.

Nie wszystkie powroty to powroty bohaterów. Są też powroty wymoczków z wydętą wklęsłą piersią z włosami pokrytymi brylantyną.

Zapewne chodziło Ci o zajęcie się własną misją i żeby nikomu nie nadskakiwać, a i tak będzie się układać, i to nawet lepiej niż wcześniej.

Portret użytkownika Pinochet

" Ostatnio o kontakt ze mną

" Ostatnio o kontakt ze mną zabiega była kochanka, która przy rozstaniu mnie nienawidziła i życzyła mi śmierci"

To nieźle ma na bani dziewczyna :]

Jak wszedłem pierwszy raz na strone i zacząłem czytac blogi Bane'a to wierzyłem, że byłe zawsze wracają. Z biegiem czasu faktycznie te byłe wracają, ale z tym jest różnie. Raz pozwoliłem byłej do siebie wrócić co było błędem. Uważam również, że nie każdy powrót to strzał w kolano.

Czy była wróci zależy jakie było rozstanie, czy układa się z nowym gachem, czy sie faktycznie zmieniliśmy i widać zmiane i by można tak wymieniać. Nie, nie zawsze one wracają.

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

Mendoza dobrze to

Mendoza dobrze to zinterpretował. Tu nie chodzi o to, żeby wracały. Chodzi o to, żeby nie bać się żyć swoim życiem, a reszta się są ułoży. No i patrząc po waszym odbiorze bardziej precyzyjnie byłoby gdybym napisał, że one prędzej czy później zawsze próbują wrócić w naszą orbitę. Co nie jest równoznaczne z powrotem do związku... Chociażby dlatego, że już tego nie pragniemy.

Portret użytkownika Kensei

Jak do brzegu zaczęliśmy

Jak do brzegu zaczęliśmy wiosłować to mi się już przyjemnie płynęło.

Stevie Wonder śpiewał podczas pewnego występu takie oto słowa: "A man's gotta do what a man's gotta do..." i dodaje ironicznie: (acz prawdziwie, w końcu miej jaja by robić i mówić to na co masz ochotę Wink ) "sometimes, not all the Time"

https://youtu.be/uzbRoG6XFlg

Bane pisał o tym, aby niewzruszenie pójść przed siebie, nie oglądać się, tylko za kimś takim pójdzie kobieta.

Nie uważam jednak, aby motorem napędowym do tej umiejętności: "robienia co trzeba", chodzenia swoimi ścieżkami, miała być myśl, że to inni tracą, a nie my. Że to kobieta ma za Tobą biegać, a nie Ty za nią. Nie. Żaden bohater nie ma takich motywacji. Ok, może to tylko obserwacja, a nie motywacja, ale nadal dość egocentryczna.

Przy rozstaniu coś zyskuje i coś traci każdy, narracja jednostronna, może i pomoże sobie rozstanie umilić, ale to trochę zakrawa o mechanizm wyparcia.

Przyświeca mi idea partnerstwa, nie tylko w związku, ale ogólnie z ludźmi. Takie podejście równościowe, że traktuje siebie z szacunkiem i innych też. Nie uważam, że ktokolwiek powinien za mną biegać i że to ja muszę być górą. Dla siebie - owszem, jestem górą, tylko siebie do zdechnięcia mam od początku za towarzysza doli i niedoli. To nie jest tak, że "ja robię swoje, a Ty bejbe jak coś chcesz to se za mną biegaj, bo ja jestem hero Tarzan a Ty Jane". Dla mnie jest równo, jest wibracja, różna bo różna, ciągle się zmienia, ale rezonowanko ma znaczenie kluczowe, a nie ustawianie kto za kim biega.

Niemniej jednak pasuje mi bardzo wskazanie istoty tego jak ważne jest aby w odpowiednim momencie kiedy trzeba, mężczyzna miał siłę i mądrość, aby ruszyć przed siebie, "and to do what needs to be done".

Portret użytkownika Pckr

Myślę że to parcie przed

Myślę że to parcie przed siebie i nie oglądanie się w tył to sytuacja 0, pozycja wyjściowa w życiu, która przyciąga ludzi czy w tym przypadku kobietę - a jak już ją przyciągnie to wtedy faktycznie 50/50 (czy tam 40/60) jest bardzo fajne i przychodzi to naturalnie.

Jeśli chodzi o zawieranie przyjaźni to też nie widzę tego inaczej niż partnerstwo, jeśli ktoś jednostronnie zabiega o kolegowanie się to raczej nie mamy na to ochoty.

Nie sądzę żeby ktokolwiek zdrowy na umyśle, był w stanie iść przez życie nie oglądając się na nic bo to zakrawa na chory egocentryzm i na pewno nie prowadzi do szczęścia/spełnienia a jedynie do samotności.

Fajny jest też cytat "Samemu dojdziesz najszybciej, w grupie najdalej".

Portret użytkownika NiCo

W ogóle baby to strasznie

W ogóle baby to strasznie ciekawskie istoty, stąd może wynikać próba kontaktu. Chociaż jaki to by powód nie był, wiadomo że o nas myśli, zabiega o uwagę, także..

Pole do popisu jest, gdy ktoś tego potrzebuje. A chyba lepiej nie potrzebować, bo:

Jeśli o skutki takiego stanu rzeczy, czyli jej "prowtotu", to chyba warto spojrzeć na to z drugiej strony. Nie aktywnej, a biernej.

Ona mogła poznać kogoś nowego i dopiero z tej perspektywy docenić to jak było z nami. Gorzej jeśli nikogo nie poznała i wraca z braku perspektyw, to też możliwe, chujowe i tylko czekać na kolejny koniec o ile chcemy powrotu.

Oczywiście Dobrodziej ta metoda którą opisałeś bardzo dobra. Widać jakie masz podejście do rozstań, zdrowe podejście. Motywacyjne. I fajnie że potrafisz ją znaleźć nawet tutaj. Ale uwaga, co jeśli ktoś nie ma czego zmieniać? Był człowiekiem z super życiem, a panna odeszła. Czyli jedyne co zostaje to nie załamywać się i nie łamać lajfstajlu przez rozstanie. Bo co więcej? Chyba tyle i to z czasem może zadziałać, ale..

Wychodzi na to, że daliśmy pannie w związku urlop. Ona odpoczęła, czy co tam (Laughing out loud) no i sobie wraca. Spoko? Wg mnie nie, a przynajmniej nie jestem pewny. A na takim fundamencie - niepewności, nie ma co związku stawiać.

Nie polecam powrotów, chyba że w ff.

Portret użytkownika Pekin

Mimo, iż nie jestem tak

Mimo, iż nie jestem tak doświadczony jak wy to mogę potwierdzić, że to prawda.
Jeśli tylko wyraźnie widać "KONTRAST. Rozdźwięk między tym kim byłeś, a kim jesteś teraz.".
Piszecie, że nie wszystkie wracają. A ja powiem, że w pewnym sensie wszystkie. Bo tu nie chodzi o to żeby kobieta rzuciła wszystko i na kolanach błagała o drugą szansę. Tu chodzi o to żeby przypadkiem wpadając na was na ulicy rok po rozstaniu odwracała wzrok zawstydzona. Żeby miała wątpliwości. Żeby gdybała jak to by było, gdybyście nie zerwali. Żeby znów zobaczyła w was atrakcyjnego faceta. A co zrobicie gdy to dostrzeżecie to już wasza sprawa. Ja raz bawiłem się kilka miesięcy w fwb, innym razem zaprosiłem na spotkanie, na którym dostrzegłem, że wcale nie jest niezwykła i poszedłem w swoją stronę.

Wrzucam link, bo warto przeczytać.
https://www.podrywaj.org/blog/dl...

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

Lepiej bym tego nie ujął.

Lepiej bym tego nie ujął.

Portret użytkownika Pinochet

"Tu chodzi o to żeby

"Tu chodzi o to żeby przypadkiem wpadając na was na ulicy rok po rozstaniu odwracała wzrok zawstydzona. Żeby miała wątpliwości. Żeby gdybała jak to by było, gdybyście nie zerwali. Żeby znów zobaczyła w was atrakcyjnego faceta."

Jak tak bardzo ktos chce powrotu do dziewczyny to spoko. Ale jak ktoś idzie do przodu to ma gdzieś co ona sobie myśli. Czy wzdycha za mna czy nie. Czy chce powrotu itd.

Co wam da, ze dziewczyna bedzie wzdychać i rozkminiac o was? No Ego urośnie, fakt Smile

Świetnie rozumiem blogi Bane'a i co mial do przekazania. Tylko, ze z biegiem lat inaczej juz na to patrzę.

Portret użytkownika Pekin

Są tacy, którzy od początku

Są tacy, którzy od początku rozumieją dlaczego potrzebna im jest zmiana. Dla innych chęć odzyskania "tej wyjątkowej" może to być motorem przemiany. Może nie najzdrowszym, ale lepszy taki niż żaden. Uważam, że gdzieś po drodze tak czy siak dochodzi się do momentu, w którym uświadamia się sobie, że zmienia się dla siebie, nie dla niej. Wtedy kobieta przestaje być celem a staje się możliwością. Przestaje być "tą jedyną", następuje reset, katharsis. Znów jest dla nas zwykłą dziewczyną na ulicy. Możemy do niej zagadać, ale możemy też przejść obok obojętnie.

I jest tak jak mówisz. Mowię teraz oczywistości, ale może jakiś początkujący chłopak to przeczyta, zainspiruje się i zacznie się rozwiać tak jak ja po odkryciu tego forum.

Portret użytkownika Kensei

3xTAK! W całym ambarasie

3xTAK!

W całym ambarasie bezsensu powrotu do byłych jest właśnie ta kwintesencja przemiany:

-wkurw, smutek, żal, chcesz sobie i jej udowodnić, że popełniła błąd i dużo straciła,
-zrozumienie co się tak naprawdę odpierdalało, a także zrozumienie drugiej strony,
-satysfakcja, ale nie dlatego że laska chce wrócić, tylko dlatego że ruszyłeś dalej, jesteś dalej, potrzebowałeś tego zdarzenia, żeby dotrzeć tu gdzie teraz jesteś i nie potrzebujesz nigdzie się cofać.

Portret użytkownika Vego

To takie śmieszne zjawisko,

To takie śmieszne zjawisko, kiedy potrzebujesz bardzo kobiet, one to wyczuwają, że brakuje Ci ich miłości i uciekają, a kiedy kroczysz pewnie i bije od Ciebie aura, że zawsze dasz sobie radę, to one chcą być w jej blasku, żeby się w niej ogrzać, żebyś to Ty ją prowadził przez życie, a nie ona Ciebie.
Po licznych doświadczeniach człowiek wie bardziej o co mu chodzi, potrafi to sprecyzować i dostrzega że nie ma super dziewczyn, a kiedyś je idealizował na podstawie wyglądu, czy faktu że się jedna z drugą uśmiechnie, a wtedy był tego niedostatek i mocniej się odczuwało spojrzenia i uśmiechy.
Jak już każdy przerobi swoje doświadczenia to jest bardziej wymagający, a jak nie ma parcia i pokazuje że sobie świetnie radzi, działa to jak magnes, chcesz lasek one uciekają, jak Ty już ich tak nie potrzebujesz, to one zaczynają potrzebować Ciebie, bo ludzie idą za silnymi jednostkami.

Portret użytkownika Heathcliff

Świetny blog. Jak dla mnie

Świetny blog. Jak dla mnie kandydat na bloga miesiąca

Portret użytkownika Mendoza

Jedno mnie w tym wpisie

Jedno mnie w tym wpisie mierzi.

"Że coś wraca"

Nic nie wraca.

Oglądają się za siebie Ci, co mają biedę 'teraz' i pomysłu na jutro też nie mają.

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

Mierzi Cię bo patrzysz wąsko.

Mierzi Cię bo patrzysz wąsko. Gdybyś patrzył szeroko skalibrowałbyś to pod inne aspekty życia.

Przykład:
Masz dobrego kumpla. Dajmy na to ze szkoły średniej. Nie widzieliście się z 4 lata. Żaden z was się nie kontaktował. Spotykacie się. Idziecie na piwo. Jest fajnie. Rozejdziecie się i spotkacie za kolejne trzy lata. Wtedy też będzie fajnie. Jasne, oczywiście, można twardo nie oglądać się za siebie i na takie piwo nie iść.

Tak po prawdzie, żeby się nie wypierdolić w życiu to trzeba patrzeć we wszystkich trzech kierunkach. W tył, w przód i pod nogi. Wink